środa, 2 października 2013

16. Wyznania

**Carlos**
Siedzieliśmy przy stolikach w szpitalnym bufecie. Ja naprzeciwko Rolsyn. Nicole i Logan gruchali gdzieś tam w kącie.
-Powiedzmy jej. - wypaliłem, podnosząc kawałek sałaty do ust.
-Co? - wrzasnęła Roslyn, żywo gestykulując rękami. - Jak ty to sobie wyobrażasz? Aliana ledwo oczy otwiera, a ja jej mówię: „Cześć, Carlos jest moim chłopakiem.”
-Właśnie tak. - pokiwałem głową.
-Jak ty to sobie wyobrażasz?
Spojrzałem na Roslyn, która wręcz kipiała ze złości. Uwielbiałem ten jej temperamencik. Była taka gorąca, kiedy się złościła...
-Możesz przestać się na mnie gapić jak napalony pies na kość? - wyrwała mnie z zamyśleń tym dziwnym porównaniem.
-Roslyn, przepraszam, ale ja... - przerwałem, kiedy poczułem jak ktoś mnie szarpie za koszulę.
Odwróciłem się i zobaczyłem dziewczynkę, która wyciągała w moją stronę duży kołonotatnik.
-Podpiszesz? - poprosiła, patrząc na mnie błagalnym wzrokiem.
-Jasne. - uśmiechnąłem się, zabierając od niej zeszyt i flamaster, który był wetknięty za spiralę. - Jak masz na imię?
-Clementine. - odpowiedziała.
Spełniaj swoje marzenia, Clementine.
Carlos Pena
-Gotowe. - odpowiedziałem, oddając jej rzeczy.
-Dziękuję.
Mała oddaliła się od naszego stolika, czerwona jak burak.
-Słuchaj, naprawdę musimy jej powiedzieć prawdę.
-A czy to konieczne? - zapytała, opuszczając widelec. - Nie można z tym trochę poczekać? Przynajmniej puki tu leży.
-A może za mnie wyjdziesz? - palnąłem, zanim zdążyłem ugryźć się w język.
Roslyn wytrzeszczyła na mnie oczy. No tak. Ja to zawsze muszę powiedzieć o kilka słów za dużo.
-Każda dziewczyna marzy o takich zaręczynach, wiesz?
**Jennifer**
Już zjadłam swoją porcję i wyszłam z bufetu, unikając spojrzenia Jamesa. Czy on musi na mnie tak działaś? Wszyscy święci, co ja takiego złego zrobiłam?
Setki pytań kłębiły mi się w głowie, ale nie chciałam ich wypowiadać na głos. To wszystko wina mojej matki. Gdyby nie zmuszała mnie do medycyny, zostałabym w Denver i tyle by tego było. Nie poznałabym Jamesa, nie miałabym takiego dylematu.
Nie chcę wychowywać obcego bachora! Zrozumiano? Z drugiej strony... to dziecko niczemu nie jest winne. To nawet bardzo miły chłopczyk, ale nie mogłabym go wychowywać. To nie moja rola.
Wyszłam z toalety i zobaczyłam jak salowa okrywa kocem Kendalla, który zasnął na krześle. Nie dziwiłam się, że śpi. W końcu przepłakał pół nocy, a jak się domyślam, niewiele spał tej nocy.
-Jennifer? - usłyszałam głos Jamesa, który położył mi dłoń na ramieniu. Znalazł mnie. A tego chciałam uniknąć.
-Chciałam być sama. - wyszeptałam. - Może powinniśmy go stąd zabrać? - zaproponowałam, wskazując na Kendalla, który siedział na krześle zwinięty w kłębek. Teraz szczelnie okryty kocem.
-Lepiej nie. I tak się nie zgodzi. - James pokręcił głową. - Chciałem Cię zapytać, czy...
-Nie pytaj. - przerwałam mu, domyślając się go standardowej, głupiej gatki o miłości. - Nie chcę teraz z nikim gadać, a już szczególnie z Tobą.
A to wszystko dlatego, że cię kocham, głupku.
Na głos tego nie powiem, bo wiadomo. Wtedy będzie miał mnie w garści.
-Weź sobie poszukaj jakiejś dziewczyny z wyższych sfer i wszyscy będą zadowoleni. - powiedziałam.
Ja nie będę.
-Posłuchaj mnie, chociaż przez chwilę. - odparł James. - Kogo ty chcesz oszukać?
-James, ja...
Nie zdążyłam dokończyć, bo James bez ostrzeżenia przyssał się do moich ust.
Jego wargi były słodkie, takie delikatne. Wprost idealny pocałunek. Kiedy się ode mnie oderwał mogło minąć pół minuty, może nawet pół godziny. Czas przestał dla mnie istnieć.
Przelotnie spojrzałam mu w oczy i tym razem to ja się do niego przyssałam.
Poczułam jak James się uśmiecha przez pocałunek. Jeszcze raz się od siebie oderwaliśmy i spojrzeliśmy sobie w oczy.
-Mam rozumieć, że odpowiedź brzmi „Tak”? - zapytał, kiedy się do siebie przytuliliśmy.
Pokiwałam głową, wtulona w jego ramię.
**Kendall**
Obudziłem się na szpitalnym krześle. Nawet nie zauważyłem, kiedy zasnąłem. Odrzuciłem na bok koc, którym byłem przykryty. Koc? Co tu się stało?
Wstałem i spojrzałem na szybę, za którą wciąż spała Aliana. Wyglądała tak spokojnie...
-Kendall, odpocznij trochę w domu. - usłyszałem głos Carlosa.
-Nie, jeszcze nie. - pokręciłem głową. - Nie mogę jej zostawić.
-Powiesz jej? - zapytał.
Uśmiechnąłem się pod nosem. Tak, fajnie by było. Na razie jest za wcześnie. Zdecydowanie za wcześnie. Nie mogłem jej teraz tego powiedzieć, nawet jeśli bardzo bym chciał, chociaż może powinienem jej wysłać kwiaty, czy coś takiego? Chciałbym, żeby się dowiedziała, ale jeszcze nie teraz. Dobrze wiem, że jestem dla niej za głupi, a ona ratuje mi tyłek przy każdej możliwej okazji.
-Jeszcze nie. To za bardzo skomplikowane.
-A co tu jest skomplikowanego. Ja powiedziałem Roslyn i co? Ona ciągle chce to trzymać w tajemnicy przed Alianą.
Odwróciłem się do niego i spojrzałem mu bezpośrednio w oczy.
-I ty mnie się dziwisz? Stary, przecież wy też jej musicie powiedzieć. I tak prędzej czy później zauważy. Zobaczysz.
-To zupełnie inna historia. Pamiętasz przyjęcie niespodziankę, które zorganizowała Roslyn?
Sięgnęłam myślą w wstecz. To dopiero była impreza.
-Pamiętam i co?
-Aliana nie pokapowała się aż do ostatniej sekundy. My ją robiliśmy w balona przez całe trzy dni organizowań i się udało. - prawie wykrzyczał, wymachując rękami.
Carlos coś mi uświadomił. Aliane da się oszukać tylko jeśli to nie dotyczy jej bezpośrednio.
Spojrzałem przez szybę. Aliana poruszyła się niespokojnie, wyciągając rękę w stronę stolika.
-Chodźmy do niej. - Carlos popchnął mnie w stronę drzwi. Weszliśmy do środka i podeszliśmy do łóżka w którym leżała.
Była jeszcze zaspana.
-Cześć Garfield, wiesz, że oświadczyłem się Roslyn? - wypalił, a ona wzięła do ręki podkładkę i z uśmiechem coś na niej napisała.
Carlos wziął ją od niej i przeczytał notatkę.
-Nie, nie masz mi gratulować. - zaśmiał się, kiedy oddał jej podkładkę. - Ja i Roslyn to dość skomplikowana sprawa.
Dobrze wiedziałem, że użył tego słowa, żeby zrobić mi na złość. Skomplikowana... Jasne. Roslyn jest uparta, a nie skomplikowana. Skomplikowany to ona ma charakter.
-To ja może przyniosę Ci coś do pica? - zaproponowałem, wychodząc tyłem z pomieszczenia.
Głupi, głupi. głupi. Co ja wyprawiam? Co Carlos wyprawia? Wiem, że lubi się wtrącać w różne rzeczy, ale teraz to już całkowicie przegina.
Podszedłem do butli z wodą i nalałem trochę do jednorazowego kubeczka. Potem jak najwolniej wróciłem do pokoju Aliany. 
Kiedy ona tylko mnie zobaczyła, natychmiast chwyciła swój notesik, napisała coś i wyciągnęła rękę w moją stronę.
"A co ty taki smutny?" - napisała.
Podniosłem głowę i spojrzałem na nią wymownie.
-Ma ze sobą poważny problem. - odpowiedział za mnie Carlos. - Niestety, on sobie sam musi sobie z tym poradzić.
Dobre słowa. - przebiegło mi przez myśl. - Może po prostu się wygadasz i tyle z tego będzie. 
Aliana zabrała ode mnie podkładkę i na szybko coś nabazgrała. Potem oddała mi podkładkę.
"Biedaku Ty mój... Chodź, niech Cię uściskam..." - napisała. 
Bez słowa pochyliłem się nad łóżkiem i objąłem ją ramionami.
Była taka krucha... Taka delikatna... 
Wtuliłem nos w jej włosy pachnące szamponem truskawkowym. Przynajmniej na chwilę...
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Na dzisiaj to wszystko. Dzisiaj jest krócej, bo co chwila muszę robić coś innego i tak sobie tylko co chwilę dopisuje kilka słów. Mam nadzieję, że się wam podobało. Dajcie znać w komentarzach.  

6 komentarzy:

  1. Świetny rozdział , super ciekawie napisany ale troszkę za krótki , teraz nie pozostaje mi nic innego jak tylko czekać na next rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jejku! Świetny*____* Pisz następny i dodawaj szybko!!!;D

    OdpowiedzUsuń
  3. *___* jaaaaaaaaaaaaaa, wspaniałe *_* no nw co więcej powiedzieć :)

    OdpowiedzUsuń
  4. James i Jennifer wkońcu razem!!!! Woo Hoo!!!!! No nareszcie :D Czekam nn:****

    OdpowiedzUsuń
  5. Jennifer jest podła... David jest słodki, a ona PODŁA.
    A Kendall niech powie Alianie prawdę.
    I "pÓki"! Nie "pUki" "pÓki"! :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Słodki rozdział. Taki... No wspaniały! :3

    OdpowiedzUsuń