środa, 23 października 2013

25. Wygrażanie

Podjechałam pod szpital. Jakoś muszę się pokazać Nate'owi i Kendallowi. Szybkie spojrzenie w boczne lusterko i... dobra, może się nie przestraszą.
Przeszłam przez izbę przyjęć i wbiegłam do pokoju lekarskiego, gdzie zastałam Nate'a i jakąś pielęgniarkę i sytuacji... dość jednoznacznej.
-Cześć, gdzie jest Kendall? - zapytałam, zamykając za sobą drzwi.
-Chyba jeszcze na dziecięcym. - odpowiedział. - A co Ci się stało w policzek?
-Nic takiego. - machnęłam ręką, mając zamiar się wycofać. - To ja pójdę na dziecięcy. Może zrobię Kendallowi kilka zdjęć?
-Nosisz ze sobą aparat? - krzyknęła ta pielęgniarka, zapinając swoją bluzkę.
-Tak, takie zboczenie zawodowe.
A'propo zboczenia... To mój brat będzie musiał sobie załatwić taką żywą i oddychającą laleczkę...
Bez dłuższego wahania weszłam na inne piętro. Oddział dziecięcy był ledwo na wyższym poziomie. Zadko kiedy tam chodziłam, więc w biegu zarzuciłam sobie włosy na oko i policzek, żeby zakryć siniaka i wsłuchiwałam się w głosy na korytarzu, żeby rozpoznać ten, należący do Kendalla. W końcu udało mi się wychwycić jego śmiech.
Przeszłam przez jedno ze drzwi i zobaczyłam jak rozmawia z jakimś chłopcem. Po prostu nie mogłem się powstrzymać i wyciągnęłam aparat z torebki, żeby zrobić zdjęcie.
Pech chciał, że dźwiękiem migawki zwróciłam na siebie uwagę. Kendall spojrzał na mnie z uśmiechem i podszedł do progu, całując mnie w policzek.
-Hej, kochanie... - powiedział, odgarniając mi kosmyk włosów za ucho. - A co ci się stało? - zapytał, kiedy zobaczył siniaka po okiem.
-Nic takiego. - odpowiedziałam, z powrotem zakrywając siniaka włosami. - Nie zauważyłam wieszaka i jakimś dziwnym trafem się... uderzyłam. Nie patrz tak na mnie!
Kendall wciąż świdrował mnie spojrzeniem. Po chwili przytulił mnie do siebie, nic sobie nie robiąc z krzyków jakiejś dziewczynki, która rozpoznała swojego idola.
-A tak naprawdę co się stało? - zapytał, wciąż nie wypuszczając mnie z objęć.
-Powiedziałam Ci przecież. - wymamrotała, wciąż wtulona w jego ramię.
-Aliana...
-Nie rozmawiajmy o tym, dobrze? Przynajmniej nie teraz.
**James**
Kolejny list z sądu. Bałem się go otworzyć. Kto wie, co jest w środku? W walce o Davida nie pomoże kilka krótkich wpisów na twitterze.
W końcu przełamałem lęk i otworzyłem kopertę drżącymi rękami. Powoli otworzyłem papier i zacząłem czytać. Informacje zawarte w wezwaniu powoli dochodziły do mojego mózgu.
-Coś nie tak? - zapytała Jennifer, siadając naprzeciwko mnie.
-Jutro David będzie miał rozmowę z psychologiem. - powiedziałem, odkładając kartkę do szuflady. - A rozprawa w przyszłym tygodniu. A ja się boję, co odpowie, kiedy David zostanie zapytany o matkę.
-Ale czego się boisz? Przecież on może jej nawet nie pamiętać. - wzruszyła ramionami, stawiając przede mną kubek z herbatą.
-No właśnie. Kiedyś zapytał Kendalla, dlaczego nie ma mamy. A Jess to dla niego obca osoba.
Usłyszałem dzwonek do drzwi. Jennifer wstała, klepiąc mnie po ramieniu.
-Otworzę. - powiedziała.
Uśmiechnąłem się blado, czekając na odpowiedź. Może to kurier w końcu dostarczył Kendallowi nowe klawisze? Jeżeli David tą też rozwali, to chyba zbankrutuję.
-Gdzie on jest? - usłyszałem kobiecy głos. - Gdzie jest mój syn?
Podniosłem się z kanapy i pobiegłem do holu. W drzwiach zobaczyłem kogoś, kogo spodziewałem się tylko w najgorszych koszmarach.
-Jess, co tu robisz? - zapytałem, na wszelki wypadek wciskając przycisk wzywający ochronę.
-Przyszłam po Davida! - wrzasnęła. - oddaj mi go!
-Zapomnij! - powiedziałem. - David jest teraz z dziewczyną Logana. Wyjdź stąd.
Jess prawie weszła do środka, odepchnięta przez Jennifer.
-A ty kto? Panienka Jamesa na telefon?
-Nie pozwalaj sobie! - odkrzyknęła Jen, wypychając ją za drzwi. - Lepiej się stad wynoś.
-To, że pieprzysz się z moim byłym, nie znaczy, że masz prawo mi rozkazywać!
No pięknie.
-Panie Maslow, wszystko w porządku? - usłyszałem niski głos jednego z naszych ochroniarzy. - Przyjęliśmy pańskie zgłoszenie.
-Tak, czy mógłby pan wyprosić tą panią? - poprosiłem. - Niestety, nie chce wyjść sama.
-Oczywiście. Proszę, żeby pani opuściła teren tej posesji. - powiedziała spokojnie do Jess.
-Nie ruszę się bez swojego syna! - odkrzyknęła.
Już powoli zaczynałem tracić cierpliwość. Miałem ochotę jej wytrzepać te kudły i wyrzucić siłą, ale coś mi podpowiadało, że muszę się opanować.
-Proszę wyjść, bo inaczej będę musiał wezwać policję.
**Roslyn**
Ja i Jennifer oddałyśmy już próbki do badań. Wyniki będą najwcześniej za tydzień. Podobno w tym laboratorium mają teraz dużo roboty. Przemyślałam to. Ja i Jennifer jesteśmy takie same. Często się denerwujemy, lubimy malować. Ale czy to możliwe, że Jennifer jest moją Oceane?
Spojrzałam na szminkę w zielonym opakowaniu, którą Aliana zostawiła na stoliku.
Drzwi otworzyły się gwałtownie i do środka weszła Aliana.
-Mój balsam. - powiedziała z uśmiechem. - A myślałam, że go zgubiłam.
Strąciła buty ze stup, a zaraz potem podeszła do stolika i zabrała szminkę do torebki.
-Odgarnij włosy do tyłu. - powiedziałam, zwracając uwagę na jej za długa grzywkę, która zakrywała pół twarzy. - Nie wyglądała najlepiej.
-Za chwilę, muszę iść do łazienki.
Aliana odeszła do łazienki i zamknęła za sobą drzwi. Dziwne, nawet nie zdjęła bluzy.
Może nie powinnam tego robić, ale zajrzałam do jej torebki, kiedy zadzwonił telefon. Ta jej dziwna melodyjka... Mogłaby w końcu ustawić inną.
Zanim sięgając po telefon, natrafiłam na coś mokrego. Wyciągnęłam telefon i odebrałam połączenie, nie patrząc na ID.
-Tak?
-Hej kochanie, słuchaj przepraszam, nie chciałem, żebyś tak to odebrała. Jest mi bardzo, bardzo przykro. - usłyszałam głos Kendalla. - Naprawdę nie chciałem naciskać. Jeżeli nie chcesz, to nie mów, ale nie wciskaj mi kitu o jakimś durnym wieszaku...
-Kendall, tu Roslyn. - przerwałam mu. - Aliana siedzi w łazience.
-Sorry, nie wiedziałem, że to ty. Jak wypadłem?
-Bez ostatniego zdania byłoby całkiem przyzwoicie. - oznajmiłam, przekładając komórkę na drugie ucho i dopiero teraz zobaczyłam, że moja ręka jest umazana we krwi. - A możesz mi powiedzieć o co chodzi z tym wieszakiem?
-Aliana ma limo pod okiem. Twierdzi, że nie zauważyła wieszaka na płaszcze, kiedy była w urzędzie. - odpowiedział natychmiast. - Może ktoś ją napadł, nie wiem, nic nie chce powiedzieć.
-Kendall, jakie limo? - powtórzyłam, kręcą głową i ponownie zaglądając do torebki.
-Nie widziałaś jeszcze Aliany? Mówiłaś, że weszła do łazienki.
-Widziałam, ale ma włosy nasunięte na pół twarzy. - odpowiedziałam, wyciągając z torebki zużytą chusteczkę zabarwioną na czerwono.
Pech chciał, że w tej chwili weszła Aliana. Oczywiście ciągle miała włosy nasunięte na twarz. Bez ostrzeżenie wyrwała mi telefon z ręki i przyłozyła sobie do ucha.
-Słucham? - zapytała do słuchawki. - Kendall... Kendall... - mówiła, próbując przerwać jego paplaninę. - Po prosu przestań mnie o to pytać i nie przepraszaj, dobra? … Już w porządku. … Nie, nie gniewam się. Dobrze. … Do zobaczenia. … Tez cię kocham.
Aliana spojrzała na mnie i wyjęła mi zakrwawioną chusteczkę z dłoni, po czym wyrzuciła ją do kosza.
-Kiedy następnym razem będziesz mi grzebała w torebce, to mnie przynajmniej uprzeć, dobra? - powiedziała spokojnie.
Bez zbędnego słowa odgarnęłam jej włosy z twarzy, na co Aliana natychmiast wytracił moją rękę. Mimo to, zdążyłam zauważyć sporego siniaka na policzku.
-Ci się stało? - zapytałam.
-Nie ma o czym mówić. - pokręciła głową. - Głupi wieszak w urzędzie.
-Kłamiesz.
-Po czym poznałaś? - westchnęła, chowając komórkę do torebki.
-Zgniotłaś kciuk.
**James**
Tydzień później:
Czekaliśmy pod salą sądową. Już od kilku dni groźby Jess nie robią na mnie wrażenia. Nawet zdążyłem się przyzwyczaić.
Opinia psychologa dziecięcego jest jednoznaczna. Davida nie łączą z Jess żadne relacje. David uważa, że nie ma matki bo właściwie nigdy jej nie widział. Prawdziwy szok, wymieszany z radością, przezyłem, kiedy usłyszałem jak David mówi, że chce, żeby to Jennifer była jego mamą. Jess trochę jeszcze się rzucała, ale już nas to nie obchodziło. Później Aliana trochę ją zaszantażowała, że ona i jej kolega dopilnują, żeby zdjęcia jej faceta ukazały się na jakimś blogu plotkarskim.
-Zniszczę Cię, rozumiesz? - wykrzyczała, kiedy wchodziliśmy na salę.
-Jeden SMS wystarczy, pamiętasz? - wymamrotała Alina, nie ruszając się z ławki.
Zanim wszedłem, spojrzałem na grupkę moich przyjaciół. Nicole uśmiechnęła się do mnie i uniosła kciuk do góry. Dodało mi to trochę odwagi.
**Logan**
-Myślisz, że wszystko będzie dobrze? - zapytała Nicole, wtulając się we mnie na korytarzu sądowym.
-Na pewno. - pokiwałem głową, spoglądając na Alianę, która udawała, że piłuje sobie paznokcie. - Garfield ma na nią niezłego haka, więc jakoś zmusi ją to do mówienia prawdy.
-A wiesz, że wymuszone zeznania nie liczą się w sądzie? - zauważył Carlos, przekładając stronę w Newsletterze.
-A wiesz, że nie mieliśmy innego wyjścia? - powiedziała Aliana, szukając czegoś w torebce.
-Wiem, ale obawiam się, że sąd się o tym dowie. - Carlos odkładając gazetę na bok i spoglądając na Roslyn. - A to twoje imię nie brzmi po francusku.
-Pewnie dlatego, że jest hiszpańskie. - oznajmiła, nie przerywając składania jakiegoś ptaszka. - Nie wiem, mama wymyśliła to imię. Zapytaj ją, ale mnie nic na ten temat nie chciała powiedzieć.
Siedzieliśmy tak jeszcze jakieś pół godziny, dopóki...
-Carlos Pena proszony na salę. - usłyszeliśmy głos protokolantki.
-Dobra, ja idę. - oznajmił. - Trzymajcie kciuki. Jak was wezwą, możecie przestać.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Rozwiązanie rozprawy będzie.... w piątek. Mam nadzieję, że dzisiaj was nie zawiodłam.

No i mam prośbę. Czy możecie mi zostawić po komentarzu? Nieźle się staram i przydałoby się kilka słów opinii. Poza tym jestem ciekawa ile osób w ogóle czyta te moje opowiadania, potocznie nazywane opowiadaniem.  

6 komentarzy:

  1. O matulu oby sąd przyznał prawa Jamesowi :) Kurcze szkoda mi Aliany... Przez tę głupią Jess ma siniaka na twarzy! Czekam nn:***

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie no, bosko ^^ Jess-wal się -.- nie zasługujesz na małego! ^^ ' No więc ma wszystko pójść ok, bo chcę zrobić imprezę na cześć wygrania rozprawy, bo nie ma co świętowa, impreza bez powodu troszkę dziwne, a ja mam na nią taką wielką ochotę ;c Czekam :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział bardzo mi się podoba. Muszę nadrobić też poprzednie, bo mam trochę nauki i to różnie bywa z czasem wolnym. Pisz dalej bo robisz to świetnie. Pozdrowienia. Ania

    OdpowiedzUsuń
  4. mnie sie zawsze wszystko co piszesz podoba, a ta notka to po prostu mega super ;) czekam nn Xoxo

    OdpowiedzUsuń
  5. Oddaj mi swój talent do pisania! Chyba nigdy ci nie dorównam, chociażbym się starała jak nie wiem co! Kocham cię, kocham, kocham i czytam dalej. ♥

    OdpowiedzUsuń
  6. Super! Jak zwykle zresztą *.*
    STÓP! stÓp!
    I literówki... :D
    Ale tak to zajebiście! ;D

    OdpowiedzUsuń