środa, 18 września 2013

10. Szczerość nie zawsze wygodna

Kendall czuł się lepiej. Na tyle lepiej, że rozmawiał z nami już w pełni przytomny. Nie obyło się bez uporu Nate'a.
Kiedy pewnego dnia przyszedł do Aliany i powyciągał ten cały sprzęt, na prawdę się przestraszyłem.
Jednak miał rację. Po kroplówce mu się poprawiło i zostaliśmy przy tym, puki gorączka nie spadła. Chciał mu dać jeszcze te rurki do nosa, ale Kendall zwyczajnie je sobie odczepiał.
Zastanawiałem się, jakim sposobem pozwolono mu tu przytargać cały ten sprzęt.
Teraz siedzieliśmy na kanapie, a Roslyn donosiła nam jedzenie. Rany, chyba ma jakiś dzień dobroci dla zwierząt...
-Może masz ochotę na coś ciepłego? - zapytała Kendalla, uporczywie unikając mojego spojrzenia.
Kendall tylko pokręcił głową.
Zastanawiałem się, dlaczego teraz zrobiła sie taka dziwna. A może wie? Nie, niemożliwe. 
Odłożyłem kubek z gorącą czekoladą na bok, obserwując Alinanę, która już od godzny bawiła się telefonem. Próbowałem jej zajrzeć przez ramię, ale ona uparcie się broniła.
Wstałem z kanapy i podeszłem do Roslyn, która siedział w kuchni nad kanapkami.
-Powiedz o co Ci chodzi. - zacząłem, może niesbyt delikatnie, ale na nic innego nie miałem siły.
-Mnie o nic nie chodzi. - odpowiedziała, odkładając nóż na miejsce. - A o co tobie chodzi?
Cieszyłem się, że go odłożyła. Wtedy przynajmniej w trzydziestu procentach miałem pewność, że nie zrobi mi krzywdy.Czas jej powiedzieć prawdę. Mimo, ze to nie było dla mnie za wygodne.
-A mnie właśnie o to chodzi. O to nic mi chodzi. - mówiłem ściszonym głosem, żeby nagle nie zacząć krzyczeć. - Tylko mi nie mów, że tego nie widzisz.
Roslyn pokręciła głową. Była bardzo blada.
-Teraz zaczęłam się gubić... Powiedz, że ty nie...
-Zakochałem się w tobie.
**James**
Kiedy skończyliśmy swoje u Aliany, poszedłem odebrać Davida od Opiekunki.
Po drodze myślałem o Jeniffer. Nawet nie wiem, kiedy zaczęła mi się podobać. Jest bardzo miła. Odkad coraz więcej ze sobą rozmawiamy, nie ukrywam, że Kendall podświadomie maczał w tym palce, poczułem, że powoli odmienia się moje życie. Nie wiem, może się w niej zakochałem, ale jeśli znowu właduję się w to samo bagno co zawsze, a David będzie miał nadzieję na nową mamusię, to nigdy sobie tego nie wybaczę.
Zaparkowałem pod agencją Baybysitterską i poszedłem do sali w której zazwyczaj bawił się David.
Kiedy mały mnie zobaczył, natychmiast do mnie podbiegł.
-Haj tata! - wykrzyczał, wręczając mi statek z papieru. - Zobacz, co mam on Nancy.
Wzięłem od niego ten kawałek złożonego papieru. Nie był ani trochę krzywy.
-A podziękowałeś? - zapytałem, kiedu chowałem go do kieszeni.
-Podziękował. - odpowiedziala za niego sama Nancy. - Od kilku dni jest znacznie spokojniejszy. Jak pan to zrobił? - zapytała, głaszcząc malca po głowie.
-Proszę nie pytać to zdaje się zasługa moich koleżanek.
-Rozumiem. - zaśmiała się, kiedy pokazałem jej potwierdzenie prezelewu za następny miesiąc. - Przyjdzie pan jutro?
-Nie, jutro mamy wolne, więc chciałbym spędzić synem trochę czasu.
I z Jeniffer. Jak się zgodzi. Może...
-Dobrze. W takim razie do widzenia.
-Do widzenia.
Wyprowadziłem małego na schody. Z schodzeniem radził sobie coraz lepiej. Gdyby bardzo mi się śpieszyło, wziąłbym go na ręce i po prostu zbiegł na dół.
**Aliana**
Kiedy wszyscy poszli spać, podłączyłam telefon do komputera. Zdjęcie, które dość szybko przesłało się na pulpit, nie było zbyt ostre.
Jednak było widać zdjęcie napastnika. Jest to jakiś dowód.
Otworzyłam program pocztowy. Amber wciąż wisi mi jakieś dwa tysiące przyslóg, więc chyba zgodzi się jeszcze poprawić co zdjęcie. Westchnęłam, kiedy zobaczyłam 200 wiadomości z facebooka i jakieś 30 z pracy. Na razie musiałam je olać, a ten palant niech trzyma język za zębami, nie powiedziałam tego.
Szybko dodałam plik w załączniku. Pora napisać to raz i stanowczo.
Witaj Amber!
Dawno się nie kontaktowałyśmy. Wiem, że masz dla mnie zrobić te książki w swoim zakładzie, ale nie o to chodzi.
Jakiś czas temu napadnięto dziewczynę ze zdjęć. Wzięłam ją do siebie, ale wcześniej udało mi się zrobić zdjęcie napastnikowi. Niestety nie wyszło za dobrze, ale mam nadzieje, że uda Ci się coś z tym zrobić.
Jeszcze nie namówiłam dziewczyny, żeby poszła z tym na policję, ale jeśli zrozumie, ze ją ochronimy to może da się przekonać. Zrób coś z tym, dobra?
Trzymaj się! 
Aliana.
Wysłałam szybko ten krótki list. Mam nadzieję, że szybko się odezwie.
--------------------
I mamy notkę. Mam nadzieję, że teraz będzie trochę większy odzew, zanim zacznę myśleć o kolejnej.
Liczę, że się wam spodoba. Trzymajcie się ciepło.

6 komentarzy:

  1. Rozdział jak zwykle boski chciałam skomentować poprzedni rozdział ale jakoś mi się komentarz nie chciał dodać. Pisz szybko następny bo chce wiedzieć co będzie dalej :P

    OdpowiedzUsuń
  2. next, next, next, błagam dodaj szybko nowe :) emocjonuję się tym bardziej niż śmiercią Ksawerego w Bawach Ssczęścia

    OdpowiedzUsuń
  3. O.o
    James ojcem?!
    Zarypiście *.*
    Tylko uważaj na błędy ortograficzne!

    OdpowiedzUsuń
  4. Nominowałam cię: http://szkola-podrywu.blogspot.com/p/liebster-award.html

    OdpowiedzUsuń
  5. Z rozdziału na rozdział ciekawsze. Naprawdę. :D

    OdpowiedzUsuń