czwartek, 7 listopada 2013

30. Bankiet

**Aliana**
Czerwony dywan, chociaż właściwie pomarańczowy. Ostatnie chwile dla Mirandy Cosgrove. Dziewczyna musiała się nieźle nalatać, żeby zostawić sobie czyste konto i pozamykać wszystkie swoje sprawy. Ale teraz u każdego w firmie ma czyste konto.
Włożyłam sukienkę, którą wybraliśmy razem z Rayanem. Nadal uważałam, że ma za dużo falbanek, ale dobra. Ta była najlepsza. Cena też była przystępna, a wcześniej jakoś nie prosiłam Roslyn, żeby załatwiła coś w moim rozmiarze i jakoś tego żałuję.
Włożyłam płaszcz, zakrywając górę od przewiewnej, czarnej sukienki. Potem wzięłam na ramię torbę z aparatem i wyszłam z mieszkania, dokładnie zamykając drzwi.
Na dole wsadziłam torbę do bagażnika i pojechałam do siedziby stacji. Na dole już byli prawie wszyscy fotografowie.
-Hej, Aliana. - powitał mnie Mark, który stał ze swoją kamerą, po czym skierował wizjer na mnie. - Świetnie wyglądasz.
-Dzięki, ale zazwyczaj wolę stać po tej drugiej stronie. - powiedziałam mu, kiedy zdałam sobie sprawę, że nie da mi spokoju.
-Oj daj spokój! - krzyknął, kiedy włączałam aparat. - Może zajmiesz się gośćmi? - zaproponowałam. - A nie mną?
Mark tylko pokręcił głową i nie przerywał swojej czynności, w czasie, kiedy ja rozglądałam się za samochodem chłopaków.
-A twojego chłopaka jeszcze nie ma? - zapytał Mark, jakby czytał mi w myślach.
-Pewnie przyjadą minutę przed rozpoczęciem. Nie martw się.
Przeszłam przez niskie ogrodzenie i zaczęłam fotografować Mirandę, która wdzięczyła się do dziesiątków obiektywów. Na razie pozostało mi jedynie czekać na chłopaków, Jen, Nicole i Victorię Justice, która miała służbowo towarzyszyć Carlosowi. Za długo to ona z nim nie wytrzyma.
Nagle poczuła, jak ktoś szarpie mnie za ramię i ciągnie w swoją stronę.
Sekundę później ktoś przyssał się do moich ust. Odwzajemniłam pocałunek, kiedy rozpoznałam usta Kendalla. Kiedy się od niego oderwałam, spojrzałam mu w oczy.
-Pięknie wyglądasz. - wyszeptał.
-Ty też. - wyszeptałam, poprawiając kołnierzyk jego granatowej koszuli. - Będziesz się nieźle prezentował.
Kendall uśmiechnął się od mnie i znowu mnie pocałował.
-Chodź - powiedziałam. - Zrobimy ci kilka zdjęć z Jennette McCurdy.
Pociągnęłam go za rękę i poprowadziłam w stronę wejścia. Pozwoliłam się przywitać Davidowi i poczekałam aż się ustawią i zrobiłam zdjęcie.
-Już wiadomo, dlaczego ona zawsze robi zdjęcia zamiast pozować. - usłyszałam głos Katelyn za plecami. - Urodą to ona nie grzeszy!
-Kate, proszę... - jęknął Kendall, kiedy się zorientował, że mówi o mnie.
-Zajdź mi z oczu, dobra? - wymamrotała mi do ucha, na co ja odwróciłam się w jej stronę.
-Przecież na nich nie stoję. - wymamrotałam, podchodząc do krawędzi pomarańczowego dywanu, który tylko w domyśle był nazywany „czerwonym”.
Atmosfera na imprezie gęstniała z każdą minutą. Głównie za sprawą Jennifer i Kate, które co kilka minut skakały sobie do oczu. Ja tylko starałam się wykonywać swoją robotę, w nadziei, że szef nie zauważy ich zaczepek.
**Jennifer**
Travel irytowała mnie coraz bardziej z każdą chwilą. Z jakiej racji ona w ogóle czepia się Aliany? Zrobiła jej coś? Chyba, że weźmiemy pod uwagę sprzątnięcie Kendalla sprzed nosa, ale ta dwója się kocha i to już musi być coś więcej.
Nie wiem, po co w ogóle te całe jej zaczepki... Doprowadzały mnie do coraz większej furii. Cała jej osoba działała mi na nerwy.
-Wiesz co? - krzyknęłam w jej stronę. - Masz oczy jak ropa naftowa!
Katelyn odwróciła się w moją stronę i zmierzyła mnie wzrokiem.
-Co, takie czarne? - zapytała.
-Nie, takie zaropiałe. - odpowiedziałam spokojnie.
O, oo. Chyba zaczyna tracić cierpliwość, bo cała poczerwieniała. Podeszła do mnie z wściekłością. Ale cieszyłam się z tego.
-Co ty do mnie powiedziałaś? - wybuchnęła kipiąc ze złości.
-Już wiem, dlaczego jesteś taka pokręcona. - odparłam, ignorując jej wściekłą minę. - Twoi rodzice kołysali Cię w betoniarce.
-Już wystarczy, że masz usta jak strażackie wiadro. - warknęła.
No dobra, Jen! Trzymaj się nie możesz teraz stracić cierpliwości. Jeszcze nie teraz!
-A ty jesteś piękna jak róża, co się z kibla wynurza! - zawołałam wesoło, klepiąc ją po przyjacielsku w ramię, na co ona prawie wyszła z siebie.
-A co ci się stało? - zapytała z udawanym przecięciem. - Wiem, że Frankenstein jest paskudny, ale ty już wychodzisz poza skalę.
-Ale przyznaj! - powiedziałam, szczypiąc jej ozdobne wstążeczki przy sukience. - Odstawiłaś się jak sprzątaczka w dzień nauczyciela.
-Wiesz co? - zawołała, kiedy w końcu odzyskała głos.
-Nie krępuj się. - powiedziałam, kiwając głową. - Szkoda sznurka. Albo nie... - przerwałam, kiedy zaczęła otwierać usta, żeby coś powiedzieć. - Daj mi lepiej swoje zdjęcie, bo mam ochotę na kanapkę z pasztetem.
Ona wciąż się wściekała. Gdzieś za jej plecami widziałam Carlosa, który gestami dawał mi znać, żebym przestała, ale to tylko mnie nakręcało.
-A Twój nos, to efekt nieudanej operacji plastycznej? - kontynuowałam, mając niezłą bekę z Carlosa, który bezskutecznie próbował mnie uciszyć na odległość. - Bo kiedy byłaś mała, to zapaliła Ci się kołyska, to twój ojciec gasił Cię łopatą i chirurg, który miał to naprawić spieprzył robotę? Czy miałaś jakąś inną nieprzyjemną przygodę? Bo naprawdę, jest mi bardzo przykro z tego powodu, wierz mi, to musiało być dla Ciebie straszne przeżycie!
Gadałabym tak pewnie długo, ale byłam za bardzo nabuzowana.
-Czy ty masz mnie za idiotkę? - zapytała, wytrzeszczając na mnie oczy.
Oczywiście, że mam ją za idiotkę, co za głupie pytanie!
-Nie, ale mogę się mylić. - odpowiedziałam, wzruszając ramionami. Chyba wiadomo, co sugeruję, prawda? Jednak postanowiłam nie tracić fasonu, uśmiechając się do niej przymile, co zupełnie przeczyło z tym, co mówiłam.
-Wiesz, że kto pod kim dołki kopie...
-Ten zarabia na ropie! - wpadłam jej w słowo. - Wiesz co? Może lepiej sprzedaj na Allegro swój mózg i kup nowy, bo to twoja jedyna nadzieja!
Poczułam, jak ktoś łapie mnie pod ramię, a kiedy spojrzałam w bok, zobaczyłam Jamesa.
-Jen, chodźmy stąd może. - powiedział, ciągnąc mnie w stronę zaplecza.
-Schowaj się, bo na małpy, polują! - zdążyłam krzyknąć w jej stronę, zanim James doprowadził mnie do Carlosa i Logana, którzy upijali się w koncie. Kurde, mogłam do nich wcześniej dołączyć!
Logan wstał, zataczając się i skierował się do wyjścia. Ja i James poszliśmy za nim. Nicole jakoś nie było widać. Pewnie siedzi w łazience.
-Co ty wyprawiasz? - wycedził przez zaciśnięte zęby. No tak, jeszcze tylko tego by brakowało.
-No co? - spojrzałam na niego z miną męczennicy. - Obrażała Alianę. Miałam tak po prostu na to patrzeć? - urabiałam go tak jeszcze przez chwilę, aż w końcu James zdał sobie sprawę, że Logan jest już na zewnątrz i natychmiast za nim pobiegł, a ja za Jamesem.
Na zewnątrz zdałam sobie sprawę, że Logan musiał się naprawdę porządnie narąbać, bo podszedł do taksówkarza i dwa razy zapukał w szybę.
-Wolny pan? - wymamrotał, jeszcze zanim zdołaliśmy do niego podbiec.
-Wolny. - usłyszałam stłumiony głos faceta w podeszłym wieku.
-Zatańczymy? - Logan ukłonił się w stronę starszego pana w taryfie.
Nie mogłam zajrzeć do środka i zobaczyć jego miny i bardzo tego żałowałam, bo na pewno była bezcenna. Dobra... i komu to odbija, kiedy się upije? Ja nie mogę z tymi ludźmi...
-Jak ja się cieszę, że Kendall nie pije po kontach... - wymamrotał James, prowadząc go w stronę toalet. - Stary, teraz naprawdę przesadziłeś! - Krzyknął, wpychając Logana do Łazienki.
Kiedy zatrzasną za nim drzwi kabiny, zaczął gorączkowo myśleć. Kilka sekund później chuchnął sobie na rękę i powąchał.
-Piłaś coś? - zapytał mnie, kiedy zdał sobie sprawę, że jednać czuć od niego, że pił. Niewiele, ale jednak. Później westchnął i spojrzał na mnie błagalnie.
-Tak, dwa drinki. - odpowiedziałam. - A Nicole nie ma prawa jazdy. - odparłam, wyprzedzając jego następne pytanie.
Domyśliłam, się, że chce go zabrać do domu, ale kiedy wszyscy trochę piliśmy.
-Aliana! - wykrzyczał uradowany, jakby wpadł na jakiś pomysł i był z niego dumny. - Przecież ona nic nie piła, bo kto normalny pije w pracy?
-Uwierz mi, wiele ludzi... - powiedziałam, chcąc częściowo ostudzić jego zapędy, ale jakoś nie bardzo mi to wyszło, bo jego mina wcale się nie zmieniła.
-Czekaj, załatwię to! - powiedział, kiedy Logan na nowo zaczął się wydzierać i walić w drzwi.
-Wypuście mnie! - krzyczał. - Ja nic złego nie zrobiłem! Mamusiu! Tatusiu!
James wybiegł z tego męskiego kibla, jakby się tym nie przejmował. Tylko poleciał gdzieś w głąb sali. Czekałam na niego, stojąc pod tymi drzwiami.
Jimmy wrócił po chwili, prowadząc Alianę za ramię.
-Czemu mnie tu ciągniesz? - wrzasnęła, chcąc go kopnąć w kostkę, ale nie pozwalała jej na to sukienka z licznymi falbanami. - Co ty wyprawiasz.
James puścił ją i otworzył drzwi kabiny, do której wepchnął wcześniej Logana. Ten wysypał się przez drzwi i spojrzał na Alianę z uśmiechem.
-Cześć piękna! - powiedział do niej, patrząc w jej głęboki dekokt. - Zatańczymy?
Aliana spojrzała raz na mnie, a raz na niego, po czym, przytrzymała ramie Logana, chroniąc go przed upadkiem.
-Podchmielony? - zapytała, kiedy zdołała go jakoś usadzić.
-No, delikatnie powiedziane... - wymamrotał, kręcą głową. - Odwieziesz go jakoś dyskretnie do domu? Błagam... - poprosił, kiedy udało nam się przytrzymać Logana w stabilnej pozycji.
-Dobra, tylko daj mi klucze do was do domu. - oznajmiła.
**Kendall**
Ja i David siedzieliśmy przy jednym ze stołów, karmiąc go kawałkami kurczaka, w czasie kiedy Jennette i Nathan pokazywali mu jakąś książeczkę.
Na odległość widziałem jak Aliana i James wyprowadzając Logana na zewnątrz, bo ten, mimo że do do końca imprezy było jeszcze daleko, zdążył się już się porządnie upić.
Chciałem jakoś dogonić Alianę, ale wiedziałem, że i tak nie dążę, bo ona już pewnie zdołała odpalić silnik. Pewnie tu wróci, jak tylko ułoży go do łóżka i upewni się, że ten nigdzie nie pójdzie.
-Cześć. - usłyszałem głos Nicole, która usiadła po mojej drugiej stronie. Spojrzałem na nią. Wyglądała dość smętnie. - Nie wiesz gdzie jest Logan?
-Z tego co wiem, to zgodnie ze swoim zwyczajem upił się gdzieś z boku w towarzystwie Carlosa i teraz Aliana odwozi go do domu. - odpowiedziałem, ale zaraz szybko dodałem: - Nie martw się. Rano dojdzie do siebie i nawet nie będzie niczego pamiętał.
Uśmiechnąłem się do niej i po przyjacielsku przytuliłem.
-Jesteś pewny? - zapytała, patrząc mi zza ramienia.
-Tak – pokiwałem głowę. - Sama zobaczysz. Taki już jest Logan. Doba, góra dwie i wszystko będzie tak jak wczoraj. - wyjaśniłem jej, wiedząc, że jest w takim stanie po raz pierwszy, kiedy ją poznał. Powinna wiedzieć. I tak by się dowiedziała. - A dziennikarzom jak zwykle powiemy, że źle się poczuł i tak osoby trzecie o niczym się nie dowiedzą.
Spojrzałem na Davida, który już sam jadł bułeczkę i małe kawałki mięsa w panierce. Jennette opowiadała mu jakąś historyjkę, pokazując obrazki w książeczce. Ona i Nathan już udzieli wywiadów i teraz woleli się zaszyć gdzieś poza zasięgiem fotografów.
-Wybaczcie. - oznajmiłem, zdejmując Davida ze swoich kolan i sadzając na podłużnym fotelu bez naramienników. - Muszę zaczerpnąć świeżego powietrza.
-Niedobrze ci? - zapytał Nathan, kiedy wstałem i chciałem już wyjść.
-Wszystko w porządku. - odpowiedziałem. - Po prostu muszę na chwilę wyjść.
Przeszedłem przez boczne wyjście wynajętego klubu, który znajdował się na tyłach naszej stacji. Minąłem ochroniarza w garniturze i zdążyłem wychwycić, że mówi coś do swojego mini komunikatora, kiedy wychodziłem na zewnątrz.
Zostawiłem za sobą uchylone drzwi, słysząc tylko przytłumioną muzykę z sali tanecznej. Grali teraz jakiś remix tematu z „Inspektora Gadżeta”. Serial teraz należy do Jetix, ale DJ się tym nie przejmował. Oglądałem tą bajkę jak byłem mały i jednak warto sobie przypomnieć główny temat.
Westchnęłam, ciesząc się świeżością drzew, które rosły w pobliskim ogrodzie.
Nagle poczułem uderzenie w bok głowy i ziemia zawaliła mi się pod stopami.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Na dzisiaj tyle. Mam nadzieję, że wam się podobało. Pobrałam kilka żartów ze starej aplikacji i zrobiłam z tego jedną wielką kłótnię. Może nie wielką, ale jest na ponad pół strony w moim programie do pisania. Ciąg dalszy we wtorek. Dajcie znać, czy wam się podobało.

6 komentarzy:

  1. Kanapka z pasztetem, ha ha, dobre i to z kopaniem dołków i zarabianiem na ropie muszę sobie gdzieś zapisać, reszta tekstów Jen jakaś dziwna ... never mind. Ciekawa jestem kto walnął Kendalla O.o Czekam niecierpliwie nn :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zostałam fanką pyskówki Katelyn z Jennifer xD. A pijany Logan.. BOSKIE
    I co mi Kendalla walisz w głowę? HMMM?! xd
    Czekam na nn!

    OdpowiedzUsuń
  3. No nieźle Jennifer dała popalić Katelyn, hahahaha XD Logan nie pij tyle po za niedługo to cię wyniosą a nie wyprowadzą ale zaraz.... CO Z KENDALLEM?!?!?!?! KTO GO SMIAŁ GO UDERZYĆ?!?! I TRZEBA CZEKAĆ DO WTORKU! !! NIEEEE JA CHCE WIEDZIEĆ CO Z KENDALLKIEM!!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. lol :D Jennifer kocham cię normalnie ^.^ i ten twój charakter, ale jednak dobrze, że James jej przeszkodził bo Katelyn by wybuchła :D
    ej, ej, ej, ! KTO UDERZYŁ KENDALLA ?! Nie wolno ! D:
    c-c-c-co ? ;c nieeee.... zostawcie goo... D: Zabierzcie mnie, ale jego zostawcie w spokoju D:
    rozdział świetny i czekam nn ! :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie wiem co się stało Kendallowi. Wydaje mi się, że ktoś go uderzył w głowę. No super, znowu Kendall będzie poszkodowany. Oh.. Biedaczek. Dobra, czytam dalej. Jak zwykle świetny rozdział ! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeden z moich ulubionych rozdzialow. leje z tej pyskowki. zaropiale oczy albo betoniarka. no dzien az staje sie lepszy.

    OdpowiedzUsuń