piątek, 18 października 2013

23. Zmartwienia

**Roslyn**
Usłyszałam szczęk klucza. Chwilę później zobaczyłam Alianę, która weszła do mieszkania i zamknęła za sobą drzwi.
-Jak spotkanie – zapytałam, jak tylko odrzuciła torbę na bok.
-Mam ten adres. - oznajmiła, ściągając buty. - Nawet nie musiałam go długo namawiać.
Patrzyłam jak się krząta i rozbiera. Jennifer podobno czyta ze słuchawkami na uszach i nic nie wiedziała o zamiarach Aliany, chociaż chłopaki ją znają i powinni się wszystkiego domyślać, chociaż ich inteligencja jest wątpliwa w tym przypadku. Nigdy nie byli zbyt bystrzy i nikomu jakoś to nie przeszkadzało.
-Masz jakieś plany na przyszły tydzień? - zapytała, wchodząc do łazienki. - Bo chciałabym iść do Jess, żeby z nią pogadać.
-Pogadać? - prychnęłam, sięgając po pismo o modzie. - Chętnie pojadę z tobą, żeby jej skopać tyłek. - odkrzyknęłam, ale jak znam życie, zaraz Aliana ostudzi moje zapędy.
-Właśnie dlatego chcę iść sama – a nie mówiłam? - Trochę z nią pogadam i zobaczymy co dalej. W najlepszym przypadku wycofa pozew, ale nie liczyłabym na to.
-A w najgorszym?
-Zadzwoni po policję.
Aliana wyszła z łazienki i oparła się o blat kuchenny.
-Może lepiej, żeby ktoś z tobą pojechał? - zaproponowałam. - Dla bezpieczeństwa.
-Nie. Pojadę sama. - oznajmiła, nalewając do szklanki trochę wody. - Dam sobie z nią radę. Nie będziemy się bić, tylko porozmawiamy. Nigdy nie zalazłam jej za skórę. Nawet nie brałam udziału w rozprawach rozwodowych. Chociaż... Timmy powiedział mi o niej coś bardzo dziwnego.
Wstałam, odrzucając magazyn na bok. Aliana stała przy kuchennym blacie, trochę, jakby się nad czymś zastanawiała.
-Dziwnego? Co powiedział? - zapytałam, siadając naprzeciwko niej na jednym ze stołków barowych.
-Nic nadzwyczajnego. - odparłam, wzruszając ramionami. - Coś, że Jess zadaje się teraz z nieodpowiednimi ludźmi. Ma jakieś zdjęcia i w odpowiednim momencie chce je sprzedać jakiemuś blogerowi plotkarskiemu. Nie podał mi żadnych szczegółów.
-Może ściemnia? - zaproponowałam.
-Nie - Aliana pokręciła głową, wypijając swoja wodę do końca. - Był zbyt pewny siebie. Poza tym Timmy nigdy nie kłamie. To ten szczery do bólu.
-Myślisz, że coś planuje? I dlaczego akurat blogerowi?
-Znam Timmy'ego od dawna. On współpracuje tylko z takimi, którzy publikują tylko sprawdzone informacje. Pewnie pisze z kimś artykuł i chce, żeby to była jakaś super-bomba.
Westchnęła i odłożyła szklankę do zlewu. Potem z lekkim wahaniem wyciągnęła jakąś karteczkę i odblokowała klawiaturę w swojej komórce.
-Co robisz? - zapytałam, obserwując jak przepisuje coś z karteczki do telefonu.
-Wpisuję adres Jess do telefonu. - Skleroza moja siostra, więc jak znam życie, to zapomnę tej karteczki. Nie wiem, jak Ty, ale ja idę spać. Jutro czeka mnie ciężki dzień.
**Jennifer**
Obudziło mnie uporczywe dzwonienie do drzwi. Kilka sekund później usłyszałam jak Roslyn krzyczy coś po francusku. Nie miałam pojęcia, co to znaczy, ale miałam wrażenie, że to to są jakieś brzydkie słowa. Lekko się ociągając, wstałam i podeszłam do drzwi. Słyszałam rozmowę jakiejś kobiety i Roslyn.
-Pani sobie żartuje, prawda? - powiedziała Roslyn, patrząc na tą kobietę jak na jakąś wariatkę. - Przecież to co pani mówi, nawet nie trzyma się kupy.
-Pani Waker, nasza organizacja, na wniosek pani matki, przeprowadziła szeroko ukierunkowane śledztwo. - oznajmiła, pokazując Roslyn jakiś papier. - Udało nam się dotrzeć do informacji, że...
-Przecież to kompletnie niemożliwe. - przerwała jej Roslyn, kręcą głową. - Jennifer Trump stoi obok mnie. Przecież to niemożliwe, żeby...
-Najłatwiej będzie, jeżeli przeprowadzą panie badania genetyczne. Nasze informacje jednoznacznie wskazuję, że są panie siostrami.
Myślałam, że eksploduję ze śmiechu. Przecież to jakaś kompletna bzdura. Ja i Roslyn nie możemy być siostrami. Przecież to nie jest możliwe. Ja brunetka o śniadej cerze, ona blada blondynka. Zupełnie nie pasujemy do siebie jako siostry.
Zanim zdążyłam się zorientować tej kobiety już nie było. Roslyn wyjęła kieliszek wina i wypiła duszkiem. Czułam, że ja też muszę.
-Słyszałaś to samo co ja? - zapytała mnie, nalewając sobie drugi kieliszek. Pech chciał, że przyszła Aliana i natychmiast zaczęła karcić Roslyn.
-Ile razy mam Ci powtarzać, żebyś nie piła z samego rana? - zaczęła, chowając butelkę do lodówki i odkładając kieliszek do zlewu. - Przecież dopiero świta, a ty musisz jeszcze iść do pracy.
-Ty też byś piła, gdybyś się dowiedziała tego samego, co my.
-Co się stało? - zapytała, biorąc z szafki jakąś kopertę i położyła ją przede mną na jesionowym, lakierowanym blacie. - Przyszło do Ciebie wczoraj po południu. Przez to zamieszanie z wywiadem zapomniałam Ci dać.
-Dzięki, nic się nie stało. - odparłam, patrząc na swoje nazwisko na kopercie. Pismo taty. On nigdy nie podawał adresu zwrotnego, tylko adresował kopertę anonimowo.
Słyszałam, jak Roslyn tłumaczy Alianie wydarzenia sprzed kilku minut. Aliana siedziała cicho, wysłuchując jej paplania do końca.
-Tak w ogóle, to dlaczego sądzicie, że to nie jest możliwe? - powiedział, kiedy Roslyn już skończyła. - Widziałam stare zdjęcia twojego taty. On też miał taką ciemną karnację. Pamiętasz, kiedy je poprawiałam? Ustawiałam balans, a jego skóra wciąż była ciemna.
-Tylko dlatego, że robiłaś to w oparciu o bluzkę mojej mamy. I proszę Cię, chyba sama w to nie wierzysz? To jakaś kompletna bzdura!
Aliana tylko wzruszyła ramionami i wyszła z mieszkania. Jakoś wcześniej nie zauważyłam, że stała w ubraniu. Jestem dzisiaj nieprzytomna...
**Logan**
Pożegnałem się z Nicole i wyszedłem na podjazd. Chłopaki stali przy samochodzie, czekając aż w końcu ruszę tyłek. Kendall opierał się niedbale o maskę samochodu, bawiąc się telefonem.
-Myślicie, że szef coś zrobi z tym wywiadem? - zapytałem, siadając na przednim siedzeniu.
-Czy ja wiem? - Carlos wzruszył ramionami, odpalając silnik. - Ta gazeta jest raczej mało wiarygodna, więc raczej bym to olał.
-Chłopaki, nie o to chodzi. - przerwał mu James. - Chwilowo boję się czegokolwiek, co może mi zaszkodzić. Wiecie, jak bardzo chcę, żeby David został ze mną.
-Wiemy, James.
Te ostatnie słowa powiedział Kendall, który później już się nie odzywał. Właściwiej już żadne z nas się nie odzywało. Jechaliśmy do pracy, pogrążeni w martwej ciszy. O dziwo nie było korków. Możliwe, że dlatego, że jechaliśmy dzisiaj o wiele wcześniej niż zazwyczaj.
Na planie spotkaliśmy Mirandę. Siedziała na jednaj z naszych kanap, czekając na... właściwie to nie wiem na kogo.
-Cześć Miran, co ty tu robisz? - zapytał James, stając naprzeciwko niej.
-Mój reżyser się spóźnia. Pomyślałam, że sobie pogadamy.
-Jasne, o czym tylko chcesz. - Carlos wzruszył ramionami, poprawiając pasek w swoim serialowym kasku. - Masz jakąś sprawę.
-Tak. Wiecie, że Aliana spotkała się wczoraj z jednym z paparazzi?
-Paparazzi? - powtórzył Kendall, odrywając wzrok od swojego telefonu. - Skąd wiesz, czym on się zajmuje? Tak naprawdę może być kimkolwiek.
-Siedział na drzewie przed domem Tylor Swift. Chciał jej zrobić zdjęcie. Do mnie też się przyczepił. Dokładnie tan sam.
-Zrób to, co Carlos. - usłyszeliśmy głos Aliany. - Jakiś fotograf przyczepił się do niego w sklepie, a on zaczął robić do obiektywu głupie miny.
-No i co z tego?
-To, że pozostała trójka poszła jego śladem.
Pamiętam to. Mieliśmy wtedy z tych fotografów niezłą bekę. Jak by nie patrzył, ta metoda okazała się skuteczna i jakoś nikt już się nie interesował, co pakujemy do koszyka w supermarkecie.
-Wasza piątka do mnie! - krzyknął szef, wychylając głowę przez drzwi swojego gabinetu między studiami.
-Rany, musieliście naprawdę narozrabiać, skoro wzywa was prezes całej stacji. - odparła Miranda, gestykulując dłońmi. - Mnie ostatnio wzywał z taka miną, kiedy ja i Janette zostałyśmy przyłapane na rozwieszaniu prania w samej bieliźnie.
-Nie rób tego więcej. - zaśmiałem się, idąc do gabinetu szefa.
Atmosfera w jego roboczym biurze była bardzo gęsta. Można by na niej siekierę zawiesić.
-Wiecie co z tym zrobić? - zapytał z wściekłym wyrazem twarzy. - Wydawca odmówił sprostowania. Wywiad nie może być autoryzowany przez osoby trzecie.
-Może spróbuję pogadać z Jess. Może to coś da. - zaproponowała Aliana.
-Nawet jeżeli coś by to dało, to i tak twoja rozmowa z nią jest niemożliwa. Przepraszam was na chwilę. - odparł, kiedy telefon na jego biurku zadzwonił. - Tak? … Nie, obecnie nie ma go jeszcze w pracy. … Porozmawiam z nim. … Tak, dziękuję pani. Do zobaczenia. - Odłożył słuchawkę, patrząc na Jamesa. - dzwonili z „Music Times”. Chcą, żebyś im udzielił wywiadu.
-Nie ma mowy. - oznajmił natychmiast. - Nie mam zamiaru gadać z tymi padalcami.
-Może powinieneś to przemyśleć? To może być szansa, żeby odpowiedzieć na jej zarzuty.
-Równie dobrze mogę odpowiedzieć na Twitterze.
**Aliana**
Nie byłam pewna, czy pomysł Jamesa z Twitterem jest odpowiedni. Tak każdy pisał co chciał i nie koniecznie każdy zwracał na to uwagę. Większość ludzi robiła co trzeba, ale byli tacy, którzy nie lubili tam wchodzić i nie wchodzili. Nie koniecznie takie źródło z pierwszej ręki było wiarygodne.
Na przerwie spotkałam się z Erin w stołówce. Jak zwykle brała ode mnie część zdjęć na swojego flasha. Potem wstawiała je na swoją stronę internetową.
-Słyszałam o tym wywiadzie z Jess. - powiedziała, kiedy zgrywały się te sto czterdzieści trzy zdjęcia. - Szef pewnie nieźle się wściekł.
-Tak i nawet mu się nie dziwię. - odpowiedziałam, spoglądając na ekran laptopa. - Po pracy pójdę z nią pogadać i zobaczymy co dalej.
-A jak ją znajdziesz? - zdziwiła się, wzruszając ramionami.
-Mam jej adres. - oznajmiłam.
-Co ty? Jak go zdobyłaś? - prawie wykrzyczała, pochylając się bliżej i ściszając głos. - Przecież ona ukrywa się przed światem.
-Mam ten kontakt od kumpla ze studiów. Śledzi różnych ludzi. Ją też znalazł.
-Chcesz z nią porozmawiać? - zapytała, upijając odrobinę swojej kawy. - Jesteś siła spokoju, więc obstawiam, że Cię nie wyrzuci. A przynajmniej nie potraktuje cię jak natrętnego dziennikarza.
Wzruszyłam ramionami. W sumie, nawet spodziewałam się takiej reakcji. Nawet bym się nie zdziwiła. Przyjaźnie się z Jamesem, więc pewnie uzna mnie za swojego kolejnego wroga, którzy chce jej zaszkodzić.
-Zobaczymy po pracy. - oznajmiłam, sprawdzając stan kopiowania.
-Aliana... - zaczęła Erin, kładąc dłoń na moim przedramieniu. - Chciałabym, żebyś tylko na siebie uważała. Nie chcę, żeby coś Ci się stało.
-Nie martw się. - powiedziałam, uśmiechając się do niej. - Nic mi nie będzie. Będziemy tylko rozmawiać, a nie się bić.
-No tak, ale...
-Erin, nie ma „ale”. Będzie dobrze.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Na dzisiaj tyle. Mam nadzieję, że dzisiejsza notka wam się podobała. Jak już zauważyliście, od wczoraj jest nowe tło. Zajrzyjcie jeszcze do „Bohaterów”, gdzie zmieniłam zdjęcie Cassidy, Kendalla i Jamesa.

Na razie liczę na wasze komentarze. Dajcie znać, co myślicie. No i dziękuję, za te, które się dotychczas pojawiły. Trzymajcie się ciepło.  

6 komentarzy:

  1. Mam nadzieję że Alianie nic się nie stanie. Wiadomo do czego jest zdolna Jess??! Dlaczego James musi tak cierpieć i Jennifer jest siostrą Roslyn? Czekam nn:*****

    OdpowiedzUsuń
  2. Jennifer i Roslyn siostrami... hmm... z charakteru to by się zgadzało :) Trzymam kciuki za Jamesa no i wiadomo, czekam nn ;]

    OdpowiedzUsuń
  3. One są siostrami? ale jak... co? wtf?!??! Jestem zbyt wielkim szoku aby cokolwiek mówić xD
    Mam nadzieje nadal że James da sobie z tym wszystkim radę, stary trzymam za ciebie kciuki!
    Czekam niecierpliwie na nn i pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Siostry? o.O
    Jak zwykle super! 8.8
    Tylko uważaj na ą i ę! D:

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo ciekawie się robi. Siostry? Ojej, niemożliwe! Haha. BEKA!

    OdpowiedzUsuń
  6. Jacie kręce. Jak to siostry?

    OdpowiedzUsuń