poniedziałek, 23 września 2013

12. Realne Zagrożenie

**Aliana**
Po kilku dniach wszystko wróciło do normy. Kendall jednak nie wytrzymał tygodnia w domu i wrócił na plan już po dwóch dniach. Nate kazał mu tylko brać jakieś witaminy. Na wszelki wypadek.
Czyli wszystko wróciło do normy. Jen i Nicole już czuły się jak u siebie. Dokładały się do czynszu i stosowały się do zasad wymyślonych przez Roslyn.
Pozwoliłam Nicole spać w swojej pracowni. Tak był dla nas znacznie wygodniej. Roslyn wpadła na pomysł podzielenia pracowni na dwie części, więc kupimy jej jakieś kwiatki albo motylki na ścianę. Obie świetnie się dogadywały. Roslyn zaopatrzyła szafę Nicole w kilka ubrań w których już nie chodzi i takich, które kupiłyśmy z własnej kieszeni. Może nie były za drogie, ale Nicole bardzo się podobały.
Właśnie kończyłam wysyłać zdjęcia do pracodawców. Głównie do przestarzałych aktorek, które wmawiają sobie, że nadal są piękne i młode. Jedyną, która wciąż zachowała swoje piękno była Diane Kruger. Podobno trafiła do mnie przez Cassidy, chociaż ja nic nie wiem o ich współpracy.
Kilka ostatnich kliknięć i byłam wolna.
Powoli wstałam, wyłączając komputer. Kendall i Jen zaraz tu będą. A ja jeszcze nie wyrobiłam się z całym nakładem. Co prawda Amber pisała, że wszystko jest już gotowe, ale ja wciąż nie wiedziałam, dlaczego ona nie chce mi tego teraz wysłać.
Usłyszałam jak drzwi się otwierają.
-Cześć Jennifer! - zawołałam w pewności, że to ona. - Przyprowadziłaś Kendalla, czy nie dał się tu zaciągnąć.
Poczułam mocne uderzenie, które przewróciło mnie na wykładzinę. Jęknęłam z bólu. Przede mną wcale nie stała Jennifer, ani nawet Kendall. Tylko jakiś tępy osiłek.
Przez jakiś czas nie mogłam skojarzyć, skąd znam tę paskudną twarz. Dopiero później zorientowałam się, że zrobiłam mu zdjęcie tamtej nocy.
-Napadać mnie w moim własnym mieszkaniu? - zawołałam w jego stronę. - Wstydziłbyś się!
Powoli wstałam z podłogi. Bolało mnie ramię po uderzeniu, ale dało się znieść.
-Jakoś nigdy nie uznawałem etykiety. -wzruszył ramionami, podchodząc do mnie bliżej. - Gadaj gdzie jest ta lalunia, ty ruda żmijo!
-Znalazłbyś ją, gdybyś się postarał. - powiedziałam, wiedząc, że to go drażni. - Tu jej nie ma.
-Zabrałaś ją tu ze sobą. Musisz wiedzieć gdzie ona jest.
-Wynajęła sobie mieszkanie. Nie wiem gdzie. Pomogłam jej raz i puściłam wolno. - skłamałam. - Teraz nie wiem, co się z nią dzieje.
Osiłek parsknął śmiechem, jakby mi nie wierzył. Zawsze wiedziałam, że jestem kiepskim kłamcą, ale teraz musiało zadziałać. Po prosu musiało.
-Pomagasz nieodpowiednim ludziom, wiewióro. - odparł, zbliżając się do mnie tak blisko, że stałam już przy ścianie.
Wiewióro? Od podstawówki nikt mnie tak nie nazwał. Koleś ma słownictwo na poziomie przedszkolaka, jak nie niżej...
-Albo powiesz, gdzie ona jest... - Nie kończył zdania, tylko zacisnął dłoń na mojej szyi. - Zmieniłaś już zdanie?
Zaciskał dłoń coraz mocniej. Czułam jak brakuje mi tchu...
Jak przez mglę zauważyłam otwierające się drzwi.
**Jennifer**
Otworzyłam drzwi. Kendall szedł tuż za mną. Pierwsze, co zobaczyłam to jakiś koleś duszący Alianę. Widziałam jak mdleje. Jak jej oczy powoli się zamykają. Jak przestaje się bronić...
-Ej, co ty tu robisz? - wrzasnęłam, kiedy on się odwrócił.
Dobrze pamiętałam kurs samoobrony. Kopnęłam go w krocze i wywaliłam za drzwi. Skurczybyk był bardzo ciężki.
Spojrzałam na Alianę. Kendall się nad nią pochylał. Spojrzał na mnie ze łzami w oczach.
-Jennifer, ona nie oddycha. - wychrypiał.
Nie, nie, nie, nie... - Pomyślałam, rzucając się przy niej na kolana i przewracając ją na plecy.
Położyłam dwa palce na jej szyi, starając się wyczuć tętno. Słyszałam jak Kendall płacze, ale pomimo stresu udało mi się wyczuć słaby puls. Odetchnęłam z ulgą, obserwując jej nieruchomą klatkę piersiową.
Niewiele pamiętałam ze studiów, ale teraz musiałam wziąć się w garść.
-Kendall, dzwoń na pogotowie. - powiedziałam, kładąc dłonie na jej piersiach. Zaczęłam uciskać. - Aliana, nie rób mi tego! - zawołałam, wiedząc, że i tak mnie nie słyszy. - No już!
Uciskałam jej klatkę, doliczając do trzydziestu. Potem odchyliłam jej głowę do tyłu, zatykając jej nos i wdmuchując powietrze do ust. Jej klatka piersiowa uniosła się delikatnie. Potem jeszcze raz.
Wróciłam do ucisków. Raz, dwa, trzy, cztery...
-Zaraz tu będą. - powiedział Kendall, klękając po jej drugiej stronie.
… Dwadzieścia osiem, dwadzieścia dziewięć, trzydzieści.
-Wdmuchaj powietrze. - powiedziałam. Kiedy pochylił się nad nią, ponownie położyłam palce na jej szyi. Bez zmian. Puls ani odrobinę się nie umocnił.
Wróciłam, do ucisków. Aliana, błagam Cię. - myślałam. - Nie możesz mi tego zrobić. Jesteś najlepszym, jakie mnie tu spotkało.
Potem się zamieniliśmy. Kendall dosłownie przez cały czas płakał. Aliana to jego przyjaciółka, więc nie mam się czego dziwić.
Ratownicy prawie wyważyli drzwi i podbiegli do Aliany leżącej na podłodze.
-Co tu się stało? - zapytała kobieta o ciemno blond włosach z plakietką lekarza, rozpinając Alianie bluzkę.
-Ktoś ją dusił. - odpowiedziałam dysząc ze zmęczenia.
-Dajcie kołnierz! - zawołała w stronę swoich kolegów. - Reanimowaliście ją?
-Cały czas. - pokiwałam głową, kiedy ta ją osłuchiwała.
-Potrzebny zestaw do intubacji. - powiedziała. - Uratowaliście jej życie.
Przenieśli ją na nosze. Unieruchomili i sztucznie wentylowali.
-Dokąd ją zabieracie? - zapytałam, kiedy zbierali się do wyjścia.
-Do szpitala okręgowego. - odpowiedziała ta sama lekarka. - teraz proszę zając się swoim kolegą. Macie w domu jakieś środki uspokajające?
Pokiwałam głową. Zamknęli za sobą drzwi, a ja podeszłam do Kendalla, który wciąż klęczał na podłodze. Jego łzy kapały na podłogę w miejscu, w którym jeszcze niedawno leżała Aliana.
Podłożyłam mu dłonie pod pachy. Wyglądał, jakby puściły mu nerwy. Podniosłam go i poprowadziłam do kanapy.
-Chcesz jakieś proszki? - zapytałam go cicho.
Pokręcił głową, nadal szlochając.
-Kendall, spokojnie. Wszystko będzie dobrze. - wyszeptałam, kładąc mu dłoń na ramieniu.
Kendall westchnął, wstając i podchodząc do telefonu.
-Co robisz? - zapytałam, wnikliwie go obserwując.
-Dzwonię do Nate'a. - powiedział wykręcając jakiś numer.
-Lepiej, żeby się dowiedział od nas, zanim sam zobaczy. 
--------------------------------------------------------------------------
Na dzisiaj byłoby na tyle. Mam nadzieję, że się wam podobało. Ta notka jest dedykowana Adzie, która ponoć nie mogła się doczekać. Liczę, że jesteście zadowoleni. Dajcie zdać, czy wam się podobało. 

5 komentarzy:

  1. Super, super i jeszcze raz super! Biedny Kendall nie mógł tego wytrzymać. Ciekawe co dalej z Alianą... Czekam na następny rozdział z niecierpliwością! A to okropny osiłek! ;(

    OdpowiedzUsuń
  2. Genialna akcja :D Ten osiłek zastanowi się dwa razy zanim znowu odwiedzi Alianę. Mistrzowskie RKO w wykonaniu Jen (btw miałam 5 z pierwszej pomocy ;]) Super notka!

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem ciekawa co będzie dalej pisz szybko następną notkę ;D

    OdpowiedzUsuń
  4. A myślałam, że faceci nie płaczą, no ale jak widać jest inaczej xDDDD.
    Reanimacja? Mam coś z tym wspólnego? ;D

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale się dzieję!! Czytam dalej bo się robi coraz ciekawiej.

    OdpowiedzUsuń