piątek, 27 września 2013

14. Rodzina

**Roslyn**
Obserwowałam jak Kendall siedzi przy łóżku Aliany, trzymając ją za rękę. Miałam już to zdjęcie. Aliana zrobiła je tamtej nocy, w której przyprowadziła Nicole.
Jeszcze nie rozmawiałam z Jennifer. Wiedziałam, że musimy iść na policję. Aliana miała taki plan. Poprosić kogoś z komisariatu i resztą już zajmie się służba.
Od zawsze jest na swój sposób przebiegła. Ma głowę pełną pomysłów. Zawsze gotowa, żeby zrobić zdjęcie.
-Masz. - powiedziała Jennifer, podając mi kubek z kawą.
-Dzięki. - mruknęłam, patrząc jak Kendall całuje Alianę w czoło i wychodzi na korytarz. - O czym rozmawiałaś z Jamesem?
-Co? - zapytała, już całkiem zbita z tropu.
-Rozmawiałaś z nim, kiedy tu przyszliśmy. O czym?
-Coś sobie ubzdurał. Nawet nie zdążył dokończyć. To jest to zdjęcie? - zapytała, wyjmując mi z dłoni kawałek papieru.
-Tak. Cyfrowa wersja jest na poczcie Aliany. Nie umiem się tam włamać. Poznajesz tego typa?
Jennifer popatrzyła przez chwilę na zdjęcie. W końcu pokiwała głową.
-Tak, to on.
Kendall wyszedł z sali. Pozostała trójka podeszła do niego i objęli go w dużym, braterskim uścisku. Dobrze to znałam. Oni są jak jeden organizm. Kiedy jeden cierpi, reszta razem z nim. Podeszłam do Nicole. Muszę to skończyć.
-Jutro w mieszkaniu ma nie być ani Ciebie, ani Twoich rzeczy. - wycedziłam przez zaciśnięte zęby. - Wynoś się. To przez Ciebie.
Nicole otworzyła usta ze zdziwienia.
-Roslyn, odpuść. - powiedział Nate, który znienacka pojawił się za moimi plecami. - Aliana wiedziała czym to grozi. Znasz ją. Chyba nie chcesz, żeby miała do Ciebie pretensje, kiedy się o tym dowie.
Jego uwaga odrobinę mnie ostudziła. Nie musiał dwa razy powtarzać. Odwróciłam się w jego kierunku. Nie miał już okularów. Bez nich wyglądał lepiej. - Przebiegło mi przez myśl.
Strząsnęłam jego dłoń ze swojego ramienia. Ma rację. To Aliana powinna o tym decydować. Podeszłam do Carlosa, który stał nieco dalej od pozostałej trójki.
-Myślałam o tym, co mi powiedziałeś. - oznajmiłam, kiedy zostaliśmy trochę na uboczu. - Teraz, kiedy jesteśmy tu wszyscy razem... Coś sobie uświadomiłam.
Carlos patrzył na mnie wyczekująco. Wiedziałam, co chce usłyszeć. Chce potwierdzenia. Nie wiem, czy ja tego chcę. Nie wiem, czy chcę mu powiedzieć prawdę.
-Też Cię kocham, Carlos.
**Nicole**
Logan podszedł do mnie, całując mnie w policzek. Roslyn ma rację. To moja wina, że Aliana omal nie zginęła. Mogłam zniknąć już następnego dnia. Jednak pozwoliłam, na to, żeby Roslyn, Aliana i Cassidy kupiły mi ubrania. Potem spałam u niej i tym samym ją naraziłam.
Poczułam, jak Logan obejmuje mnie ramieniem. Nie wiem, czy zdawał sobie sprawę z moich wyrzutów sumienia.
-Ty też mnie obwiniasz? - zapytałam go, kiedy przestał mnie całować.
-Nie, kochanie. - powiedział, przytulając mnie do siebie. - Nie twoja wina, że masz kłopoty.
Zobaczyłam jak Cassidy idzie korytarzem. Podeszła do Roslyn, spoglądając na szybę.
-Przepraszam, nie mogłam szybciej. - powiedziała, witając się z małym Davidem, który trzymał się blisko nas. - Jak z Alianą.
-Lepiej trochę. - powiedziała Jennifer, która do tej pory rozmawiała z Carlosem. - Czekamy aż się obudzi. Dzięki, że przyszłaś.
-Nie ma sprawy. - powiedziała. - Aliana to też moja przyjaciółka. W końcu ruda rudą zawsze zrozumie, co nie?
-Słuchaj, Cassie... - zaczął James, kiedy ta na wpół przytuliła Kendalla. - Wzięłabyś ze sobą Davida? Szpital to nie jest odpowiednie miejsce dla małych dzieci, a ja nie za bardzo mam go z kim zostawić.
-Jasne, nie ma sprawy. - odpowiedziała, biorąc wyciągniętą rączkę Davida. - To gdzie idziemy? - zapytała go, kiedy ten nadal patrzył na Alianę, która leżała za szybą.
-Ciocia umrze? - zapytał, jakby nie usłyszał jej pytania. - Będzie aniołkiem?
Pociemniało mi przed oczami. Nie przewidziałam tego. Wyglądało na to, że wyczuwał nasz niepokój. Nie wiem, czy miał pojęcie o moim poczuciu winy.
-Nie, kochanie. - powiedział James, kucając naprzeciwko niego. - Ciocia wyzdrowieje, zobaczysz.
Przytulił się do niego, a mały oparł głowę na jego ramieniu.
-Kocham Cię tato. - powiedział, zanim się od niego oderwał.
-Ja Ciebie też.
Cassidy zaczęła wyprowadzać Davida, ale ten zatrzymał się przed Kendallem.
-Ucałuj ode mnie ciocię. Dobrze wujku? - poprosił.
-Jasne. - Kendall pokiwał głową, lekko pochylony w jego stronę. - Masz to jak w banku.
-To ode mnie też. - powiedziała Cassidy, kiedy mały do niej wrócił. - Gorsza nie będę.
**James**
Cassidy i David już sobie poszli. Zostaliśmy tylko my. Cass to dobra aktorka. Dobrze wiedziałem, że się martwi, a ona dobrze to ukrywała.
Podszedłem do Jennifer, mając zamiar jej wszystko powiedzieć.
-Możemy porozmawiać? - poprosiłem.
-Tak, oczywiście. - powiedziała, kiedy podała już Kendallowi szklankę wody.
Oddaliliśmy się w stronę jednego z męskich toalet, na tyle daleko, że inni nas nie słyszeli.
-O czym chciałeś pogadać? - zapytała, tarmosząc w dłoniach zużyty papierowy kubek.
-Chciałem dokończyć, to co zacząłem. - oznajmiłem, wyrywając jej tego śmiecia z rąk i wrzucając do kosza na śmieci. - Wiem, mam dziecko i może wyda Ci się, że to nie ma przyszłości.
-Powiedz do czego zmierzasz. - przerwała mi, kiedy nie mogła wytrzymać. Cierpliwa to ona nie jest...
-Powiem, gdy już trafię. Aliana mi powiedziała, że... że nie ufasz właściwie nikomu i trudno zasłużyć na twoje zaufanie...
-Ufam Alianie. - powiedziała, przerywając mi po raz kolejny.
-Ale, czy ufasz mi?
Zapadła cisza. Jennifer patrzyła na mnie przenikliwie. Rozumiałem, że facet z dzieckiem nie jest do końca odpowiednim materiałem na chłopaka.
-Streszczaj się, co?
-Jennifer, kocham Cię.
Nie odpowiedziała. Patrzyła na mnie z otwartą buzią.
-Zamknij tą buzię, dobra? - poprosiłem.
Czekałem na jej odpowiedź, ale ona milczała. Wiedziałem, że to bezcelowe, ale nadal stałem i czekałem.
W końcu spuściłem głowę i odwróciłem się do niej plecami, wiedząc, że nic już z tego nie będzie. Odszedłem do trójki pozostałych przyjaciół i usłyszałem jak o czymś żywo rozmawiają. Dziewczyn nie było chwilowo w pobliżu.
-Zgadnij co Logan wymyślił? - odezwał się Carlos, który stał ze splecionymi rękami.
Wzruszyłem ramionami, czekając na jego odpowiedź.
-Chciałem pospłacać długi Nicole. - powiedział Logan, który siedział na szpitalnej posadzce, opierając się o kolana Kendalla.
Wytrzeszczyłem oczy ze zdumienia. Co mu strzeliło do głowy?
-Co? Jak mogłeś o czymś takim w ogóle pomyśleć? - wykrzyczałem, starają się, ściszyć głos.
-To samo mówiłem. - wymamrotał Carlos, wpatrując się w sufit.
-Stary, zrozum... Ona sama nie wie ile tych długów ma.
-Najwyżej dziewiętnaście tysięcy. Wiesz dobrze, ile mamy kasy.
Ręce mi opadły. Nie miałem pojęcia, dlaczego on chce to zrobić, ale chętnie się dowiem.
-Czemu? - zapytałem.
Zapadła cisza. Logan wpatrywał się we mnie uważnie. Jeszcze chwila i przestanę nad sobą panować? Ile on ją znał? Trzy tygodnie?
-Kocham ją. Co, nie zauważyłeś? Jesteśmy parą od tygodnia.
Nie spodziewałem się tego. Nie wiedziałem, że oni tak na poważnie. Myślałem, że znam swojego przyjaciela.
-Kendall, a co ty o tym myślisz? - zapytałem go, zauważając, że się nie odezwał.
-Jak się kogoś kocha, to zrobi się dla niego wszystko.
Nie poruszał się. Wbił wzrok w sufit, powstrzymując łzy. Był w rozsypce. Nie wiedziałem, co mu powiedzieć, jak go pocieszyć.
-A co by Aliana zrobiła? - zapytał Carlos, przerywając ciszę.
Zastanowiłem się na chwilę. Na pewno zrobiłaby wszystko, żeby pomóc. Ona nie jest skomplikowana. Nie mogłaby spłacić jej długów, bo nie ma tyle kasy, ale na pewno poszłaby na policję. Przynajmniej patrol sąsiedzki by zawiadomiła.
-Zrobiłaby wszystko, co może. - powiedziałem.
Nagle zadzwonił telefon Carlosa. Ten wyciągnął go z kieszeni. Spojrzał raz na wyświetlacz, raz na nas.
-Szef. - powiedział, gotowy odebrać połączenie.
-To odbieraj. - oznajmił Logan, podpierając brodę ramieniem. - Zobaczymy, co mądrego powie.
Carlos tylko wzruszył ramionami i przyłożył słuchawkę do ucha.
-Tak? …. - mówił. - Ktoś próbował zabić Alianę. … Co? … W szpitalu. … Powaliło Cię na starość? Aliana mogła umrzeć, a ty się martwisz, że nie masz fotografa? … Kończmy to, dobra? Może przynajmniej raz zachowasz się jak przyjaciel.
Carlos odłożył telefon do kieszeni. Wyglądał na wkurzonego. I to poważnie.
-Aż tak źle?
-Nawet nie pytaj. Łeb bym staruchowi ukręcił.
Podszedł do nas Nate. Wyglądał na smutnego.
-Słuchajcie... Nie ma sensu, żebyście tu dłużej siedzieli. Wracajcie do domu. Odpocznijcie. - powiedział, składając swoją teczkę.
-A co jeśli...
-Zadzwonię do was. - przerwał Carlosowi.
Pokiwałem głową. Nie bardzo chciałem się stąd ruszać. Aliana to moja przyjaciółka i chciałem przy niej zostać. Inni chyba też.
Jej nie dało się nie lubić. Zawsze pomagała, kiedy widziała potrzebujących. Pomaganie to taki jej nałóg. Nikt tego od niej nie oczekuje, a jednak robi to nadal, jakby w ten sposób miała uratować świat... W pewien sposób ratuje, bo świat trzeba tak ratować. Kawałek po kawałku.
A Jennifer jest... Kobietą mojego życia. Wiem, że to samo myślałem o matce Davida, ale wtedy byłem młody i głupi. Od tego czasu zmądrzałem.
-Wiem, że bardzo chcecie tu zostać. - ciągnął dalej. - Aliana tego od was nie wymaga. Jestem tego pewny. Przyjdziecie później. Teraz musicie odpocząć. Chyba nie chcecie wyglądać jak zombi, kiedy Aliana się obudzi.
Nie wiedziałem, czy żartuje, ale na pewno trafił w dziesiątkę. Nie chcemy, żeby Aliana się nas przestraszyła, kiedy nas zobaczy po przebudzeniu.
-Widzę, że się dogadaliśmy. Jeszcze jedno. - powiedział wyjmując z kieszeni jakiś gruby kawałek papieru. - Wiem, że Aliana uważa was za rodzinę, ale wy nie macie żadnego jej zdjęcia. Ona zrobiła je setki. Sam mam ich niewiele. To powinno wam się przydać. Ostatnie, które jej zrobiłem pod szpitalem.
Wręczył nam zdjęcie Aliany. A właściwie Carlosowi. Spojrzałem mu przez ramię. Aliana była... roześmiana. Taka jak zawsze. Zawsze się śmiała, cieszyła życiem.

Dobra, czas się zbierać.
---------------------
Na dzisiaj to tyle. Jak widać, połączyłam Logana i Nicole za waszymi plecami. Mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe. Liczę, też, że będziecie pod notką aktywni i skomentujecie te moje wypociny. Mam nadzieję, że się wam podobało.

4 komentarze:

  1. Suuuper!!! Kiedy wkońcu Aliana się obudzi? Kurde naprawdę jak dorwę to zabije tego.... nie będę kończyć. A ten menager chłopaków... brak mi słów na tego starego dziada. Czekam nn:***

    OdpowiedzUsuń
  2. No Jennifer chyba nie spodziewała się takiego wyznania i ją zatkało. Oby się tylko ocknęła na czas ;) Logan i Nicole tworzą śliczną parę i w sumie pomysł Logana ze spłaceniem długów Nicole nie jest głupi. Lepiej żeby miała dług u przyjaciela, vel chłopaka, niż u jakiejś mafii. Czekam nn ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Boziu jaki ten rodział jest boski zresztą jak zwykle. :D Pisz szybko następną część bo nie mogę się doczekać co będzie dalej :P

    OdpowiedzUsuń
  4. James jako ojciec, awwwww! *.*
    Jestem ciekawa, kto jest matką Davida.. Pisałaś o tym i przeoczyłam, czy jeszcze nie? xd
    Ach... I literówki!

    OdpowiedzUsuń