poniedziałek, 21 października 2013

24. Spotkanie w cztery oczy

**Aliana**
Skończyliśmy już pracę, ale mimo to, jeszcze siedzieliśmy na kanapie przed biurem szefa. Tym razem tym głównym. On i James gadali o tym wywiadzie, którego James ma udzielić. A już prawie go zdołał namówić...
Ja i Kendall siedzieliśmy wtuleni w siebie. Czułam jak Kenny przeczesuje palcami moje włosy. Nawet mi się to podobało. Jednak nie powiedziałam im jeszcze o tej sprawie z Jen i Roslyn. Same muszą im powiedzieć. W międzyczasie zdążyłam się dowiedzieć, że Logana przeraża melodyjka w moim telefonie. 
-Weź zmień ten dzwonek, dobra? - powtórzył, kiedy po raz kolejny zadzwoniła mi komórka. 
Leniwie spojrzałam na wyświetlacz i rozpoznałam numer Timmy'ego. 
-Co chcesz? - zapałam, odbierając. 
-Wysłałem Ci na pocztę zdjęcia tej kanadyjskiej primadonny. 
-Nie musisz podkreślać, skąd ona jest. 
-Dobra, ale musisz wiedzieć, że ten facet obok niej jest paserem. Najlepszym w całej Kalifornii. 
-Jak to paserem?
-Kradnie luksusowe auta, podrabia numery seryjne i bierze papiery złomowanych aut. Później sprzedaje je na aukcjach internetowych, wrabiając ludzi, ale to samochody z odzysku.
-I ty mówisz mi to przez telefon? 
-Wiem, że szukacie na nią haczyków, a tych zdjęć nawet nie zamierzam sprzedać. Uznałem, że to ważne. Internet jest szeroki, ale bez dowodów te zdjęcia są bezużyteczne. Koleś nie jest rozpoznawalny, więc tylko policja zna jego powiązania. 
-Dzięki. Zaraz sprawdzę skrzynkę.
-Nie dziękuj. Za dużo dla mnie zrobiłaś. Muszę, kończyć, na razie. 
Rozłączył się, zanim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć. Spojrzałam na Kendalla, który wciąż mnie obejmował. Wzruszyłam ramionami i otworzyłam skrzynkę w telefonie. Kiedy zobaczyłam oczekiwanie pobierania, rzuciłam telefon na kanapę i oparłam się o ramię Kendalla.
-Co jest? - zapytał, całując mnie w czubek głowy.
-Nic, tylko... - zaczęłam, jeszcze głębiej wtulając się w jego ramię. - Ja nie umiem oszukiwać...
-I właśnie dlatego się z tobą przyjaźnimy. - zaśmiał się Logan.
Sygnał nadchodzącego e-maila wytrącił mnie z zamyślenia. Powoli podniosłam telefon i spojrzałam na jedno ze zdjęć, które przesłał mi Timmy. 
Na zdjęciu była Jess i jeszcze jakiś facet, którego widziałam pierwszy raz. Skoro policja go zna, to chyba pójdę do Izzy. Ona na pewno będzie go znała.
-Muszę skoczyć do narzeczonej Nate'a. - oznajmiłam, przygaszając wyświetlacz.
-To on ma narzeczoną? - zapytał Carlos, odrywając wzrok od swojego starego gameboya. 
**Roslyn**
Siedziałam nad dwoma zestawami do pobrania materiału genetycznego. Szef się nie wahał. Nawet mu nie wyjaśniłam o co chodzi, a puścił mnie kilka godzin wcześniej. Wiem, że Jennifer zaraz wraca ze zmiany i chciałabym to jak najszybciej załatwić. 
Drzwi otworzyły się z rozmachem i do środka wpadli Carlos i Logan. W pośpiechu wrzuciłam te probówki do szuflady.
-Cześć, co tam chowasz? - zapytał Carlos, siadając naprzeciwko.
-Nic, takie tam moje sprawy.
-Twoje sprawy? - Logan pokiwał głową, uśmiechając się zadziornie.
-A Ty gdzie zgubiłeś Nicole? - zapytałam, przechodząc przez biurko i wyciągając ręce w jego stronę. - Najpierw się mnie czepiasz, a wcześniej co?
Logan zaśmiał się i opuścił moje ręce. 
-Nicole ma sesję do reklamy. - odpowiedział. - Dzięki tej fotoksiążce ma coraz więcej zleceń. Wysyłamy je gdzie się tylko da.
Przez większość czasu próbowali dowcipkować, ale nie ruszały mnie ich żarty. Carlos próbował mnie obejmować, ale nie poddawałam się tego pieszczotom.
-Ej, coś nie tak? - zapytał po kolejnej próbie pocałowania mnie w szyję. - Jesteś jakaś nieswoja.
-Wszystko gra. - skłamałam. - Po prostu nie mam nastroju.
-Ej, Roslyn! - krzyknął Logan, odwracając się od szafki z płytą DVD w dłoni. - To twój film?
Spojrzałam na pudełko. „X-Men Geneza: Wloverine”. Poznałam tą okładkę bez czytania tytułu. Aliana kupiła to jakiś czas temu i odtwarza sobie za każdym razem, kiedy wróci z pracy.
-To Aliany. - odpowiedziałam. - W całości oglądała to tylko raz. Później odtwarzała sobie scenę jak Logan i Deadpool się naparzają.
-Naparzają? - powtórzył patrząc na mnie spode łba. 
-Tak. - pokiwałam głową, pozwalając Carlosowi objąć mnie w pasie. - W grę wchodzi jeszcze scena jak Logan ucieka na motorze starszego pana.
-Starszego pana? - zdziwił się, unosząc jedną brew. Nie był mistrzem, jak Kendall, ale jego mina też robiła wrażenie. 
-Oglądałeś to?
-Nie.
-To porozmawiamy jak obejrzysz. 
-Roslyn?
-Hm?
-Ten koleś naprawdę nazywał się Logan?
Nie no, szlag mnie zaraz trafi! Mam poważniejsze problemy niż imię Wolverine'a. To jak Logan pyta o Logana jest naprawdę irytujące. 
-Aliana naprawdę to oglądała? - zapytał Carlos, bujając mnie na boki.
-Na prawdę. - Pokiwałam głową, opierając się o jego ramię. Był ode mnie wiele niższy, więc mógł mnie spokojnie przytulać dopiero, kiedy siedziała. Zaraz... kiedy ja usiadłam?
-Z nią to można spokojnie filmy akcji oglądać...
-A ze mną to nie? - oburzyłam się, patrząc w jego brązowe oczy.
-A kto wyszedł po czterech minutach, kiedy oglądaliśmy „Kod Dostępu”?
-Musiałam. Travolta gadał jak psychopata.
**Aliana**
Już umówiłam się z Izzy w szpitalu. Kiedy do niej dzwoniłam, nie mogłam przewidzieć jednego. Że Kendall się uprze i będzie chciał jechać ze mną. 
Mam tylko nadzieję, że Nate znajdzie mu jakieś zajęcie i na przykład będę mogła z nią w spokoju porozmawiać. 
Zaparkowałam pod szpitalem i spojrzałam na Kendalla siedzącego na miejscu pasażera. Uśmiechnęłam się do niego i zdjęłam dłonie z kierownicy.
-Poczekasz na mnie? Mam coś do załatwienia. - oznajmiłam. 
-Pozwolisz, że wejdę z Tobą? - poprosił.
-Wolałabym nie. Wiesz, babskie sprawy. 
-I z tymi babskimi sprawami idziesz do brata? 
-Słuszne spostrzeżenie. - powiedziałam, wysiadając z samochodu, ale ten zaraz wysiadł za mną. Niech to! Czy on zawsze musi się wtrącać?
Przeszłam do wejścia głównego i pierwsze, co zobaczyłam, to jakiś koleś z uciętymi palcami. O rety... To musiało boleć...
-O matulu... - jęknął Kendall, stając za moimi plecami. - A mogłem zostać w samochodzie.
-No to tam wracaj.
-Teraz to za późno. 
Po kilku sekundach zauważyłam Nate'a, który mocował się z jakimś ćpunem z holu. Podbiegłam do niego, chwytając drugą rękę.
-A co Ty tu robisz? - zapytał, przypinając go pasami z pomocą Kendalla. Bez jaj, serio Bella nic mu nie powiedziała? 
-Umówiłam się z Twoją dziewczyną. Ałł... - krzyknęłam, kiedy ten koleś pociągnął pociągnął mnie za włosy. - Zasunął Ci ktoś kiedyś obiektywem? 
-To nie jest moja dziewczyna! 
-No to narzeczona! - wrzasnęłam, mając zamiar uderzyć pięścią tego naćpanego faceta, ale Kendall potrzymał moją rękę. 
-Wyluzuj, skarbie? 
-Nate, twój szef nadal utyka? - zapytałam, mając w głowie szatański plan.
-Tak, a co? Izzy czeka na Ciebie w socjalnym! - krzyknął, kiedy odeszłam w stronę poczciwego staruszka, który miał za sobą pięćdziesięcioletni staż medyczny. 
-Przepraszam pana profesora, ale muszę na chwilę pożyczyć pańską pańską laskę. - powiedziałam mu, stając naprzeciwko niego. Był tego samego wzrostu co Carlos, dziwne uczucie. 
-Ale po co Ci ta laska, dziewczynko? - zapytał, patrząc na mnie jak na małe dziecko.
-Żeby walnąć tego naćpanego kolesia. 
-Walniesz go jak wytrzeźwieje, dobra? - zaproponował.
W sumie... to nie taki zły pomysł. 
-Zgoda. - pokiwałam głową i poszłam do socjalnego, gdzie Izzy miała na mnie czekać.
I czekała. Siedziała na kanapie przeglądając jakąś gazetę, ale wstała, kiedy tylko mnie zobaczyła. Wstała z uśmiechem. Odkładając czasopismo. 
-Cześć, miło cię widzieć całą i zdrową. - oznajmiła z uśmiechem, obejmując mnie ramionami. - Dlaczego chciałaś się spotkać? - zapytała, kiedy już obie siedziałyśmy. Ja na fotelu, ona na kanapie.
Niepewnie wyciągnęłam komórkę i odszukałam zdjęcie skopiowane z poczty. Później pokazałam jej tą fotkę, podając komórkę w jej dłonie.
-Skąd masz to zdjęcie? - wykrztusiła, patrząc na mnie ze zdziwieniem. 
-Od starego kumpla. - oznajmiłam. - Wiesz, kim jest ten facet?
-Stały bywalec tablicy poszukiwanych. Ścigamy go od lat. - powiedziała, oddając mi komórkę. 
-Paser samochodowy?
-Najlepszy w całym stanie. - pokiwała głową. - Zawodowiec. Nie wiemy kogo zatrudnia, ale z nim lepiej nie zadzierać, chyba, że...
-Chyba, że co? - ciągnęłam ją za język.
-Chyba, że w końcu zbijemy wszystkie jego pionki i jego też zamkniemy. Nikomu się to jeszcze nie udało. Tak naprawdę każdy może jeździć jedną z jego skradzionych bryk. On załatwia wszystko tak, żeby wyglądało na w pełni legalne. Zamienia części, fałszuje certyfikaty, używając oryginalnych dokumentów. Podejrzewamy, że ma wtyki na złomowisku i urzędzie patentowym. Jak dotąd znaleźliśmy tylko jedno auto, które jest jego dziełem.
-A ile ich przepadło? - zapytałam, przełykając ślinę.
-Pamiętasz „Sześćdziesiąt sekund”?
Pokiwałam głową, otwierając SMSa od Kendalla. „Jakby co, jestem na oddziale dziecięcym.” Czyli jednak Nate znalazł mu zajęcie. „Długo Ci się jeszcze zejdzie?” - odpisałam.
-W jedną noc obraca trzy razy tyle. Zabiera je od biznesmenów, a jeden nawet należał do Britney Spears. Nie jest jeszcze taki głupi, żeby okradać prezydenta. A kim jest ta kobieta? 
Spojrzałam na nią ze zdziwieniem. No tak, zapomniałam. Kolorowa prasa zupełnie jej nie interesuje, więc skąd ma wiedzieć.
-To była żona Jamesa. - odpowiedziałam. - Chce mu odebrać syna. Dzięki, za to co powiedziałaś. To na pewno pomoże. 
-Nie ma sprawy. Przecież jesteśmy przyjaciółkami. - powiedziała, kiedy się żegnałyśmy.
Jak wyszłam z pokoju przyszła odpowiedź od Kendalla. Wyjęłam telefon z kieszeni, patrząc na wyświetlacz. „Jeszcze jakieś dwie godziny. To wspaniałe dzieciaki.” Uśmiechnęłam się z satysfakcją. Problem sam się rozwiązał i mogę tam jechać od razu. „Muszę coś załatwić. Wrócę, jak będzie po wszystkim.”
Wybiegłam na zewnątrz i wsiadłam do samochodu. Chyba będę musiała wysłać list z podziękowaniem za to otwieranie zbliżeniowe. Nie ukrywam, bardzo mi to ułatwia życie. 
Wyciągnęłam kluczyki z kieszeni bluzy i wsadziłam je do stacyjki. Jechałam szybko. Pewnie za szybko. Roslyn tyle razy złamała prawo przy pomocy tego wozu, że na sto procent zatrzyma mnie drogówka. I po kiego ciorta nie kupiłam osłonek na tablice? 
Dość szybko znalazłam dom w którym mieszka Jess. Liliowa fontanna o której wspominał Timmy stała na samym środku ogrodu. Podeszłam do domofonu i wcisnęłam guzik. 
-Rezydencja pani Richards. W czym mogę służyć? - usłyszałam głos starej pokojówki. 
-Nazywam się Aliana Hamilton. Chciałabym porozmawiać z Jesmine. - powiedziałam natychmiast. 
-Pani z prasy?
-Nie, jestem jej znajomą. Chciałabym z nią porozmawiać. 
Odczekałam chwilę. Odpowiedź usłyszałam zaledwie po kilku sekundach. 
-Proszę wejść. Zaprowadzę panią do pokoju panienki Jasmine.
Panienki Jasmene? Rany, im to się do reszty we łbach poprzewracało. Nie mogą same po sobie zmywać? Po usłyszeniu sygnału, otworzyłam furtkę i przeszłam przez podjazd, az do drzwi, przy których czekała starsza pani w stroju służącej. 
-Proszę za mną. Zaprowadzę panią. 
-Dziękuję. 
Mówiła z rosyjskim akcentem. Służąca poprowadziła mnie aż do pokoju Jess. Cały ich dom był taki mega luksusowy. Dziwne, że w ogóle nie bały się tu mieszkać, bo niektóre rzeźby i meble wyglądały, jakby rąbnięto je z muzeum. Nie wiem, skąd one je pobrały, ale na pewno Roslyn znalazłaby im miejsce na parterze, gdzie była kawiarnia muzealna. 
Przekroczyłam próg jej pokoju. Jesmine siedziała w fotelu z książką na kolanach. 
-To ty... Julita powiedziała mi, że ktoś chce ze mną porozmawiać. - odparła. - Nie spodziewałam się, że to ty. Jak mnie znalazłaś?
-Mam swoje sposoby. Przyszłam się dowiedzieć, dlaczego chcesz odebrać Jamesowi Davida. - oznajmiałam, a Jess tylko się roześmiała, nawet nie odkładając książki.
-To jest też mój syn. Jestem jego matką. Czytałaś mój wywiad?
-Teraz sobie o nim przypomniałaś? Teraz, kiedy Jamesowi wszystko zaczęło się układać? -odparłam, zamykając drzwi, które nadal były otwarte. - Poza tym obie wiemy, że w tym wywiadzie nie było słowa prawdy. 
-Nie tobie to oceniać. Chcę odzyskać syna. - powiedziała, wstając i podchodząc do mnie bliżej. - Ledwo podniosłam się z depresji, a Ty co?
 Gdyby nie była ode mnie kilka centymetrów wyższa, pewnie stykałybyśmy się nosami. 
-Obie wiemy, że nie było żadnej depresji. Chciałaś tylko zrobić karierę. - wycedziłam przez zaciśnięte zęby. - James jest dobrym ojcem, wychowuje Davida jak tylko może. A mały nawet Cię nie pamięta. Więc zejdź z drogi i daj im żyć. 
Oczy Jess płonęły. Powoli zaczynałam się jej bać, ale wiedziałam, że muszę zachować zimną krew. 
-Zrobię co będę chciała. I ty mi w tym nie przeszkodzisz. Poślę Jamesa w diabły i już nie będzie miał żadnych sojuszników. - odpowiedziała. - Mój nowy facet ma kontakty. Dzięki jego wpływom Big Time Rush przestanie istnieć.
-A wiedziałaś, że jest paserem.
-Co? - wykrztusiłam. Czułam, że zbiłam ją z tropu. To znaczy, że nie wie, czym zajmuje się jej chłopak? Akurat to uwierzę.
-Dobrze wiem, że twój facet jest zwykłym złodziejem. - powiedziałam ściszonym głosem. - Nawet nie udawaj idiotki. Dowiedziałam się tego, czy to się Tobie podoba, czy nie i...
Nie zdążyłam dokończyć, bo poczułam ból. Uderzyłam mnie i to tak mocno, że prawie się przewróciłam.
-A teraz wynoś się stąd. Nie chcę Cię tu więcej widzieć! - wrzasnęła, a ja bez namysłu poprawiłam torebkę na ramieniu i wyszłam w jej domu, wsiadając do samochodu.
Czułam jak krew spływa mi po brodzie, a pod okiem boleśnie pulsują nerwy, co było skutkiem powstającego właśnie siniaka. 
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- 
Dzisiaj trochę się naklikałam. Trzeba przyznać, że to jest najdłuższa notka, jaka pojaiła się na tym blogu. Boli mnie głowa, a wczorajsze oglądanie kabaretów mocno daje mi się we znaki. Tak naprawdę nie tylko mnie, ale innym też. Na razie dość przynudzania. Mam nadzieję, że was nie zanudziłam, i zostawicie mi tu komentarz. A... i zapraszam do udziału w ankiecie. 

4 komentarze:

  1. No i mamy Jess w garści! Super notka ;) z niecierpliwością czekam nn

    OdpowiedzUsuń
  2. Super notka :) A co do Jess jak ona mogła uderzyć Aliane? Czekam nn ^^
    Natalia Skwira

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow! Nic nie umiem z siebie wykrztusić, taki odlot! Haha! Rany, dobra ja czytam dalej. Akcja się rozkręca. :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Super! A Aliana i Kendall mogliby pójść na jakąś randkę albo coś... xDD

    OdpowiedzUsuń