środa, 16 października 2013

22. Wywiad

James Maslow szkodzi własnemu dziecku!
Rozmowa z Jasmine Richards, byłą żoną Maslowa.
Utalentowana piosenkarka i aktorka dzisiaj jest strzępkiem nerwów. Udało nam się z nią skontaktować i namówić do rozmowy. Wywiad, którego nam udzieliła zawiera szokujące informacje. Przez cały czas naszej rozmowy miała łzy w oczach. Tak wygląda troskliwa matka, pozbawiona kontaktu ze swoim dzieckiem. Mamy dowody, że Maslow jest wyrodnym ojcem pozbawianym sumienia.
MT: Jasmine, wiemy, że nie udało ci się wejść na szczyt i jesteś popularna tylko w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. Jak planujesz na nowo rozpocząć walkę o swoją karierę?
JR: Dostałam pracę w teatrze, poza tym staram się o ponowne zatrudnienie w „Disneyu”. Liczę, że mój plan się uda i producenci na nowo zobaczą mój talent.
MT: Na trzy lata zniknęłaś ze sceny. Najpierw mąż, potem dziecko i nieoczekiwany rozwód. Radzisz sobie z tym jakoś?
JR: Po urodzeniu syna byłam w głębokiej depresji. Z pomocą rodziców stanęłam na nogi, niestety za późno. Dwa lata temu rozpadło się moje małżeństwo i musiałam wyjechać do Kanady. Bardzo kochałam Jamesa, ale to, co było między nami już dawno minęło.
MT: A Twój syn? Tęsknisz za swoim synem?
JR: Bardzo za nim tęsknię. Niestety, James miał inne zdanie na ten temat. Po rozwodzie zabrał mi mój jedyny skarb. Zabronił mi się z nim kontaktować. Powiedział, że mam na zawsze zniknąć z ich życia.
MT: Nie walczyłaś o dziecko?
JR: Walczyłam, ale James postawił mi ultimatum. Albo oddam mu syna, albo puści informację, że jestem psychicznie chora i nigdzie nie dostanę pracy.
MT: Wiemy, że Twoja matka próbowała odebrać Davida twojemu byłemu mężowi. Czy zrobiła to na Twoją prośbę?
JR: Tak, ale to nie przyniosło rezultatu i David został ze swoim ojcem. Wtedy musiałam zniknąć. Wyjechałam do Kanady i zaczęłam śpiewać na bocznych estradach. James jest okrutny. Zakazał mi kontaktów z synem i wmówił mu, że nie ma matki.
MT: Jaki ojciec zakaże własnemu dziecku kontaktów ze swoją matką?
JR: James jest zdolny do wszystkiego. Nie wiedziałam o tym, kiedy przyjęłam jego zaręczyny. Zrobi wszystko, żeby mnie oczernić i postawić w jak najgorszym świetle jako matkę.
MT: Czy zamierzasz walczyć dalej?
JR: Tak, nie poddam się. Złożyłam już pozew do sądu. Zmierzam odebrać Jamesowi prawa do naszego syna, choćbym miała skonać.
MT: Dziękujemy Ci za rozmowę i życzymy powodzenia w walce o syna.

Byłam w szoku po przeczytaniu tego wywiadu. Jak ona mogła zrobić coś takiego Jamesowi? Udzieliła wywiadu i to takiego? Czułam, że to dopiero początek.
-I co myślisz? - zapytał Kendall, upewniając się, że David na pewno śpi.
-A co mam myśleć, Łeb bym jej ukręciła. - mruknęłam, składając gazetę.
-Myślisz, że ja nie? Kochanie, prędzej, czy później wyjdzie, że to jedna wielka ściema.
Kendall objął mnie w pasie i pocałował w policzek. Wzruszyłam ramionami i spojrzałam w jego głębokie, zielone oczy.
-I tak mam ochotę ją ukatrupić. - oznajmiłam, składając ręce. - Oczy bym tej poczwarze wydrapała.
-Ty? - Kendall zaśmiał się, obejmując mnie w pasie. - Przecież w życiu muchy byś nie skrzywdziła.
-Normalnie tak, ale to jest poważna sprawa.
Czułam jak podnosi mi się ciśnienie. Nieudolna próba Kendalla, obrócenia wszystkiego w żart nie przynosiła większego skutku.
Drzwi otworzyły się z hukiem. Kiedy zobaczyłam Jamesa, natychmiast zabrałam gazetę ze stołu i wcisnęłam ją pod swój tyłek.
-Gdzie jest David? - zapytał, patrząc na nas ze zdziwieniem.
-Bawił się i zasnął. - powiedziałam ściszonym głosem, wskazując na kanapę.
Za jego plecami Jennifer zdejmowała kurtkę.
-To nawet lepiej. Mam do Ciebie małą sprawę. - powiedział powoli, siadając naprzeciwko.
-No mów. Zrobię herbatę. - oznajmiłam, próbując wstać, ale Kendall mnie powstrzymał.
-Siedź. Ja zrobię. - i pocałował mnie w czoło.
James patrzył na nas ze zdziwieniem. Uniósł jedną brew.
-To wy razem-razem? - zapytał. - Od kiedy?
-Tako od około pół godziny... - odpowiedział Kendall, wyjmując z regału herbatę ekspresową.
-Mów jaką masz sprawę. - powiedziałam, upewniając się, że ani kawałek gazety nie wystaje spod mojego tyłka.
-Znasz może jakiegoś prawnika do spraw rodzinnych? - zapytał. - Bo okazało się, że mój wycofał się z branży. Nie wiem do kogo się zwrócić.
Pomyślałam przez chwilę i przypomniałam sobie o starym kalendarzu, kiedy na studiach miałam praktyki w zakładzie fotograficznym.
-Kilku się znajdzie. Kontaktowałam się z różnymi ludźmi. - oznajmiłam, krzyżując ramiona.
-Mogłabyś odświeżyć te kontakty? -poprosił. - Bardzo mi na tym zależy.
-Nie ma problemu. Wyślę Ci szczegóły mailem. - zapewniłam go, drapiąc się po brwi.
-Dzięki.
Drzwi ponownie się otworzyły i do środka wszedł Carlos, a zaraz za nim Roslyn.
-Dzisiaj nocuję w domu. - oznajmiła, ściągając bluzę.
Brakuje tylko Logana. Świetnie. I tak trzeba im powiedzieć.
-Dzwonił do mnie szef. - powiedziałam, kiedy wszyscy usiedli przy stole. - Jutro mamy być w pracy godzinę wcześniej.
-A coś się stało? - zapytał Carlos, trzymając Roslyn za rękę, a Kendall postawił przed Jamesem kubek z jego herbatą.
Ja i Kendall popatrzyliśmy po sobie porozumiewawczo. Dobrze wiedziałam, co mu chodzi po głowie, ale odpychałam od siebie tę myśl.
-Pokaż im. - powiedział, kładąc mi dłonie na ramionach. - I tak by się dowiedzieli.
Westchnęłam i wywróciłam oczami. Czy naprawdę musiałam to robić?
-Ale o czym wy mówicie? - powiedział powoli James, który wyglądał na zupełnie zbitego z tropu.
Z ciężkim sercem wyciągnęłam gazetę spod tyłka i rzuciłam ją na stolik, otwierając na stronę z wywiadem. Carlos, Roslyn, James i Jennifer pochylili się nad artykułem.
-Co za...
-To jest w jej stylu. - stwierdził James, chowając twarz w dłoniach.
-A moim zdaniem nie powinniśmy się tym przejmować. - oznajmił Carlos, który jak dotąd siedział cicho. - To ścierwo, a nie magazyn. Nikt nie przejmuje się tym, co w niej piszą.
-W sumie tak, ale nie wiadomo jak zareaguje sąd, który ma poprowadzić tą sprawę. - jęknął James.
Sprawiał wrażenie, jakby zupełnie utracił chęć do życia. On nie może stracić syna. Nie po tym, co się stało. Muszę z nią pogadać. Na spokojnie, jak ludzie. Pójdę do niej jutro, ale najpierw muszę ją jakimś sposobem zlokalizować, o ile to w ogóle możliwe.
**Logan**
-Zrobiłam kolację! - oznajmiła Nicole, kiedy Carlos, James, David i Kendall weszli do domu.
Nie wyglądali na zadowolonych, ale Kendall miał ten tajemniczy błysk w oku, który pojawiał się za każdym razem, kiedy stało się coś szczęśliwego.
-Jutro mamy być w pracy godzinę wcześniej. - powiedział James, pomagając Davidowi przybrać się do jedzenia.
-A co się stało? - zapytałem, rozstawiając talerze na stole.
-Jess udzieliła wywiadu dla „Music Times”. - wyjaśnił Carlos, odrzucając swoja skórzaną kurtkę na kanapę. - Dość niepochlebnie mówiła się o Jamesie, delikatnie mówiąc.
-Co ta zgniła ropucha znowu kombinuje? - przerwałem mu, nalewając soku do szklanek.
-Chce odebrać Jamesowi Davida. - odparł Kendall, półgłosem. - Niezbyt uczciwymi metodami.
Podszedłem do Nicole i objąłem ją od tyłu. Poczułem, jak masuje moją dłoń.
-Co teraz zrobimy? - zapytała, strzepując wiórki kokosowe ze swojego kurczaka.
-Aliana obiecała, że wyśle mi kontakty do prawników. - odpowiedział James, sadzając Davida przy stole. - Przed snem sprawdzę pocztę. Może już wszystko przygotuje.
-A kto to jest prawnik? - zapytał David, który jak dotąd przysłuchiwał się całej rozmowie.
-To jest taki ktoś, który pomaga innym za pewną opłatą. - wyjaśnił mu James, pomagając mu przy krojeniu mięsa. - Są różni prawnicy. Niektórzy pomagają, niektórzy decydują.
-To znaczy, że cyganka z metra jest prawnikiem?
-Nie, synku. Cyganka z metra nie jest prawnikiem.
**Aliana**
Szłam poboczem centrum miasta, czekając na Timmy'ego. Spóźnia się już kilka minut. Zazwyczaj jest punktualny.
-Sorry, nie mogłem wcześniej. - powiedział, wkładając swój ogromny obiektyw do torby ze sprzętem. - Mówiłaś, że masz sprawę.
Uścisnęliśmy sobie dłonie. On zawsze był miły, już od czasu studiów. Zajmuje się, czym się zajmuje. Podobno żadna praca nie hańbi, a on musi się wykazać nie lada sprytem, jeśli chce zdobyć dobry materiał.
-Tak, potrzebuję adresu Jasmine Richards. - oznajmiłam, prowadząc go do jednej z całodobowych kawiarni. - Sprawa osobista.
Zajęliśmy miejsca przy jednym ze stolików. To było jedno z nielicznych miejsc na spokojną rozmowę. Nie lubiłam tu chodzić, ale czasami byłam zmuszona.
-A skąd pomysł, że znam jej adres? - zapytał, kiedy podchodziła do nas jedna z kelnerek.
-Co dla państwa? - zapytała, szykując notes.
-Poproszę wodę z bąbelkami. - powiedziałam natychmiast.
-Dla mnie kawa ze śmietanką. - powiedział Timmy, nie spuszczając ze mnie wzroku.
Kelnerka zostawiła nas samych, dając nam znak kiwnięciem głowy. Chwilę później mieliśmy czysty teren.
-Jesteś Paparazzi. - oznajmiłam, wpatrując się w niego z uwagą.
-Chętniej podałbym Ci adres do Britney Spears. Nie lubię chodzić do domu Richards i jej matki. Nieźle dały mi popalić.
-Czyli znasz adres?
-Znam.
-Dawaj, bo to ważne.
Uśmiechnęłam się z satysfakcją, patrząc jak zapisuje adres na skrawku papieru.
-W ogrodzi od ulicy, stoi taka charakterystyczna liliowa fontanna. - powiedział, podając mi karteczkę. - Pozdrów ją ode mnie i powiedz, że mam na nią kilka kompromitujących fotek.
Spojrzałam na niego ze zdziwieniem. Co on takiego knuje?
-Co masz na myśli? - zapytałam, kręcą głową.
-Richards zadaje się z nieodpowiednimi ludźmi. Jeżeli fotki, którymi dysponuję, trafią na jakiegokolwiek bloga, będzie mogła zapomnieć o synu.
Timmy zawsze był cwany, ale teraz mnie zaskoczył. Czyżby on miał na Richards jakiegoś haka?
-Weź, bo nie nadążam...
-Nie musisz. Dobrze wiem, co robię.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
To by było na tyle. Pisałam to przez jakieś dwie godziny, nie licząc przerwy w dostawie prądu. W tym czasie straciłam, jakieś ¾ strony, ale po odtworzeniu wyszło nawet lepiej niż w pierwotnej wersji. Mam nadzieję, że się wam podobało. Jak myślicie? Z kim Jess kontaktuje się na boku?

4 komentarze:

  1. Boziuuu takie coś na kochanego Jamesika wypisywać. Chłopak koch syna nad życie a ta tak po prostu chce mu go zabrać! Mam nadzieje że ten znajomy Aliany Timmy pomoże im dokopać Jasmine :D Czekam nn:*****

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak można mówić coś takiego o Jamsie?! To nie dopuszczalne... wiedźmo zgiń i nie wracaj -.-
    Trzymam kciuki za to aby wreszcie wszystko było ok! :D
    Czekam na nn i pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Super *.*
    Mój ulubiony fragment to jak David pyta o cygankę z metra! xDD
    I paparazzi pisze się przez małe p! ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. Cyganka z metra najlepsza. :D No, no. Może te foty wyciekną do internetu i Richards zostanie skompromitowana. Kto wie? Czekam na NN !!!

    OdpowiedzUsuń