piątek, 4 października 2013

17. Kwiatki i Wierszyki

**Aliana**
Leżałam tu już chyba piąty dzień. Nate ciągle mi powtarzał, że jest lepiej i teraz najważniejsze jest to, żebym mogła mówić. Nawet już prawie mogłam... Nawet już nie bolało mnie gardło i czułam się dobrze, jednak banda tych głupków cały czas twierdzi, że lepiej, żebym tu została.
Drzwi do pokoju otworzyły się gwałtownie i do środka ktoś przytargał ogromną wiązankę kwiatów. Na samym końcu tego dziwnego pochodu, Nate zatrzasnął drzwi.
-Słuchaj, albo masz cichego wielbiciela, albo twoi przyjaciele myszą za tobą bardzo tęsknić. - wydyszał. - Ten bukiet łamie połowę możliwych punktów regulaminu naszego szpitala, więc zaraz ordynator i karze to wywalić na śmietnik.
Patrzyłam na niego spode łba. Skąd on to wytrzasnął?
-O co Ci chodzi, co? - wychrypiałam, kiedy rzucił w moją stronę różową, ozdobną kopertę.
-To przyszło jakieś dziesięć minut temu. Do ciebie. - odpowiedział, siadając obok łóżka.
Drżącymi rękami otworzyłam kopertę. Jej kredowa struktura nie wróżyła nic dobrego. Powoli wyciągnęłam kremową kartkę złożoną na cztery. Widniały na niej malinowe litery:
Miłość to gorące uczucie,
którego nie da się schować w bucie.
Wiele dla nas znaczy
i nikt przez nią nie majaczy.
Zabawny wierszyk. Kurczę, lepiej, żeby Nate tego nie zobaczył. Pośpiesznie schowam karteczkę do szuflady. Tam mogła być bezpieczna przynajmniej kiedy nie śpię.
-Jakiś grafoman to pisał, co nie? - zaśmiał się, polerując sobie okulary o fartuch.
Otworzyłam usta ze zdziwienia i oburzenia. A top jaki!
-Świna! Kto ci pozwolił? - prawie wykrzyczałam, ale natychmiast tego pożałowałam, bo ból gardła wrócił ze zdwojoną siłą.
-Weź oszczędzaj ten głos, bo prędko do normalności to nie wróci. - I przeczytałem, żeby się upewnić, że tego jakiś zbok nie napisał.
-I co? Zadowolony?
-Usatysfakcjonowany.
Nate suszył zęby, patrząc na mnie jak wół na malowane wrota. Były chwile, w których naprawdę go nie znosiłam. Albo wykręcał takie numery, albo był do rany przyłóż.
Pokręciłam głową, patrząc na wiązankę, która zapewne była powodem drobnego zamieszania na oddziale. Nate klapnął otwartymi dłońmi w kolana, jakby chciał powiedzieć „Nie chcesz gadać, trudno. Wracam do pracy.”
Nate wstał i już właściwie wychodził, kiedy gwałtownie zatrzymał się przed drzwiami.
-Cześć, Cassidy. - usłyszałam jak mówi. - Aliana nie śpi. Może z tobą będzie chciała gadać.
-Jasne. Dzięki. - Usłyszałam śpiewny głos Cass.
Nie minęło nawet pięć sekund, a zobaczyłam jej roześmianą buzię.
-Cześć piękna! - powiedziała podchodząc do mnie i obejmując mnie ramionami. - Jak się czujesz?
-Właściwie już dobrze. Nie wiem, dlaczego chcą mnie tu jeszcze trzymać. - Obawiają się. To zrozumiałe, ale nie mogę tutaj spędzić wieczności.
Cassidy tylko uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Zupełnie, jakby słuchała swojej niesfornej córeczki, która narzeka po ciężkim dniu w szkole.
-Nie będzie tak źle. Ja też musiałam swoje odleżeć po upadku z trampoliny. - powiedziała, ściskając mi rękę. - Przychodzą do Ciebie przyjaciele. Ostatnio Roslyn przyszła do mnie rozhisteryzowana, mówiąc, że coś jej się wymknęło spod kontroli.
Zaśmiałam się pod nosem. Cassidy jak nikt inny potrafiła mnie pocieszyć. Miała ten wyjątkowy dar. Często przychodziła do apartamentu i obracała w żart błahe problemy swoich koleżanek z ekipy. Miała przy tym niezłą frajdę.
-Możesz mi powiedzieć co takiego się Roslyn wymknęło spod kontroli? - zapytałam.
-Jasne. Chodzi z Carlosem, a ona nie chciała ci jeszcze o tym mówić. - pokiwała głową, wzruszając ramionami.
Wybałuszyłam oczy ze zdumienia. Nie przypuszczałam, że oni tak na poważnie. Roslyn jest trochę nieobliczalna, ale nie w aż takim stopniu. Ona z Carlosem? Tak na serio?
-No co tak patrzysz? - zapytała Cassidy, szeroko się śmiejąc. - Podobno Carlos Ci powiedział.
-Powiedział. - pokiwałam głową. - Myślałam, że żartuje. No i wyszło nam, że przeciwieństwa się przyciągają.
-Nie no, weź... Nie domyśliłaś się? Nawet na chwilę.
-Wiesz, jak Roslyn potrafi Carlosowi tyłek obrobić? - zauważyłam. - Tak po nim ostatnio jechała, zważywszy na fakt, że ją podrywał...
-Racja, to może zmylić. - Cass usiadła nieco wygodniej na krześle i spojrzała na ogromną wiązankę. - Widzę, że masz cichego wielbiciela...
-Weź przestań. - wzruszyłam ramionami, na co ona tylko zagwizdała. - Przyszło to niecałe pół godziny temu. Z jakimś wierszykiem w bileciku. Nate mówi, że trzeba się tego pozbyć.
Cassidy podskoczyła na tyłku z tym swoim charakterystycznym wyszczerzem.
-Pokaż.
-Co?
-No ten wierszyk.
Ze zrezygnowaniem otworzyłam szufladę i wyciągnęłam z niej karteczkę. Podałam ją Cassidy, a ona rozłożyła ją i natychmiast przeczytała.
-Jakie to słodkie... - westchnęła. - A tak w ogóle, to wiesz, kiedy stąd wychodzisz?
-Nie wiem, zapytaj Nate'a.
Odchyliłam głowę do tyłu. Już właściwie nic mi nie było i mogłam się zbierać do domu choćby zaraz, ale ta banda tumanów, oczywiście dalej swoje.
-Bo mam dla Ciebie drobną fuszkę. - zaczęła, oddając mi karteczkę. - Kojarzysz Ericę, moją koleżankę?
-Kojarzę, i co? - odpowiedziałam, wiedząc, że mówi o Erice Durance.
-Erica potrzebuje zdjęć na swoją stronę internetową. Skromna sesja do prezentacji. - wyjaśniła, gestykulując dłońmi. - Poleciłam Ciebie. Nie śpieszy jej się, więc nie ma problemu.
Spojrzałam na nią spode łba. Cała Cassidy. Lubi mi werbować aktorki.
-Dobra, na kiedy?
**Logan**
Szedłem samym centrum miasta, przewracając w dłoniach kluczyki do swojego starego Mercedesa. Warta jakieś pół miliona. Ten drań powinien być zadowolony, bo to dużo więcej niż łączny dług Nicole.
Centrum Los Angeles. Tutaj mają swoją agencję towarzyską. Najciemniej pod latarnią. Jak na mój gust, są pewni, że nikt ich tutaj nie będzie szukał. Dym z wydechów samochodowych unosił się w kłębach, zanieczyszczając i tak już niezdrowe, miejskie powietrze.
-Witaj, przystojniaku. - usłyszałem zmysłowy kobiecy głos. - Szukasz wrażeń?
Odwróciłem się w stronę skąpo ubranej panienki. Była nieco starsza niż przypuszczałem. Miała na sobie skórzane, czerwone body i czarny rozpięty ortalionowy płaszcz.
Uśmiechnąłem się do niej, spoglądając na sporego osiłka, obserwującego prostytutki. Nie wyglądała, jakby była do tego zmuszana.
-Jestem tu w interesach. - odpowiedziałem. - Szukam Ricka.
Kobieta popatrzyła na mnie ze zdumieniem. Czerwona szminka w płynie powoli zaczęła spływać po jej dolnej wardze.
-Ostatnio ma poważne sprawy na głowie. - wyśpiewała. - Przepadła mu jedna z dziewczyn. Szuka jej po całym mieście.
-A gdzie mogę znaleźć jego?
-A prześpisz się ze mną? Robię najlepsze lody w całym mieście.
Pokręciłem głową. Jej propozycja nie była ani trochę kusząca.
-Szukam tylko Rocka. Załatwię soję i już mnie tu nie ma. - powiedziałem, wręczając jej trzy banknoty.
-Zaprowadzę cię do niego. - powiedziała, chowając pieniądze w dekolt.
-I to rozumiem.
**Kendall**
Nigdy nie byłem dobry z kaligrafii. Podrabianie charakteru pisma to nie moja działka, ale teraz, kiedy wmawiałem sobie, że to trochę jak rysowanie, przepisanie wierszyka różowym flamastrem nie było takie trudne. Kiedy skończyłem, spojrzałem na kredowy, ozdobny papier.
Gdy zobaczyłem Twoje oczy i ten uśmiech uroczy,
wiedziałem, że już nic mnie nie zaskoczy.
Chyba jest nieźle. - pomyślałem. Złożyłem karteczkę na cztery i włożyłem do ozdobnej koperty.
Usłyszałam, jak otwierają się drzwi. Gwałtownie obróciłem się w ich stronę i zobaczyłem Jamesa, który prowadził Davida za rękę.
-A Ty jeszcze się nie zdecydowałeś? - zapytał, sadzając Davida na jednym z dziecięcych krzesełek. - Mógłbyś jej to powiedzieć wprost, a nie wysyłasz te kwiatki. - powiedział, ściągając małemu buciki.
Pokręciłem głową z dezaprobatą. Tak, łatwo powiedzieć. Najpierw muszę ją do tego przyzwyczaić i dopiero później przejść do ataku.
-A kiedy ty i Jennifer powiecie Alianie o swoim związku? - zapytałem w przekonaniu, że Aliana nadal nic nie wie, że się spotykają.
-Już wie. - powiedział, zmieniając Davidowi skarpetki. - Powiedzieliśmy jej wczoraj. - A tak w ogóle, to jak Ci się widzi ten nowy fotograf?
Zamyśliłem, się na chwilę. Ten Alan wcale nie był taki zły, ale jego sesje przebiegały w znacznie innej atmosferze. Nie do niego nie miałem, ale nasza praca nie była tak przyjemna jak z Alianą.
-Nic do niego nie mam, ale też nie darzę go zbytnią sympatią. - powiedziałem, szukając wolnego terminu na stronie firmy kurierskiej. - Chyba jednak przywykłem do Aliany.
-Nie tylko ty. - zaśmiał się, pomagając Davidowi wstać. - Dziewczyny też na niego narzekają...
-Ja na niego nie narzekam! - przerwałem mu, chcąc mu wyjaśnić co naprawdę mam na myśli.
-Dobra, niech ci będzie. - odpowiedział, podając mi srebrny nożyk do papieru. - lepiej nie zostawiaj go na wierzchu. Ma ostrą krawędź.
Zabrałem go bez słowa i włożyłem do futerału. Zawsze musi mi mówić co mam robić. Znaczy... Ja rozumiem, że się martwi. Odkąd straciłem głowę dla Aliany, zgłupiałem do reszty.
Poczułem coś mokrego na kostce. Spojrzałem w dół i zobaczyłem Foxa, który upuścił mi pod nogi pluszową piłeczkę, prosząc, żebym mu ją rzucił.
Podniosłem maskotkę z podłogi i odrzuciłem ją w kierunku kuchni, na co ten pobiegł na korytarz, ściągając dywanik rozłożony pod drzwiami.
**Carlos**
Nasza pierwsza randka. Nareszcie. Tyle namawiałem Roslyn, żebyśmy w końcu gdzieś wyskoczyli i dzisiaj się udało. Odebrałem ją z muzeum i chętnie ze mną poszła do kawiarni.
Teraz szliśmy razem obrzeżem miasta, trzymając się za ręce.
-Dziękuje, było cudownie. - powiedziała, całując mnie w policzek. - Nie wiem, dlaczego zwlekałam. Mogliśmy to zrobić od razu.
-Czyli warto było? - zapytałem, odgarniając do tyłu kosmyk jej włosów.
-Warto. - pokiwała głową, uśmiechając się szeroko. - Jesteś cudowny.
-Oj wiem... Mówiłem Ci już jak bardzo Cię kocham? - zapytałem, przytulając ją do siebie.
Roslyn zaśmiała się, ponownie całując mnie w policzek. Była taka piękna... Śliczna... Cudowna. Mógłbym tak wymieniać przez całą wieczność.
-Dzisiaj? Przynajmniej trzydzieści razy.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Na dzisiaj tyle. Dzisiaj trochę przynudzania będzie. Autorką wierszyków, różowymi literami jest Justynka, moja przyjaciółka. Prosiła, żeby podpisywać ją Mała. Jeśli chcecie jeszcze przeczytać coś jej autorstwa, to zapraszam do Daily Planet. Mam nadzieję, że się wam podobało. Zarówno wierszyki, jak i opowiadanie. 
Dziękuję za wszystkie wasze opinie, wyświetlenia i te dwa zaobserwowania.

5 komentarzy:

  1. Rozdział świetny jak zawsze :D Sorki że nie mogen napisać z profilu ale mam jakieś problemy z zalogowaniem się więc pisze tak :P -Natalia Skwira

    OdpowiedzUsuń
  2. Uuuuu cichy wielbiciel.... Mmm podoba mi się :D Oby randka Carlosa i Roslyn się udała a Aliana wyszła ze szpitala :D :D :D Czekam nn:****

    OdpowiedzUsuń
  3. Logan w burdelu, haha xDD
    A wierszyki są fajne!

    OdpowiedzUsuń
  4. Hahaha. Lodem mnie rozwaliłaś. Ale do rzeczy. Te kwiatki są słodkie. Od razu gdy je dostała, domyśliłam się, że to Kendall je przysyła. No cóż. :D Super rozdział.

    OdpowiedzUsuń