poniedziałek, 7 października 2013

18. Nerwy

**Logan**
Napotkana prostytutka prowadziła mnie piwnicą jednego z obskurnych budynków. Chciałem stąd jak najszybciej wyjść, ale wiedziałem, że dla Nicole muszę się poświęcić.
-To tutaj. - oznajmiła. - Moja propozycja jest nadal aktualna.
-Nie skorzystam. - wyszeptałem.
-Rock, ten przystojniaczek ma do Ciebie interes. - zawołała.
-Zrozumiałem, Claudie. Wracaj do roboty. - zza rogu dobiegł do nas mroczny głos. Minutę później zobaczyłem drania ubranego w stary, wyświechtany garnitur.
Nie wyglądał, jakby miał dobry humor. Bóg raczy wiedzieć, co może mi zrobić. Na przyjemniaczka też nie wyglądał. Postanowiłem zacząć od końca.
-Czego taki chłoptaś jak Ty, szuka w moich skromnych progach? - zapytał rozkładając ręce.
-Chciałbym kupić jedną z Twoich dziewczyn. - powiedziałem, patrząc jak siada za biurkiem.
-Którą?
-Nicole Brown.
Facet wywalił ma mnie ślepia, jakby nie zrozumiał tego co powiedziałem.
-Ta mała suka? - poczułem wściekłość, kiedy to usłyszałem. Miałem ochotę go rozszarpać gołymi rękami. - Tak się składa, że mi przepadła.
-Dam Ci coś, co pokryje jej dług, a ty w zamian za to zostawisz ją w spokoju. - ciągnąłem dalej. - Umowa stoi?
-Jej dług wynosi dwadzieścia osiem tysięcy. - oznajmił, odchylając głowę do tyłu. - Co ja będę z tego miał? Ta zdzira zarabia dla mnie mnóstwo kasy.
Kolejne obraźliwe słowo było jak gwóźdź wbity w moje serce. Wciąż pamiętałem o włączonym dyktafonie schowanym w kieszenie, którego użyję w razie konieczności. Właśnie dlatego musiałem trzymać nerwy na wodzy.
-Mam samochód warty pięćdziesiąt. - powiedziałem, zaciskając szczęki ze złości. - Dam Ci go, w zamian za deklarację o nietykalności Nicole.
-Więc ta mała suka owinęła Cię wokół palca? - stwierdził, wstając i podchodząc do mnie bliżej. Był znacznie wyższy ode mnie, ale już przestałem się bać.
-Dobijemy targu? - zapytałem, wymachując mu kluczykami przed oczami, chcąc to od niego wydusić.
-Najpierw chcę zobaczyć samochód, który oferujesz.
-Zgoda. Więc chodźmy.
**James**
Logan poszedł już kilka godzin temu. Zacząłem się niepokoić. Ten to zawsze wie co zrobić, żebyśmy mieli najgorsze kłopoty. Powoli zaczynałem go za to nienawidzić.
Spojrzałem na Nicole i Jennifer, które bawiły się z Davidem. Logan zażyczył sobie, żeby utrzymać to w tajemnicy przed Nicole, ale coś mi podpowiadało, że powinna wiedzieć. Chciałem jej powiedzieć, ale powstrzymywała mnie obietnica, która wymusił na mnie Logan.
-Słuchaj Jens... - powiedziałem powoli, podchodząc do dziecięcego kocyka.
Jennifer spojrzała na mnie nienawistnie.
-Możesz tak na mnie nie mówić? - zapytała, odkładając na bok pluszową zabawkę. - Nienawidzę tego zdrobnienia.
-Dobra. Twoja wola. Możemy chwile pogadać? Na osobności?
-Jasne, nie ma sprawy.
Poszliśmy do drugiego pokoju.
-O czym chciałeś gadać? - zapytała, zamykając drzwi.
-Nicole wie, gdzie poszedł Logan? - zapytałem półgłosem.
-Jen spojrzała na mnie ze zdziwieniem i... strachem.
-Nie. - pokręciła głosem. - I nie powinna.- dodała, wyprzedzając moje następne pytanie.
-Jen, ale... - zacząłem, ale Jennifer natychmiast mi przerwała.
-James, nie ma „ale”! Rozumiesz? - krzyknęła, jakby zupełnie straciła cierpliwość. - Logan Cię o coś prosił. Więc uszanuj to przynajmniej dlatego, że to Twój przyjaciel.
Cmoknąłem z dezaprobatą.
-Logan to mój przyjaciel, masz rację. - powiedziałem, nadal nie podnosząc głosu. - Jednak to jest taki przyjaciel, który nas wszystkich potrafi wpędzić w niezłe tarapaty.
-Zrobimy tak... - zaproponowała. - Jeśli mu się uda, to nie masz prawa powiedzieć ani słówka na ten temat. Jeżeli nie, to masz prawo suszyć mu głowę do końca świata i nawet o jeden dzień dłużnej. Umowa stoi?
Spuściłem głowę z bezsilności. W co ja się wpakowałem...
-Zgoda. - pokiwałem głową.
-Zamykam temat. - wyszeptała, całując mnie w policzek i otwierając drzwi.
**Kendall**
Moje życie jest okropne! - pomyślałem, wypełniając kwit dla kuriera. Moje nieudolne próby podrywania Aliany, plus żałosne wierszyki to wyjdzie smutne, „Żegnaj Kendallu.”
Pośpiesznie złożyłem podpis na dole formularza i podałem dyspozytorce, wraz z wygórowaną kwotą za przesyłkę.
-Wszystko się zgadza, panie Schmidt. - oznajmiła z uśmiechem, dając mi potwierdzenie wpłaty. - życzę miłego dnia.
-Dziękuję, wzajemnie. - uśmiechnąłem się do niej i wyszedłem na zewnątrz.
Zszedłem po schodach. Miałem zamiar wrócić do domu. Byłem już u Aliany w szpitalu. Teraz pewnie śpi po tych lekach, które jej dają.
Szedłem bezmyślne ulicą. Chodnikiem mijali mnie różni ludzie. Nie zwracałem na nich uwagi, tylko szedłem przed siebie.
-Hej Kendall! - usłyszałem krzyk Cassidy. - Potrzebujesz podwózki?
Spojrzałem w jej stronę. Uśmiechała się do mnie z przedniego siedzenia swojego granatowego samochodu.
-Chodź, mam jeszcze sporo czasu. Pogadamy sobie.
Okrążyłem jej auto i wsiadłem na miejsce pasażera. Cassidy natychmiast ruszyła z charakterystycznym dla siebie piskiem opon.
-Byłeś u Aliany? - zapytała, przejeżdżając przez skrzyżowanie na czerwonym świetle.
-Dzisiaj rano. - odpowiedziałem opierając się o szybę.
-Właśnie od niej wracam. - odparła, nie spuszczając oczu z jezdni. - Dostała bardzo duże kwiaty.
Wzruszyłem ramionami, udając, że mnie to nie obchodzi. Jeszcze by brakowało, żeby ona się dowiedziała i wtedy byłbym spalony.
-A właściwie, co robiłeś w firmie kurierskiej? - zapytała nagle, zatrzymując się przed przejściem dla pieszych.
-Musiałem wysłać listy z autografami. - skłamałem, unikając jej spojrzenia.
-Carlos wspominał, że zrobiliście to wczoraj. - powiedziała, marszcząc braw.
-Zapomniałem zaadresować kilku kopert.
Przez chwilę nikt z nas nic nie mówił. Cassie zatrzymała się przed jakimś facetem i wzięła od niego dużą kopertę. Potem uśmiechnęła się do niego i podała mi ciężki, płaski pakunek.
-Potrzymasz? - poprosiła.
Porozmawiała z nim przez chwile i ruszyła dalej. Koperta nie była zaadresowana. Na sklejeniu były tylko inicjały CF.
-Co to jest? - zapytałem, odkładając kopertę na tylne siedzenie.
-Scenariusz do nowego odcinka. - odparła, skręcając w nasze osiedle. - Za dwa dni zaczynamy prace, więc muszę przejrzeć kwestie, które są oznaczone dla mnie.
-My oznaczaliśmy je sami. - mruknąłem, ale Cassidy zahamowała przed naszym domem.
-Jesteśmy na miejscu. - oznajmiła.
-Dzięki. - powiedziałem, uśmiechając się do niej i wysiadając z samochodu.
Odwróciłem się, chcąc pójść już do środka, ale Cassidy zatrzymała mnie, zanim zdążyłem zrobić choćby dwa kroki.
-Te duże kwiaty u Aliany, to Twoja sprężyna? Prawda? - zapytała, kiedy odwróciłem się w jej stronę.
Pociemniało mi przed oczami. Jak... Zamarłem. No to po ptakach. Pięknie... Teraz na pewno się wygada. Już po mnie!
-Wiedziałam. - krzyknęła, z wyrazem tryumfu na twarzy.
Poszedłem do środka i zastałem Logana i Nicole, którzy się kłócili.
-Nie musiałeś tego robić. - wrzeszczała.
-Ale chciałem! - krzyczał Logan, zupełniej jakby nie zwracał uwagi na Davida, który zaczynał płakać w sąsiednim pokoju.
-Może w końcu się zamkniecie!? - wykrzyczałem, na co oni natychmiast przerwali swoje słowne przepychanki. - I powiecie o co poszło.
Oboje popatrzyli po sobie ze zdziwieniem. Bez większych ceregieli weszła do nas Jennifer.
-Dzięki, że ich uciszyłeś. - powiedziała, kładąc dłonie na biodrach. - Już nie mogliśmy wytrzymać.
-Może mi wytłumaczycie co tu się dzieje? - poprosiłem, biorąc od Jamesa, małego, który już powoli przestawał płakać. Przytuliłem go do siebie, a w tym czasie Jennifer plasnęła Logan w tył głowy.
Przez dłuższą chwilę nikt nic nie mówił. Dopiero potem Nicole przygryzła wargę i powiedziała cicho:
-Logan spłacił mój dług u sutenera.
-To chyba dobrze. - powiedziałem. - Czy nie?
**Carlos**
-Naprawdę miałaś młodszą siostrę? - powtórzyłem, kiedy Roslyn skończyła swoją opowieść.
-Tak, ale zaginęła, jak byliśmy na wakacjach we Włoszech. - wyjaśniła, skręcając swoje spaghetti. - Wtedy ojciec poszedł do kochanki, a mama popadła w otępienie. Zajęła się pracą i tak została sławna na całą Francję. Na studia przyjechałam tutaj i poznałam Alianę.
Spojrzałem na nią dokładniej. Speszyła się. I to wyraźnie.
-Jeśli nie chcesz o tym mówić, to zrozumiem. - powiedziałem szybko. - Możemy zmienić temat.
Roslyn uśmiechnęła się do mnie znad talerza. Wyglądała tak słodko, kiedy się śmiała...
-Dziękuje Carlos. - powiedziała, a ja zmarszczyła brwi, nie wiedząc o co biega. - Jak dotąd powiedziałam to tylko Alianie.
-Czuję się zaszczycony, świadomością, że mi ufasz. - wyszeptałem. - Może zmienimy lokal? Mieszkanie Aliany stoi puste, więc moglibyśmy...
Roslyn przerwała mi, obdarzając mnie nagannym spojrzeniem. Była taka słodka...
-Dobrze! - pokiwała głową, a ja uśmiechnąłem się z satysfakcją.
-Rachunek proszę!
**Aliana**
Przekręciłam się na łóżku, wyrwana ze snu. Zapach Pinacolady. No tak, mogłam się domyślić, że Nate zostawi tutaj ten ohydny odświeżacz powietrza. Dobrze wiedziałam, że robi mi tym na złość.
Ostrożnie opuściłam nogi za krawędź łóżka i wstałam, zabierając ze sobą ten przeklęty słoiczek. Włożyłam skarpety i wyszłam z sali.
-Zabierzcie to ode mnie. - powiedziałam do dyspozytorki, która siedziała za biurkiem na końcu korytarza.
-Pani Hamilton! Powinna pani wrócić do łóżka.
-Jasne, tylko skoczę do toalety. - powiedziałam, odwracając się za siebie. Weszłam do pierwszej lepszej toalety i weszłam do pierwszej lepszej kabiny.
Podciągnęłam koszulę, zdjęłam majtki i pochyliłam się nad sedesem. Po opróżnieniu pęcherza zwolniłam zamek i wyszłam na zewnątrz.
-Ej, laleczko. - usłyszałam głos jakiegoś chłopaka. - Wiesz, że to jest męska toaleta?
No powaga, tego się nie spodziewałam. Odwróciłam się w jego stronę i zobaczyłam jakiegoś kolesia, który załatwiał się pisuaru. Trzeba z tego jakoś wybrnąć...
-A czy ty wiesz, że mnie to w ogóle nie obchodzi?
Facet wytrzeszczył na mnie oczy. Mój głos już powoli wracał do normalności, tylko dzięki temu logopedzie, którego przysyła Nate każdego ranka.
-Poważnie się zastanowię, zanim Cię zaproszę na randkę! - wykrzyczał, a jego głos odbił się od płytek.
-I tak bym odmówiła. - krzyknęłam, odwracając się i wychodząc na korytarz.
Przeszłam przez korytarz, mijają kilka pielęgniarek.
-Pani Hamilton! - krzyknęła jedna z nich.
-Tak, wiem, mam wracać do łóżka. - odpowiedziałam, wracając do siebie.
Zwariować tu można....
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Na dzisiaj tyle! Dopiero skończyłam, więc czeka mnie jeszcze przygotowanie do oddania referatu z Geografii. Trochę tego jest. Sprawdzę co jest u was, wezmę lekarstwa (wczoraj dostałam gorączki), obejrzę swój serial, poszukam legendy o Krwawej Mery (Nie wiem co mi odbiło, naprawdę.)...

Dobra, bez przynudzania. Dzisiaj jest tyle. Mam nadzieję, że notka wam się podobała. Liczę na wasze komentarze. 

4 komentarze:

  1. Co do Krwawej Marry to ostrzegam, że w internecie jest dużo fałszywych podań. Jakby co to znam "prawdziwy" przekaz z książki z przekleństwami.
    btw super notka ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hahahaha Aliana pomyliła łazienki hahahaha :D Mam nadzieje że już nie będą dręczyć Nicole. Czekam nn:***

    OdpowiedzUsuń
  3. Hahaha Aliana w męskiej łazience to był najlepszy fragment z tego rozdziału. :D Ciekawa jestem czy Cassidy się wygada Alianie, ale mam nadzieję, że nie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Potrzeby fizjologiczne Aliany są najlepszą częścią rozdziału xd.

    OdpowiedzUsuń