piątek, 25 października 2013

26. Wnioski

**James**
-Wniosek powódki zostaje oddalony w całości. - słowa sędziego były czymś najpiękniejszym, co kiedykolwiek słyszałem.
Odetchnąłem z ulgą, stojąc na własnym stanowisku. Jess i jej matka mierzyły mnie wzrokiem. Nie przejmowałem się tym, bo wiedziałem, że to i tak nic już nie zmieni.
-Zamykam rozprawę.
Po tych słowach Jess bardzo szybko opuściła salę. Już nie widziałem jej na korytarzu. Zamiast tego ja i reszta stanęliśmy w ciasnym kole i bez żadnego zbędnego słowa przytuliliśmy się do siebie.
-Tak bardzo, bardzo wam dziękuję. - wyszeptałem. - Gdyby nie wy, już byłoby po mnie.
-Nie ma sprawy. - powiedziała Jen.
-Od czego są przyjaciele? - dodał Carlos.
Dobra, nie ma co przedłużać. Jedziemy po Davida i stawiam wszystkim koktajl.
-Tylko koktajl? - jęknęła Jen, kiedy wychodziliśmy już z budynku.
-Przy dziecku chcesz się upijać? - zauważył Logan, idąc z Nicole pod rękę.
**Roslyn**
Nie mogłem dłużej usiedzieć w miejscu. Zadzwonili do mnie z laboratorium. Powiedzieli, że dzisiaj powinny dotrzeć wyniki testów genetycznych. Rany, tak się boję...
Sprawdziłam skrzynkę i zauważyłam, że jest tam koperta ze znajomym logo kliniki rodzinnej.
Wzięłam ją do ręki i obejrzałam dokładnie z każdej strony. Wyglądała normalnie i nie miała w sobie niczego niezwykłego. Chociaż... Zawierała odpowiedź na pytanie, czy Jennifer jest moją Oceane.
W głębi duszy wiedziałam, że muszę poczekać na Jen, ale jej tu nie ma. A jak wróci, to pewnie będzie jeszcze gorsza pijana, niż pół godziny temu.
-Roslyn, czy ty jesteś normalna? - usłyszałam krzyk Aliany, która niepostrzeżenie weszła do mieszkania. - Prowadziłaś bez prawa jazdy!
-Chrzanić prawo jazdy... - mruknęłam rozrywając kopertę.
Pośpiesznie rozłożyłam kartkę i zamarłam. A jednak to prawda...
-Co jest? - zapytała, patrząc mi przez ramię. - O ja nie mogę...
-Właśnie. - jęknęłam. - A co ja mam powiedzieć?
Aliana uśmiechnęła się do mnie z zakłopotaniem, Nigdy nie kumałam tego jej sposobu życia.
-Ona jest moją Oceane... - wyszeptałam. - Odnalazłam ją.
Miałam ochotę płakać ze szczęścia, chociaż właściwie nie powinnam, bo nie wiadomo jak zareaguje Jen, kiedy się o tym dowie.
Kendall wszedł niezauważalnie. Nie mam ochoty z nim rozmawiać, bo pewnie się upił.
-Coś nie tak? - zapytał, prowadząc za rękę Davida, którego wcześniej nie zauważyłam.
-Wszystko gra. - odpowiedziałam, chowając kartkę do szuflady. - Czemu przyprowadziliście Davida? - zapytałam.
-Nie wiesz... - zaczął Kendall, sadzając małego na kanapie. - Jen i James właśnie robią mu rodzeństwo, więc...
-Dobra, nie kończ! - krzyknęłam, wybiegając i trzaskając drzwiami.
Teraz chciałam tylko być sama. Więcej mi nie było trzeba. Bałam się, że ich uraziłam, ale muszą mnie zrozumieć. Może będą się na mnie gniewać, może mi nie odpuszczą tak łatwo, ale wiedziałam, że muszę pobyć trochę sama.
Następnego dnia:
Weszłam do kuchni, gdzie Jen piła wodę. Nie widziałam w pobliżu Aliany, ani Kendalla.
-Gdzie Aliana? - zapytałam.
-Pojechała do pracy. - odpowiedziała, odkładając butelkę na stolik. - Jest dziesiąta rano. Rety, nigdy w życiu tyle już nie wypiję.
-Racja... - mruknęłam. - muszę Ci coś powiedzieć.
Bez większych ceregieli podeszłam do szafki i wyciągnęłam z szuflady kartkę, którą tam schowałam wczoraj wieczorem. Później rozłożyłam i pokazałam go Jennifer.
-To nie możliwe... - wyszeptała, czytając dokument. - Przecież to musi być jakaś pomyłka.
Wyglądała na bezradną. Nie wiedziałam co powiedzieć. Moja mina wczoraj wieczorem pewnie nie była lepsza.
-Nie będę mówić do Ciebie „Oceane”. - zaczęłam. - „Siostra”, nie potrafię. Będę mówić po prostu Jen. - oznajmiłam.
Jennifer milczała. Już nic więcej nie mówiłam. Siedziałam tylko naprzeciwko niej, obserwując jak ta wpatruje się w papier z wynikami badań genetycznych.
-Nie wiedziałam, że mogę mieć siostrę. - powiedziała. - A teraz, kiedy widzę, że to rzeczywistość, to... Nie wiem, Muszę się z tym oswoić. Wybacz, ale...
Nie dokończyła, tylko wyszła z mieszkania.
Byłam wściekła, ale nie mogłam pozwolić na to, żeby... Żeby się ode mnie odsunęła.
**Aliana**
Dzisiaj chłopaki grali z pełną energią. Nie nadążałam im pstrykać zdjęć, obawiając się, że nie zdołam wychwycić najlepszych momentów. Carlos jak zwykle świetnie tańczył, a Logan zadziornie patrzył do obiektywu. James pewnie był głową w prywatnym przedszkolu. Swoją drogą, to nie wiem, jak udało mu się znaleźć miejsce w którym można zostawić dziecko nawet w niedzielę i święta.
-I kończymy! - krzyknął reżyser, odkładając megafon na bok. - Wszyscy byliście wspaniali.
Zrobiłam jeszcze kilka ostatnich fotek i odwróciłam się w stronę drzwi, gdzie machała do mnie Miranda. Podeszłam do niej. Ostatnio nie była dla mnie zbyt miła, więc trochę się bałam, kiedy do niej podchodziłam.
-Cześć, chciałam przeprosić. - powiedziała, kiedy chowałam aparat do torby ze sprzętem. - Nie powinnam się zachowywać.
-Nie ma o czym mówić. Ludzie gorzej mnie traktowali. - odpowiedziałam, sprawdzając skrzynkę w komórce.
-Nie wiedziałam. - odparła. - Może mogę Ci to jakoś wynagrodzić?
-Nie musisz. - pokręciłam głową. Poczułam czyjeś dłonie na karku. Odwróciłam się i zobaczyłam Kendalla, który próbował mnie do siebie przytulić, ale chowanie rzeczy do toreb nie bardzo mu się podobało.
-To znaczy, wszystko z nami o ok? - zapytała.
-Tak, jest ok.
Podeszliśmy do garderoby, gdzie chłopaki się przebierali w swoje zwykłe ciuchy. Ja już byłam gotowa, ale umówiłam się z Kendallem po pracy w apartamencie, więc...
-A tu jesteś. - usłyszałam głos, przeciągający spółgłoski. Kidy spojrzałam za siebie zobaczyłam Katelyn Tarver. Nie wyglądała na zadowolą, mimo że jeszcze kwadrans temu robiła słodkie minki.
-Mało ci jeszcze? - zapytała. - Musisz się ciągle koło nich kręcić?
-Nie wiem o czym mówisz. - powiedziałam szczerze. - Chyba coś ci się przyśniło.
-Dobrze wiesz o co mi chodzi. - krzyknęła. - Nie pozwalaj sobie na wiele. Myślą, że oni nie mają Ciebie dość?
**Kendall**
Słyszałem krzyk Aliany. Przeraźliwy krzyk. Najszybciej jak tylko mogłem wybiegłem z garderoby. Zobaczyłem Alianę, która opierała się o ścianę, a nad nią stała Katelyn.
-Kochanie? - zapytałem, pomagając jej się podnieść.
-Wszystko dobrze. - powiedziała słabym głosem.
-Ona mi Ciebie zabrała! - krzyknęła Kate. - Zasłużyła no to, żeby umrzeć!
Byłem w szoku, kiedy to usłyszałem. Jak ona może coś takiego mówić? Zawsze była miła, a teraz dostała ataku histerii.
-Kate, chodź ze mną. - powiedział James, próbując ją wyprowadzić.
Spojrzałem na niego z wdzięcznością, a on tylko pokiwał głową. Pomogłem Alianie wejść do naszej przebieralni, gdzie Carlos oczywiście świecił nagim torsem.
-Mógłbyś się ubrać, dobra? - zaproponowałem, sadzając Alianę na kanapie.
Delikatnie uniosłem jej brodę, żeby spojrzeć jej w twarz. Z jej nosa ciekła krew. Musiała nieźle oberwać. Pogłaskałem ją po włosach, żeby dodać jej otuchy.
-Dam Ci coś do picia, dobra? - zaproponowałem.
Pokiwała słabo głową. Pocałowałem ją w policzek i podszedłem do naszej butli z wodą. Nalewałem trochę do szklanki, puki nie usłyszałem głosu Logana.
-Kendall, Aliana mdleje!
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Na dzisiaj tyle. Na więcej nie ma czasu, ani siły. Dajcie znać w komentarzach, czy wam się podoba. Mam taki okres, że... zamiast rozwijać tekst z kartki, to go skracam. Pojawiła nam się Katelyn Travel. Co o niej myślicie? Dajcie znać w komentarzach, czy notka wam się podoba. Do przeczytania w poniedziałek! I jeszcze jedno. Majka, rób imprezę.  

6 komentarzy:

  1. Rozdział jak zwykle boski. Czekam nn ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. JEST! JEST! JEST! AAA utarli nos Jess! Biedna Aliana... Same nieszczęścia :( Mam nadzieję że nic jej nie będzie. Czekam nn:****

    OdpowiedzUsuń
  3. Jezu, notka boska! Beka z rodzeństwa dla Davida i szok w postaci Katelyn. Coś czuję, że zamiesza w związku Kendalla i Aliany. Czekam nn :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Super! Co do rozprawy to mi ulżyło, ale jak czytałam o tym co Katelyn próbowała zrobić Alianie to usta mi się automatycznie otwierały ze zdziwienia. Raany. CZEKAM NN!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Katelyn jako ta zła, Carlos bez koszulki... Ciekawie się robi, nie powiem xDDD
    Literówki! Dalej i wciąż! xDDD
    Ale i tak super *.*

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale ona jest biedna :( ciągle coś, wiecznie poobijana :( bidulka.

    OdpowiedzUsuń