czwartek, 31 października 2013

28. Po Fakcie

Usłyszałam sygnał swojego budzika i sięgnęłam, żeby go wyłączyć. Niestety, a może i stety natrafiłam na czyjś nagi tors.
Ze zdumieniem otworzyłam oczy i obaczyłam, że obok mnie leżał Kendall. Goły jak Święty Turecki, uśmiecha się przez sen i na dodatek trzyma rękę tam, gdzie trzymać tej ręki nie powinien, czyli na moim tyłku.
Momentalnie wróciły do mnie wspomnienia z ostatniej nocy. Stało się, spaliśmy ze sobą. Potrząsnęłam jego ręką, mając nadzieję, że to go obudzi.
-Kendall, wstawaj, jest rano.
No i świetnie. Kendall się cuci, ja siedzę na golasa owinięta w prześcieradło, a Roslyn i Jen... O matko, a jeżeli one naprawdę to nakręciły?
Szybko wstałam i pobiegłam do pokoju Jen, owinięta w letnią pierzynę.. Muszę się tego dowiedzieć, normalnie muszę.
Ale muszę przyznać, że było cudownie. Z nikim innym nie czułam się tak jak z Kendallem. Wcześniej chodziliśmy w różne miejsca publiczne, ale to nie to samo. A teraz, kiedy jest po wszystkim, nie chcę, żeby ktokolwiek się o tym dowiedział. A już w szczególności te dwie.
Bez większych ceregieli wtargnęłam do pokoju Jen i zdarłam z niej kołdrę. Ta natychmiast usiadła na łóżku z krzykiem.
-Ej! - wrzasnęła. - Nie musiałaś tego robić! Daj jeszcze pospać. Wolę spać kilka dni przed kacem i później szybciej dochodzę do siebie.
-Nie obchodzi mnie twój kac! - krzyknęłam, nie puszczając kołdry, którą Jen wciąż próbował mi wyrwać i drugą ręką przytrzymując własną, chroniąc ją przed opadnięciem na podłogę. - Nakręciłyście ten film?
Jennifer popatrzyła na mnie nieprzytomnie. No tak, kilka sekund temu spała.
-A, ten film... - powiedziała powoli. - Nie, naśmiewałyśmy się z was.
Poczułam, jak mi ulżył. Rzuciłam kołdrę na jej łóżko, a Jen natychmiast się nią przykryła.
Bez słowa wróciłam do pokoju i zobaczyłam, że Kendall już wkłada swoje jeansy.
-Tak bez żadnego „dzień dobry”? - zapytał uśmiechając się do mnie zadziorsko. - Daj buziaka.
Podeszłam do niego i pocałowałam go namiętnie w usta.
-Wiesz, że masz znacznie więcej piegów na ramionach, niż na policzkach? - wyszeptał, gładząc moje ramię. - I wyglądasz uroczo z tymi rozczochranymi włosami.
Uśmiechnęłam się i stanęłam na palcach, żeby do niego dosięgnąć bez obcasów. I chyba ich dzisiaj nie włożę, bo Carlos znowu zacznie narzekać, że ma kompleksy.
-Co, będzie szybka powtórka? - usłyszałam głos Roslyn, zanim zdołam chociaż dotknąć ust Kendalla. - Zaczekajcie, pójdę po kamerkę, będzie co wstawić na You Tube.
Westchnęłam, a Kendall się rozśmiał.
-Szykujmy się do pracy, dobra? - zaproponowałam, a on bez ostrzeżenia mnie pocałował.
**James**
Siedzieliśmy w biurze szefa, czekając na jego główną przemowę. Nie codziennie kierownik produkcji wzywa nas do siebie.
-Wszyscy wiemy o sobotniej imprezie. - oznajmił. - Wiemy też, że ta impreza jest jutro. Dlatego chciałbym, żebyście przyprowadzili ze sobą odpowiednich ludzi.
Popatrzyliśmy po sobie z zaskoczeniem. Co on ma na myśli.
-Myśleliśmy, że możemy zabrać kogo chcemy. - odezwał się Logan. - Ja biorę ze sobą Nicole. - oznajmił. - Już podjąłem decyzję.
-Mam gdzieś wasze decyzje. - warknął. - Nie możesz przyjść na pożegnalny bankiet „iCarly” z tą początkującą modeleczką.
-Modeleczką? - powtórzył Carlos. Pewnie wstałby, gdybym go nie przytrzymał. - To naprawdę fajna dziewczyna. Tom, przecież jej nie znasz.
-Owszem, nie znam jej, ale wiem wystarczająco dużo, żeby wiedzieć, że ona nie przyjmie się w tym świecie. Tutaj nic nie znaczy.
-A ja idę z Alianą. - odezwał się nagle Kendall, który na spotkaniach zawsze siedział cicho. - Też masz coś przeciwko temu? - zapytał.
-Nie miałbym. - powiedział. - Gdybym nie wiedział, że ma na bankiecie pewne zadanie do wykonania.
Pokręciłem głową. Jak to jest, że Aliana jest uważana za zwykłego, szarego fotografa i zawsze ma najwięcej do roboty. Nie mogę z tym. Już drugi rok powtarzam, że Aliana zasługuje na podwyżkę.
-A co byś powiedział, gdyby Garfield odwalił takie fotki, jakich w życiu nie widziałeś. - powiedział Carlos, siadając na krawędzi jego biurka.
-Nic bym nie powiedział. - oznajmił. - Bo ten rudy, tłusty kot u nas nie pracuje. I zdejmij tyłek z mojego biurka! Jak już pewnie wam mówiłem, nie życzę sobie żadnego prostactwa na bankiecie. Jeżeli zobaczę, że któryś z was przyprowadzi jakąś wieśniarę, to gorzko tego pożałuje.
Prostactwa? Powiedział ten, który podniecał się aferą Jonny'ego Deppa sprzed kilku lat. On naprawdę nie wie co mówi. Trzeba mu mózg przeczyścić.
-A mogę wziąć ze sobą Davida? - poprosiłem.
-Oczywiście. To będzie dla nas świetna reklama.
Reklama... Tylko to go obchodzi.
**Aliana**
Stałam naprzeciwko Nathana, robiąc mu zdjęcia. Poprosił mnie o to, skończyłam już pracę, więc dlaczego miałabym się nie zgodzić.
-Dzięki, że się zgodziłaś. - oznajmił, opierając się o ścianę. - Zawsze myślałem, że po godzinach pracujesz tylko z kobietami.
-Sugerujesz coś? - zapytałam. - Słuchaj, muszę się komuś wygadać.
-No?
Nie do końca wiedziałam, czy dobrze robię, zwracając się z tym akurat do Nathana. Roslyn jest moją najlepszą przyjaciółką, ale już mnie wyśmiała. Carlos też odpada, bo zaraz powiedziałby Kendallowi. Do Nate'a nie pójdę, bo on zaraz będzie się mnie czepiał, a zaraz potem zacznie się czepiać i w ten oto sposób grono osób godnych zaufania powoli się zamyka.
-Tylko przysięgnij, że nikomu nie powiesz. - zastrzegłam, przestając robić zdjęcia.
-Przysięgam. - powiedział z pełną powagą, unosząc dwa palce.
-Wiesz, że spotykam się z Kendallem? - zapytałam.
-Nic nowego. - Wzruszył ramionami. - Cala stacja o tym trąbi. I co w związku z tym?
-Wczoraj po raz pierwszy ze sobą spaliśmy. - powiedziałam.
Nathana zmroziło. Otworzył usta ze zdziwienia, wpatrując się we mnie wielkimi oczami. A wiadomo jakie on ma oczy? Strasznie malutkie.
-Zamknij buzię, bo wyglądasz jak kretyn. - oznajmiłam.
-Co? Jak? Kiedy? - jąkał się, nie mogąc wydusić z siebie żadnego pełnego zdania.
-Wczoraj, zadowolony? - wzruszyłam ramionami. - Przestań się tak uśmiechać. To było z miłości, a nie dla zabawy.
Nathan pokiwał głową uśmiechając się coraz szerzej.
-Nathan, pragnę Ci przypomnieć, że jestem od Ciebie całe osiem centymetrów niższa. Czy chcesz mieć ze mną zdjęcie, gdzie stoję z tobą ramię w ramię? - oznajmiłam, wiedząc jak bardzo jest przewrażliwiony na punkcie swojego wzrostu. A ja przerastałam go nawet na bosaka.
-Dobra, mów jak było. - powiedział, pozując do następnej fotki.
-Cudownie. - odpowiedziałam, ustawiając obiektyw. - Nawet nie wiedziałam, że jakikolwiek dzień może się tak skończyć.
-Upoiłaś się i teraz jesteś w niebie? - stwierdził nagle i znowu zaczął pozować.
-Nie przeginaj, dobra? - wycedziłam przez zaciśnięte zęby.
**Kendall**
Siedzieliśmy w domu, rozmawiając o tym, co powiedział nam szef. No pięknie. I całe wrażenia z ostatniej nocy z Alianą poszły w diabły, bo nasz kochany szef, producent, kierownik planu wymyślił sobie takie a nie inne zasady. A jak Jennette McCurdy przyszła na oficjalną imprezę z kumplem z dzieciństwa to było dobrze.
-Proponuję się zbuntować. - oznajmił Logan. - Ale, dziewczyny muszą być grzeczne. - dodał, kiedy zauważył zdziwione spojrzenie Nicole, która już chyba się pogodziła z myślą, że nie może iść na imprezę.
-Jesteś pewny? - zapytała.
-Tak. Przecież jesteś świetną dziewczyną. - powiedział. - Tylko trzeba to jeszcze przekazać Jennifer i Roslyn, żeby niczego nie odwaliły.
Carlos usiadł wygodniej na fotelu i westchnął. Na wspomnienie o Roslyn zbladł.
-Rose nie idzie. - oznajmił. - Ma sporo roboty w muzeum, dlatego będzie tam nocowała do piątku.
-Będzie pracować? - zapytałem, patrząc na niego z zaskoczeniem. - Przecież nikt nie może trzymać pracowników po nocach.
-A kto powiedział, że ktoś ją do tego zmusił? - zauważył Carlos. - Ona i kilku jej kolegów sami sobie to wymyślili. Twierdzi, że inaczej się nie wyrobią w terminie.
Wzruszyłem ramionami. Roslyn zawsze słynęła z pokręconego charakteru, ale w życiu bym nie pomyślał, że z własnej woli będzie pracować po nocach.
Usłyszałem dzwonek do drzwi. Już chciałem wstać, żeby otworzyć, ale Logan był szybszy.
-Pójdę sprawdzić kto to. - powiedział, całując Nicole w czubek głowy.
Nie patrzyłem jak wychodzi. Wpatrywałem się pusto w przestrzeń.
-Pozostaje jeszcze jedna kwestia. - odezwał się nagle James. - Kto zabierze Davida. Nie mam dla niego opiekunki na czas imprezy.
-Ja. - Podniosłem rękę bez zastanowienia. - Aliana będzie robiła tą prasówkę, więc mogę się nim zająć. - odparłem.
-Na prawdę, mógłbyś? - zapytał, patrząc na mnie z uwagą.
-Tak, nie ma sprawy.
Usłyszałem kroki. Do pokoju wszedł Logan, prowadząc za sobą Kressa.
-Słuchajcie, muszę wam coś powiedzieć. - oznajmił, stojąc w drzwiach. - Wiem, że szef kazał wam nie przyprowadzać partnerów, którzy mogliby skompromitować stację, wiedząc, że na bankiecie będzie jeszcze prasa z zewnątrz.
-Właśnie o tym rozmawialiśmy. - powiedział Logan, patrząc ma na niego i wycierając sobie nos.
-Serio? - zdziwił się, unosząc brwi. - To nie ważne. Olejcie to. - powiedział. - Ale udowodnijcie mu, że dziewczyny, które przyprowadzicie potrafią się zachować.
-A jak się domyśliłeś, że nam to powiedział? - zapytał Carlos.
Nathan tylko się uśmiechnął i pokręcił głową.
-My mieliśmy to samo. - wyjaśnił. - Na początku też się obawialiśmy, ale po dłuższym zastanowieniu postanowiliśmy postawić na swoim.
-Co masz na myśli? - zapytała Nicole, w pełni zdając sobie sprawę, że Nathan wcale jej nie kojarzy.
-Mam na myśli, że musicie im pokazać, że nie zadajecie się z jakimiś prostakami, którzy robią wam obciach przy pierwszej lepszej okazji. Jestem Nathan Kress. - powiedział, wyciągając dłoń w jwj stronę. - Miło mi Cię poznać.
-Nicole Brown. - Oznajmiła, odwzajemniając uścisk dłoni.
-Chcę tylko powiedzieć, żebyście się nie stresowali i zachowywali się przyzwoicie i wszystko będzie dobrze.
Kiedy to powiedział, uśmiechnął się do nas ciepło i spojrzał w kierunku stołu z rozłożonymi książkami. No tak... Nie powinienem zaczynać tych porządków.
-Kto czyta tyle książek? - zapytał.
-Nikt nie czyta. - Carlos wzruszył ramionami. - Kendall robi remanent biblioteczki, tylko chwilowo nikt nie ma do tego głowy. - wyjaśnił.
**Aliana**
Stanęłam przed kuchenką i wlałam trochę ciasta naleśnikowego na patelnię. To był jeden z tych niewielu wieczorów, w których zostawałam sama w domu. Roslyn w pracy, a Jennifer nocuje dzisiaj u Jamesa. Nie wiem, jak oni tam sobie czas organizują.
Kiedy przekręciłam placka, usłyszałam dzwonek do drzwi. Upewniłam się, że patelnia stoi na kuchence jak przystało i poszłam otworzyć.
Za drzwiami okazała się sąsiadka, która stała w drzwiach ze swoim poczciwym uśmiechem.
-Dobry Wieczór, pani Evans. - powitałam ją, uśmiechając się do niej ciepło. - W czym mogę pani pomóc?
-Pani Hamilton. - powiedziała od razu. - Czy byłaby pani tak dobra i pożyczyła mi trochę mąki? - poprosiła. - Bo mój mąż na śmierć zapomniał kupić.
-Oczywiście. - pokiwałam głową. - Za chwilę pani dam. Proszę wejść.
Wpuściłam ją do środka i sprawdziłam swój placek, który jeszcze się nie usmażył. Później otworzyłam szafkę i nasypałam do szklanki, którą mi dała, trochę mąki, którą zawsze trzymam w mniejszym pojemniku.
-Proszę. - powiedziałam, dając jej już pełne naczynie.
-Dziękuję. Bardzo pani miła.
Kiedy w końcu zamknęłam za nią drzwi, podeszłam do kuchenki, chcąc odłożyć na talerz naleśnika, który był już gotowy.
Ledwo zdążyłam rozprowadzić nowe ciasto, a już odezwał się mój telefon. Na ID zobaczyłam numer Izzy.
-No, słucham cię. - powiedziałam, odbierając połączenie.
-Aliana, mamy problem. - usłyszałam jej zdenerwowany głos.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Co do tego „timobajla” z ostatniej notki. Autentyk. Przyjaciółka próbowała się dodzwonić do naszej przyjaciółki, a jej padł telefon i ciągle włączała się poczta głosowa. Zostawiła jej podobną wiadomość.

No i na dzisiaj tyle. Mam nadzieję, że się wam podobało, a następną część zobaczycie we wtorek po południu.  

wtorek, 29 października 2013

27. Wspólna noc

-Kochana siostrzyczko... - zaczął Nate wracając z analizą wyników tomografii. - Czy możesz mi wyjaśnić, jakim cudem masz niewielki obrzęk płatu potylicznego?
Aliana spojrzała na mnie przygryzając wargę, jakby chciała powiedzieć: „Błagam, nic nie mów”, ale zaraz potem się opamiętała i spojrzała na Nate'a, mając zamiar mu wszystko wyjaśnić.
-Istnieje na to bardzo proste wytłumaczenie. - oznajmiła, siadając na łóżku, które jej przydzielono.
-No słucham Cię. - powiedział, obserwując ją przenikliwie.
-Kiedy Katelyn mnie walnęła, to przewróciłam się do tyłu i wpadłam na ścianę. - oznajmiła po kilki sekundach zwłoki. - Nie wyrobię, jeżeli co tydzień będę obrywać w twarz.
-Poza tym masz lekkie wstrząśnienie mózgu, ale nie jest tak źle, więc jeżeli za godzinę nic się nie pogorszy, będziesz mogła wrócić do domu.
-A nie mogę już teraz? - poprosiła.
-Nie. Boimy się, że coś się pogorszy. Powinnaś zostać tu na noc, ale Kendall ręczy za własną odpowiedzialność, więc jakby coś się działo, to natychmiast Cię tu przywiezie.
Nate tylko pokręcił głową, składając swoją podkładkę. Nie przejmował się faktem, że pomimo że Aliana mogła skończyć naprawdę kiepsko, a jej wciąż trzymały się żarty.
Sam też nie byłem z tego powodu zadowolony. Nigdy nie przeczuwałem, że Kate potrafi się posunąć do czegoś takiego. A Aliana jeszcze jej broni. Ona zawsze wszystkich broni. Jedynie Jess jest wyjątkiem, ale to już co innego.
Aliana leżała bez ruchu jeszcze przez chwilę, jakby nie wiedziała co powiedzieć. Odkąd Nate sobie poszedł zachowywała się jakoś nieswojo, jakby coś planowała.
-Jesteś na mnie zły? - zapytała po dłuższej chwili, opierając głowę o moje ramię.
-Nie jestem zły, tylko nadal uważam, że powinniśmy zgłosić to na policję. - odpowiedziałem, całując ją w czubek głowy. - Kate nie powinna się tak zachować.
-Daj spokój. - Jęknęła. - Nie panowała nad sobą. Na pewno tego teraz żałuje.
-Jasne... tak samo jak żałowała, kiedy zepchnęła Erin ze schodów. - prychnąłem.
Nadal przechodziły mnie ciarki, kiedy wspominałem ten incydent. Co prawda Erin tylko trochę się potłukła, na szczęście, ale nie wiadomo jak to mogło się skończyć. Potem to poszło w niepamięć i pracowaliśmy dalej, chociaż przez jakiś czas na planie była dość napięta atmosfera.
-Nie zepchnęła, nie zepchnęła... To był wypadek. Nie pamiętasz? - powiedziała, siadając na łużku i szukając czegoś w torebce. - Erin już chyba nawet nic nie pamięta.
Pokręciłem głową, patrząc jak Aliana gdzieś dzwoni, a następnie zaczyna się śmiać.
-Co jest? - zapytałem.
-Sam posłuchaj. - powiedziała, podając mi swój telefon i przykładając mi do ucha.
Podtrzymałem sobie komórkę i odsłuchałem powiadomienia o nagranej wiadomości.
-Masz jedną nieodsłuchaną wiadomość. - powiedział głos automatycznej dyspozytorki. - Timobajl i timobajl! - usłyszałem po chwili głos Nicole. - Ja chcę Alianę, a nie jakiegoś timobajla! Timobajlu oddawaj mi Alianę!
Zacząłem się śmiać, jeszcze zanim rozłączyłem pocztę i oddałem jej telefon. Nicole jest niemożliwa! Zostawić taką wiadomość na poczcie? Myślałem, że tylko Roslyn tak potrafi.
-Zostawiła Ci takie nagranie? - zapytałem, kiedy chowała do torebki komórkę.
-Wcześniej dzwoniła jakieś dwadzieścia razy. - wyjaśniła. - Później do niej oddzwonię. Musimy jeszcze poczekać na Nate'a, który przyjdzie z wypisem.
Po kilku sekundach wstałem i pocałowałem Alianę namiętnie. Ona tylko się uśmiechnęła i pogłaskała mnie po skroni. Lubiłem, kiedy tak robiła.
**Nicole**
Aliana nie odbiera! Martwię się o nią. Po tym, jak Logan mi opowiedział, co się stało po pracy, wpadłam w panikę. Nie chcę, żeby coś jej się stało. Ona nie może cierpieć!
Chodziłam w kółko, próbując się skupić.
-Kochanie, uspokój się... - oznajmił Logan ze stoickim spokojem. - Na pewno nic się nie dzieje. Histeryzujesz i tyle.
-Ja histeryzuję? - odpowiedziałam, rzucając w niego gromkie spojrzenia. - Nie odbierają mich telefonów, nagrałam im ze sto wiadomości i co jeszcze chcesz wiedzieć?
-Kotek...
Logan zaszedł mnie od tyłu i przytulił. Od dawna nie mieliśmy żadnych problemów, i dzięki Bogu, ale czasami moglibyśmy gdzieś wyjść.
-Jest spora lista rzeczy, których nie wiesz o Alianie. - powiedział. - I wierz ma tej liście jest też spora odporność psychiczna na problemy.
-Może i tak, ale i tak się martwię.
-To się nie martw. - powiedział, przygryzając delikatnie moje ucho.
Dzisiaj nie miałam nastroju na łóżkowe igraszki. Może mnie nie zrozumie, może mnie rzuci, ale muszę zaryzykować.
-Wybacz, ale nie dzisiaj. - wyszeptałam, wyrywając się z jego objęć.
-Zgoda. - przytaknął, zabierając koc z szafy.
Nagle zadzwonił telefon Logana. Ten odebrał, nawet nie wychodząc z pokoju.
Odkąd u nich mieszkam, zachowują się dziwnie swobodnie. I nie chodzi tu tylko o telefon, czy wygłupy, ale też łażą po domu w samych bokserkach, nie zamykają łazienki (dobra, to jest dziwne), chociaż największy szok przeżyłam, kiedy chciałam się załatwić, a Carlos siedział w wannie. Krzyknął tylko, że nie będzie na mnie patrzył i pozwolił wejść.
-Dobra, przekażę, kiedy się do nich dodzwonię. Na razie. - powiedział Logan, rozłączając się i rzucając telefon na fotel.
-Co jest? - zapytałam, siadając naprzeciwko.
-Bankiet z okazji zakończenia „iCarly”. - oznajmił. - Nawet nie wiedziałem, że dzisiaj zrobili ostatni odcinek... Pójdziesz ze mną? - zapytał.
-Kiedy?
-W sobotę. Jesteśmy razem, więc pomyślałem sobie, że...
-Pójdę z Tobą. Czemu jesteście zaproszeni? - zapytała. - Przecież nie pracujecie na jednym planie.
-Nie, ale u nas, w Nicku wszyscy się lubimy i zawsze chodzimy na takie imprezy. Poza tym reżyser często pożycza Alianę i jak by nie było, to czasami razem pracowali.
**Aliana**
Nate w końcu pozwolił mi iść do domu. Nadal nie odbieraliśmy telefonów, bo dobrze wiedzieliśmy o co będą pytać. Poza tym Janette i Nathan poprosili mnie o zrobienie kilku zdjęć, a wiadomo, że oni zawsze wyglądają uroczo. Lubię ich, biorąc pod uwagę kilka tych dni, które od czasu do przepracowaliśmy.
-Może powinienem do nich zadzwonić? - zaproponował, kiedy siadał za kierownicę.
-Wyślij SMSa. - powiedziałam, zapinając pasy. - Mamy spać w jednym łóżku? - zapytałam, powodując, że Kendall... no wiadomo. Zaczerwienił się.
-Jeśli zechcesz... Możemy miło spędzić wieczór, pobyć trochę razem... - wymiał, nawet nie odpalając silnika. - A potem pójdziemy spać. Razem...
Uśmiechnęłam się pod nosem. Uwielbiam to jego zakłopotanie. Jest takie urocze. Przyciągnęłam go do siebie i pocałowałam. A on tylko oderwał się na chwilę i spojrzał w obity kremową skórą sufit.
-Czekaj chwilę... - wyszeptał.
Odczekałam chwilę, aż znowu się namyśli i znowu go pocałowałam. Potem sama się od niego oderwałam.
-Może stąd pojedziemy? - zaproponował.
-Racja. Jedźmy stąd. Tylko najpierw napisz im tego SMSa. - powiedziałam, sprawdzając swoją komórkę. - Nie chcę, żeby się niepotrzebnie martwili. - oznajmiłam, otwierając kolejną wiadomość głosową od Nicole. Pewnie nagrała na niej to samo co na poprzedniej, więc... Dobra, zadzwonię do niej.
Kidy Kendall ruszył, wybrałam jej numer. Odebrała po dwóch sygnałach.
-Aliana, na reszcie... - usłyszałam jej głos po drugiej stronie. - Tak się martwiłam! Wszystko w porządku?
-Tak, nie ma się czym przejmować. - odpowiedziałam, wpatrując się w przednią szybę. - Teraz jedziemy do domu. Kendall będzie u nas nocował.
-Jak to nocował?
-Pomysł Nate'a. - odparłam. - Tak dla bezpieczeństwa.
-Tak, już rozumiem.
-Zadzwonię jutro rano. Na razie. - powiedziałam, naciskając czerwoną słuchawkę, zanim doprowadzi mnie do bólu głowy, zasypując mnóstwem pytań.
Odrzuciłam telefon to torebki i spojrzałam na Kendalla, który wpatrywał się w jezdnię, martwiąc się, że złapie nas drogówka. Akurat w to uwierzę, bo jeździ jak emerytka.
Kendall, wciąż patrząc na drogę, podał mi swój telefon.
-Zobacz co Logan napisał. - oznajmił. - Teraz to już jest szczyt.
Wzięłam od niego telefon i spojrzałam na wyświetlacz.
Weźcie się ogarnijcie. Już ja wiem, co będziecie robić, kiedy zgasicie światło. Nicole prawie narobiła w majtki. No i w sobotę impreza. Zakończenie iCarly.”
Ogarnęła mnie niezła Głupawka, bo kto inny jak Logan potrafi w kilku słowach określić obecne położenie. No chyba, że jeszcze Jennifer, ale co drugie słowo trzeba wstawić długie „piii”.
Kendall zaparkował pod apartamentowcem w którym mieszkam.
Bez słowa wysiadłam, czekając aż Kendall zamknie samochód. Później poszliśmy do windy. A jeszcze później do mieszkania. Dziewczyny wyglądały, jakby byłe zaskoczone.
-A co wy tu razem robicie? - zapytała Rosqui kiedy tylko nas zobaczyła.
-Ja tu mieszkam, a Kendall zostanie na noc. - odpowiedziałam.
-Już rozumiem... Chcecie skonsumować związek. - powiedziała Jen, wychylając się z kuchni. - To my wam nie będziemy przeszkadzać.
Obie popatrzyły po sobie znacząco. Trochę, jakby porozumiewały się bez słów. I pomyśleć, że dopiero jeden dzień wiedzą, że są siostrami...
-Możecie sobie nie żartować? - poprosiłam je. - To był pomysł Nate'a.
-Czyli musimy mu podziękować. - odparła Jen, nakładając na talerze pieczone ziemniaki. Zaraz... Jen zrobiła kolację? Przecież ona twierdzi, że nie potrafi gotować.
-Za co? - odezwał się nagle Kendall. Po jego minie poznałam, że jest zbity z tropu.
-Za dostarczenie materiału. - odparła Roslyn, rozkładając sztućce.
-... Na nakręcenie...
-... Filmu erotycznego....
-... Z wami...
-...W roli głównej. - dokończyła Roslyn.
-Rany, po raz pierwszy mówiłyście jak bracia Weasley i już mnie to przeraża. - powiedziałam idąc do łazienki.
Stanęłam przed lustrem i popatrzyłam w swoje odbicie. Po uderzeniu zostało tylko niewielkie zaczerwienienie koło nosa. Chyba będę musiała pożyczyć kosmetyczkę od Roslyn. Ona ma trochę bardziej profesjonalne kosmetyki niż ja. Jak mi się nie uda, to poproszę Emily. Ona potrafi zdziałać cuda mając do dyspozycji cały sztab kosmetyków.
Usłyszałam piknięcie mojego telefonu. Pewnie któryś z chłopaków.
-Kendall, przeczytaj! - krzyknęłam w stronę drzwi.
Wytarłam twarz swoim ręcznikiem i wrzuciłam go do pralki. Nagromadziła się tam spora liczba białych rzeczy (pomysł Jen, białe rzeczy wrzucamy od razu do pralki, żeby oszczędzić na czasie).
-To Carlos! - krzyknął Kendall. Spojrzałam za okno i zauważyłam, że zaczęło się ściemniać. No tak. Była już dziesiąta. - Napisał, że ma... - przerwał na chwilę, powstrzymują śmiech. - Fluorescencje smarki?
Pokręciłam głową. Pewnie światło z księżyca pada na chusteczkę i dlatego mu się tak wydaje. Albo po prosu, jak zwykle z reszta zaczyna sobie żartować.
Wyszłam z łazienki i usiadłam przy stole. Szczerze mówiąc nie byłam za specjalnie głodna, ale nie chciałam, żeby Jen zrobiło się przykro. W końcu ugotowała coś samodzielnie. Po raz pierwszy w historii. Kendall nie jadł, jakby miał apetyt. Co chwila tylko grzebał w swojej porcji i brał do ust niewielki kęs. Chociaż jak dla mnie było nawet smaczne.
Kiedy zjedliśmy, musieliśmy się wykąpać. Ja skończyłam po kwadransie, a po wyjściu spod prysznica prawie ucałowałam kafelki. Natomiast Kendall... On żeby się wykąpać, potrzebuje niecałych 7 minut. Jen i Rose stały pod drzwiami ze stoperem.
Później położyliśmy się na moim łóżku.
Spojrzałam na Kendalla, który opierał głowę o moją dodatkową poduszkę. Dzięki Nathanowi mam takie wielkie. Nie ma to jak zaciągnąć Kressa do meblowego...
-Jak się czujesz? - zapytał.
-W porządku. Nawet nie boli mnie głowa. - odpowiedziałam, uśmiechając się do niego.
Kiedy zaczęliśmy się całować, Kenny zdołał zgasić światło.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
I tyle na dzisiaj! Notka dedykowana HeffronDrive_123. Która sumiennie komentuje każdą moją notkę i za co bardzo, bardzo jej dziękuję... 
Zmieniłam harmonogram. Teraz Notki będą się pojawiały dwa razy w tygodniu. We wtorki i czwartki. Niestety, mam coraz mniej czasu i zdałam sobie z tego sprawę, dopiero jak przyszło mi oddać referat z historii, który oddałam dosłownie na styk. Myślałam o tym i zdałam sobie sprawę, że nigdy wcześniej aż tyle nie pisałam. Mam nadzieję, że dzisiejsza się wam podobała. Dajcie znać w komentarzach.  

piątek, 25 października 2013

26. Wnioski

**James**
-Wniosek powódki zostaje oddalony w całości. - słowa sędziego były czymś najpiękniejszym, co kiedykolwiek słyszałem.
Odetchnąłem z ulgą, stojąc na własnym stanowisku. Jess i jej matka mierzyły mnie wzrokiem. Nie przejmowałem się tym, bo wiedziałem, że to i tak nic już nie zmieni.
-Zamykam rozprawę.
Po tych słowach Jess bardzo szybko opuściła salę. Już nie widziałem jej na korytarzu. Zamiast tego ja i reszta stanęliśmy w ciasnym kole i bez żadnego zbędnego słowa przytuliliśmy się do siebie.
-Tak bardzo, bardzo wam dziękuję. - wyszeptałem. - Gdyby nie wy, już byłoby po mnie.
-Nie ma sprawy. - powiedziała Jen.
-Od czego są przyjaciele? - dodał Carlos.
Dobra, nie ma co przedłużać. Jedziemy po Davida i stawiam wszystkim koktajl.
-Tylko koktajl? - jęknęła Jen, kiedy wychodziliśmy już z budynku.
-Przy dziecku chcesz się upijać? - zauważył Logan, idąc z Nicole pod rękę.
**Roslyn**
Nie mogłem dłużej usiedzieć w miejscu. Zadzwonili do mnie z laboratorium. Powiedzieli, że dzisiaj powinny dotrzeć wyniki testów genetycznych. Rany, tak się boję...
Sprawdziłam skrzynkę i zauważyłam, że jest tam koperta ze znajomym logo kliniki rodzinnej.
Wzięłam ją do ręki i obejrzałam dokładnie z każdej strony. Wyglądała normalnie i nie miała w sobie niczego niezwykłego. Chociaż... Zawierała odpowiedź na pytanie, czy Jennifer jest moją Oceane.
W głębi duszy wiedziałam, że muszę poczekać na Jen, ale jej tu nie ma. A jak wróci, to pewnie będzie jeszcze gorsza pijana, niż pół godziny temu.
-Roslyn, czy ty jesteś normalna? - usłyszałam krzyk Aliany, która niepostrzeżenie weszła do mieszkania. - Prowadziłaś bez prawa jazdy!
-Chrzanić prawo jazdy... - mruknęłam rozrywając kopertę.
Pośpiesznie rozłożyłam kartkę i zamarłam. A jednak to prawda...
-Co jest? - zapytała, patrząc mi przez ramię. - O ja nie mogę...
-Właśnie. - jęknęłam. - A co ja mam powiedzieć?
Aliana uśmiechnęła się do mnie z zakłopotaniem, Nigdy nie kumałam tego jej sposobu życia.
-Ona jest moją Oceane... - wyszeptałam. - Odnalazłam ją.
Miałam ochotę płakać ze szczęścia, chociaż właściwie nie powinnam, bo nie wiadomo jak zareaguje Jen, kiedy się o tym dowie.
Kendall wszedł niezauważalnie. Nie mam ochoty z nim rozmawiać, bo pewnie się upił.
-Coś nie tak? - zapytał, prowadząc za rękę Davida, którego wcześniej nie zauważyłam.
-Wszystko gra. - odpowiedziałam, chowając kartkę do szuflady. - Czemu przyprowadziliście Davida? - zapytałam.
-Nie wiesz... - zaczął Kendall, sadzając małego na kanapie. - Jen i James właśnie robią mu rodzeństwo, więc...
-Dobra, nie kończ! - krzyknęłam, wybiegając i trzaskając drzwiami.
Teraz chciałam tylko być sama. Więcej mi nie było trzeba. Bałam się, że ich uraziłam, ale muszą mnie zrozumieć. Może będą się na mnie gniewać, może mi nie odpuszczą tak łatwo, ale wiedziałam, że muszę pobyć trochę sama.
Następnego dnia:
Weszłam do kuchni, gdzie Jen piła wodę. Nie widziałam w pobliżu Aliany, ani Kendalla.
-Gdzie Aliana? - zapytałam.
-Pojechała do pracy. - odpowiedziała, odkładając butelkę na stolik. - Jest dziesiąta rano. Rety, nigdy w życiu tyle już nie wypiję.
-Racja... - mruknęłam. - muszę Ci coś powiedzieć.
Bez większych ceregieli podeszłam do szafki i wyciągnęłam z szuflady kartkę, którą tam schowałam wczoraj wieczorem. Później rozłożyłam i pokazałam go Jennifer.
-To nie możliwe... - wyszeptała, czytając dokument. - Przecież to musi być jakaś pomyłka.
Wyglądała na bezradną. Nie wiedziałam co powiedzieć. Moja mina wczoraj wieczorem pewnie nie była lepsza.
-Nie będę mówić do Ciebie „Oceane”. - zaczęłam. - „Siostra”, nie potrafię. Będę mówić po prostu Jen. - oznajmiłam.
Jennifer milczała. Już nic więcej nie mówiłam. Siedziałam tylko naprzeciwko niej, obserwując jak ta wpatruje się w papier z wynikami badań genetycznych.
-Nie wiedziałam, że mogę mieć siostrę. - powiedziała. - A teraz, kiedy widzę, że to rzeczywistość, to... Nie wiem, Muszę się z tym oswoić. Wybacz, ale...
Nie dokończyła, tylko wyszła z mieszkania.
Byłam wściekła, ale nie mogłam pozwolić na to, żeby... Żeby się ode mnie odsunęła.
**Aliana**
Dzisiaj chłopaki grali z pełną energią. Nie nadążałam im pstrykać zdjęć, obawiając się, że nie zdołam wychwycić najlepszych momentów. Carlos jak zwykle świetnie tańczył, a Logan zadziornie patrzył do obiektywu. James pewnie był głową w prywatnym przedszkolu. Swoją drogą, to nie wiem, jak udało mu się znaleźć miejsce w którym można zostawić dziecko nawet w niedzielę i święta.
-I kończymy! - krzyknął reżyser, odkładając megafon na bok. - Wszyscy byliście wspaniali.
Zrobiłam jeszcze kilka ostatnich fotek i odwróciłam się w stronę drzwi, gdzie machała do mnie Miranda. Podeszłam do niej. Ostatnio nie była dla mnie zbyt miła, więc trochę się bałam, kiedy do niej podchodziłam.
-Cześć, chciałam przeprosić. - powiedziała, kiedy chowałam aparat do torby ze sprzętem. - Nie powinnam się zachowywać.
-Nie ma o czym mówić. Ludzie gorzej mnie traktowali. - odpowiedziałam, sprawdzając skrzynkę w komórce.
-Nie wiedziałam. - odparła. - Może mogę Ci to jakoś wynagrodzić?
-Nie musisz. - pokręciłam głową. Poczułam czyjeś dłonie na karku. Odwróciłam się i zobaczyłam Kendalla, który próbował mnie do siebie przytulić, ale chowanie rzeczy do toreb nie bardzo mu się podobało.
-To znaczy, wszystko z nami o ok? - zapytała.
-Tak, jest ok.
Podeszliśmy do garderoby, gdzie chłopaki się przebierali w swoje zwykłe ciuchy. Ja już byłam gotowa, ale umówiłam się z Kendallem po pracy w apartamencie, więc...
-A tu jesteś. - usłyszałam głos, przeciągający spółgłoski. Kidy spojrzałam za siebie zobaczyłam Katelyn Tarver. Nie wyglądała na zadowolą, mimo że jeszcze kwadrans temu robiła słodkie minki.
-Mało ci jeszcze? - zapytała. - Musisz się ciągle koło nich kręcić?
-Nie wiem o czym mówisz. - powiedziałam szczerze. - Chyba coś ci się przyśniło.
-Dobrze wiesz o co mi chodzi. - krzyknęła. - Nie pozwalaj sobie na wiele. Myślą, że oni nie mają Ciebie dość?
**Kendall**
Słyszałem krzyk Aliany. Przeraźliwy krzyk. Najszybciej jak tylko mogłem wybiegłem z garderoby. Zobaczyłem Alianę, która opierała się o ścianę, a nad nią stała Katelyn.
-Kochanie? - zapytałem, pomagając jej się podnieść.
-Wszystko dobrze. - powiedziała słabym głosem.
-Ona mi Ciebie zabrała! - krzyknęła Kate. - Zasłużyła no to, żeby umrzeć!
Byłem w szoku, kiedy to usłyszałem. Jak ona może coś takiego mówić? Zawsze była miła, a teraz dostała ataku histerii.
-Kate, chodź ze mną. - powiedział James, próbując ją wyprowadzić.
Spojrzałem na niego z wdzięcznością, a on tylko pokiwał głową. Pomogłem Alianie wejść do naszej przebieralni, gdzie Carlos oczywiście świecił nagim torsem.
-Mógłbyś się ubrać, dobra? - zaproponowałem, sadzając Alianę na kanapie.
Delikatnie uniosłem jej brodę, żeby spojrzeć jej w twarz. Z jej nosa ciekła krew. Musiała nieźle oberwać. Pogłaskałem ją po włosach, żeby dodać jej otuchy.
-Dam Ci coś do picia, dobra? - zaproponowałem.
Pokiwała słabo głową. Pocałowałem ją w policzek i podszedłem do naszej butli z wodą. Nalewałem trochę do szklanki, puki nie usłyszałem głosu Logana.
-Kendall, Aliana mdleje!
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Na dzisiaj tyle. Na więcej nie ma czasu, ani siły. Dajcie znać w komentarzach, czy wam się podoba. Mam taki okres, że... zamiast rozwijać tekst z kartki, to go skracam. Pojawiła nam się Katelyn Travel. Co o niej myślicie? Dajcie znać w komentarzach, czy notka wam się podoba. Do przeczytania w poniedziałek! I jeszcze jedno. Majka, rób imprezę.  

środa, 23 października 2013

25. Wygrażanie

Podjechałam pod szpital. Jakoś muszę się pokazać Nate'owi i Kendallowi. Szybkie spojrzenie w boczne lusterko i... dobra, może się nie przestraszą.
Przeszłam przez izbę przyjęć i wbiegłam do pokoju lekarskiego, gdzie zastałam Nate'a i jakąś pielęgniarkę i sytuacji... dość jednoznacznej.
-Cześć, gdzie jest Kendall? - zapytałam, zamykając za sobą drzwi.
-Chyba jeszcze na dziecięcym. - odpowiedział. - A co Ci się stało w policzek?
-Nic takiego. - machnęłam ręką, mając zamiar się wycofać. - To ja pójdę na dziecięcy. Może zrobię Kendallowi kilka zdjęć?
-Nosisz ze sobą aparat? - krzyknęła ta pielęgniarka, zapinając swoją bluzkę.
-Tak, takie zboczenie zawodowe.
A'propo zboczenia... To mój brat będzie musiał sobie załatwić taką żywą i oddychającą laleczkę...
Bez dłuższego wahania weszłam na inne piętro. Oddział dziecięcy był ledwo na wyższym poziomie. Zadko kiedy tam chodziłam, więc w biegu zarzuciłam sobie włosy na oko i policzek, żeby zakryć siniaka i wsłuchiwałam się w głosy na korytarzu, żeby rozpoznać ten, należący do Kendalla. W końcu udało mi się wychwycić jego śmiech.
Przeszłam przez jedno ze drzwi i zobaczyłam jak rozmawia z jakimś chłopcem. Po prostu nie mogłem się powstrzymać i wyciągnęłam aparat z torebki, żeby zrobić zdjęcie.
Pech chciał, że dźwiękiem migawki zwróciłam na siebie uwagę. Kendall spojrzał na mnie z uśmiechem i podszedł do progu, całując mnie w policzek.
-Hej, kochanie... - powiedział, odgarniając mi kosmyk włosów za ucho. - A co ci się stało? - zapytał, kiedy zobaczył siniaka po okiem.
-Nic takiego. - odpowiedziałam, z powrotem zakrywając siniaka włosami. - Nie zauważyłam wieszaka i jakimś dziwnym trafem się... uderzyłam. Nie patrz tak na mnie!
Kendall wciąż świdrował mnie spojrzeniem. Po chwili przytulił mnie do siebie, nic sobie nie robiąc z krzyków jakiejś dziewczynki, która rozpoznała swojego idola.
-A tak naprawdę co się stało? - zapytał, wciąż nie wypuszczając mnie z objęć.
-Powiedziałam Ci przecież. - wymamrotała, wciąż wtulona w jego ramię.
-Aliana...
-Nie rozmawiajmy o tym, dobrze? Przynajmniej nie teraz.
**James**
Kolejny list z sądu. Bałem się go otworzyć. Kto wie, co jest w środku? W walce o Davida nie pomoże kilka krótkich wpisów na twitterze.
W końcu przełamałem lęk i otworzyłem kopertę drżącymi rękami. Powoli otworzyłem papier i zacząłem czytać. Informacje zawarte w wezwaniu powoli dochodziły do mojego mózgu.
-Coś nie tak? - zapytała Jennifer, siadając naprzeciwko mnie.
-Jutro David będzie miał rozmowę z psychologiem. - powiedziałem, odkładając kartkę do szuflady. - A rozprawa w przyszłym tygodniu. A ja się boję, co odpowie, kiedy David zostanie zapytany o matkę.
-Ale czego się boisz? Przecież on może jej nawet nie pamiętać. - wzruszyła ramionami, stawiając przede mną kubek z herbatą.
-No właśnie. Kiedyś zapytał Kendalla, dlaczego nie ma mamy. A Jess to dla niego obca osoba.
Usłyszałem dzwonek do drzwi. Jennifer wstała, klepiąc mnie po ramieniu.
-Otworzę. - powiedziała.
Uśmiechnąłem się blado, czekając na odpowiedź. Może to kurier w końcu dostarczył Kendallowi nowe klawisze? Jeżeli David tą też rozwali, to chyba zbankrutuję.
-Gdzie on jest? - usłyszałem kobiecy głos. - Gdzie jest mój syn?
Podniosłem się z kanapy i pobiegłem do holu. W drzwiach zobaczyłem kogoś, kogo spodziewałem się tylko w najgorszych koszmarach.
-Jess, co tu robisz? - zapytałem, na wszelki wypadek wciskając przycisk wzywający ochronę.
-Przyszłam po Davida! - wrzasnęła. - oddaj mi go!
-Zapomnij! - powiedziałem. - David jest teraz z dziewczyną Logana. Wyjdź stąd.
Jess prawie weszła do środka, odepchnięta przez Jennifer.
-A ty kto? Panienka Jamesa na telefon?
-Nie pozwalaj sobie! - odkrzyknęła Jen, wypychając ją za drzwi. - Lepiej się stad wynoś.
-To, że pieprzysz się z moim byłym, nie znaczy, że masz prawo mi rozkazywać!
No pięknie.
-Panie Maslow, wszystko w porządku? - usłyszałem niski głos jednego z naszych ochroniarzy. - Przyjęliśmy pańskie zgłoszenie.
-Tak, czy mógłby pan wyprosić tą panią? - poprosiłem. - Niestety, nie chce wyjść sama.
-Oczywiście. Proszę, żeby pani opuściła teren tej posesji. - powiedziała spokojnie do Jess.
-Nie ruszę się bez swojego syna! - odkrzyknęła.
Już powoli zaczynałem tracić cierpliwość. Miałem ochotę jej wytrzepać te kudły i wyrzucić siłą, ale coś mi podpowiadało, że muszę się opanować.
-Proszę wyjść, bo inaczej będę musiał wezwać policję.
**Roslyn**
Ja i Jennifer oddałyśmy już próbki do badań. Wyniki będą najwcześniej za tydzień. Podobno w tym laboratorium mają teraz dużo roboty. Przemyślałam to. Ja i Jennifer jesteśmy takie same. Często się denerwujemy, lubimy malować. Ale czy to możliwe, że Jennifer jest moją Oceane?
Spojrzałam na szminkę w zielonym opakowaniu, którą Aliana zostawiła na stoliku.
Drzwi otworzyły się gwałtownie i do środka weszła Aliana.
-Mój balsam. - powiedziała z uśmiechem. - A myślałam, że go zgubiłam.
Strąciła buty ze stup, a zaraz potem podeszła do stolika i zabrała szminkę do torebki.
-Odgarnij włosy do tyłu. - powiedziałam, zwracając uwagę na jej za długa grzywkę, która zakrywała pół twarzy. - Nie wyglądała najlepiej.
-Za chwilę, muszę iść do łazienki.
Aliana odeszła do łazienki i zamknęła za sobą drzwi. Dziwne, nawet nie zdjęła bluzy.
Może nie powinnam tego robić, ale zajrzałam do jej torebki, kiedy zadzwonił telefon. Ta jej dziwna melodyjka... Mogłaby w końcu ustawić inną.
Zanim sięgając po telefon, natrafiłam na coś mokrego. Wyciągnęłam telefon i odebrałam połączenie, nie patrząc na ID.
-Tak?
-Hej kochanie, słuchaj przepraszam, nie chciałem, żebyś tak to odebrała. Jest mi bardzo, bardzo przykro. - usłyszałam głos Kendalla. - Naprawdę nie chciałem naciskać. Jeżeli nie chcesz, to nie mów, ale nie wciskaj mi kitu o jakimś durnym wieszaku...
-Kendall, tu Roslyn. - przerwałam mu. - Aliana siedzi w łazience.
-Sorry, nie wiedziałem, że to ty. Jak wypadłem?
-Bez ostatniego zdania byłoby całkiem przyzwoicie. - oznajmiłam, przekładając komórkę na drugie ucho i dopiero teraz zobaczyłam, że moja ręka jest umazana we krwi. - A możesz mi powiedzieć o co chodzi z tym wieszakiem?
-Aliana ma limo pod okiem. Twierdzi, że nie zauważyła wieszaka na płaszcze, kiedy była w urzędzie. - odpowiedział natychmiast. - Może ktoś ją napadł, nie wiem, nic nie chce powiedzieć.
-Kendall, jakie limo? - powtórzyłam, kręcą głową i ponownie zaglądając do torebki.
-Nie widziałaś jeszcze Aliany? Mówiłaś, że weszła do łazienki.
-Widziałam, ale ma włosy nasunięte na pół twarzy. - odpowiedziałam, wyciągając z torebki zużytą chusteczkę zabarwioną na czerwono.
Pech chciał, że w tej chwili weszła Aliana. Oczywiście ciągle miała włosy nasunięte na twarz. Bez ostrzeżenie wyrwała mi telefon z ręki i przyłozyła sobie do ucha.
-Słucham? - zapytała do słuchawki. - Kendall... Kendall... - mówiła, próbując przerwać jego paplaninę. - Po prosu przestań mnie o to pytać i nie przepraszaj, dobra? … Już w porządku. … Nie, nie gniewam się. Dobrze. … Do zobaczenia. … Tez cię kocham.
Aliana spojrzała na mnie i wyjęła mi zakrwawioną chusteczkę z dłoni, po czym wyrzuciła ją do kosza.
-Kiedy następnym razem będziesz mi grzebała w torebce, to mnie przynajmniej uprzeć, dobra? - powiedziała spokojnie.
Bez zbędnego słowa odgarnęłam jej włosy z twarzy, na co Aliana natychmiast wytracił moją rękę. Mimo to, zdążyłam zauważyć sporego siniaka na policzku.
-Ci się stało? - zapytałam.
-Nie ma o czym mówić. - pokręciła głową. - Głupi wieszak w urzędzie.
-Kłamiesz.
-Po czym poznałaś? - westchnęła, chowając komórkę do torebki.
-Zgniotłaś kciuk.
**James**
Tydzień później:
Czekaliśmy pod salą sądową. Już od kilku dni groźby Jess nie robią na mnie wrażenia. Nawet zdążyłem się przyzwyczaić.
Opinia psychologa dziecięcego jest jednoznaczna. Davida nie łączą z Jess żadne relacje. David uważa, że nie ma matki bo właściwie nigdy jej nie widział. Prawdziwy szok, wymieszany z radością, przezyłem, kiedy usłyszałem jak David mówi, że chce, żeby to Jennifer była jego mamą. Jess trochę jeszcze się rzucała, ale już nas to nie obchodziło. Później Aliana trochę ją zaszantażowała, że ona i jej kolega dopilnują, żeby zdjęcia jej faceta ukazały się na jakimś blogu plotkarskim.
-Zniszczę Cię, rozumiesz? - wykrzyczała, kiedy wchodziliśmy na salę.
-Jeden SMS wystarczy, pamiętasz? - wymamrotała Alina, nie ruszając się z ławki.
Zanim wszedłem, spojrzałem na grupkę moich przyjaciół. Nicole uśmiechnęła się do mnie i uniosła kciuk do góry. Dodało mi to trochę odwagi.
**Logan**
-Myślisz, że wszystko będzie dobrze? - zapytała Nicole, wtulając się we mnie na korytarzu sądowym.
-Na pewno. - pokiwałem głową, spoglądając na Alianę, która udawała, że piłuje sobie paznokcie. - Garfield ma na nią niezłego haka, więc jakoś zmusi ją to do mówienia prawdy.
-A wiesz, że wymuszone zeznania nie liczą się w sądzie? - zauważył Carlos, przekładając stronę w Newsletterze.
-A wiesz, że nie mieliśmy innego wyjścia? - powiedziała Aliana, szukając czegoś w torebce.
-Wiem, ale obawiam się, że sąd się o tym dowie. - Carlos odkładając gazetę na bok i spoglądając na Roslyn. - A to twoje imię nie brzmi po francusku.
-Pewnie dlatego, że jest hiszpańskie. - oznajmiła, nie przerywając składania jakiegoś ptaszka. - Nie wiem, mama wymyśliła to imię. Zapytaj ją, ale mnie nic na ten temat nie chciała powiedzieć.
Siedzieliśmy tak jeszcze jakieś pół godziny, dopóki...
-Carlos Pena proszony na salę. - usłyszeliśmy głos protokolantki.
-Dobra, ja idę. - oznajmił. - Trzymajcie kciuki. Jak was wezwą, możecie przestać.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Rozwiązanie rozprawy będzie.... w piątek. Mam nadzieję, że dzisiaj was nie zawiodłam.

No i mam prośbę. Czy możecie mi zostawić po komentarzu? Nieźle się staram i przydałoby się kilka słów opinii. Poza tym jestem ciekawa ile osób w ogóle czyta te moje opowiadania, potocznie nazywane opowiadaniem.  

poniedziałek, 21 października 2013

24. Spotkanie w cztery oczy

**Aliana**
Skończyliśmy już pracę, ale mimo to, jeszcze siedzieliśmy na kanapie przed biurem szefa. Tym razem tym głównym. On i James gadali o tym wywiadzie, którego James ma udzielić. A już prawie go zdołał namówić...
Ja i Kendall siedzieliśmy wtuleni w siebie. Czułam jak Kenny przeczesuje palcami moje włosy. Nawet mi się to podobało. Jednak nie powiedziałam im jeszcze o tej sprawie z Jen i Roslyn. Same muszą im powiedzieć. W międzyczasie zdążyłam się dowiedzieć, że Logana przeraża melodyjka w moim telefonie. 
-Weź zmień ten dzwonek, dobra? - powtórzył, kiedy po raz kolejny zadzwoniła mi komórka. 
Leniwie spojrzałam na wyświetlacz i rozpoznałam numer Timmy'ego. 
-Co chcesz? - zapałam, odbierając. 
-Wysłałem Ci na pocztę zdjęcia tej kanadyjskiej primadonny. 
-Nie musisz podkreślać, skąd ona jest. 
-Dobra, ale musisz wiedzieć, że ten facet obok niej jest paserem. Najlepszym w całej Kalifornii. 
-Jak to paserem?
-Kradnie luksusowe auta, podrabia numery seryjne i bierze papiery złomowanych aut. Później sprzedaje je na aukcjach internetowych, wrabiając ludzi, ale to samochody z odzysku.
-I ty mówisz mi to przez telefon? 
-Wiem, że szukacie na nią haczyków, a tych zdjęć nawet nie zamierzam sprzedać. Uznałem, że to ważne. Internet jest szeroki, ale bez dowodów te zdjęcia są bezużyteczne. Koleś nie jest rozpoznawalny, więc tylko policja zna jego powiązania. 
-Dzięki. Zaraz sprawdzę skrzynkę.
-Nie dziękuj. Za dużo dla mnie zrobiłaś. Muszę, kończyć, na razie. 
Rozłączył się, zanim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć. Spojrzałam na Kendalla, który wciąż mnie obejmował. Wzruszyłam ramionami i otworzyłam skrzynkę w telefonie. Kiedy zobaczyłam oczekiwanie pobierania, rzuciłam telefon na kanapę i oparłam się o ramię Kendalla.
-Co jest? - zapytał, całując mnie w czubek głowy.
-Nic, tylko... - zaczęłam, jeszcze głębiej wtulając się w jego ramię. - Ja nie umiem oszukiwać...
-I właśnie dlatego się z tobą przyjaźnimy. - zaśmiał się Logan.
Sygnał nadchodzącego e-maila wytrącił mnie z zamyślenia. Powoli podniosłam telefon i spojrzałam na jedno ze zdjęć, które przesłał mi Timmy. 
Na zdjęciu była Jess i jeszcze jakiś facet, którego widziałam pierwszy raz. Skoro policja go zna, to chyba pójdę do Izzy. Ona na pewno będzie go znała.
-Muszę skoczyć do narzeczonej Nate'a. - oznajmiłam, przygaszając wyświetlacz.
-To on ma narzeczoną? - zapytał Carlos, odrywając wzrok od swojego starego gameboya. 
**Roslyn**
Siedziałam nad dwoma zestawami do pobrania materiału genetycznego. Szef się nie wahał. Nawet mu nie wyjaśniłam o co chodzi, a puścił mnie kilka godzin wcześniej. Wiem, że Jennifer zaraz wraca ze zmiany i chciałabym to jak najszybciej załatwić. 
Drzwi otworzyły się z rozmachem i do środka wpadli Carlos i Logan. W pośpiechu wrzuciłam te probówki do szuflady.
-Cześć, co tam chowasz? - zapytał Carlos, siadając naprzeciwko.
-Nic, takie tam moje sprawy.
-Twoje sprawy? - Logan pokiwał głową, uśmiechając się zadziornie.
-A Ty gdzie zgubiłeś Nicole? - zapytałam, przechodząc przez biurko i wyciągając ręce w jego stronę. - Najpierw się mnie czepiasz, a wcześniej co?
Logan zaśmiał się i opuścił moje ręce. 
-Nicole ma sesję do reklamy. - odpowiedział. - Dzięki tej fotoksiążce ma coraz więcej zleceń. Wysyłamy je gdzie się tylko da.
Przez większość czasu próbowali dowcipkować, ale nie ruszały mnie ich żarty. Carlos próbował mnie obejmować, ale nie poddawałam się tego pieszczotom.
-Ej, coś nie tak? - zapytał po kolejnej próbie pocałowania mnie w szyję. - Jesteś jakaś nieswoja.
-Wszystko gra. - skłamałam. - Po prostu nie mam nastroju.
-Ej, Roslyn! - krzyknął Logan, odwracając się od szafki z płytą DVD w dłoni. - To twój film?
Spojrzałam na pudełko. „X-Men Geneza: Wloverine”. Poznałam tą okładkę bez czytania tytułu. Aliana kupiła to jakiś czas temu i odtwarza sobie za każdym razem, kiedy wróci z pracy.
-To Aliany. - odpowiedziałam. - W całości oglądała to tylko raz. Później odtwarzała sobie scenę jak Logan i Deadpool się naparzają.
-Naparzają? - powtórzył patrząc na mnie spode łba. 
-Tak. - pokiwałam głową, pozwalając Carlosowi objąć mnie w pasie. - W grę wchodzi jeszcze scena jak Logan ucieka na motorze starszego pana.
-Starszego pana? - zdziwił się, unosząc jedną brew. Nie był mistrzem, jak Kendall, ale jego mina też robiła wrażenie. 
-Oglądałeś to?
-Nie.
-To porozmawiamy jak obejrzysz. 
-Roslyn?
-Hm?
-Ten koleś naprawdę nazywał się Logan?
Nie no, szlag mnie zaraz trafi! Mam poważniejsze problemy niż imię Wolverine'a. To jak Logan pyta o Logana jest naprawdę irytujące. 
-Aliana naprawdę to oglądała? - zapytał Carlos, bujając mnie na boki.
-Na prawdę. - Pokiwałam głową, opierając się o jego ramię. Był ode mnie wiele niższy, więc mógł mnie spokojnie przytulać dopiero, kiedy siedziała. Zaraz... kiedy ja usiadłam?
-Z nią to można spokojnie filmy akcji oglądać...
-A ze mną to nie? - oburzyłam się, patrząc w jego brązowe oczy.
-A kto wyszedł po czterech minutach, kiedy oglądaliśmy „Kod Dostępu”?
-Musiałam. Travolta gadał jak psychopata.
**Aliana**
Już umówiłam się z Izzy w szpitalu. Kiedy do niej dzwoniłam, nie mogłam przewidzieć jednego. Że Kendall się uprze i będzie chciał jechać ze mną. 
Mam tylko nadzieję, że Nate znajdzie mu jakieś zajęcie i na przykład będę mogła z nią w spokoju porozmawiać. 
Zaparkowałam pod szpitalem i spojrzałam na Kendalla siedzącego na miejscu pasażera. Uśmiechnęłam się do niego i zdjęłam dłonie z kierownicy.
-Poczekasz na mnie? Mam coś do załatwienia. - oznajmiłam. 
-Pozwolisz, że wejdę z Tobą? - poprosił.
-Wolałabym nie. Wiesz, babskie sprawy. 
-I z tymi babskimi sprawami idziesz do brata? 
-Słuszne spostrzeżenie. - powiedziałam, wysiadając z samochodu, ale ten zaraz wysiadł za mną. Niech to! Czy on zawsze musi się wtrącać?
Przeszłam do wejścia głównego i pierwsze, co zobaczyłam, to jakiś koleś z uciętymi palcami. O rety... To musiało boleć...
-O matulu... - jęknął Kendall, stając za moimi plecami. - A mogłem zostać w samochodzie.
-No to tam wracaj.
-Teraz to za późno. 
Po kilku sekundach zauważyłam Nate'a, który mocował się z jakimś ćpunem z holu. Podbiegłam do niego, chwytając drugą rękę.
-A co Ty tu robisz? - zapytał, przypinając go pasami z pomocą Kendalla. Bez jaj, serio Bella nic mu nie powiedziała? 
-Umówiłam się z Twoją dziewczyną. Ałł... - krzyknęłam, kiedy ten koleś pociągnął pociągnął mnie za włosy. - Zasunął Ci ktoś kiedyś obiektywem? 
-To nie jest moja dziewczyna! 
-No to narzeczona! - wrzasnęłam, mając zamiar uderzyć pięścią tego naćpanego faceta, ale Kendall potrzymał moją rękę. 
-Wyluzuj, skarbie? 
-Nate, twój szef nadal utyka? - zapytałam, mając w głowie szatański plan.
-Tak, a co? Izzy czeka na Ciebie w socjalnym! - krzyknął, kiedy odeszłam w stronę poczciwego staruszka, który miał za sobą pięćdziesięcioletni staż medyczny. 
-Przepraszam pana profesora, ale muszę na chwilę pożyczyć pańską pańską laskę. - powiedziałam mu, stając naprzeciwko niego. Był tego samego wzrostu co Carlos, dziwne uczucie. 
-Ale po co Ci ta laska, dziewczynko? - zapytał, patrząc na mnie jak na małe dziecko.
-Żeby walnąć tego naćpanego kolesia. 
-Walniesz go jak wytrzeźwieje, dobra? - zaproponował.
W sumie... to nie taki zły pomysł. 
-Zgoda. - pokiwałam głową i poszłam do socjalnego, gdzie Izzy miała na mnie czekać.
I czekała. Siedziała na kanapie przeglądając jakąś gazetę, ale wstała, kiedy tylko mnie zobaczyła. Wstała z uśmiechem. Odkładając czasopismo. 
-Cześć, miło cię widzieć całą i zdrową. - oznajmiła z uśmiechem, obejmując mnie ramionami. - Dlaczego chciałaś się spotkać? - zapytała, kiedy już obie siedziałyśmy. Ja na fotelu, ona na kanapie.
Niepewnie wyciągnęłam komórkę i odszukałam zdjęcie skopiowane z poczty. Później pokazałam jej tą fotkę, podając komórkę w jej dłonie.
-Skąd masz to zdjęcie? - wykrztusiła, patrząc na mnie ze zdziwieniem. 
-Od starego kumpla. - oznajmiłam. - Wiesz, kim jest ten facet?
-Stały bywalec tablicy poszukiwanych. Ścigamy go od lat. - powiedziała, oddając mi komórkę. 
-Paser samochodowy?
-Najlepszy w całym stanie. - pokiwała głową. - Zawodowiec. Nie wiemy kogo zatrudnia, ale z nim lepiej nie zadzierać, chyba, że...
-Chyba, że co? - ciągnęłam ją za język.
-Chyba, że w końcu zbijemy wszystkie jego pionki i jego też zamkniemy. Nikomu się to jeszcze nie udało. Tak naprawdę każdy może jeździć jedną z jego skradzionych bryk. On załatwia wszystko tak, żeby wyglądało na w pełni legalne. Zamienia części, fałszuje certyfikaty, używając oryginalnych dokumentów. Podejrzewamy, że ma wtyki na złomowisku i urzędzie patentowym. Jak dotąd znaleźliśmy tylko jedno auto, które jest jego dziełem.
-A ile ich przepadło? - zapytałam, przełykając ślinę.
-Pamiętasz „Sześćdziesiąt sekund”?
Pokiwałam głową, otwierając SMSa od Kendalla. „Jakby co, jestem na oddziale dziecięcym.” Czyli jednak Nate znalazł mu zajęcie. „Długo Ci się jeszcze zejdzie?” - odpisałam.
-W jedną noc obraca trzy razy tyle. Zabiera je od biznesmenów, a jeden nawet należał do Britney Spears. Nie jest jeszcze taki głupi, żeby okradać prezydenta. A kim jest ta kobieta? 
Spojrzałam na nią ze zdziwieniem. No tak, zapomniałam. Kolorowa prasa zupełnie jej nie interesuje, więc skąd ma wiedzieć.
-To była żona Jamesa. - odpowiedziałam. - Chce mu odebrać syna. Dzięki, za to co powiedziałaś. To na pewno pomoże. 
-Nie ma sprawy. Przecież jesteśmy przyjaciółkami. - powiedziała, kiedy się żegnałyśmy.
Jak wyszłam z pokoju przyszła odpowiedź od Kendalla. Wyjęłam telefon z kieszeni, patrząc na wyświetlacz. „Jeszcze jakieś dwie godziny. To wspaniałe dzieciaki.” Uśmiechnęłam się z satysfakcją. Problem sam się rozwiązał i mogę tam jechać od razu. „Muszę coś załatwić. Wrócę, jak będzie po wszystkim.”
Wybiegłam na zewnątrz i wsiadłam do samochodu. Chyba będę musiała wysłać list z podziękowaniem za to otwieranie zbliżeniowe. Nie ukrywam, bardzo mi to ułatwia życie. 
Wyciągnęłam kluczyki z kieszeni bluzy i wsadziłam je do stacyjki. Jechałam szybko. Pewnie za szybko. Roslyn tyle razy złamała prawo przy pomocy tego wozu, że na sto procent zatrzyma mnie drogówka. I po kiego ciorta nie kupiłam osłonek na tablice? 
Dość szybko znalazłam dom w którym mieszka Jess. Liliowa fontanna o której wspominał Timmy stała na samym środku ogrodu. Podeszłam do domofonu i wcisnęłam guzik. 
-Rezydencja pani Richards. W czym mogę służyć? - usłyszałam głos starej pokojówki. 
-Nazywam się Aliana Hamilton. Chciałabym porozmawiać z Jesmine. - powiedziałam natychmiast. 
-Pani z prasy?
-Nie, jestem jej znajomą. Chciałabym z nią porozmawiać. 
Odczekałam chwilę. Odpowiedź usłyszałam zaledwie po kilku sekundach. 
-Proszę wejść. Zaprowadzę panią do pokoju panienki Jasmine.
Panienki Jasmene? Rany, im to się do reszty we łbach poprzewracało. Nie mogą same po sobie zmywać? Po usłyszeniu sygnału, otworzyłam furtkę i przeszłam przez podjazd, az do drzwi, przy których czekała starsza pani w stroju służącej. 
-Proszę za mną. Zaprowadzę panią. 
-Dziękuję. 
Mówiła z rosyjskim akcentem. Służąca poprowadziła mnie aż do pokoju Jess. Cały ich dom był taki mega luksusowy. Dziwne, że w ogóle nie bały się tu mieszkać, bo niektóre rzeźby i meble wyglądały, jakby rąbnięto je z muzeum. Nie wiem, skąd one je pobrały, ale na pewno Roslyn znalazłaby im miejsce na parterze, gdzie była kawiarnia muzealna. 
Przekroczyłam próg jej pokoju. Jesmine siedziała w fotelu z książką na kolanach. 
-To ty... Julita powiedziała mi, że ktoś chce ze mną porozmawiać. - odparła. - Nie spodziewałam się, że to ty. Jak mnie znalazłaś?
-Mam swoje sposoby. Przyszłam się dowiedzieć, dlaczego chcesz odebrać Jamesowi Davida. - oznajmiałam, a Jess tylko się roześmiała, nawet nie odkładając książki.
-To jest też mój syn. Jestem jego matką. Czytałaś mój wywiad?
-Teraz sobie o nim przypomniałaś? Teraz, kiedy Jamesowi wszystko zaczęło się układać? -odparłam, zamykając drzwi, które nadal były otwarte. - Poza tym obie wiemy, że w tym wywiadzie nie było słowa prawdy. 
-Nie tobie to oceniać. Chcę odzyskać syna. - powiedziała, wstając i podchodząc do mnie bliżej. - Ledwo podniosłam się z depresji, a Ty co?
 Gdyby nie była ode mnie kilka centymetrów wyższa, pewnie stykałybyśmy się nosami. 
-Obie wiemy, że nie było żadnej depresji. Chciałaś tylko zrobić karierę. - wycedziłam przez zaciśnięte zęby. - James jest dobrym ojcem, wychowuje Davida jak tylko może. A mały nawet Cię nie pamięta. Więc zejdź z drogi i daj im żyć. 
Oczy Jess płonęły. Powoli zaczynałam się jej bać, ale wiedziałam, że muszę zachować zimną krew. 
-Zrobię co będę chciała. I ty mi w tym nie przeszkodzisz. Poślę Jamesa w diabły i już nie będzie miał żadnych sojuszników. - odpowiedziała. - Mój nowy facet ma kontakty. Dzięki jego wpływom Big Time Rush przestanie istnieć.
-A wiedziałaś, że jest paserem.
-Co? - wykrztusiłam. Czułam, że zbiłam ją z tropu. To znaczy, że nie wie, czym zajmuje się jej chłopak? Akurat to uwierzę.
-Dobrze wiem, że twój facet jest zwykłym złodziejem. - powiedziałam ściszonym głosem. - Nawet nie udawaj idiotki. Dowiedziałam się tego, czy to się Tobie podoba, czy nie i...
Nie zdążyłam dokończyć, bo poczułam ból. Uderzyłam mnie i to tak mocno, że prawie się przewróciłam.
-A teraz wynoś się stąd. Nie chcę Cię tu więcej widzieć! - wrzasnęła, a ja bez namysłu poprawiłam torebkę na ramieniu i wyszłam w jej domu, wsiadając do samochodu.
Czułam jak krew spływa mi po brodzie, a pod okiem boleśnie pulsują nerwy, co było skutkiem powstającego właśnie siniaka. 
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- 
Dzisiaj trochę się naklikałam. Trzeba przyznać, że to jest najdłuższa notka, jaka pojaiła się na tym blogu. Boli mnie głowa, a wczorajsze oglądanie kabaretów mocno daje mi się we znaki. Tak naprawdę nie tylko mnie, ale innym też. Na razie dość przynudzania. Mam nadzieję, że was nie zanudziłam, i zostawicie mi tu komentarz. A... i zapraszam do udziału w ankiecie. 

piątek, 18 października 2013

23. Zmartwienia

**Roslyn**
Usłyszałam szczęk klucza. Chwilę później zobaczyłam Alianę, która weszła do mieszkania i zamknęła za sobą drzwi.
-Jak spotkanie – zapytałam, jak tylko odrzuciła torbę na bok.
-Mam ten adres. - oznajmiła, ściągając buty. - Nawet nie musiałam go długo namawiać.
Patrzyłam jak się krząta i rozbiera. Jennifer podobno czyta ze słuchawkami na uszach i nic nie wiedziała o zamiarach Aliany, chociaż chłopaki ją znają i powinni się wszystkiego domyślać, chociaż ich inteligencja jest wątpliwa w tym przypadku. Nigdy nie byli zbyt bystrzy i nikomu jakoś to nie przeszkadzało.
-Masz jakieś plany na przyszły tydzień? - zapytała, wchodząc do łazienki. - Bo chciałabym iść do Jess, żeby z nią pogadać.
-Pogadać? - prychnęłam, sięgając po pismo o modzie. - Chętnie pojadę z tobą, żeby jej skopać tyłek. - odkrzyknęłam, ale jak znam życie, zaraz Aliana ostudzi moje zapędy.
-Właśnie dlatego chcę iść sama – a nie mówiłam? - Trochę z nią pogadam i zobaczymy co dalej. W najlepszym przypadku wycofa pozew, ale nie liczyłabym na to.
-A w najgorszym?
-Zadzwoni po policję.
Aliana wyszła z łazienki i oparła się o blat kuchenny.
-Może lepiej, żeby ktoś z tobą pojechał? - zaproponowałam. - Dla bezpieczeństwa.
-Nie. Pojadę sama. - oznajmiła, nalewając do szklanki trochę wody. - Dam sobie z nią radę. Nie będziemy się bić, tylko porozmawiamy. Nigdy nie zalazłam jej za skórę. Nawet nie brałam udziału w rozprawach rozwodowych. Chociaż... Timmy powiedział mi o niej coś bardzo dziwnego.
Wstałam, odrzucając magazyn na bok. Aliana stała przy kuchennym blacie, trochę, jakby się nad czymś zastanawiała.
-Dziwnego? Co powiedział? - zapytałam, siadając naprzeciwko niej na jednym ze stołków barowych.
-Nic nadzwyczajnego. - odparłam, wzruszając ramionami. - Coś, że Jess zadaje się teraz z nieodpowiednimi ludźmi. Ma jakieś zdjęcia i w odpowiednim momencie chce je sprzedać jakiemuś blogerowi plotkarskiemu. Nie podał mi żadnych szczegółów.
-Może ściemnia? - zaproponowałam.
-Nie - Aliana pokręciła głową, wypijając swoja wodę do końca. - Był zbyt pewny siebie. Poza tym Timmy nigdy nie kłamie. To ten szczery do bólu.
-Myślisz, że coś planuje? I dlaczego akurat blogerowi?
-Znam Timmy'ego od dawna. On współpracuje tylko z takimi, którzy publikują tylko sprawdzone informacje. Pewnie pisze z kimś artykuł i chce, żeby to była jakaś super-bomba.
Westchnęła i odłożyła szklankę do zlewu. Potem z lekkim wahaniem wyciągnęła jakąś karteczkę i odblokowała klawiaturę w swojej komórce.
-Co robisz? - zapytałam, obserwując jak przepisuje coś z karteczki do telefonu.
-Wpisuję adres Jess do telefonu. - Skleroza moja siostra, więc jak znam życie, to zapomnę tej karteczki. Nie wiem, jak Ty, ale ja idę spać. Jutro czeka mnie ciężki dzień.
**Jennifer**
Obudziło mnie uporczywe dzwonienie do drzwi. Kilka sekund później usłyszałam jak Roslyn krzyczy coś po francusku. Nie miałam pojęcia, co to znaczy, ale miałam wrażenie, że to to są jakieś brzydkie słowa. Lekko się ociągając, wstałam i podeszłam do drzwi. Słyszałam rozmowę jakiejś kobiety i Roslyn.
-Pani sobie żartuje, prawda? - powiedziała Roslyn, patrząc na tą kobietę jak na jakąś wariatkę. - Przecież to co pani mówi, nawet nie trzyma się kupy.
-Pani Waker, nasza organizacja, na wniosek pani matki, przeprowadziła szeroko ukierunkowane śledztwo. - oznajmiła, pokazując Roslyn jakiś papier. - Udało nam się dotrzeć do informacji, że...
-Przecież to kompletnie niemożliwe. - przerwała jej Roslyn, kręcą głową. - Jennifer Trump stoi obok mnie. Przecież to niemożliwe, żeby...
-Najłatwiej będzie, jeżeli przeprowadzą panie badania genetyczne. Nasze informacje jednoznacznie wskazuję, że są panie siostrami.
Myślałam, że eksploduję ze śmiechu. Przecież to jakaś kompletna bzdura. Ja i Roslyn nie możemy być siostrami. Przecież to nie jest możliwe. Ja brunetka o śniadej cerze, ona blada blondynka. Zupełnie nie pasujemy do siebie jako siostry.
Zanim zdążyłam się zorientować tej kobiety już nie było. Roslyn wyjęła kieliszek wina i wypiła duszkiem. Czułam, że ja też muszę.
-Słyszałaś to samo co ja? - zapytała mnie, nalewając sobie drugi kieliszek. Pech chciał, że przyszła Aliana i natychmiast zaczęła karcić Roslyn.
-Ile razy mam Ci powtarzać, żebyś nie piła z samego rana? - zaczęła, chowając butelkę do lodówki i odkładając kieliszek do zlewu. - Przecież dopiero świta, a ty musisz jeszcze iść do pracy.
-Ty też byś piła, gdybyś się dowiedziała tego samego, co my.
-Co się stało? - zapytała, biorąc z szafki jakąś kopertę i położyła ją przede mną na jesionowym, lakierowanym blacie. - Przyszło do Ciebie wczoraj po południu. Przez to zamieszanie z wywiadem zapomniałam Ci dać.
-Dzięki, nic się nie stało. - odparłam, patrząc na swoje nazwisko na kopercie. Pismo taty. On nigdy nie podawał adresu zwrotnego, tylko adresował kopertę anonimowo.
Słyszałam, jak Roslyn tłumaczy Alianie wydarzenia sprzed kilku minut. Aliana siedziała cicho, wysłuchując jej paplania do końca.
-Tak w ogóle, to dlaczego sądzicie, że to nie jest możliwe? - powiedział, kiedy Roslyn już skończyła. - Widziałam stare zdjęcia twojego taty. On też miał taką ciemną karnację. Pamiętasz, kiedy je poprawiałam? Ustawiałam balans, a jego skóra wciąż była ciemna.
-Tylko dlatego, że robiłaś to w oparciu o bluzkę mojej mamy. I proszę Cię, chyba sama w to nie wierzysz? To jakaś kompletna bzdura!
Aliana tylko wzruszyła ramionami i wyszła z mieszkania. Jakoś wcześniej nie zauważyłam, że stała w ubraniu. Jestem dzisiaj nieprzytomna...
**Logan**
Pożegnałem się z Nicole i wyszedłem na podjazd. Chłopaki stali przy samochodzie, czekając aż w końcu ruszę tyłek. Kendall opierał się niedbale o maskę samochodu, bawiąc się telefonem.
-Myślicie, że szef coś zrobi z tym wywiadem? - zapytałem, siadając na przednim siedzeniu.
-Czy ja wiem? - Carlos wzruszył ramionami, odpalając silnik. - Ta gazeta jest raczej mało wiarygodna, więc raczej bym to olał.
-Chłopaki, nie o to chodzi. - przerwał mu James. - Chwilowo boję się czegokolwiek, co może mi zaszkodzić. Wiecie, jak bardzo chcę, żeby David został ze mną.
-Wiemy, James.
Te ostatnie słowa powiedział Kendall, który później już się nie odzywał. Właściwiej już żadne z nas się nie odzywało. Jechaliśmy do pracy, pogrążeni w martwej ciszy. O dziwo nie było korków. Możliwe, że dlatego, że jechaliśmy dzisiaj o wiele wcześniej niż zazwyczaj.
Na planie spotkaliśmy Mirandę. Siedziała na jednaj z naszych kanap, czekając na... właściwie to nie wiem na kogo.
-Cześć Miran, co ty tu robisz? - zapytał James, stając naprzeciwko niej.
-Mój reżyser się spóźnia. Pomyślałam, że sobie pogadamy.
-Jasne, o czym tylko chcesz. - Carlos wzruszył ramionami, poprawiając pasek w swoim serialowym kasku. - Masz jakąś sprawę.
-Tak. Wiecie, że Aliana spotkała się wczoraj z jednym z paparazzi?
-Paparazzi? - powtórzył Kendall, odrywając wzrok od swojego telefonu. - Skąd wiesz, czym on się zajmuje? Tak naprawdę może być kimkolwiek.
-Siedział na drzewie przed domem Tylor Swift. Chciał jej zrobić zdjęcie. Do mnie też się przyczepił. Dokładnie tan sam.
-Zrób to, co Carlos. - usłyszeliśmy głos Aliany. - Jakiś fotograf przyczepił się do niego w sklepie, a on zaczął robić do obiektywu głupie miny.
-No i co z tego?
-To, że pozostała trójka poszła jego śladem.
Pamiętam to. Mieliśmy wtedy z tych fotografów niezłą bekę. Jak by nie patrzył, ta metoda okazała się skuteczna i jakoś nikt już się nie interesował, co pakujemy do koszyka w supermarkecie.
-Wasza piątka do mnie! - krzyknął szef, wychylając głowę przez drzwi swojego gabinetu między studiami.
-Rany, musieliście naprawdę narozrabiać, skoro wzywa was prezes całej stacji. - odparła Miranda, gestykulując dłońmi. - Mnie ostatnio wzywał z taka miną, kiedy ja i Janette zostałyśmy przyłapane na rozwieszaniu prania w samej bieliźnie.
-Nie rób tego więcej. - zaśmiałem się, idąc do gabinetu szefa.
Atmosfera w jego roboczym biurze była bardzo gęsta. Można by na niej siekierę zawiesić.
-Wiecie co z tym zrobić? - zapytał z wściekłym wyrazem twarzy. - Wydawca odmówił sprostowania. Wywiad nie może być autoryzowany przez osoby trzecie.
-Może spróbuję pogadać z Jess. Może to coś da. - zaproponowała Aliana.
-Nawet jeżeli coś by to dało, to i tak twoja rozmowa z nią jest niemożliwa. Przepraszam was na chwilę. - odparł, kiedy telefon na jego biurku zadzwonił. - Tak? … Nie, obecnie nie ma go jeszcze w pracy. … Porozmawiam z nim. … Tak, dziękuję pani. Do zobaczenia. - Odłożył słuchawkę, patrząc na Jamesa. - dzwonili z „Music Times”. Chcą, żebyś im udzielił wywiadu.
-Nie ma mowy. - oznajmił natychmiast. - Nie mam zamiaru gadać z tymi padalcami.
-Może powinieneś to przemyśleć? To może być szansa, żeby odpowiedzieć na jej zarzuty.
-Równie dobrze mogę odpowiedzieć na Twitterze.
**Aliana**
Nie byłam pewna, czy pomysł Jamesa z Twitterem jest odpowiedni. Tak każdy pisał co chciał i nie koniecznie każdy zwracał na to uwagę. Większość ludzi robiła co trzeba, ale byli tacy, którzy nie lubili tam wchodzić i nie wchodzili. Nie koniecznie takie źródło z pierwszej ręki było wiarygodne.
Na przerwie spotkałam się z Erin w stołówce. Jak zwykle brała ode mnie część zdjęć na swojego flasha. Potem wstawiała je na swoją stronę internetową.
-Słyszałam o tym wywiadzie z Jess. - powiedziała, kiedy zgrywały się te sto czterdzieści trzy zdjęcia. - Szef pewnie nieźle się wściekł.
-Tak i nawet mu się nie dziwię. - odpowiedziałam, spoglądając na ekran laptopa. - Po pracy pójdę z nią pogadać i zobaczymy co dalej.
-A jak ją znajdziesz? - zdziwiła się, wzruszając ramionami.
-Mam jej adres. - oznajmiłam.
-Co ty? Jak go zdobyłaś? - prawie wykrzyczała, pochylając się bliżej i ściszając głos. - Przecież ona ukrywa się przed światem.
-Mam ten kontakt od kumpla ze studiów. Śledzi różnych ludzi. Ją też znalazł.
-Chcesz z nią porozmawiać? - zapytała, upijając odrobinę swojej kawy. - Jesteś siła spokoju, więc obstawiam, że Cię nie wyrzuci. A przynajmniej nie potraktuje cię jak natrętnego dziennikarza.
Wzruszyłam ramionami. W sumie, nawet spodziewałam się takiej reakcji. Nawet bym się nie zdziwiła. Przyjaźnie się z Jamesem, więc pewnie uzna mnie za swojego kolejnego wroga, którzy chce jej zaszkodzić.
-Zobaczymy po pracy. - oznajmiłam, sprawdzając stan kopiowania.
-Aliana... - zaczęła Erin, kładąc dłoń na moim przedramieniu. - Chciałabym, żebyś tylko na siebie uważała. Nie chcę, żeby coś Ci się stało.
-Nie martw się. - powiedziałam, uśmiechając się do niej. - Nic mi nie będzie. Będziemy tylko rozmawiać, a nie się bić.
-No tak, ale...
-Erin, nie ma „ale”. Będzie dobrze.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Na dzisiaj tyle. Mam nadzieję, że dzisiejsza notka wam się podobała. Jak już zauważyliście, od wczoraj jest nowe tło. Zajrzyjcie jeszcze do „Bohaterów”, gdzie zmieniłam zdjęcie Cassidy, Kendalla i Jamesa.

Na razie liczę na wasze komentarze. Dajcie znać, co myślicie. No i dziękuję, za te, które się dotychczas pojawiły. Trzymajcie się ciepło.