poniedziałek, 30 września 2013

15. Odwiedziny

**Roslyn**
Przez sen usłyszałam dzwonek swojego telefonu. Ledwo widząc na oczy dopadłam do telefonu i odebrałam połączenie.
-Słucham? - odezwałam się do słuchawki.
-Aliana odzyskała przytomność. - usłyszałam głos Nate'a.
Powoli docierało do mnie, to, co mówił. Milczałam, próbując to strawić.
-Roslyn, jesteś tam?
-Tak, jasne. - wymamrotałam. - Zaraz, Aliana odzyskała przytomność? - powtórzyłam, zdając sobie sprawę, że leżę w salonie chłopaków na ich puchowym dywanie.
-To znaczy, że się obudziła.
-Wiem, co to znaczy. Jak ona się czuje? - zapytałam, potrząsając ramieniem Carlosa, który leżał obok.
-Na początku była odrobinę zdezorientowana, ale teraz już wie co się dzieje.
-Mogę z nią pogadać?
-Sorry, nie może mówić.
-W takim razie będziemy w szpitalu za... jakieś pół... czterdzieści pięć minut.
-Dobrze, czekamy na was. Pa pa.
Rozłączyłam się i zaczęłam budzić pozostałych.
-Ej, wstawajcie! - krzyczałam, wyrywając im poduszki spod głów. To był najszybszy znany mi sposób.
Potrząsałam wszystkimi po kolei. Wiedziałam, że później prawdopodobnie będą chcieli mnie zabić, ale jeżeli teraz wstaną, to nie pożałują. Jeszcze będą mi za to dziękować!
-Wstawać! - krzyczałam. - Aliana się obudziła!
Logan gwałtownie podniósł głowę, patrząc na mnie półprzytomnym wzrokiem.
-Garfield dobrze się czuje? - wymamrotał wciąż nie dl końca rozbudzony.
-Jaki znowu Garfield? - zapytała Jennifer, która powoli stawała na czworakach.
-Nazywamy tak Alianę. - wytłumaczył Carlos, który walnął Jamesa jego własną poduszką. - Wiesz, przez te włosy.
-A ona się na was nie gniewa? - zapytała go, kiedy już stanęła jak człowiek.
-Coś ty? Nawet ją to bawi. - wytłumaczył James, szukając swoich majtek.
Muszę przyznać, że sporo się wczoraj działo. Chłopaków z lekka poniosło i oprawili to zdjęcie od Nate'a i powiesili na ścianie. To było na swój sposób słodkie i kochane, ale Aliana jak nikt inny nie lubiła widzieć siebie na zdjęciach. Ona robi ich setki, może nawet tysiące, ale nie za bardzo widzi jej się patrzenie na własną fotografię.
Po dłuższym zastanowieniu uświadomiłam sobie, że Nate jako jedyny ma jakiekolwiek jej zdjęcia. Nikt ich wcześniej nie miał. Zdjęć szkolnych też nigdy wcześniej nie widziałam, ale pewnie dlatego, że wszystkie jakie posiadała chowała u Nate'a, gdzieś głęboko w szufladzie.
Tak jak przewidywałam, wszyscy byli gotowi w jakieś dwadzieścia minut. Nie wiem w jaki sposób, ale nakłonili kierowcę swojego koncertowego busa, żeby zawiózł nas wszystkich do szpitala. Prawda była taka, że potrafią być przekonujący, kiedy im na czymś zależy. W ten oto sposób, pięć minut później siedzieliśmy już na kanapach w ich busie i jechaliśmy do szpitala.
-Słuchajcie... ja... - zaczął Logan, który na wpół leżał na fotelu. - pokryją dług Nicole z własnej kieszeni.
-Wtedy będę winna Tobie. - powiedziała sama Nicole, która nagle włączyła się do rozmowy.
-Nie będziesz. - zapewnił ją. - Kocham, Cię i zrobię dla Ciebie wszystko.
**Aliana**
Nate wszedł do pokoju z parującym kubkiem herbaty w ręku. Już nie miał na sobie fartucha, tylko wytarte spodnie i szarą bluzę z kapturem.
-Z cytryną i syropem korzennym. - powiedział, podając mi kubek. - Tak jak lubisz.
Sięgnęłam po deskę do pisania i długopis.
„Dzięki, kochany jesteś. Skończyłeś już pracę?” - napisałam.
Podniosłam kubek do twarzy. Para uderzyła nie w nos, pozostawiając na policzkach wilgotne ślady. Po chwili zadrżały mi dłonie. Nate podtrzymał naczynie, ratując mnie przed rozlaniem wrzątku na kolana.
-Uważaj bo gorące. - powiedział, pomagając mi wypić trochę z kubka. - Na razie mam wolne. Przynajmniej do piątku.
Gorąca herbata poparzyła mi język, ale ukoiła zmęczone i podrażnione gardło. Kiedy Nate pozwolił mi opuścić kubek na stolik, ponownie sięgnęłam po kartkę i długopis.
„Powinieneś odpocząć. Wracaj do domu.”
Nate przeczytał notatkę i tylko pokręcił głową.
-Na razie Cię nie zostawię. - odpowiedział.
Siedzieliśmy przez chwilę w ciszy. W końcu Nate postanowił się odezwać.
-Dzwoniłem do Roslyn. - oznajmił, pomagając mi przy rurkach z tlenem.
Jakoś nigdy ich nie lubiłam. Nawet jak kiedyś ciężko chorowałam. Uwierały w nos i sprawiały, że bez przerwy miałam wrażenie, że kichnę.
Jeśli wezwał tu Roslyn, to będzie po mnie. Sama nie lubiłam tych siniaków na szyi, a na pewno nie chciałam, żeby oni je oglądali.
Pochyliłam się nad kartką i napisałam kilka słów.
„Masz przynajmniej jakąś apaszkę, czy coś? Żeby zakryć tą szyję. Wiesz o co chodzi.”
Nate przeczytał i spojrzał na mnie po chwili.
-Da się załatwić.
Wyszedł z pokoju i wrócił po kilku sekundach, trzymając w ręku niebieski, cienki szalik.
-Kiedyś ci ją kupiłem i zapomniałem dać. - wyjaśnił. - Wiem, że chcesz zakryć te wybroczyny, ale nie przejmuj się. Oni już je widzieli.
Zdałam sobie sprawę ze znaczenia jego słów. Rzuciłam mu niewierne spojrzenia, ale on tylko się uśmiechnął i pomógł mi opasać szalikiem szyję.
-Wczoraj spędzili tu pół dnia. - wyjaśnił, wiążąc mi apaszkę z tyłu. - Za nic nie chcieli wrócić do domu. Powiedzieli, że zaraz tu będą. I szczerze mówiąc, nie mam pojęcia skąd ty wytrzasnęłaś takich przyjaciół.
Uśmiechnęłam się pod nosem. Mój kochany braciszek nie wie jak poznałam Roslyn i na pewno chcę zachować to dla siebie. Chłopaki to już inna historia.
Nate podszedł do magnetofonu i włączył radio. Usłyszałam słowa dobrze znanej mi piosenki.
Hey now, you're a Rock Star, get the show on and get paid 
And all that glitters is gold 
Only shooting stars break the mold 

It's a cool place, and they say it gets colder 
You're bundled up now but wait 'til you get older 
But the meteor men beg to differ 
Judging by the hole in the satellite picture  (…)
-Pamiętasz? - zapytał Nate, śmiejąc się w moją stronę.
Pokiwałam głową. Dobrze wiedziałam, że to jest jedno z naszych najszczęśliwszych wspomnień. Zdany egzamin z medycyny i ta piosenka.
Drzwi otworzyły się gwałtownie i do środka wpadli chłopaki w towarzystwie Nickole, Jennifer i Roslyn. Nie wyglądali na zbytnio wypoczętych i na dodatek z koszulką Jamesa było coś nie tak.
Szybko otworzyłam usta, chcąc ich przywitać. Jednak zapomniałam o jednym drobniutkim szczególe i zamiast tego głośno zachłysnęłam się powietrzem, zamiast powiedzieć słowo „Cześć”.
-Hej Alina. Lepiej nic nie mów. - odparł Carlos, mocno przytulając mnie do siebie. Tęskniłam za tymi najlepszymi uściskami na świecie. - Tak bardzo się o Ciebie martwiliśmy...
Kiedy w końcu mnie puścił, inni zaczęli mnie witać, trochę jakbym wróciła ze świata umarłych.
Sięgnęłam po moją podkładkę, z której Nate zdążył już wyrwać jedna kartkę.
„Nie widziałam ani Ozyrysa, ani Świętego Piotra, jeśli odnieśliście taki wrażenie.”
Notatka była pewnego rodzaju żartem, ale oni nie wyglądali na zadowolonych.
-Nawet sobie tak nie żartuj. - powiedział Kendall, który stał najdalej mojego łóżka. - Omal nie umarłaś.
Wywróciłam oczami i wyrwałam Roslyn podkładkę z rąk. Pod spodem napisałam nową notatkę. Zastanawiam się jak na nią zareagują. W końcu byłam nieprzytomna ledwo dwanaście godzin, co Nate raczył mi powiedzieć. Powiedział mi też kilka innych rzeczy. Między innymi, że Kendall (Tak, akurat?) i Jennifer (W to już prędzej jestem w stanie uwierzyć.) mnie reanimowali. Poza tym mój kochany braciszek nie był zbytnio wylewny.
„Po prostu nie obchodźcie się ze mną jak z jajkiem, dobra? Nate powiedział, że za dwa tygodnie powinnam być w domu.”
Kiedy w końcu przeczytali, rzucili Nate'owi wściekłe spojrzenie, a ten tylko wzruszył ramionami.
-Ja tylko powtarzam informacje. I nie ważcie się ze mnie niczego wyciągać. - pogroził im palcem. - Nic wam nie powiem, nawet, jeśli byście mnie torturowali.
-Ach tak? - zapytał Logan, który stał najbliżej niego.
Pokręciłam głową nad ich wygłupami. Zachowują się normalnie. Pewnie powinnam się tym cieszyć puki mogę. Ale od dłuższego czasu coś mi nie dawało spokoju. Czułam w nich dziwne napięcie.
-Musimy Ci coś powiedzieć. - powiedział Logan, jakby czytał w moich myślach. - Ja i Nicole...
Przerwał, jakby głos odmówił mu posłuszeństwa.
-Chodzimy ze sobą. - dokończyła za niego Nicole. - Właściwie już od jakiegoś czasu. Dowiadujesz się ostatnia. Przepraszamy.
Uśmiechnęłam się szeroko i zaczęłam bić symboliczne brawa. Chwyciłam swoją podkładkę, napisałam kilka słów i kazałam Carlosowi ją przeczytać.
-”W końcu się przyznaliście.” - przeczytał głośno i spojrzał na mnie ze zdziwieniem.
-Wiedziałaś? - wykrztusił Logan, który wyglądał, jakby oczy miały mu za chwilę wypaść w powiek. - Kiedy się pokapowałaś?
Wyjęłam podkładkę z rąk Carlosa.
„W środę. We wtorek Nicole powiedziała, ze musi wyjść, a następnego dnia Logan był cały w skowronkach.”
Kusiło mnie, żeby narysować wyszczerzoną buźkę, ale moja własna mina, chyba mówiła sama za siebie.
Wzruszyłam ramionami i podałam Carlosowi kolejną notatkę.
-”Musiałabym być ślepa, żeby nie zauważyć.” - przeczytał i popatrzył na Roslyn, która pośpiesznie odkręciła głowę.
Spojrzałam na Logana, który pokręcił głową unosząc dłoń Nicole, która była spleciona z jego własną.
-Rozumiem, że mam ją uśpić? - zapytał Nate, który usiadł na brzegu łóżka.
-Ale obudzi się, kiedy zjemy śniadanie? - zapytał James, na co wszyscy parsknęli gromkim śmiechem.
-No oczywiście. - Nate pokiwał głową, szykując strzykawkę. - Powinna odpocząć, a to powinno jej dobrze zrobić.
-Ty, James... jesteś bystry jak woda w klozecie. - oznajmiła Jennifer, która oparła mu dłoń na ramieniu.
Zanim Nate zdążył mi wetknąć strzykawkę w ramię, coś sobie uświadomiłam. Szybko nabazgrałam kilka kolejnych słów i podałam podkładkę Jamesowi.
„A co zrobiłeś z Davidem? Opiekunki zdaje się, nie pracują w niedziele.”
-David jest u Cassidy. - odpowiedział Kendall, który przeczytał kartkę przez ramię Jamesa. - Ona też się nieźle o Ciebie martwiła. Tylko trochę to kryła.
James uśmiechnął się pod nosem i oddał mi podkładkę.
-Mam tylko nadzieję, że nie będzie go uczyć sztuk wali. - zaśmiał się, kiedy Nate zaczął mi aplikować ten cholerny środek nasenny.
„Nie martw się.” - napisałam. - „Nie bez Twojej świętej zgody.”
Wszyscy popatrzyli po sobie i zaśmiali się pod nosem. Powoli czułam się coraz bardziej ociężała. Wiedziałam, że to lekarstwo, które Nate rzucił mi w żyłę zaczyna działać. Reszta pewnie to zauważyła i Carlos powiedział:
-Śpij, śpij. - odparł, kładąc mi dłoń na ramieniu. - Będziemy tu, kiedy się obudzisz.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Na dzisiaj byłoby na tyle. Mam nadzieję, że się wam podobało. Trochę nad tym siedziałam, więc mam nadzieję, że ta mała głupawka, która mnie ogarnęła w czasie pisania wyszła opowiadaniu na dobre.
Dziękuję za wszystkie dodane tu komentarze i 1485 wyświetleń (na chwilę pisania notki). Jesteście wspaniali. Mam nadzieję, że nadal będziecie tacy aktywni i zobaczę kilka komentarzy pod spodem. 
Za chwile zacznę pisać następną, ale całość przeczytacie dopiero w środę. Poza tym zastanawiam się nad zmianą harmonogramu i notki będą pojawiały się dwa, a nie trzy razy w tygodniu. Jednak przejdę na ten system dopiero w sytuacji kryzysowej.

5 komentarzy:

  1. Dobrze że Aliana już się wybudziła i jest okey. Mam nadzieje że niebawem odzyska głos :D Czekam nn:***

    OdpowiedzUsuń
  2. 2 razy w tygodniu? Ty chcesz mnie wykończyć prawda? :P Super notka ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. James ubierający majtki?! No, no... xd
    Dodawaj notki jak ci wygodnie.
    I uważaj na literówki.. Kilka ortografów miałaś, ale co tam. Zgaduję, że tylko ja, jako stara zrzęda je zauważyłam..

    OdpowiedzUsuń
  4. Super. :) Aliana nareszcie się obudziła. No, zobaczymy co dalej.

    OdpowiedzUsuń