poniedziałek, 14 października 2013

21. Oczekiwanie

Wysiedliśmy na stacji. Potem szliśmy do domu Aliany, aż w końcu dotarłem do drzwi jej mieszkania. Zapukałem. Otworzyła mi Cassie.
-Cześć. - powiedziałem. - Nie wiedziałem, że to dzisiaj ta sesja.
-No, żebyś wiedział że dzisiaj. - odparła. - Wejdziecie?
David popędził do Erici, którą poznał już na imprezie powitalnej. Widziałem, że ona nie bardzo sobie radzi z dziećmi, ale jakoś się z nią dogadywał.
-Hej, czemu masz taką minę? - zapytała Aliana, kiedy do niej podszedłem. - Stało się coś?
Usiadłam przy stole i wziąłem głęboki oddech. Musi się dowiedzieć. Nie ma innej opcji.
-Jess chce odebrać Jamesowi prawa rodzicielskie. Złożyła pozew. - oznajmiłem.
Aliana podniosła głowę znad komputera. Popatrzyła na mnie ze zdziwieniem.
-Znowu? - zapytała, krzywiąc nosek. - Najpierw jej rodzicie, a teraz ona? Gdzie ona była przez te dwa ostatnie lata?
-Właśnie. - pokiwałem głową. Carlos usiadł naprzeciwko mnie, stawiając przede mną kubek z herbatą.
-Wiesz, że nikt z nas na to nie pozwoli? - stwierdził, mieszając w swoim kubku.
-Wiem, ale chyba zdajesz sobie sprawę jaki jest stosunek sądu do takich spraw. - odparłem, upewniając się, że David nas nie słyszy, ale on wciąż bawił się z Cassidy i Ericą.
-Po pierwsze matka. - wyszeptała Alina. - My to wiemy, ale to jest szczególny przypadek.
-Ich małżeństwo wytrzymało ledwie pół roku. - przypomniał Carlos, odkładając łyżeczkę na bok. - Jess wyjechała robić karierę. Potem jej matka chciała zabrać Davida do siebie, ale jej się nie udało.
-I teraz, po dwóch latach ciszy, złożyła pozew.
-James kazał mi zabrać Davida. Chciał pogadać o tym z Jennifer. Myślisz, że ma wszystko wyjdzie jak trzeba? - zapytałem Alianę, składając serwetkę.
-Powinno.
Spojrzałem na ekran jej laptopa. Zobaczyłem zdjęcie Erici. Siedziała na oparciu staromodnego krzesła, patrząc w obiektyw.
-Zaczekacie na mnie? - poprosiła Aliana. - Muszę odnieść pożyczone krzesła.
-Jasne, nie ma sprawy.
Aliana wstała od stołu, odchodząc do pracowni. Zmarszczyłem brwi, kiedy zobaczyłem jak wynosi z pokoju różnokolorowe krzesła.
-Mieliśmy z tym niezłą frajdę. - oznajmił Carlos, wskazując na nią palcem. - Co prawda, nie wszystkie zostały sfotografowane, ale Zdjęcia wyszły super.
Obserwowałem jak Aliana wynosi je na zewnątrz i jak stawia za drzwiami. Chwilę później usłyszałem jej kroki na schodach.
-Stary, muszę ci coś powiedzieć. - powiedział Carlos, pokazując przykładając palec do ust.
-No? - mruknąłem.
-Aliana cię kocha. - oznajmił, patrząc na kwiatki, które jej wysłałem. - I domyśliła się, że to Ty pisałeś te wierszyki.
Popatrzyłem na niego ze zdumieniem. Wyglądał na pewnego siebie. Zbyt pewnego. „Kot w piekarniku to jeszcze nie drożdżówka.”
**James**
-Co zamierzasz zrobić? - zapytała Jennifer, patrząc na zawiadomienie o złożeniu pozwu o odebranie praw rodzicielskich.
-A co ja mogę zrobić? - odparłem, chowałem twarz w dłoniach. - Jedyne co mogę, to wynająć prawnika i w sądzie walczyć o syna. Nie mam wyboru.
Przeszedłem do łazienki i odkręciłem wodę. Chciałem zmyć z siebie wszystkie ślady łez, które zostały na moich policzkach.
-James... - usłyszałem głos Jennifer. - Nie martw się. Znajdziemy dobrego prawnika i wygramy tą sprawę, zobaczysz.
-Jen, to nie o to chodzi. David jest najważniejszy, rozumiesz? - powiedziałem, patrząc na nią przez uchylone drzwi. - Nie mogę go stracić.
Pewnie zabrzmiało, jakbym jej nie kochał. Spuściłem głowę i popatrzyłem w mokrą umywalkę. Po chwili poczułem, jak Jeniffer kładzie mi dłoń na ramieniu.
-James... Przejdziemy przez to razem.
**Aliana**
Kendall stał przy mojej kuchence, przewracając naleśniki. Wiedziałam, że on nie wie, że ja wiem. Jak głupie by nie było to zdanie, taka była prawda.
David wcinał jednego z pierwszych placków, który już zdążył przestygnąć. Chciałabym, żeby mi powiedział, żebym w końcu przestała udawać. Mimo to, wiedziałam, że muszę być cierpliwa i nie mogę mu się narzucać.
-Ciociu! - krzyknął mały. - Masz czekoladę?
-Mam, kochanie. Zaraz Ci dam. - odpowiedziałam, wchodząc do części kuchennej i wyjęłam z szafki krem czekoladowy.
Popatrzyłam w oczy Kendalla. Nasze spojrzenia spotkały się na dobre kilka sekund.
-Zrobiłeś? - David przerwał milczenie, szturchając Kendalla w rękę. - Bo jestem głodny.
-Za chwilę. - odpowiedział, przekręcając częściowo spalonego naleśnika.
Wyciągnęłam talerz i rozłożyłam je na stole. Erica i Cassidy siedziały na kanapie, rozmawiając o następnym scenariuszu. Miały swoje tematy, w które wolałam się nie wtrącać.
-Gdzie trzymasz więcej mleka? - z zamyślenia wyrwał mnie głos Kendalla, który odkładał na duży talerz następnego placka.
Podniosłam głowę i pochyliłam się nad szafką z zapasami, które się nie psuły. Zawsze biorę mleko, które nie stoi w lodówce, ze względu na dłuższy czas przechowywania.
-Myślałam, że James już nie podaje tak Davidowi naleśników. Przynajmniej raz mógłby pozwolić mu wypić to z sokiem.
-To samo mówiłem. - Kendall zaśmiał się, pokazując rząd swoich śnieżnobiałych zębów. - Ale on nie chce słuchać. Mówi, że Davidowi brakuje wapnia.
Pokręciłam głową i zaczęłam nadziewać pierwszego placka. David co chwila zbierał nadmiar czekolady na palec, nie pozwalając mi jej odłożyć z powrotem na łyżkę.
-A może poczekasz, aż wszyscy usiądziemy, co? - zaproponował mu Kendall.
**Carlos**
Szedłem jedną z bocznych ulic miasta. Drogę do muzeum, w którym pracowała Roslyn zdołałem już opanować. Od niedawna trafiłbym tutaj nawet z zamkniętymi oczami.
Normalnie kupiłem wszedłem do gmachu i podniosłem jedną z broszurek. Nic nie zmieniło się od ubiegłego miesiąca.
-Co ty tutaj robisz? - usłyszałem głos Roslyn. - Myślałam, że nie byliśmy dzisiaj umówieni.
Pocałowałem ją w usta, zabierając jej torebkę. Nosiłem ją za każdym razem, kiedy odbierałem ją z pracy. Roslyn, jak miała w zwyczaju, założyła sobie za ucho zbłąkany kosmyk włosów.
-Bo nie byliśmy. - odpowiedziałem. - Po prostu muszę Ci coś powiedzieć.
-No to mów. - powiedziała, kiedy wyszliśmy na plac.
-James ma kłopoty. Jess chce mu odebrać prawa rodzicielskie.
-Jaja sobie robisz? - Roslyn spojrzała na mnie przez swoje ciemne okulary, które chroniły jej oczy przed bystrym słońcem.
-Nie. Złożyła pozew. Dzisiaj Kendall nam o tym powiedział.
-Suka... - mruknęła, siadając na ławce przy parku.
-Z ust mi to wyjęłaś. - powiedziałem, wyjmując z kieszeni paczkę miętówek.
**James**
Już zdołałem się ogarnąć. Mogłem pojechać po Davida. Był tylko jeden, tyciusieńki problemik. Nie wiedziałem, gdzie oni poszli.
Pośpiesznie wyciągnąłem komórkę, mając zamiar napisać SMSa do Kendalla, ale on już mnie uprzedził. Na wyświetlaczu widniało jego imię. Otworzyłem wiadomość, szybkim przyciskiem.
Gdybyś nas szukał, to jesteśmy u Aliany.”
Schowałem telefon do kieszeni i włożyłem swoje buty.
-Jennifer! - krzyknąłem. - Odwiozę Cię do domu. Muszę jechać po Davida.
-Już idę. - odkrzyknęła.
W dokładnie tym momencie Logan wyszedł z pokoju. Oparł się niedbale o framugę.
-Stary, co zamierzasz z tym zrobić? - zapytał półszeptem.
-Wynajmę prawnika i zrobię wszystko, żeby tylko David został ze mną. - odpowiedziałem, już gotowy do wyjścia.
Chciało mi się płakać, ale wiedziałem, że wypłakałem wszystko co miałem. Nie mogę go stracić, bo to najlepsze, co mnie w życiu spotkało. Na początku pomyślałem o tym koledze Aliany z zakładu fotograficznego. On ma różnych klimatów. Jakiś adwokat i to dobry adwokat na pewno się znajdzie.
-Co by się nie działo, zawsze Ci pomożemy. - oznajmił Logan, krzyżując ramiona na piersiach. - Razem na pewno coś wymyślimy.
-Dzięki.
Nie mogłem mu powiedzieć nic więcej, bo właśnie teraz Jen zbiegła na dół. Trzymała w ręku bluzę i wyglądała, jakby się nad czymś zastanawiała.
Niektórzy mi mówili, żebym przestał zgrywać takiego bohatera, bo każdy ma swoją wrażliwość i, że jesteśmy tylko ludzi i w związku z tym każdy czasami potrzebuje wsparcia.
Ja i Jen poszliśmy do jednego z większych samochodów. Podobno Carlos wróci sam, ale trzeba jeszcze zabrać Kendalla, a on ma zwyczaj spania w trakcie dłuższej jazy.
**Aliana**
Erica i Cassidy już sobie poszły, więc teraz mogłam spokojnie zająć się Kendallem i Davidem.
Postawiłam ostatnie porcje jedzenia na stole i poszłam zawołać Davida, który na drugim końcu pokoju oglądał jakąś bajkę od Disneya.
-David, jedzenie gotowe. - powiedziałam łagodnie, wyłączając telewizor. - Bajkę dokończysz później.
Wiedziałam, że idzie z odtworzenia. Poza tym niedawno Roslyn odkryła, że w pakiecie telewizyjnym mamy kanał erotyczny, który nadawał dwadzieścia cztery na dobę. A na pewno nikt nie chciał, żeby David przypadkiem się na to natknął.
David podał mi rączkę, każąc się poprowadzić do kuchni. Przy stole, Kendall posadził go na krześle i przypadkiem musnął palcem mają dłoń.
Patrzyliśmy na siebie dość długo. Nasze spojrzenia zostały połączone, niczym Priori Incantatem. To połączenie nie miało granic.
Poszliśmy do kuchni, a tam Kendall złapał mnie za rękę. Trochę mnie to zaskoczyło, bo wcześniej tego nie zrobił.
-Muszę Ci coś powiedzieć. - zaczął.
Czekałam słuchając, ale dźwięk mojej komórki przerwał jego wypowiedź. Wyrwałam dłonie z jego uścisku i i wyciągnęłam telefon z tylnej kieszeni spodni.
Na wyświetlaczu pojawił się numer szefa. Bez wahania odebrałam, patrząc na Kendalla przepraszająco.
-Tak szefie? - powiedziałam do słuchawki.
-Nie mogę się dodzwonić do Jamesa. Nie wiesz co się dzieje?
-Pewnie prowadzi, albo wyciszył komórkę i nie zauważa dzwonka. A co się stało?
-Czytasz „Music Times”?
-Słyszałam o tej gazecie, ale nigdy do niej nie zaglądałam.
-W dzisiejszym numerze pojawił się artykuł, w którym autor nazywa Jamesa „wyrodnym ojcem”.
-Przecież to brukowiec. Sami wymyślają większość plotek i skandali.
-Tylko tym razem podano źródło. Matka Davida.
-Myślisz, że naprawdę mogła pójść do prasy?
-Nie wiem. Nigdy nie miałem z nią do czynienia. Jutro przeczytamy razem ten artykuł i zdecydujemy co dalej. Na razie napisałem wniosek o sprostowanie, ale czuję, że to za mało. Przekaż chłopakom, żeby przyszli godzinę wcześniej.
-Jasne, nie ma sprawy. Na razie.
Odłożyłam telefon i spojrzałam na Kendalla. Wpatrywał się we mnie ze zdziwieniem.
-Coś się stało? - zapytał.
-Jakiś szmatławiec szkaluje Jamesa. Jutro mamy być w pracy godzinę wcześniej. - odpowiedziałam. - Co chciałeś mi powiedzieć? - zapytałam.
Kendall ponownie wziął moje dłonie, jakby to mu pomagało w wyjawieniu prawdy.
-Kocham Cię. - powiedział na wydechu.
Uśmiechnęłam się do niego szeroko.
-Też Cię kocham, Kendall. - powiedziałam, kładąc mu dłoń na policzku. - Czekałam, aż się przyznasz.
Nie powiedziałam już nic więcej, tylko namiętnie pocałowałam Kendalla. On odwzajemnił pocałunek, wplatając palce w moje włosy. To bez wątpienia najpiękniejsza chwila w moim życiu.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Na dzisiaj tyle. Ale mnie wzięło! Wyszło dłuższe niż chciałam. Na razie jestem szczęśliwa, pomimo kataru. Aliana i Kendall w końcu są razem, a James rozpoczyna walkę o synka. Powiedzonko pochodzi z jednego z odcinków serialu „Teoria Wielkiego Podrywu”. Uwielbiam go, chociaż widziałam tylko kilka odcinków. Pobrałam go stąd.
Mam nadzieję, że się wam podobało. Liczę na wasze komentarze i dziękuję za te 75 dotychczasowych.


7 komentarzy:

  1. Rodział jak zwykle boski. Już nie mogę się doczekać co będzie dalej.

    OdpowiedzUsuń
  2. Super *.*
    Kendall i Aliana w końcu razem...
    Tylko LITERÓWKI!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ohhhhh wreszcie powiedzieli sobie że się kochają.. ale nie dosłownie... wyznali sobie miłość :D
    Wierze że James da z siebie wszystko aby mieć przy sobie Davida! Wierze w to! :D
    Czekam na nn i pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Szef to zawsze wie kiedy zadzwonić. Super notka :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Kurcze ale z tej Jess suka! Dwa lata jej nie było a teraz chce zabrać Jamesowi Davida i go oczernia! Jakbym ją dorwała to wybiłabym jej z głowy te głupoty! Co ona wyrabia?! James walcz o syna! Nie daj się! Jennifer ci pomoże! A i czy Kendall wkońcu powie co czuje do Aliany? Czekam nn:*****

    OdpowiedzUsuń
  6. Juhu! Kendall i Garfield wreszcie TOGETHER! A co do Jamesa, to ciekawe co dalej. Miejmy nadzieję, że James wygra sprawę w sądzie i David nadal będzie z nim.

    OdpowiedzUsuń