czwartek, 31 października 2013

28. Po Fakcie

Usłyszałam sygnał swojego budzika i sięgnęłam, żeby go wyłączyć. Niestety, a może i stety natrafiłam na czyjś nagi tors.
Ze zdumieniem otworzyłam oczy i obaczyłam, że obok mnie leżał Kendall. Goły jak Święty Turecki, uśmiecha się przez sen i na dodatek trzyma rękę tam, gdzie trzymać tej ręki nie powinien, czyli na moim tyłku.
Momentalnie wróciły do mnie wspomnienia z ostatniej nocy. Stało się, spaliśmy ze sobą. Potrząsnęłam jego ręką, mając nadzieję, że to go obudzi.
-Kendall, wstawaj, jest rano.
No i świetnie. Kendall się cuci, ja siedzę na golasa owinięta w prześcieradło, a Roslyn i Jen... O matko, a jeżeli one naprawdę to nakręciły?
Szybko wstałam i pobiegłam do pokoju Jen, owinięta w letnią pierzynę.. Muszę się tego dowiedzieć, normalnie muszę.
Ale muszę przyznać, że było cudownie. Z nikim innym nie czułam się tak jak z Kendallem. Wcześniej chodziliśmy w różne miejsca publiczne, ale to nie to samo. A teraz, kiedy jest po wszystkim, nie chcę, żeby ktokolwiek się o tym dowiedział. A już w szczególności te dwie.
Bez większych ceregieli wtargnęłam do pokoju Jen i zdarłam z niej kołdrę. Ta natychmiast usiadła na łóżku z krzykiem.
-Ej! - wrzasnęła. - Nie musiałaś tego robić! Daj jeszcze pospać. Wolę spać kilka dni przed kacem i później szybciej dochodzę do siebie.
-Nie obchodzi mnie twój kac! - krzyknęłam, nie puszczając kołdry, którą Jen wciąż próbował mi wyrwać i drugą ręką przytrzymując własną, chroniąc ją przed opadnięciem na podłogę. - Nakręciłyście ten film?
Jennifer popatrzyła na mnie nieprzytomnie. No tak, kilka sekund temu spała.
-A, ten film... - powiedziała powoli. - Nie, naśmiewałyśmy się z was.
Poczułam, jak mi ulżył. Rzuciłam kołdrę na jej łóżko, a Jen natychmiast się nią przykryła.
Bez słowa wróciłam do pokoju i zobaczyłam, że Kendall już wkłada swoje jeansy.
-Tak bez żadnego „dzień dobry”? - zapytał uśmiechając się do mnie zadziorsko. - Daj buziaka.
Podeszłam do niego i pocałowałam go namiętnie w usta.
-Wiesz, że masz znacznie więcej piegów na ramionach, niż na policzkach? - wyszeptał, gładząc moje ramię. - I wyglądasz uroczo z tymi rozczochranymi włosami.
Uśmiechnęłam się i stanęłam na palcach, żeby do niego dosięgnąć bez obcasów. I chyba ich dzisiaj nie włożę, bo Carlos znowu zacznie narzekać, że ma kompleksy.
-Co, będzie szybka powtórka? - usłyszałam głos Roslyn, zanim zdołam chociaż dotknąć ust Kendalla. - Zaczekajcie, pójdę po kamerkę, będzie co wstawić na You Tube.
Westchnęłam, a Kendall się rozśmiał.
-Szykujmy się do pracy, dobra? - zaproponowałam, a on bez ostrzeżenia mnie pocałował.
**James**
Siedzieliśmy w biurze szefa, czekając na jego główną przemowę. Nie codziennie kierownik produkcji wzywa nas do siebie.
-Wszyscy wiemy o sobotniej imprezie. - oznajmił. - Wiemy też, że ta impreza jest jutro. Dlatego chciałbym, żebyście przyprowadzili ze sobą odpowiednich ludzi.
Popatrzyliśmy po sobie z zaskoczeniem. Co on ma na myśli.
-Myśleliśmy, że możemy zabrać kogo chcemy. - odezwał się Logan. - Ja biorę ze sobą Nicole. - oznajmił. - Już podjąłem decyzję.
-Mam gdzieś wasze decyzje. - warknął. - Nie możesz przyjść na pożegnalny bankiet „iCarly” z tą początkującą modeleczką.
-Modeleczką? - powtórzył Carlos. Pewnie wstałby, gdybym go nie przytrzymał. - To naprawdę fajna dziewczyna. Tom, przecież jej nie znasz.
-Owszem, nie znam jej, ale wiem wystarczająco dużo, żeby wiedzieć, że ona nie przyjmie się w tym świecie. Tutaj nic nie znaczy.
-A ja idę z Alianą. - odezwał się nagle Kendall, który na spotkaniach zawsze siedział cicho. - Też masz coś przeciwko temu? - zapytał.
-Nie miałbym. - powiedział. - Gdybym nie wiedział, że ma na bankiecie pewne zadanie do wykonania.
Pokręciłem głową. Jak to jest, że Aliana jest uważana za zwykłego, szarego fotografa i zawsze ma najwięcej do roboty. Nie mogę z tym. Już drugi rok powtarzam, że Aliana zasługuje na podwyżkę.
-A co byś powiedział, gdyby Garfield odwalił takie fotki, jakich w życiu nie widziałeś. - powiedział Carlos, siadając na krawędzi jego biurka.
-Nic bym nie powiedział. - oznajmił. - Bo ten rudy, tłusty kot u nas nie pracuje. I zdejmij tyłek z mojego biurka! Jak już pewnie wam mówiłem, nie życzę sobie żadnego prostactwa na bankiecie. Jeżeli zobaczę, że któryś z was przyprowadzi jakąś wieśniarę, to gorzko tego pożałuje.
Prostactwa? Powiedział ten, który podniecał się aferą Jonny'ego Deppa sprzed kilku lat. On naprawdę nie wie co mówi. Trzeba mu mózg przeczyścić.
-A mogę wziąć ze sobą Davida? - poprosiłem.
-Oczywiście. To będzie dla nas świetna reklama.
Reklama... Tylko to go obchodzi.
**Aliana**
Stałam naprzeciwko Nathana, robiąc mu zdjęcia. Poprosił mnie o to, skończyłam już pracę, więc dlaczego miałabym się nie zgodzić.
-Dzięki, że się zgodziłaś. - oznajmił, opierając się o ścianę. - Zawsze myślałem, że po godzinach pracujesz tylko z kobietami.
-Sugerujesz coś? - zapytałam. - Słuchaj, muszę się komuś wygadać.
-No?
Nie do końca wiedziałam, czy dobrze robię, zwracając się z tym akurat do Nathana. Roslyn jest moją najlepszą przyjaciółką, ale już mnie wyśmiała. Carlos też odpada, bo zaraz powiedziałby Kendallowi. Do Nate'a nie pójdę, bo on zaraz będzie się mnie czepiał, a zaraz potem zacznie się czepiać i w ten oto sposób grono osób godnych zaufania powoli się zamyka.
-Tylko przysięgnij, że nikomu nie powiesz. - zastrzegłam, przestając robić zdjęcia.
-Przysięgam. - powiedział z pełną powagą, unosząc dwa palce.
-Wiesz, że spotykam się z Kendallem? - zapytałam.
-Nic nowego. - Wzruszył ramionami. - Cala stacja o tym trąbi. I co w związku z tym?
-Wczoraj po raz pierwszy ze sobą spaliśmy. - powiedziałam.
Nathana zmroziło. Otworzył usta ze zdziwienia, wpatrując się we mnie wielkimi oczami. A wiadomo jakie on ma oczy? Strasznie malutkie.
-Zamknij buzię, bo wyglądasz jak kretyn. - oznajmiłam.
-Co? Jak? Kiedy? - jąkał się, nie mogąc wydusić z siebie żadnego pełnego zdania.
-Wczoraj, zadowolony? - wzruszyłam ramionami. - Przestań się tak uśmiechać. To było z miłości, a nie dla zabawy.
Nathan pokiwał głową uśmiechając się coraz szerzej.
-Nathan, pragnę Ci przypomnieć, że jestem od Ciebie całe osiem centymetrów niższa. Czy chcesz mieć ze mną zdjęcie, gdzie stoję z tobą ramię w ramię? - oznajmiłam, wiedząc jak bardzo jest przewrażliwiony na punkcie swojego wzrostu. A ja przerastałam go nawet na bosaka.
-Dobra, mów jak było. - powiedział, pozując do następnej fotki.
-Cudownie. - odpowiedziałam, ustawiając obiektyw. - Nawet nie wiedziałam, że jakikolwiek dzień może się tak skończyć.
-Upoiłaś się i teraz jesteś w niebie? - stwierdził nagle i znowu zaczął pozować.
-Nie przeginaj, dobra? - wycedziłam przez zaciśnięte zęby.
**Kendall**
Siedzieliśmy w domu, rozmawiając o tym, co powiedział nam szef. No pięknie. I całe wrażenia z ostatniej nocy z Alianą poszły w diabły, bo nasz kochany szef, producent, kierownik planu wymyślił sobie takie a nie inne zasady. A jak Jennette McCurdy przyszła na oficjalną imprezę z kumplem z dzieciństwa to było dobrze.
-Proponuję się zbuntować. - oznajmił Logan. - Ale, dziewczyny muszą być grzeczne. - dodał, kiedy zauważył zdziwione spojrzenie Nicole, która już chyba się pogodziła z myślą, że nie może iść na imprezę.
-Jesteś pewny? - zapytała.
-Tak. Przecież jesteś świetną dziewczyną. - powiedział. - Tylko trzeba to jeszcze przekazać Jennifer i Roslyn, żeby niczego nie odwaliły.
Carlos usiadł wygodniej na fotelu i westchnął. Na wspomnienie o Roslyn zbladł.
-Rose nie idzie. - oznajmił. - Ma sporo roboty w muzeum, dlatego będzie tam nocowała do piątku.
-Będzie pracować? - zapytałem, patrząc na niego z zaskoczeniem. - Przecież nikt nie może trzymać pracowników po nocach.
-A kto powiedział, że ktoś ją do tego zmusił? - zauważył Carlos. - Ona i kilku jej kolegów sami sobie to wymyślili. Twierdzi, że inaczej się nie wyrobią w terminie.
Wzruszyłem ramionami. Roslyn zawsze słynęła z pokręconego charakteru, ale w życiu bym nie pomyślał, że z własnej woli będzie pracować po nocach.
Usłyszałem dzwonek do drzwi. Już chciałem wstać, żeby otworzyć, ale Logan był szybszy.
-Pójdę sprawdzić kto to. - powiedział, całując Nicole w czubek głowy.
Nie patrzyłem jak wychodzi. Wpatrywałem się pusto w przestrzeń.
-Pozostaje jeszcze jedna kwestia. - odezwał się nagle James. - Kto zabierze Davida. Nie mam dla niego opiekunki na czas imprezy.
-Ja. - Podniosłem rękę bez zastanowienia. - Aliana będzie robiła tą prasówkę, więc mogę się nim zająć. - odparłem.
-Na prawdę, mógłbyś? - zapytał, patrząc na mnie z uwagą.
-Tak, nie ma sprawy.
Usłyszałem kroki. Do pokoju wszedł Logan, prowadząc za sobą Kressa.
-Słuchajcie, muszę wam coś powiedzieć. - oznajmił, stojąc w drzwiach. - Wiem, że szef kazał wam nie przyprowadzać partnerów, którzy mogliby skompromitować stację, wiedząc, że na bankiecie będzie jeszcze prasa z zewnątrz.
-Właśnie o tym rozmawialiśmy. - powiedział Logan, patrząc ma na niego i wycierając sobie nos.
-Serio? - zdziwił się, unosząc brwi. - To nie ważne. Olejcie to. - powiedział. - Ale udowodnijcie mu, że dziewczyny, które przyprowadzicie potrafią się zachować.
-A jak się domyśliłeś, że nam to powiedział? - zapytał Carlos.
Nathan tylko się uśmiechnął i pokręcił głową.
-My mieliśmy to samo. - wyjaśnił. - Na początku też się obawialiśmy, ale po dłuższym zastanowieniu postanowiliśmy postawić na swoim.
-Co masz na myśli? - zapytała Nicole, w pełni zdając sobie sprawę, że Nathan wcale jej nie kojarzy.
-Mam na myśli, że musicie im pokazać, że nie zadajecie się z jakimiś prostakami, którzy robią wam obciach przy pierwszej lepszej okazji. Jestem Nathan Kress. - powiedział, wyciągając dłoń w jwj stronę. - Miło mi Cię poznać.
-Nicole Brown. - Oznajmiła, odwzajemniając uścisk dłoni.
-Chcę tylko powiedzieć, żebyście się nie stresowali i zachowywali się przyzwoicie i wszystko będzie dobrze.
Kiedy to powiedział, uśmiechnął się do nas ciepło i spojrzał w kierunku stołu z rozłożonymi książkami. No tak... Nie powinienem zaczynać tych porządków.
-Kto czyta tyle książek? - zapytał.
-Nikt nie czyta. - Carlos wzruszył ramionami. - Kendall robi remanent biblioteczki, tylko chwilowo nikt nie ma do tego głowy. - wyjaśnił.
**Aliana**
Stanęłam przed kuchenką i wlałam trochę ciasta naleśnikowego na patelnię. To był jeden z tych niewielu wieczorów, w których zostawałam sama w domu. Roslyn w pracy, a Jennifer nocuje dzisiaj u Jamesa. Nie wiem, jak oni tam sobie czas organizują.
Kiedy przekręciłam placka, usłyszałam dzwonek do drzwi. Upewniłam się, że patelnia stoi na kuchence jak przystało i poszłam otworzyć.
Za drzwiami okazała się sąsiadka, która stała w drzwiach ze swoim poczciwym uśmiechem.
-Dobry Wieczór, pani Evans. - powitałam ją, uśmiechając się do niej ciepło. - W czym mogę pani pomóc?
-Pani Hamilton. - powiedziała od razu. - Czy byłaby pani tak dobra i pożyczyła mi trochę mąki? - poprosiła. - Bo mój mąż na śmierć zapomniał kupić.
-Oczywiście. - pokiwałam głową. - Za chwilę pani dam. Proszę wejść.
Wpuściłam ją do środka i sprawdziłam swój placek, który jeszcze się nie usmażył. Później otworzyłam szafkę i nasypałam do szklanki, którą mi dała, trochę mąki, którą zawsze trzymam w mniejszym pojemniku.
-Proszę. - powiedziałam, dając jej już pełne naczynie.
-Dziękuję. Bardzo pani miła.
Kiedy w końcu zamknęłam za nią drzwi, podeszłam do kuchenki, chcąc odłożyć na talerz naleśnika, który był już gotowy.
Ledwo zdążyłam rozprowadzić nowe ciasto, a już odezwał się mój telefon. Na ID zobaczyłam numer Izzy.
-No, słucham cię. - powiedziałam, odbierając połączenie.
-Aliana, mamy problem. - usłyszałam jej zdenerwowany głos.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Co do tego „timobajla” z ostatniej notki. Autentyk. Przyjaciółka próbowała się dodzwonić do naszej przyjaciółki, a jej padł telefon i ciągle włączała się poczta głosowa. Zostawiła jej podobną wiadomość.

No i na dzisiaj tyle. Mam nadzieję, że się wam podobało, a następną część zobaczycie we wtorek po południu.  

6 komentarzy:

  1. jaka brutalna pobudka Jen, biedna na kaca się szykuje :P rozdział jak zwykle świetny :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny rozdział jak zwykle z resztą ciekawe co się będzie działo dalej. Czekam na next ^-^

    OdpowiedzUsuń
  3. Hah... Biedna Jen, miała suuuuper pobutkę :D Kuźwa ten ich menager mnie wkurza! Dziewczyny wieśniary?! Pfff co on sobie wyobraża! Czekam nn:*****

    OdpowiedzUsuń
  4. Super *.*
    Szkoda, że koniec. A początek słodkiiiiiiii :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Jaki problem? Jaki problem? W ogóle, to rozdział extra. Mówiłam ci już, że jesteś genialna? Tak? No to mówię raz jeszcze. :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Kto by chciał się obudzić z Kendallem w łóżku ręka do góry!

    OdpowiedzUsuń