środa, 9 października 2013

19. Impreza

**Kendall**
Dzisiaj Aliana wychodzi ze szpitala. Nareszcie. Już nie mogłem się tego doczekać. Razem z Roslyn spakowaliśmy jej sukienkę i buty. Było bardzo ciepło.
-Szybciej! - krzyczała, zamykając za mną drzwi. - Musimy zdążyć przed wypisem.
-Nate coś wspomniał, że Aliana będzie mogła wyjść, kiedy zrobi kupkę. - powiedziałem, przypominając sobie jego słowa.
-Poprowadzisz? - poprosiła mnie, kiedy byliśmy już przy samochodzie. - Znowu zabrali mi prawo jazdy. - Roslyn rzuciła mi kluczyki, zanim wsiadłem za kierownicę.
Kiedy już oboje siedzieliśmy na swoich miejscach, zapaliłem silnik i ruszyłem.
-Nie! - krzyknęła Roslyn, jak tylko zobaczyła w którą stronę jedziemy. - Szpital jest tam! - wskazała na tylną szybę, wiercąc się na siedzeniu.
-Wiem. Pojadę naokoło, żeby ominąć korki. - wyjaśniłem, wciąż jadąc po swojemu. - Tak właściwie, to czemu zabrali Ci prawo jazdy? Znowu skasowałaś jakiś radiowóz?
Roslyn zmroziła mnie wzrokiem. Nie patrzyłem na nią, ale czułem na sobie jej spojrzenie.
-Przecież nie robię tego celowo! - krzyknęła. - To oni jeżdżą jak jakieś święte krowy!
Nadymała buzię jak mała dziewczynka, krzyżując ręce na piersiach. Pokręciłem głową, przypominając sobie jak się zachowała, kiedy wziąłem jej ołówek.
-Nie wkurzaj się, słyszysz? - odparłem, szturchając ją łokciem. - Po Alianę jedziemy. Pamiętasz?
Roslyn oparła głowę o szybę i westchnęła.
-Oj wiem... - żachnęła się, wzruszając ramionami. - Po prostu wszyscy policjanci z drogówki to palanci. Uwzięli się na mnie. Powiedz mi... Co ja im takiego złego zrobiłam?
-Co najwyżej zmiażdżyłaś im jakieś dziesięć zderzaków. - oznajmiłem bez zastanowienia.
Dopiero po chwili zdałem sobie sprawę, że to był błąd.
-Skro mam Ci opowiadać o problemach, to masz się ze mną zgadzać, prawda? - wrzasnęła, przekrzykując muzykę, którą zdążyłem włączyć.
Przez resztę drogi zmieniliśmy temat. Żartowaliśmy i śmialiśmy się, śpiewając swoje ulubione piosenki, które puszczali w radiu. Chociaż Roslyn kompletnie nie potrafi śpiewać, to dało się to jakoś znieść. Spoważnieliśmy dopiero, jak musieliśmy wysiąść przed szpitalem.
-A jak Ci się układa z Carlosem? - zapytałem, biorąc sportową torbę z tylnego siedzenia. - Coraz częściej się spotykacie.
-Tak, on jest prze kochany. - westchnęła, kiedy szliśmy schodami. - A ty?
Zbiła mnie z tropu. Nie do końca wiedziałem co ma na myśli.
-Co ja?
-Kiedy zamierzasz powiedzieć Alianie, że się w niej zabujałeś? - zapytała, idący tyłem, tak, że patrzyła na mnie wprost. - I że to Ty wysyłałeś jej te kwiaty?
Zamarłem, nie przerywając marszu, ale go trochę zwalniając. Kurdę, żeby tylko nie wyskoczyła z tym przy Alianie bo wtedy jestem ugotowany.
-Kiedy sytuacja się trochę uspokoi. Wiesz jaki jest Logan. Zaraz będzie się zgrywał, chociaż chwilowo ma inne sprawy na głowie... - dodałem kącikiem ust.
-Oj, proszę Cię... - jęknęła, kiedy już prawie staliśmy pod drzwiami pokoju. -Możesz jej powiedzieć na imprezie, którą organizujemy. - zaproponowała. - Nikt nie będzie Ci przeszkadzał.
Wzruszyłem ramionami, otwierając drzwi do pokoju. Pierwsze co zobaczyłem, to Aliana siedząca w bujanym fotelu.
-Nareszcie. - powiedziała, zamykając książeczkę z krzyżówkami. - Już nie mogłam się doczekać.
**James**
-Cioci się spodoba? - zapytał, pokazując mi wykonaną przez siebie kartkę.
-Na pewno, kochanie. - uśmiechnąłem się, głaszcząc go po głowie.
Prawie skończyliśmy przygotowywać tą „imprezę” dla Aliany na powrót. Jennifer ma naprawdę szalone pomysły. Nie miałem pojęcia, jakie są alternatywne wersje reakcji Aliany na to wszystko, bo nikt wcześniej nie wpadł na taki pomysł. To był właściwie jedyny sposób, żeby ją jakoś przetestować.
-No to wszystko gotowe. - westchnął Logan, dysząc ciężko. Dopiero wrócił z zakładania nowej zasłony i trzeba przyznać – ta draperia jest dość męcząca. - Zdążyliśmy.
-Pogodziłeś się z Nicole? - zapytała Jennifer, która przytuliła mnie z tyłu.
-Tak, wczoraj w łóżku. - zaśmiał się, kiwając głową.
Usłyszałem sygnał SMSa. Carlos wyciągnął z kieszeni swoją komórkę i spojrzał na wyświetlacz.
-Są na klatce! - krzyknął. - Ustawiamy się!
Wszyscy stanęliśmy na stanowiskach. Jennifer powiedziała, żeby sobie darować okrzyk „Niespodzianka”, bo to dobre na urodziny.
Dobrze wiedziałem, że Jennifer wierzy tylko w to, co można zobaczyć, albo wysadzić w powietrze. Nie miałem nic przeciwko tej tezie, ale miałem ochotę przekonywać ją do tego, co nienamacalne. Wiem, że każdy poważny związek niesie ze sobą ciężar i siłę, by go udźwignąć. Teraz stała obok mnie, trzymając moją dłoń.
Po chwili drzwi otworzyły się z cichym trzaskiem i do środka weszła Aliana, a za nią Roslyn i Kendall. Było cicho, Aliana rozejrzała się po swoim własnym mieszkaniu. Wyglądała na zszokowaną i zaskoczoną, ale jakoś przyjęła nasze powitanie.
-Wybacz, nie mogłam się powstrzymać. - powiedziała Jen, przytulając ją do siebie.
-Więc to był twój pomysł? - stwierdziła, odwzajemniając uścisk. - I wy jej w tym pomogliście.
-Nie wiesz. - wzruszyłem ramionami. - Nie mieliśmy innego wyjścia.
Roslyn podała mi szklankę z sokiem malinowym, który miał być zamiennikiem szampana. Nie było czasu, żeby go kupić, a byle czego nie będziemy brać.
-Ciociu, prawie umarłaś. - powiedział David, chcąc, żeby i jego przytuliła. - Bardzo się martwiłem. I tata się martwił... - A wujek Kendall nawet płakał. Jak dobrze, że jesteś ciociu...
Po jego wyliczance Aliana spojrzała na Kendalla, który przygryzł wargę. Chyłkiem odwrócił się od niej i poprawił jedną z papierowych dekoracji.
-Jak już powiedział David, cieszymy się, że wróciłaś. - oznajmił Logan, który pojawił się za moimi plecami. - Załatwiłem już sprawę z tymi sutenerami, więc mam nadzieję, że nie będą już nas niepokoić. Poza tym, Cassidy przyjdzie za pół godziny ze swoją koleżanką.
-Jak zwykle spóźniona. - zaśmiała się Roslyn, którą David złapał za rękę.
Pośmialiśmy się chwilę razem z nią i Logan wrócił do swojej przemowy.
-Jeśli chodzi o naszego szefa, to on martwił się tylko tym, że nie ma fotografa, ale nie przejmuj się tym. Głupi jest. - Logan uniósł kieliszek z czerwonym płynem i kiwnął na mnie głową. - Twoje zdrowie Aliana. Bardzo nam Ciebie brakowało.
**Carlos**
Po kilku, może kilkunastu minutach podszedłem do Kendalla, który siedział z boku z podkładką do pisania na kolanach.
-Co tak siedzisz? - zapytałem go. - Nie idziesz tańczyć?
Kendall tylko pokręcił głową, nie odrywając wzroku z kartki, wciąż bazgroląc po niej ołówkiem.
-To przynajmniej zagadaj do Aliany. - zaproponowałem, kładąc mu dłoń na ramieniu. - Zachowujesz się jak James po rozwodzie. Więc daruj sobie te wierszyki i pogadaj z nią z cztery oczy.
-Ale chyba nie teraz... - przerwał mi, w końcu patrząc mi w oczy.
-A czemu nie. Ja powiedziałem Roslyn, że ją kocham, kiedy leżałeś osłabiony po chorobie...
-I co ona na to? - zapytał, z powrotem przymierzając się do rysowana.
-Wiesz, stary... gdyby wzrok mógł zabijać, nie gadałbym teraz z tobą. - oznajmiłem.
Kendall tylko wzruszył ramionami, pociągając jakąś długą kreskę wzdłuż kartki.
-Carlos, otwórz drzwi! - krzyknął James, pomagając Nicole w przygotowaniu sałatki. - Chyba ktoś się dobija!
Bez słowa rzuciłem Kendallowi ostatnie spojrzenie i podszedłem do drzwi. Zwolniłem zamek i po ich otwarciu zobaczyłem Cassidy, która stoi w towarzystwie znajomej kobiety z filmu o Robin Hoodzie.
-Cześć! - powiedziałem z uśmiechem. - Widzę, że przyprowadziłaś Lady Marion.
-Miło, że kojarzysz mnie z tej roli. - odparła, ściskając moją rękę, dość mocno jak na kobietę. - Jestem Erica.
-Carlos Pena. Miło mi cię poznać. Wiesz na jakiej imprezie jesteś?
-Wszystko jej wytłumaczyłam. - oznajmiła Cassidy, kiedy zaprosiłem je do środka. - Mamy do Aliany drobną sprawę. - dodała.
Erica weszła trochę dalej, mijając Roslyn, która grała z Davidem w łapki. Odwróciłem się do Cassidy, która stała za moimi plecami.
-Co ty kombinujesz? - zapytałem ściszając głos.
-Poleciłam jej Alianę. - wyszeptała, na tyle głośno, żebym mógł ją usłyszeć. - Jest świetnym fotografem. Powinny razem popracować.
-Ale teraz, kobieto zrozum, że Aliana ledwo wyszła ze szpitala.
-Carlos, wyluzuj. Na razie tylko się umówią. Na wspólną sesję przyjdzie czas. A jak Ci się układa z Roslyn? - zapytała, zmieniając temat.
-Dzięki, na razie jest cudownie.
-Na razie... - powtórzyła.
**Logan**
Usiadłem obok Nicole, upewniając się, że nie rozlałem coli, którą miałem w szklankach. Spojrzałem jej w twarz. Wyglądała na przygnębioną.
-Coś się stało? - spytałem, podając jej jedną ze szklanek. - Czemu masz taką minę?
-Mam wyrzuty sumienia. - odpowiedziała, zataczają calcem po krawędzi naczynia. - To moja wina, że to się zdarzyło. Przeze mnie Aliana trafiła do szpitala, a ciebie naraziłam na koszty.
-Kochanie, tłumaczyliśmy Ci już. To nie jest Twoja wina. Aliana jest cała i zdrowa, a ja mam już inny samochód i kobietę mojego życia obok mnie.
Nicole uśmiechnęła się do mnie, a ja ją pocałowałem. Jednocześnie spojrzeliśmy na Kendalla, który wciąż siedział pod ścianą, coś zawzięcie rysując.
-Chyba coś go martwi. - powiedziała powoli.
Zerknąłem na niego ukradkiem, obserwując jak sięga po gumkę i dmucha na papier, żeby pozbyć się pyłku. Obok niego stała szklanka z sokiem malinowym, który osobiście wlewałem pół godziny temu.
-Wiem, ale musi sobie z tym sam poradzić. - odpowiedziałem, odgarniając kosmyk włosów z jej twarzy. - Nie pomożemy mu w tym, dobrze o tym wiesz. Poradzi sobie. Jest trochę zagubiony, ale kiedyś odnajdzie właściwą drogę.
**Aliana**
-Cześć, jestem Erica Durance. - powiedziała, potrząsając moją dłonią. - Cassidy pokazywała mi Twoje zdjęcia. Cieszę się, że trafiłam właśnie do Ciebie.
Obie usiadły naprzeciwko mnie. Więc to jest ta koleżanka Cassidy. Wcześniej widziałam ją w telewizji, ale nie spodziewałam się, że jest taka urocza.
-Myślę, że znajdziemy odpowiedni termin. - oznajmiłam, otwierając laptopa. - Co powiesz na przyszły wtorek po południu?
Erica przygryzła wargę, krzywiąc się z niechęcią.
-A może być środa? - poprosiła. - O osiemnastej.
-W porządku. Mam się jakoś przygotować?
Zapisałam termin i odłożyłam komputer na bok. Erica cały czas się uśmiechała.
-Daję ci wolną rękę. - oznajmiła, machając ręką. - Tylko pozwól mi się samej ubrać i umalować.
-Oczywiście. - pokiwałam głową. - będzie jak chcesz.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Na dzisiaj tyle. Tak jak obiecałam niektórym, było miło. Poza tym Erica Durance naprawdę grała Lady Marion, w filmie „Poza Sherwood Forest”, chociaż ja ten film znam pod tytułem „W cieniu Sherwoodzkiego Lasu”. Kilka razy trafiłam na to w telewizji, chociaż ja kojarzę tę aktorkę głównie z roli Lois Lane w „Tajemnicach Smallville”, moim ulubionym serialu. 
Na dzisiaj tyle. Mam nadzieję, że wam się podobało. Liczę na wasze oceny pod notką.  

7 komentarzy:

  1. Kurcze! Czemu Kendall nie powie co do niej czuje?! Pasują do siebie! Czekam na nowy i mam nadzieje że będą razem :D :) XD

    OdpowiedzUsuń
  2. Uuu.. Kendzio się zakochał ;3 Weź debilu powiedz jej co czujesz a nie xD Jej ! Aliana wróciła :) Ojej.. to było takie słodkie kiedy ten David powiedział, że Kendall płakał za Alianą :) Rozdział świetny czekam na nn:* I Zapraszam do siebie : asialovebtr.blogspot.com :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Rodział jak zwykle boski. Niech Kendall w końcu powie co do niej czuje i chyba nie musze pisać ze czekam na kolejny rodział

    OdpowiedzUsuń
  4. Super ;) od razu przeziębienie ze mnie zaczęło schodzić po przeczytaniu tej notki :) Czekam nn xD

    OdpowiedzUsuń
  5. Super rozdział. Czekam aż Kendall wyzna swoje uczucia, a nie siedzi i rysuje jakieś bazgroły. xD

    OdpowiedzUsuń
  6. Super! Jak zwykle!
    Idę czytać resztę i mam nadzieję, że Kendall w końcu powie Alianie prawdę! ;D

    OdpowiedzUsuń
  7. Jaki ten Kendall nieśmiały ;)

    OdpowiedzUsuń