wtorek, 5 listopada 2013

29. Kolega

-Żartujesz sobie z nas? - wykrzyczał Carlos, kiedy w końcu wyjaśniłam im o co chodzi.
-Powaga. - powiedziałam, siadając na ich kanapie. Jennifer i Nicole wpatrywały się we mnie ze zdziwieniem. - Jeden z sutenerów Nicole uciekł z pudła. - powiedziałam.
-Wiesz który? - zapytała Nicole ze strachem w oczach.
-Jakiś Diego, albo Ivo, coś takiego. - wzruszyłam ramionami. - Tak czy inaczej mamy kłopoty, a szczególnie ty, Nicole. W grę wchodzi jeszcze, że zapomniał o kilku swoich dziewczynach.
Kendall podszedł do mnie i objął mnie ramieniem. Czułam jak mnie całuje. Kiedy do nich wpadłam, prawie w środku nocy, myślałam, że Logan zawału dostanie, tak na mnie nakrzyczał.
-To co my zrobimy? - zapytał w końcu po długiej przerwie.
-A co możemy zrobić? - zaczął James. - Mieć przy sobie telefon z numerem Izzy ustawionym na szybkim wybieraniu?
-Zawsze jakiś początek... - wymamrotał Kendall, sprawdzając, czy David się nie obudził.
Pokręciłam głową i spojrzałam w stronę Jamesa, Fajnie wiedzieć, że przynajmniej on jest w stanie jakoś funkcjonować i to po tym, czego się dowiedzieliśmy.
-To są źli ludzie.- powiedziała Nicole, patrząc w podłogę. - Oni nie zapominają o swoich dłużnikach. A ja przecież dla nich pracowałam. Na pewno będą chcieli, żebym do nich wróciła.
Logan objął ją ramieniem. A mnie coraz bardziej chciało się spać. Spojrzałam na zegarek. Było już prawie po północy. Pod płaszczem i spodniami miałam piżamę, a oni wciąż siedzieli tak, jak wyszli z pracy? Czy oni nie zamierzają dzisiaj spać?
Potrząsnęłam głową i wstałam. Czas się zbierać.
-Muszę już iść. - oznajmiłam wstając. - Jutro jest ten bankiet, a ja muszę jeszcze przygotować sprzęt. Szef stacji nie będzie zadowolony, jeżeli ja i Mark nawalimy, to nie będzie zadowolony.
Pomachałam im na pożegnanie i wstałam kierując się do wyjścia.
-Aliana, czekaj. - usłyszałam głos Kendalla, który chwilę później mnie dogonił. - Jest późno. - powiedział. - Może jednak zostaniesz na noc?
-Nie – Pokręciłam głową, poprawiając sobie zegarek na ręku. - Jest już późno, a sprzęt ma, w domu. Komputer też, więc jedną noc jakoś bez siebie wytrzymamy.
-Jesteś pewna? Jest bardzo późno. - nalegał. - Może się coś stać.
-Nic mi nie będzie. - pokręciłam głową, kładąc dłoń na jego policzku. - Nie martw się. Wszystko będzie dobrze. Poza tym, jutro rano mam umówioną sesję, więc...
-Z kim ta sesja? - przerwał mi, robiąc minę wściekłego Aborygena.
-Z Ryanem. - powiedziałam, całując go w policzek. - Umawialiśmy się już chyba miesiąc, a tak się złożyło, że oboje mamy wolny sobotni poranek. Plan czeka, sprzęt na jutrzejszą imprezę prawie spakowany, to...
-Dobrze, już rozumiem. - pokiwał głową, całując mnie coraz głębiej. - Kocham cię.
-Ja ciebie też. - odpowiedziałam, odwzajemniając pocałunek.
Następny dzień:
Dzwonek do drzwi podniósł mnie z łóżka o nieprzyzwoicie wczesnej porze. Wstałam, idąc do drzwi. Wiedziałam, że nawet jak będę krzyczeć to i tak mnie nie usłyszą, bo Logan zmienił drzwi na akustyczne. Będę musiała je zmienić.
Otworzyłam drzwi i zobaczyłam Ryana, który stał w progu z jakimś dużym, podłużnym pudłem.
-Cześć! - powitał mnie z uśmiechem, kiedy przepuściłam go w drzwiach. - Ciężka noc? - zapytał, stawiając swoje rzeczy na kanapie. - Przyniosłem śniadanie.
Stanęłam naprzeciwko niego, stawiając czajnik na gazie.
-Lepiej nie pytaj. - odparłam, wyjmując z lodówki mleko. - Wieczorem muszę iść na bankiet, a jeszcze nie wiem, co na siebie włożyć.
-Żaden problem. - wzruszył ramionami. - Jeśli chodzi o sukienkę na jeden wieczór, to mogę to załatwić w pół godziny.
Roześmiałam się, wsypując kawę do kubków.
-Tak, jasne. Daj mi chwilę, muszę się ubrać. Nie będę przecież paradować przed tobą w piżamie.
-Mnie tam się podoba... - usłyszałam, jak mamrocze, zanim zamknęłam za sobą drzwi pokoju.
Otworzyłam szafę i wyciągnęłam jedne z mich spodni. Trzeba w to szybko wskoczyć. Więc majtki, skarpety, stare sztruksy... a i jeszcze stanik i t-shert.
Kiedy w końcu byłam gotowa, weszłam do kuchni i zauważyłam, że Ryan już prawie wszystko porozkładał.
-Myślałam, że zdążę, zanim się ubierzesz. - odparł. Przeszłam przez przejście, w pełni świadoma, że Roslyn może wrócić lada moment.
-Dzięki, że wszytko zrobiłeś. - powiedziałam, zalewając kawę w kubkach. - Nie wiem, jak udało mi się dzisiaj stanąć na nogi.
-Łaski Ci nie robię. - oznajmił, kiedy siadaliśmy naprzeciwko siebie. - To ty robisz mi przysługę, a nie ja tobie, więc nie ma o czym mówić.
Pokręciłam głową z niedowierzaniem. No tak, jak zwykle szarmancki.
-Dobra, powiedz lepiej, co masz w tym pudle. - zmieniłam temat, biorąc łyk soku, który kupił Ryan.
-Pamiętasz, jak się poznaliśmy? - zapytał.
Pokiwałam głową. Dobrze pamiętam chwilę, kiedy po raz pierwszy zjawiłam się na planie „Orginals”. Właśnie wtedy poznałam Ryana, który niezwykle zręcznie (jak na szybki trening) posługiwał się mieczami. To głównie jemu i Taylorowi robiłam wtedy zdjęcia, ale z tym drugim nie kontaktowałam się tak często, jak z Ryanem.
-Pracowałam tam tylko dwa tygodnie i tylko na zastępstwie. - powiedziałam, przełykając kęs przyniesionej przez niego drożdżówki. - I tylko dlatego, że fotograf „20th Centuary Fox” był na zwolnieniu i potrzebowaliście kogoś na już.
-I ty byłaś najlepsza wśród propozycji.
-Dowiem się, co jest w tym pudle, czy nie?
-Moje miecze. - odpowiedział.
**James**
Logan i Nicole wyszli na policję jak tylko wstali. Carlos ma własne sprawy do załatwienia, a właściwie to jego sprawa, mimo, że ten zawsze się innym tłumaczy. Tylko Kendall obiecał, że zaopiekuje się Davidem i gdzieś go zabierze.
Chłopaki z chęcią zostawili na mojej głowie dobieranie strojów na wieczór. Ich szafy były dla mnie otwarte. Jen i Nicole mają kilka ładnych godzin, żeby sobie coś wybrać. Na razie nie histeryzowały za głośno, więc może jakoś to będzie.
Aliana to samo. Z jedną drobną różnicą. Szczerze wątpię, czy ktoś oprócz nas ją zauważy, bo ona świetnie potrafi wtopić się w tłum. Ze sprzętem na pewno sobie poradzi.
Logan i Nicole mają się dowiedzieć jak to w końcu jest z tymi gangsterami. Mam tylko nadzieję, że przeszłość Nicole nie da się nam za mocno we znaki.
Moje przemyślenia i przeszukiwanie szafy Carlosa przerwał dzwonek do drzwi. Wstałem z barowego stołka na którym siedziałem i wyszedłem otworzyć. Kiedy w końcu zwolniłem zabezpieczenie, moim oczom ukazała się uśmiechnięta twarz Nathana Kressa.
-Cześć! Gotowi na wieczorny bankiet? - zawołał z uśmiechem. - ba ja prawdę mówią, chyba wymięknę i nie będę miał odwagi przyjść.
Wszedł do środka, kiedy przepuściłem go w drzwiach. No tak, jeszcze brakowało, żeby na imprezie pożegnalnej „iCarly” zabrakło Freddy'ego.
-Musisz przyjść. - powiedziałem. - Grasz jedną z głównych ról, więc Twoja obecność jest obowiązkowa.
-Stary, wiem to. - oznajmił, odkładając na narożnik kamizelkę Carlosa, którą pożyczył jakieś pół roku temu. - Jeszcze poryczę się jak baba i tyle z tego będzie.
-Jedna męska łezka nie zaszkodzi. - pocieszyłem go, szukając paska do spodni Kendalla. Jak to jest, że kiedy włoży moją kurtkę to wygląda jak jakiś anorektyk? Na serio jestem taki gruby?
-Erl Grey z mlekiem? - zapytałem, wstawiając wodę na herbatę.
-Tak jest.
**Aliana**
-Kupiłaś to? - zapytał Ryan, biorąc do ręki DVD z „Genezą Wolverine”.
-Tak – odpowiedziałam, kierując zdjęcia do folderu. - Pracowałam tak krótko, ale jednak byłoby przyzwoicie obejrzeć ten film. A miesiąc temu widziałam go po raz pierwszy.
Byliśmy już po śniadaniu, które zrobiliśmy wspólnymi siłami. Sesję też już skończyliśmy. Trochę mnie zdziwiło, że pozował z tymi mieczami w garniturze. Teraz zajmowałam się wykończeniówką, czyli trzeba było Rayanowi jakoś wysłać te zdjęcia, bo on oczywiście zapominał zabrać ze sobą pendrive'a.
-A podobało Ci się chociaż? - zapytał, odkładając film na miejsce i składając swoje miecze do pudełka. Ten jego charakter i dociekliwość... I pomyśleć, że zdołał się ożenić drugi raz...
-Jeśli masz na myśli swoje akrobacje z mieczem, to wyszło lepiej niż na zdjęciach. - powiedziałam, przenosząc pliki do transferu maila. - Z tej lewej strony kulis to wyglądało trochę inaczej.
Ryan tylko pokręcił głową i zapieczętował pudełko w którym przyniósł swoje miecze, którymi posługiwał się na filmie.
-Nadal nie mogę zrozumieć, dlaczego nie zaprosili Cię na premierę. - odparł, siadając naprzeciwko mnie. - Odwaliłaś kawał dobrej roboty i uważam, że...
-Byłam tylko na zastępstwie. - przypomniałam mu, odkładając komputer na bok. - Nie miałam umowy, więc nie ma się co dziwić.
-Jednak to nie zmienia faktu, że ekipa cię polubiła. - oznajmił, wlewając sobie trochę soku z dzbanka stojącego na stole. - Hugh powiedział, że jesteś lepsza od niejednego fachowca z wytwórni. Marnujesz się w tej stacji telewizyjnej.
-Miło, że tak powiedział, ale nie zostawię chłopaków. Znamy się już od dawna i świetnie się nam pracuje. - odpowiedziałam, upewniając się, że zdjęcia się przesłały i wyłączyłam komputer.
-Ej, czemu już wyłaniasz?
-Fotki są już na Twojej poczcie. - oznajmiłam. - Robota skończona.
-To znaczy, że jedziemy po sukienkę? - ucieszył się, zabierając pudło. - zamykaj lokal i jedziemy do galerii handlowej. Razem na pewno coś wybierzemy.
Ryan uśmiechnął się do mnie zachęcająco i gestem dłoni zaprosił do wyjścia. Nie znam drugiego takiego, który tak chętnie chodzi na zakupy po damskie fatałaszki.
**Nicole**
Byłyśmy już gotowe. A chłopaki? Oni byli jeszcze w proszku. Ubierali się, jakby chcieli a nie mogli. Gdyby Roslyn tu była, pewnie mierzyłaby im czas i zapisywała „rekord powolności”, bo tylko ona jest do czegoś takiego zdolna. No i nie wiedziałam, że ma aż tyle fajnych sukienek. Nosimy ten sam rozmiar, a mnie jeszcze nie stać na jakieś super-markowe ciuchy. Z kolei ona ma ich bardzo dużo. Sama nie wiem, skąd ona to wszystko bierze.
-Ej, jesteście gotowi? - zapytała Jennifer, bębniąc w drzwi łazienki. - Zaraz musimy wychodzić!
-Kochanie, poczekaj jeszcze chwilę. - odkrzykną James.
-Młodego musimy jeszcze ubrać! - dodał Carlos.
Popatrzyłyśmy po sobie ze zdziwieniem. Co, we czterech go ubierają? Pokręciłam głową ze zdumieniem i wyciągnęłam telefon z niewielkiej kopertówki, którą pożyczyłam od Aliany.
-Ruszcie się, dobra? - pogoniłam ich, kiedy zauważyłam, która jest godzina.
Poza tym wciąż martwiłam się o Diega. W końcu to szef wszystkich szefów w nielegalnej branży sutenerskiej Kalifornii. Może wywinąć jakiś numer. Jeżeli zrobi coś mnie, to będzie pół biedy, ale jeżeli skrzywdzi Logana, albo kogokolwiek z nas, nigdy sobie tego nie wybaczę.
-Nicole, wszystko w porządku? - usłyszałam nieśmiały głos Jennifer.
-Tak, zamyśliłam się. - skłamałam, odkładając komórkę do torebki. Pozostało nam tylko czekać, aż zacznie się cała impreza. Może wtedy coś wymyślimy.
Jednak w każdej chwili może być za późno. Nawet teraz.
Zanim się zorientowałam, z pokoju wyszedł Kendall, trzymając za rękę Davida.
-Alla do nas dojdzie? - zapytałam go, kiedy sadzał małego w foteliku minibusa.
-Tak. - odparł. - Ma już być na miejscu. Ze Stephenem i Tanyą też spotkamy się przy wejściu. Tak między nami, to, coś cię martwi, prawda? - dodał po chwili półszeptem.
-Wydaje ci się. - odpowiedziałam, kręcą głową i spuszczając wzrok.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Gotowe! Wiem, wyszło trochę nudno, ale za to w czwartek będę opisywać imprezę. Poza tym... dziękuję za wszystkie wyświetlenia, wszystkie komentarze. Sama nie wierzę, że piszę tego bloga zaledwie od dwóch miesięcy. No nic. Nie przynudzam. Mimo to, mam nadzieję, że się wam podobało. Dajcie znać w komentarzach. Trzymajcie się cieplutko! Ryan Reynolds (Deadpool)

7 komentarzy:

  1. Rozdział super!!! Mam nadzieję że Nicole nic nie zrobią no i reszcie. Szykuję się imprezka!!! ;-) Czekam nn:****

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow... genialne. Niesamowite. Świetne. Zyskałaś właśnie nowego czytelnika :) liczę, źe kiedyś znajdę jakąś Twoją książkę w empiku w dziale Bestsellery ;D kupię 10 :))

      Usuń
    2. Wow... genialne. Niesamowite. Świetne. Zyskałaś właśnie nowego czytelnika :) liczę, źe kiedyś znajdę jakąś Twoją książkę w empiku w dziale Bestsellery ;D kupię 10 :))

      Usuń
  2. James jest bardziej napakowany niż Kendall, więc co się dziwi, że jego kurtka jest na Kendalla za duża ;) rozdział fajny, jak zawsze, no i czekam na tą imprezkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kendall z miną aborygena.. Chciałabym zobaczyć xD
    Jak zwykle super ale literówki! Znów!
    ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Genialny rozdział. Niektórych pojęć nie rozumiałam, bo nie widziałam tych filmów, co ty, ale jak zwykle świetnie. Nie mogę się doczekać bankietu! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kurcze. Pisałabym więcej komentarzy, ale net mi już tak muli, że hej! Ps. Super rozdział

    OdpowiedzUsuń