środa, 25 września 2013

13. Podejrzenia

Jakimś sposobem udało mi się ogarnąć Kendalla. Wciąż drżał i wyglądał, jakby miał zemdleć, ale bardzo dzielnie znosił wszystko, co sobie postanowił.
Zawiadomił chłopaków i kazał im jechać do szpitala. Nie pozwolił mi zrobić tego za niego. Czuł się w obowiązku, pomimo że sam był na skraju załamania nerwowego. Brata Aliany też wziął na siebie. Cały czas zapominam jak on ma na imię. Próbowałam, a właściwie chciałam mu coś podać, ale Aliana trzyma w domu tylko Ibuprofen i to całe nie ruszone opakowanie.
Do szpitala jechaliśmy samochodem Kendalla, ale on nie był w stanie prowadzić, więc to ja siadłam za kółko.
-Kendall, oddychaj głęboko, słyszysz? - powtarzałam mu w czasie jazdy.
Starałam się nie przekraczać prędkości. Jednak wiem, że nie udało mi się tego dokonać, jeżdżąc sportowym wozem i na dodatek się śpieszyłam. Miałam pełne portki.
Zaparkowałam, a właściwie gwałtownie zahamowałam pod szpitalem. Biegliśmy po korytarzu, olewając krzyki lekarzy.
-Kendall! Jennifer! - usłyszałam krzyk Jamesa.
Zaraz? Jamesa? Co on tu robi?
Odwróciłam się w kierunku głosu, powodując, że Kendall prawie się na mnie przewrócił.
Zobaczyłam Jamesa, który stał po jedną z sal. Miał na sobie wytarte, porwane Jeansy i skórzaną kurtkę. Na rękach trzymał Davida, który przytulił się do jego ramienia. Sprawiał wrażenie, jakby spał. Nie wiem. Nie widziałam jego buzi.
-Wiesz już coś? - zapytałam. - Gdzie ona jest?
-W sali. - odpowiedział, pokazując brodą na szybę. Niestety, nie mogłam zobaczyć co jest w środku. Było zasłonięte żaluzjami. - Podłączyli ją do respiratora. Nic więcej nie powiedzieli.
Rozejrzałam się po korytarzu. Jakiś lekarz biegł od przypadku do przypadku, wykrzykując coś do pielęgniarek.
-A gdzie jej brat? - zapytałam, patrząc w jego szkliste oczy.
-Jest przy niej. - oznajmił. - Nigdy nie widziałem go w takim stanie. Nate zawsze zachowywał zimną krew, ale kiedy ją zobaczył, całkiem zmiękł.
Oboje spojrzeliśmy na Kendalla, który stał tuż obok, dysząc ciężko, jakby miał poważne problemy z oddychaniem. To nie wyglądało jak zwykła zadyszka.
-Może powinieneś usiąść? - zaproponował mu James, a ja popchnęłam go na jedno z krzeseł.
Kendall coraz trudniej oddychał, robił się siny. Dotknęłam dłonią jego policzka. Był gorący.
-Hiperwentyluje się! - krzyknęłam. - Zawołaj jakąś pomoc!
James posadził Davida na krześle i pobiegł w stronę pielęgniarek. Ponownie spojrzałam na Kendalla. Teraz już byłam pewna, że ma atak paniki. Ścisnęłam jego palce.
-Kendall uspokój się. Wszystko będzie dobrze. - powtarzałam mu, sama chcąc w to wierzyć.
Wrócił James. Przyprowadził ze sobą jakiegoś starszego lekarza, który na dobry początek zajrzał Kendallowi do oczu.
-Atak paniki. - stwierdził jednoznacznie. - Syny, uspokój się, słyszysz? Skup się. Brał ostatnio jakieś leki? - zapytał nas.
-W tamtym tygodniu wyleczył się z zapalenia płuc. - odpowiedział James. - Na nic przewlekle nie choruje. Dawałaś mu jakieś leki? - zapytał mnie, ale pokręciłam głową.
Lekarz próbował go jakoś uspokoić, ale nic to nie dało. W końcu w bezsilności zawołał:
-Siostro! Podajemy jeden miligram lorazeptamu! Nie musieliśmy długo czekać na odpowiedź, bo przyszła jedna z pielęgniarek, no właściwie przybiegła i wbiła Kendallowi igłę w ramię.
Oddech Kendalla zelżał, a jego oczy się zamknęły.
-Zasypia. - wyszeptała pielęgniarka. - Trzeba go na czymś położyć.
-Ściągnij wózek. - powiedział.
Pielęgniarka zniknęła. Zostaliśmy ze starszym lekarzem na osobności.
-To państwa synek? - zapytał znienacka.
-Nie. - odpowiedział James. - Mój. Jego matka miała inne plany na życie.
-A czekacie tu na kogoś dzieci? - zadał kolejne pytanie, wciąż podtrzymując Kendalla, który bezwładnie znieruchomiał.
-Przywieziono tu naszą przyjaciółkę.
-Aliana Hamilton. - dokończyłam za niego.
-A, już kojarzę. Ofiara dusiciela. Niestety, nie pomogę wam. To nie moja pacjentka.
Wróciła pielęgniarka, przyprowadzając nosze na kółkach.
-Pomóżcie nam go położyć. - Powiedział, podtrzymując mu głowę.
Położyliśmy go na wózku. Teraz znacznie zbladł. Ten lekarz, Doktor Ross, sądząc po plakietce. Delikatnie odsunął zamek błyskawiczny kurtki Kendalla i włożył mu dłoń za koszulkę, przykładając mu na pierś membranę stetoskopu.
-Wszystko w normie. Za góra godzinę powinien się obudzić. - powiedział, odwracając się w naszą stronę. - Mam nadzieję, że z waszą przyjaciółką wszystko będzie w porządku.
Nic więcej nie powiedział.
Martwiłam się o Alianę. Wiele dla mnie zrobiła. Znamy się tylko od trzech tygodni, ale i tak już zdążyłyśmy się zaprzyjaźnić.
Przez jakiś czas James siedział w ciszy. W końcu się odezwał, tuląc do siebie śpiącego Davida.
-Od dłuższego czasu próbuję Ci coś powiedzieć. - zaczął, tuląc do siebie syna.
-Nie zaczyna się ciekawie... - mruknęłam.
James nie zwrócił na to uwagi. Zamiast tego odwrócił się bardziej w moją stronę.
-Chciałem powiedzieć, że Aliana ma jedną cechę charakteru, której czasami nienawidzę. - mówił, wciąż patrząc mi w oczy. Dopiero teraz zauważyłam, że są dwukolorowe. Brązowozielone. - Jest spostrzegawcza. Piekielnie spostrzegawcza.
James spojrzał wymownie w sufit. Miałam wrażenie, że chce mu się płakać.
-Może to nie czas i miejsce na takie wyznania, ale...
James musiał przerwać. Nagle podbiegli do nas Carlos, Logan, Nickole i Roslyn. Wszyscy byli bardzo zdenerwowani.
-Możecie nam powiedzieć, co się do jasnej cholery stało? - wykrzyczała Roslyn, ignorując piorunujące spojrzenia personelu.
-Ktoś próbował udusić Alianę. - wyjaśniłam, czując się w obowiązku. - Na razie nic nie wiemy. Czekamy.
-Co się stało Kendallowi? - zapytał Carlos, wskazując na nosze na których leżał jego przyjaciel.
-Dostał ataku paniki, to lekarz podał mu środek na uspokojenie. - wyjaśniłam. - Nie jego wina, że zareagował tak, a nie inaczej.
-O Alianie jeszcze nic nie wiecie? - zapytała Nicole, którą Logan obejmował ramieniem.
Zaraz... Obejmował? Co tu jest grane?
-Nie, cały czas czekamy. - odpowiedział James. - Trzeba czekać...
Roslyn nie wyglądała tak jak zwykle. Zawsze elegancka, teraz z żółtawym płóciennym fartuchu. W rękach trzymała coś, co wyglądało na okulary z dodatkowymi soczewkami.
-Wiem, że ostatnio Aliana mailowała z Amber. - powiedziała.
-Z kim? - wypowiedzieliśmy prawie jednocześnie.
-Znają się ze studiów. Amber była na grafice komputerowej. - wyjaśniła. - Przygotowuje to portfolio dla Nicole. Jednak kilka dni temu Aliana wysłała jej jakieś zdjęcie, które zrobiła w nocy telefonem. Nie wiem, czy to ma jakiś związek, ale wiem, że dzisiaj miały zamiar się spotkać, żeby odebrać to zdjęcie. Nie wiem, czy to ma jakiś związek, ale od tego zdjęcia zaczęły się wszystkie kłopoty. Niedawno odwiedził mnie jakiś koleś. Taki duży...
-Czarne włosy, skórzana kurtka ze smokiem? - wtrąciłam, przypominając sobie szczegóły sprzed kilku godzin. - Taki dusił Alianę.
-Właśnie. - pokiwała głową. Wszyscy wpatrywali się w nią z uwagą. Jedynie Nicole wyglądała na wystraszoną. - Dorwał mnie pod muzeum dwa dni temu. Pytał o moją rudą koleżankę. Wyglądał na zaskoczonego, kiedy zobaczył moją twarz. Miałam torebkę i płaszcz Aliany.
James i Carlos popatrzyli po sobie. Nacole zbladła.
-Nicole, co jest z tobą? - zapytałam. - Nie wyglądasz najlepiej.
-Bo to był mój sutener. - powiedziała ledwo słyszalnie. - Mam u niego długi.
James głośno zaczerpnął powietrza.
-Dużo? - zapytał Logan nadal ją obejmując.
-Kilkadziesiąt tysięcy.
(Włączcie sobie do nastroju. Pisałam przy tej piosence.)
Drzwi otworzyły się powoli i wyszedł z nich Nate, brat Aliany. Miał podkrążone oczy, jakby nie spał od kilku dni.
-Co z Alianą? - pytaliśmy.
-Opanowaliśmy sytuację. - odpowiedział. - Nadal nie oddycha za dobrze, więc jeszcze jest pod respiratorem.
-Jest przytomna? - zapytałam.
-Nie. - Nate pokręcił głową. Pociągnął nosem, jakby powstrzymywał się od płaczu. - Kręgosłup jest cały, ale jeszcze przez kilka dni po ekstubowaniu nie będzie mogła mówić.
-Afonia? - wyszeptałam.
-Chwilowa. Jej struny głosowe są zmiażdżone. Na szczęście to odwracalne, chociaż jej głos może już nigdy nie zabrzmieć tak jak przedtem. Zagoi się trochę później niż wybroczyny na szyi, ale będzie dobrze.
Kątem oka zauważyłam, że Kendall siada na noszach. Wciąż drżał. Ja i Carlos pomogliśmy mu wstać. Wygląda na to, że wszystko słyszał.
-Możemy ją zobaczyć? - zapytała Roslyn.
-Tylko przez okno. To jeszcze nie koniec badań. - odparł. - Kidy z nią skończą, będziecie mogli przy niej posiedzieć. Teraz przepraszam. Muszę do niej wrócić. Co prawda, nie jestem jej lekarzem, ale chciałbym być blisko niej.
Zniknął za drzwiami. Zauważyliśmy jak odsuwają się żaluzje. Teraz wszyscy mogliśmy zobaczyć Alianę.
Miała na sobie luźną, szpitalną koszulę. Jej oczy były zamknięte. Mankiet podtrzymujący zakrywał jej usta. Szyja był sina. Kardiomonitor wybijał rytm jej serca. Jedynie jej płomienne włosy zachowały swój blask.
W tym momencie nasze podejrzenia przestały mieć znaczenie. Patrzyliśmy na nią przez tą szybę. Wyglądała tak niewinnie... Tak krucho. Zupełnie nie jak Aliana, którą znaliśmy.
-Ciocia śpi? - zapytał David, przerywając ciszę, jakby ktoś rzucił na nas zaklęcie wyciszające. Cały świat przestał istnieć. Dla nas liczyła się tylko Aliana.
Nie jednemu uratowała tyłek i to pewnie nieraz. Nie znam wszystkich ludzi, którym pomogła do tej pory. W żartach porównywałam ją do siostry miłosierdzia, tylko takiej bez habitu.
-Tak. Jest chora. - odpowiedział mu James. - Ale wyzdrowieje.
Jak to wytłumaczyć dziecku? Nie miałam pojęcia.
Kendall położył dłoń na zimnym szkle. Pojedyncza łza spłynęła po jego policzku. Był już spokojny, za spokojny. Lek przyniósł nieprzewidziany skutek. Jego emocje zostały zamknięte, ale mimo to, jakaś część nich wydostała się na zewnątrz.
Szkło zaparowało od oddechu Carlosa, który stał najbliżej Kendalla. Widziałam, jak kładzie dłoń na ramieniu przyjaciela.
-Wyjdzie z tego, słyszysz? - powiedział cicho. - Słyszałeś Nate'a?
Kendall wciąż płakał, chociaż nie wydobywał żadnego dźwięku.
-Ja ją kocham, rozumiesz? - powiedział beznamiętnie ochrypłym głosem. - Nie mogę jej stracić. Po prostu nie mogę.
Wszystkich zszokowała jego wypowiedź.
Dobrze wiedziałam, że w dramatycznych okolicznościach można powiedzieć więcej niż normalnie. Był szczery. Zazwyczaj trzymał to w tajemnicy, ale teraz... Nie mógł tego dłużej dusić w sobie.
To by było na tyle. Przynajmniej dzisiaj. Jak już pewnie zdążaliście się zorientować, wzięło mnie na łzawe kawałki. Pisałam to jakieś dwa dni. Mam nadzieję, że się wam podoba.
Liczę na wasze komentarze.
No i w zakładce „Bohaterowie” zmieniłam zdjęcie Aliany. Sami oceńcie, czy jest lepsze od poprzedniego. I dziękuję za trzy komentarze pod ostatnią notką. 

6 komentarzy:

  1. z każdą notką nakręcam się co raz bardziej :) Aliana zdrowiej szybko bo patrz jak Kendall rozpacza.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak dorwę tamtego sukinsyna który jej to zrobił to normalnie będzie po nim! Kendall... biedaku ty... nie martw się Aliana napewno wyzdrowieje! Niech James wkońcu powie Jennifer co do niej czuje! Tworzyliby taką piękną parę :D Niech dorwią tego dupka co chciał zabić Aliane! Czekam nn i zapraszam do mnie
    www.young-love-so-complicated.blogspot.com
    www.my-life-is-amazing-world.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Kocham tego bloga normalnie z każdym rozdziałem podoba mi się jeszcze bardziej już nie mogę się doczeakać następnego

    OdpowiedzUsuń
  4. Super rozdział. Na samym końcu łezka poleciała mi z oka. Och. Czekam na więcej. Wspaniały...

    OdpowiedzUsuń
  5. To takie uwagi, które wyłapałam:
    - Raz piszesz "Nicole", raz "Nickole"... Które w końcu?
    - "Drzwi otworzyły się powoli i wyszedł z nich Nate, brat Aliany." może lepiej: "I z sali wyszedł"? z drzwi raczej się nie wychodzi.
    - Literówki.. Kilka, ale jednak.
    - Dialogi. Według wszelkich zasad powinno się je zapisywać: myślnik + spacja + wypowiedź. Czyli: " - Ja ją kocham, rozumiesz?"
    To by było na tyle.
    Ogólnie zajebiście *.*
    I nie obrażę się, jak mnie zjedziesz za ten komentarz xD
    Zaraz nadrobię resztę notek.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jezu, cała się trzęsłam jak to czytałam...

    OdpowiedzUsuń