piątek, 13 września 2013

08. Obecna Sytuacja

Nickole przespała mocno całą noc. Pozwoliłam jej spać w swoim łóżku, a sama przespałam się na podłodze.
Sięgnęłam po telefon i zadzwoniłam do szefa. Ja mam dzisiaj wolne, ale on musi wiedzieć.
Wybrałam numer do niego i przyłożyłam słuchawkę do ucha. Odebrał po kilku sygnałach.
-Co jest, Aliana? Przecież dzisiaj nie pracujesz.
-Kendalla dzisiaj nie będzie. - powiedziałam, wiedząc, że zaraz się na mnie wyżyje.
-Jest nam potrzebny. - oznajmił tonem nieznoszącym sprzeciwu.
-Nie może przyjść. Złapał zapalenie płuc.
-Jak?
-Wczoraj zjawił się u mnie z gorączką. Poprosiłam Nate'a, żeby go zbadał. Teraz leży u mnie na kanapie i śpi. Lepiej, żeby teraz odpoczął.
-Trudno. Poradzimy sobie jakoś bez niego. A wy postawcie go na nogi.
Nie czekał na moją odpowiedź i natychmiast sie rozłączył. Palant z niego, ale jedno dobre, że się zgodził.
Wstałam z podłogi i spojrzałam na dzisiejszą kartkę.
-Dwie sesje po południu. - mruknęłam do siebie, kiedy przeczytałam własne notatki, które zrobiłam wczoraj ostatkiem sił. Nigdy nie pisałam nieczytelnie, ale te "litery" można śmiało nazywać heloglifami.
Spojrzałam na Nickole. Wciąż spała spokojnie. Nie budziałam jej, tylko wstałam i poszłam do salonu.
Kendall leżał na kanapie, a tuż obok niego, na podłodze spali Cassidy i Nate. Ona wciąż w swoim dziwacznym stroju żeńskiego rycerza, a obok niego leżały, w nieładzie, jego okulary. Podeszłam do Kendalla i delikatnie położyłam mu dłoń na czole. Nie był już tak rozpalony jak wczoraj.
Poczułam, jak wibruje mi telefon, który trzymalam w dłoni. Spojrzałam na wyświetlacz. Dzwonił James.
-Tak? - zapytałam, odbierając połączenie.
-Jest problem. - powiedział spanikowany. - Nie mam z kim zostawić Davida. Opiekunka zachorowała, rodzice są na drugim końcu kraju, a do pracy go raczej nie zabiorę.
-To przyprowadź go do nas. - zaproponowałam. - My się nim chętnie zajmiemy.
-Serio mogłabyś?
-Mogłabym.
-Rety, jesteś cudowna. Za chwilę u was będę. Dzięki.
-Nie ma sprawy.
Odłożyłam telefon, kręcąc głową.
Pochyliłam się nad Kendallem, który spał spokojnie. Poczułam jego gorący, ciężki oddech na policzku.
Nie czekając chwili dłużej, potrząsnęłam ramieniem Nate'a.
-Nate, wstawaj. - powiedziałam, lekko podniesionym głosem. - Mówiłeś wczoraj, że o ósmej zaczynasz dyżur. Wstawaj, no już!
Zachował się, jak zawsze, kiedy go budziłam. Zakrył oczy przedramieniem, a drugą próbował dosięgnąć swoich okularów. 
-Jeszcze pięć minut... - wymamrotał na pół przytomny.
-Nate, wstawaj. Nie jesteś już dzickiem! - pogoniłam go, śmiejąc się pod nosem.
-No dobra...
Pokręciłam głową i spojrzałam za Cassidy, która ciągle była w swoim kostiumie ze średniowiecznego serialu. Wiem, że już w tym nie gra i nie miałam pojęcia, że nadal trzyma ten strój. Musiała go odkupić po zakończeniu pracy.
-Cass, czas się podnieść i przebrać. - oznajmiłam, potrząsając jej ramieniem. - Czemu właściwie to założyłaś?
-Bo to jedyne nieprzemiękanie ubranie, jakie posiadam. - wyjaśniła, wciąż nie otwierając oczu.
**
Pożyczyłam Cassidy ubranie. W tamtym wyglądała jak wariatka. Roslyn wyszła już do pracy. Nate też musiał jechać do szpitala. Zostawił tylko listę dawkowania i kazał nam tego pilnować.  Rzucił na dowiedzenia, że jak po południu Kendallowi się nie poprawi, to mamy go zabrać do szpitala, bo jak twierdził, potrzebuje stałego nawodnienia.
Kiedy ja, Jennifer, Cassidy i Nickole, która wciąż siedziała przestraszona z boku, usiadłyśmy do stołu, drzwi wejściowe otworzyły się gwałtownie i do środka wszedł James. Miał na ramieniu torbę, a drugą wolną ręką trzymał malutką dłoń Dawida.
-Cześć. Dzięki, że się zgodziłaś. - powiedział, sadzając małego naprzeciwko Jennifer. Ta wytrzeszczyła oczy ze zdumienia i patrzyła raz na Jamesa, raz na jego synka, jakby nie docierało do niej, co się właśnie stało. - Słuchaj, w torbie masz pieluchy...
-Pieluchy? - powtórzyłam, przerywając jego wypowiedź. - On ma dwa i pół roku. Już dawno powinien robić do nocnika!
-No i robi, tylko czasem się zapomina. Więc w torbie masz zabawki, bajkę i książeczkę na dzisiaj. Tylko oblej ją jakimiś delikatnymi perfumami, bo dopiero ją kupiłem. David nie lubi zapachu farby drukarskiej.
Kiedy już zaczerpnął powietrza, spojrzał na stół i od razu zwrócił uwagę na Nickole.
-Widzę kogoś nowego. Cześć, jestem James.
Nickole odkręciła się do niego plecami. James zacisnął dłoń w pięść i schował ją do kieszeni.
-Jen, nie miej takiej miny. - powiedział, kiedy zobaczył jej wyraz twarzy. - Wyglądasz, jakbyś ducha zobaczyła.
-Przepraszam, muszę iść do baru. Za chwilę zaczynam zmianę.
Jennifer wstała z krzesła z tą samą bladością na twarzy. Momentalnie zabrała swoją torebkę i wyszła z mieszkania.
-Właśnie tak reaguje każda moja dziewczyna, kiedy sie dowiaduje, że mam dziecko. - wymamrotał, tak cicho, żeby David nie usłyszał. - Tylko one jeszcze mnie rzucają.
James westchnął i spojrzał na postać leżącą na kanapie.
-To Kendall? - zapytał, kiedy poznał spocone jasne włosy, które wystawały zza koca. - Co mu się stało?
-Zachorował. - odpowiedziała mu Cassidy, żując swoje kluski.
-Ale jak, przecież on i Logan Mieli wczoraj... - przerwał z grymasem złości na twarzy. - Zabiję go!
Bez ostrzeżenia wybiegł z mieszkania.
Obecna sytuacja jest dość ciężka. Już nic na to nie poradzę.

4 komentarze:

  1. Wczoraj pół dnia zajmowałam się 4-latkiem. Skąd one biorą tyle energii? Jego matka patrzyła na mnie z wytrzeszczonymi oczami i powiedziała, że jeszcze nigdy nikomu nie udało się zapanować nad jej synem, a ja nawet sprawiłam, że zjadł cały obiad. Średnio przepadam na dziećmi, ale jak już mam z nimi do czynienia to moje podejście do nich działa cuda. :) Super notka :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zostałaś nominowana do Liebster Award. Więcej info znajdziesz tutaj: http://dirtyimagines.blogspot.com/2013/09/liebster-award_19.html

    OdpowiedzUsuń
  3. Noo. Syn Jamesa, David. Skojarzyło mi się z drugim imieniem Jamesa. No ciekawe kiedy Kendall wyzdrowieje.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak można nie lubić tego książkowego zapachu? Ja uwielbiam go wciągać :) działą jak narkotyk

    OdpowiedzUsuń