piątek, 20 września 2013

11. Ukryte uczucia

**Kendall**
Od kilku dni przebywałem głównie na kanapie. Czułem się już lepiej, ale brat Aliany kazał mi jeszcze przez tydzień siedzieć w domu. Sama Aliana od godziny siedziała nad laptopem i zdaje się sortowała zdjęcia. 
Wcześniej nie zauważyłem, że jest taka słodka. 
Poznałem jeszcze Nickole. Dziewczynę, której pomogła Aliana w dniu, w którym się rozchorowałem. Ona próbowała się trzymać ode mnie z daleka. Rozmawiała tylko z dziewczynami. Teraz Jennifer załatwiła jej pracę w sklepie muzycznym.dzisiaj jest jej pierwszy dzień.
Oparłem się o poduszkę, czekając na chłopaków. Mają tu zaraz być. Podobno. 
-A nie mogę po prostu sam iść do domu? - zaproponowałem, znudzony czekanie.
-Nie. - opowiedziała krótko. - Logan musi odpokutować. Wykorzystaj to.
Do końca nie wiedziałem, co ma na myśli. Musiała mieć na prawdę dużo maili do wysłania i załączników do podpięcia, skoro nawet na chwilę na mnie nie spojrzała.
-Co masz na myśli, mówiąc odpokutować?
-Mam rozumieć, że nic nie pamiętasz? - zapytała, odkładając komputer i podchodząc do mnie mnie bliżej.
-Pobiłeś kilka własnych rekordów. - Odparła, kręcąc głową i podpierając dłonie na biodrach. - Nazwałeś Cassidy Królewną Śnieżką i zwymiotowałeś na sukienkę Jen, a godzinę później miała być na randce. Reszta to przy tym pryszcz. 
Pokręciłem głową, zastanawiając się nad tym przez chwilę. Nie mogłem zrobić z siebie aż takiego idioty! To już niemożliwe. 
-Jak to się stało, że nazwałem Cassidy Królewną Śnieżką? - zapytałem, zanim zdołałem ugryźć się w język. 
Aliana zachichotała bezgłośnie. Już dawno zauważyłem jak jej zielone, niczym szmaragdy, oczy błyszczały, kiedy się uśmiechała. 
-Pamiętasz jej gościnny występ w Once Upon a Time?
Pokiwałem głową, nie do końca wiedząc do czego zmierza.
-Pamiętam. A co to ma do rzeczy?
-Włożyła ten kostium. - wyjaśniła i wtedy mnie olśniło. Jeśli miała na sobie te ciuchy, to czym się dziwić? Miałem gorączkę, więc nad sobą nie panowałem.
-Co ona na to? - zapytałem, bojąc się odpowiedzi.
-Na początku była w lekkim szoku, ale później jej wszystko wyjaśniliśmy, więc zrozumiała. Nie martw się. - odparła, wracając do komputera. - Wciąż lubi Cię tak samo. Mimo, że wie o twoich odpałach, kiedy dostajesz gorączki.
Westchnąłem, z powrotem kładąc się na kanapie. Jej akurat mogłem tego oszczędzić. 
Jednak zastanowiły mnie jeszcze inne słowa Aliany
-Co miałaś ma myśli, że Logan ma odpokutować? - zapytałem, wiedząc, że już wróciła do pracy.
-Wystawił Cię dla jakiejś panny, z którą na pewno nie pójdzie na randkę po raz drugi. - oznajmiła, powoli szukając miejsca na którym skończyła. - Przez to się rozchorowałeś i chwilowo cofnąłeś się do przedszkola...
-Ej! - krzyknąłem, przerywając jej wypowiedź.
-Nie gniewaj się, ale kiedy chorujesz jesteś gorszy niż małe dziecko. - odparła, wzruszając ramionami. - Chcę powiedzieć, że tak Logana ochrzaniliśmy, że spełni każde Twoje życzenie.
Zastanowiłem się przez chwilę. Doszedłem do wniosku, że jednego życzenia Logan nie może spełnić. Bo przecież nie powie Alianie, co mi leży na wątrobie, a właściwie na sercu, bo ta właśnie o to serce mi chodzi. 
Westchnąłem po raz kolejny, kiedy drzwi otworzyły się raptownie i weszli Logan, James i Carlos.
-Stary! - wrzasnął Carlos, gotowy zabrać mnie do naszego wspólnego domu. - Zbieraj swoje fraki!
Kiedy mieszkamy razem, łatwiej dojechać na zdjęcia i do studia. To rozwiązanie wymyślił oczywiście Logan, który został już w pracy okrzyknięty "spóźnialskim na wieki wieków i koniec". To był co prawd taki żart sytuacyjny, ale jak najbardziej życiowy.
Davida z nami nie było, mimo, że mieszkał z nami. Pewnie został w domu z opiekunką. Pewnie James nie chciał go ciągać po mieście, tylko dlatego, żeby mnie odebrać od dziewczyn.
-Gotowy już od jakiegoś czasu. - odpowiedziałem, kiedy james zabierał moje manatki. 
-Narozrabiał coś w między czasie? - zapytał Carlos, jakby odbierał ze szkoły swojego syna. 
-Nie, grzeczny był. - Odpowiedziała, niczym pani przedszkolanka. - Trochę narzekał, ale nic nie narozrabiał. 
Carlos zaśmiał się pod nosem. 
-A nie ma Roslyn? - zapytał.
-Ma dzisiaj jakiś super ważną konserwację w podziemiach muzealnych, więc wróci późno.
Roslyn? Ostatnio Carlos sporo o niej mówi. Nie wiem, czy to ma coś wspólnego z ich ostatnią kłótnia, ale od tamtego czasu Roslyn była na niego śmiertelnie obrażona.
-To idziemy? - zapytałem, wstając i zapinając bluzę. 
-Idziemy. - James, pokiwał głową, podtrzymując mnie za ramię. Pewnie Nate nagadał im głupot, że jestem osłabiony. 
Odwróciłem się zanim wyszedłem i ostatni raz spojrzałem na Alianę.
-Do zobaczenia! - zawołałem za nią. 
-Na razie! 
Wyszliśmy, machając jej na pożegnanie.
-----------------------------
I to by było dzisiaj na tyle. Chciałam jakoś zakończyć wątek choroby Kendalla i zająć się kolejnym tematem, który mi chodzi po głowie. zacznę go już w następnej notce.
Dzisiaj uważałam na błędy, ale mogłam coś pominąć. Jeśli pominęłam, przepraszam.
Dajcie znać, czy wam się podobało. Następna notka najwcześniej w poniedziałek. Na razie!

5 komentarzy:

  1. suuper :D oby do poniedziałku ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeczytałam całego bloga i uważam że.... JEST ŚWIETNY! Czekam nn:****

    OdpowiedzUsuń
  3. Super rozdział czekam na więcej! Mam nadzieję, że pozytywne komentarze dodadzą ci POWERA i będziesz pisać dalej, bo świetnie ci to wychodzi. Nie mogę się doczekać następnej notki! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak zwykle super. Co tu więcej mówić? xd

    OdpowiedzUsuń
  5. Coś tak wygląda, że reszta Kendall nie jest aż tak przejęty tym pokutowaniem Logana tak jak cała reszta mimo,że to on cierpi :)

    OdpowiedzUsuń