piątek, 11 października 2013

20. Veritas

**Aliana**
Byłam gotowa. Przygotowałam wszystko, co trzeba na sesję z Ericą. Wzięłam białe tło i pożyczyłam od sąsiadów kilka krzeseł... Powinny jej się spodobać...
Postawiłam aparat na biurku i wróciłam do kuchni. Carlos siedział przy stole, zakreślając coś na nutach.
-A ja myślałam, że to Kendall i James zajmują się aranżacją muzyczną. - odparłam, wstawiając wodę na herbatę. - Chyba, że o czymś nie wiem.
-Aliana... to tylko drobne poprawki. Odkąd robimy wszystko sami, czas znacznie się skurczył.
Zaśmiałam się, wyjmując cztery kubki. Tylko Carlos byłby w stanie ułożyć tak błyskotliwą wypowiedź. Wiem, co ma na myśli.
-Musimy porozmawiać. - powiedział, ale przerwał mu dzwonek do drzwi.
-Zaczekaj, muszę otworzyć.
Podeszłam do drzwi i zobaczyłam swojego prześladowcę, czyli kuriera.
-Błagam, proszę powiedzieć, że te kwiaty są dla Roslyn, albo Jennifer... - poprosiłam, składając ręce jak do pacierza.
-Niestety, muszę panią rozczarować. - powiedział, wyciągając kwit w moją stronę. - Ja tu tylko dostarczam kwiaty. Pokwituje pani?
Przewróciłam oczami i podpisałam na dole dokumentu, a kurier wręczył mi kwiaty.
-Życzę miłego dnia. - powiedział z uśmiechem, przyjmując napiwek.
Zamknęłam za nim drzwi i rzuciłam kwiatki na stół. Powoli zaczynało mi się to nudzić. Spomiędzy kiełków wysunął się kolejny liścik.
-Nie, no... Błagam! - jęknęłam.
Podniosłam małą kopertę i otworzyłam. Kartkę.
Twój uśmiech i Twoje spojrzenie,
ale wiedz, że i tak się nie zmienię.
Pokręciłam głową i wsadziłam kwiatki do wody. Mógłby się w końcu przyznać, a nie bawi się w kwiatki i wierszyki.
-Kolejne kwiatki. - Westchnęłam. - Kolejny wierszyk.
-Nie wiesz, kto przysyła ci te kwiaty? - zapytał Carlos, zalewając kubki wrzątkiem.
-Podejrzewam Kendalla. - oznajmiłam. - A przynajmniej mam taką nadzieję. Chociaż po tym jak... Czemu tak na mnie patrzysz?
Carlos odwrócił się w moją stronę i popatrzył na mnie ze zdziwieniem. Prawda, powiedziałam mu prawdę. Łacińskie Veritas.
-Kiedy ty... - zaczął. - Jak się zorientowałaś?
-Czy ty myślisz, że po tej akcji niespodziankowo-urodzonowej niczego się nie nauczyłam?
**James**
Odebrałem Davida z przedszkola. Jest coraz bardziej ruchliwy, coraz lepiej dogaduje się z innymi dziećmi. Wahałem się, czy na pewno posłać go do przedszkola, ale teraz cieszę się, że Jen mnie do tego przekonała.
-Wiesz, co powiedziała moja pani? - zapytał, kiedy usadziłem go w foteliku. - Że jestem bardzo zdolny! - oznajmił z dumą.
-Widzisz, po tatusiu. - zażartowałem, siadając za kierownicą.
Zanim odpaliłem silnik, usłyszał dzwonek swojego telefonu. Wyciągnąłem go z kieszeni i spojrzałem na wyświetlacz. Dzwoniła Jennifer.
-Tak, kochanie?
-Przyszedł do Ciebie polecony. - usłyszałem jej głos.
-No to odbierz. Będę za kwadrans.
-Dobra, do zobaczenia.
Rozłączyła się bez słowa. Brzmiała jakoś dziwnie. Jakby się czymś martwiła. Albo była wściekła i próbowała to ukryć.
-Tato, a dostanę wafelka? - poprosił, kiedy byliśmy w drodze do domu.
-A orzechowy może być? - zapytałem.
-Może...
-To dam Ci w domu.
**Carlos**
Siedziałem u Alainy jeszcze dość długo, nawet jak Cassidy przyszła z Durance.
-Które Ci się podoba? - zapytała ją, kiedy weszły do pracowni.
Erica popatrzyła na rząd kolorowych krzeseł, po chwili stanęła przy zdobionym czerwonym.
-To. - oznajmiła. - Skąd je wzięłaś? - zapytała, ustawiając je na środku planu.
-Chodziłam po sąsiadach, pożyczyłam. - odpowiedziała, robiąc kilka pierwszych zdjęć. - Żaden problem. Tylko musiałam je jakoś oznaczyć, żebym nic nie pomyliła.
Obserwowałem ich poczynania, siedząc z Cassidy na kanapie przy końcu sali. Chciałem dokończyć tą rozmowę. Oczywiście nadal nie wiedziałem, czy ona mówi na poważnie, czy tylko sobie żartuje. Kendall nie wie, że ona wie. Jest bardzo wrażliwy, jeżeli chodzi o uczucia.
-Aliana? - Zacząłem, kiedy robiły nowe zdjęcie.
-Co jest? - mruknęła, wciąż patrząc przez obiektyw.
-Jak się zorientowałaś, że Kendall się w tobie zakochał? - zapytałem.
-Pamiętasz, jak mnie przytulał w szpitalu? Wtedy jeszcze nie mogłam mówić. - powiedziała, robiąc kolejne zdjęcie. - Właściwie sama się w nim zakochałam.
-To może powinniśmy mu powiedzieć, że ty wiesz?
Aliana nie odpowiedziała od razu, tylko robiła kolejne i kolejne zdjęcia. Wyprostowała się, stawiając przed sobą statyw z lampą fotograficzną.
-Lepiej nie. - powiedziała, ustawiając ostrość niebieskiego światła. - Zaczekamy, aż sam się przyzna. Posłuchaj Erica. Nie patrz w to światło, tylko na mnie. Potem możesz się źle po nim czuć.
Cassidy wstała i nalała sobie kolejną szklankę coli.
-Ty też chcesz? - zapytała mnie, odstawiając butelkę.
-Nie, jeszcze mam. Dzięki. - odparłem. - Aliana, a może...
-Nie. Kendall jest lepszy niż Boże Narodzenie...
-Ej! - wrzasnęła Cassie. - Nie kradnij mi kwestii!
-Nie kradnę, tylko pożyczam.
**Logan**
Postawiłem miskę zupy przed Nicole. Ona spojrzała na mnie z wdzięcznością.
-Dzięki. - powiedziała, kiedy pocałowałem ją w czubek głowy.
Usiadłem naprzeciwko niej. Nie wyglądała na chorą, ale też nie była w najlepszym stanie.
-Wybaczyłaś mi już? - Zapytałem, obejmując ją ramieniem.
-A co ci miałam wybaczyć. - odparła cicho, wzruszając ramionami. - Sobie nie mogę wybaczyć, bo nie wiem jak Ci tą kasę oddam. Z reklamy jogurtu nie dam rady.
-Nie musisz mi nic oddawać. Zrobiłem to, bo chciałem. I zaraz, jakiego jogurtu? Masz zlecenie?
**Jennifer**
Usłyszałam jak otwierają się drzwi. Chwilę później zobaczyłam Jamesa. Logan i Nicole są na dole. Wróciłam do wpatrywania się w list. James odprowadził Davida do łazienki.
-Co jest? - zapytał, kiedy podałam mu kopertę. - Z sądu?
Patrzyłam jak powoli otwiera kopertę i jak z czytaniem coraz to następnego słowa zmienia się wyraz jego twarzy.
-Niech mnie szlag trafi! - wrzasnął, gniotąc papier w dłoni.
-Co się stało? - zapytał Kendall, który w tym momencie wszedł do pokoju.
-Chce mi odebrać syna. - odpowiedział James, który na moje oko był bliski płaczu.
-Kto? - zapytaliśmy jednocześnie.
-Moja była żona. - odpowiedział dwukrotnie cichszym głosem.
**Kendall**
Patrzyłam jak James rozpacza. Na jego prośbę wziąłem ze sobą Davida.
-Wujku? A pójdziemy na gofra? - poprosił, kiedy szliśmy przez podziemie metra. - Albo do cioci Aliany i cioci Roslyn?
-A wiesz, że cioci Roslyn, nie ma w domu? - powiedziałem, kiedy wskoczyliśmy do kolejki.
-To do cioci Aliany. Na pewno się ucieszy. - powiedział, wspinając się na siedzenie.
-Dobrze. - przytaknąłem, siadając obok niego. - Pojedziemy do cioci.
Mały uśmiechnął się szeroko. Pewnie nie zdawał sobie sprawy, co się teraz dzieje w domu.
-Wujku, a dlaczego nie mam mamy? - zapytał nagle. - Inne dzieci mają, a ja nie. Dlaczego.
Popatrzyłem na swoje poobgryzane paznokcie. Nie wiedziałem jak mu na nie odpowiedzieć.
-To bardzo trudne pytanie. - powiedziałem, widząc jak pewna starsza pani szuka sobie miejsca siedzącego. - Myślę, że powinieneś zapytać o to taty.
Wstałem ze swojego miejsca, kiedy starsza pani przechodziła obok naszego miejsca.
-Może pani usiąść tutaj. - oznajmiłem, przesuwając Davida bliżej siebie.
-Oj, dziękuję. Bardzo jesteś miły. - powiedziała, zajmując miejsce. - To twój synek?
-Nie, mojego przyjaciela. - pokręciłem głową, uśmiechając się do niej.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Znowu wierszyk Małej. Mnie bardzo się podoba. A wam? 
Wiem, że jest ubogo, ale wczoraj nie było prądu przez cały dzień i dzisiaj przez pół dnia. Tak naprawdę trudno pisać, kiedy cały czas migają.
Na dzisiaj tyle, bo warunki są naprawdę trudne. Jak dopisze mi szczęście (to znaczy będzie prąd i wena) w poniedziałek będzie notka o standardowej objętości.
Oraz dziękuję za wszystkie dotychczasowe komentarze i wyświetlenia.

Mam nadzieję, że się wam podobało. Liczę na wasze opinie pod notką.  

7 komentarzy:

  1. O nie, James nie może stracić Davida nie pozwalam. A Aliana niech w końcu podbije do Kendalla uważam że będzie z nich słodka para. Czekam nn :3

    OdpowiedzUsuń
  2. jejejejej, David jest taki słodki, szkoda ze ma taką głupią matkę. super notka ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak to chce zabrać Davida?!?!?!?!!?!?!?!?! Nie może!!!!!!!!!! James przecież umrze z rozpaczy!!!!!!!! Błagam niech mu go nie odbiera!!!!!!!!! Mogła przy nich być a nie teraz się synem przejmować!!!!!!!! Czekam nn:****

    OdpowiedzUsuń
  4. Ojeej! James nie może stracić synka! No nie... A co do Kendalla i Aliany, wiedziałam, że w końcu się zorientuje. Liczę na to, że wreszcie będą razem.

    OdpowiedzUsuń
  5. Tylko nie Davida! Won od niego! ja protestuje... nie pozwalam, zgadzam sie z resztą! najpierw musicie się zmierzyć ze mną aby go odebrać :P
    Pewnie mnie nie kojarzysz, jestem Pati ;D Miło mi... wpadłam przez przypadek ale zdążyłam wszystko przeczytać ^^
    Czekam na następny mega genialny rozdział :D
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Super! Była żona Jamesa! Jestem ciekawa, kto nią jest xd

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeszcze się nie przyzwyczaiłam do tego,że James ma synka a juz chca mu go odebrać :(

    OdpowiedzUsuń