wtorek, 12 listopada 2013

31. Pomyłka

**James**
Widziałem jak David do mnie podbiega. Zauważyłem, że wcześniej podbiegł za Kendallem, który wyszedł na zewnątrz i zostawił Jennette i Nathana pogrążonych w rozmowie.
-Wujek Kendall! - krzyknął, szarpiąc mnie za marynarkę. - Taki duży pan uderzył go i zabrał ze sobą! - krzyczał zupełnie chaotycznie, a ja nie mogłem nic z tego zrozumieć. Wciąż byliśmy na imprezie pożegnalnej „iCarly”.
-Synku, powoli – powiedziałem łagodnie, chcąc goi uspokoić. - Powiedz co się stało.
David zaczął głęboko oddychać. Widziałem, że jest spanikowany i za nic nie mogłem go uspokoić.
-James, on chyba nam powiedział, że ktoś porwał Kendalla. - powiedziała Jennifer, podając małemu trochę soku w szklance.
Podniosłem na nią wzrok. Oboje wiedzieliśmy co widział David, ale tylko ona była na tyle odważna, żeby powiedzieć to na głos. Nie wiedziałem, co ma czuć, co mam zrobić.
-Dzwonimy do Izzy. - oznajmiłem, wyjmując komórkę.
**Kendall**
-Kretyni! - usłyszałem czyjś gruby głos. - Wzięliście nie tego, co trzeba.
-Szefie, tylko jego dało się wziąć. - usłyszałem kolejny gruby głos. - Tylko on był sam.
W końcu odważyłem się otworzyć oczy. Leżałem na zimnej, zakurzonej podłodze. Nade mną stało trzech facetów, którzy byli pochłonięci rozmową, o ile można tak nazwać ich obecną wymianę zdać, bo tylko jeden krzyczał na drugiego, a ten trzeci tylko się im przyglądał.
-Wiedziałem, że nie można wam powierzyć żadnej poważnej roboty. - krzyczał ten drugi. - Tysiące razy wam powtarzałam, że ma czarne włosy, w wy wzięliście blondyna! Czy wy używacie tego czegoś, co macie pod czaszką, czy zamiast tego macie tylko kawałek zgniłego orzecha.
Ten drugi, chyba w końcu zauważył, że się obudziłem i szturchnął jednego z tych facetów, na co ten natychmiast przestał krzyczeć.
-Zbudziła się nasza śpiąca królewna! - wykrzyczał nagle. - Wiesz, co tu robisz?
Usiłowałem się podnieść, ale ból głowy trochę mi w tym przeszkodził. Nagle zdałem sobie sprawę, że ze skroni leci mi krew, co mogło być jedną z przyczyn zawrotów głowy.
-To musi być jakaś pomyłka. - wykrztusiłem, po wielu nieudanych próbach podniesienia się na nogi. - Wypuście mnie.
-Chyba w twoich snach. - prychnął ten drugi. - Najpierw ta mała suka musi do nas wrócić.
-Nie wiem, o czym mówicie. - wymamrotałem.
-Nicole Brown, mówi Ci to coś?
-Jej dług został spłacony. - oznajmiłem, wiedząc, co Logan zrobił, żeby ją ratować.
-Dług tak, ale teraz więcej moich dziewczyn chce pójść w cholerę. - wyjaśnił. - A jeżeli odzyskam tę małą dziwkę, inne wybiją sobie z głowy pomysły.
-Nie nazywaj jej tak. - wykrztusiłem przez zaciśnięte zęby.
Kopnięcie w brzuch powstrzymało mnie przed ponowna próbą wstania z podłogi.
-Nawet nie próbuj z żadnymi numerami. Znałem lepszych od Ciebie. - wykrzyczał, kopiąc mnie po raz kolejny, co spowodowało kolejną falę bólu. Przecie z chciałem, żeby tylko zostawili mnie w spokoju. Niczego więcej nie pragnąłem. Chciałem tylko wrócić do przyjaciół.
**Aliana**
Kiedy James mi powiedział, co się stało, myślałam, że oszaleję. Jak ktoś mógł porwać Kendalla? I David to widział? To jest coś niewiarygodnie okropnego!
Pośpiesznie zadzwoniłam do marka, mówić mu, żeby sam sobie jakoś poradził i natychmiast pojechałam na posterunek, do Izzy. Ona musi coś z tym zrobić. Na pewno. Ma za sobą całą jednostkę antyterrorystyczną. Wsiadłam do samochodu i pojechałam na posterunek.
Kiedy w końcu stanęłam przed budynkiem, wybiegłam z auta i wpadłam do środka, szukając Izzy.
Dobrze znałam rozmieszczenie biurek i pokoi, więc, nie było żadnego problemu z odnalezieniem dziewczyny mojego brata.
-Co się stało? - zapytałam, kiedy tylko ją zobaczyłam.
-Aliana, proszę, tylko się nie denerwuj... - zaczęła. - porwano Kendalla, ale już go szukamy. - powiedziała. - Już go szukamy. Mamy nagrania z monitoringu. Przy odrobinie szczęścia uda nam się zidentyfikować porywacza.
Obróciłam się na pięcie, omal nie robiąc fikołka. Przed zaliczeniem gleby uratował mnie James, który pojawił się tuż za mną.
-Znajdziemy go. - powiedział z pełnym przekonaniem.
Miałam ochotę płakać. Czym prędzej usiadłam na kanapie, która stała pod ścianą.
James położył mi dłoń na ramieniu i przytulił. To nie mogło się zdarzyć! To jakiś okropny koszmar, który minie jak tylko się obudzę.
Nie przysłuchiwałam się rozmowie policjantów i Jamesa, który puścił mnie po kilku minutach. Po jakimś czasie do środka weszli pozostali, w wyjątkiem Carlosa i Logana. O dziwo, przy Nicole i Jen był jeszcze Rayan, który został powiadomiony przez nie wiadomo kogo.
**Jennifer**
Aliana była strzępkiem nerwów. Chciałam ją jakoś pocieszyć, ale nie za bardzo wiedziałam jak. Po raz pierwszy widziałam kogoś na skraju załamania nerwowego i naprawdę nie wiedziałam co mam jej powiedzieć, jak ją pocieszyć.
-Aliana, zadzwoniłam po twojego brata. - powiedziała Cicho Bella. - Nie powinnaś być teraz sama.
-Poradzę sobie. - wyszeptała przez łzy. - On na pewno ma teraz dużo innej roboty, niż trzymanie mnie za rączkę.
Chciałam do niej podejść, objąć, pocieszyć, ale nie wiedziałam, czy to cokolwiek da. Aliana usiadła na krześle, wpatrując się w okno.
-Dlaczego Logan musiał się upić akurat teraz? - powiedziała przez łzy. - Tylko on tam był...
Poparzyliśmy po sobie, po oczach Jamesa widziałam, że wie, co ona kombinuje, ale on miał zamiar jej przeszkodzić. Gdyby nie ta nocna opiekunka, to nie wiem, co zrobilibyśmy z Davidem.
-Nicole, powiedz, jak tam trafić. - wstała nagle, podchodząc do niej bliżej. - muszę tam pojechać. To musi coś dać. - dodała.
-Wiesz, że nie możemy Ci na to pozwolić? - powiedział James. - To zbyt niebezpieczne. - dodał, kiedy ta jak gdyby nigdy nic podeszła do Nicole, wręczając jej kartkę, na której ta miała zapisać adres do burdelu w którym ją przetrzymywali.
-James, ma to gdzieś, rozumiesz?
Widziałam jej determinację, ale nie wiedziałam, jak ją powstrzymać, bo w takim stanie narobi głupich rzeczy i jeszcze bardziej się narazi.
Nagle zobaczyłam, jak upada na podłogę, leżąc bezwładnie. Wszyscy spojrzeliśmy na Izzy, która stała naprzeciwko niej z wyciągniętą bronią.
-Postrzeliłaś ją? - wykrzyczała Nicole, która jako pierwsza była zdolna do mówienia. - Dlaczego?
-Paralizator. - odparła, odkładając broń na biurko. - Tylko dla jej dobra. Zabierzcie ją stąd. Połóżcie do łóżka. - oznajmiła, kiedy James się nad nią pochylił.
-A co z Kendallem? - zapytał, kiedy w końcu udało mu się podnieść jej bezwładne ciało.
-Ja się nim zajmę. - odparła Izzy, dzwoniąc do kogoś ze stacjonarnego.
**Aliana**
Poczułam jak wracam do rzeczywistości. Otworzyłam oczy i zauważyłam, że leżę w swoim własnym łóżku. Po kilku minutach wróciły do mnie wspomnienia. Kendall...
Wstałam, plącząc sobie nogi w falbaniastej sukience. Czekaj... Jak się tu znalazłam? Pobiegłam do kuchni, gdzie siedziała Roslyn. Wstała z krzesła, jak tylko mnie zobaczyła.
-Gdzie są wszyscy? - zapytałam. - Gdzie jest Kendall? Co...
-Aliana, spokojnie. - powiedziała powoli, żeby mnie uspokoić. - Już go szukają. Izzy prosiła, żebym dopilnowała, żebyś nigdzie nie wychodziła i...
Nie chciałam słuchać jak kończy. Zamiast tego ściągnęłam z siebie sukienkę i zamknęłam się w łazience. Odkręciłam wodę, nie patrząc, czy odkręcam ciepłą, czy zimną. Ważne, żeby tylko płynęła z rur na moje spięte ramiona.
Przypomniałam sobie chwilę, kiedy Kendall gładził mnie po pokrytej piegami skórze zaraz po wspólnie spędzonej nocy. Jedynej do tej pory. Otworzyłam gwałtownie oczy i wyszłam spod kabiny, owijając się ręcznikiem. Przypomniałam sobie swój wczorajszy pomysł. Teraz Logan musiał wytrzeźwieć. Pojadę do niego i... Wtedy się zobaczy.
Minęłam Roslyn, wpadając do swojej sypialni. Wyciągnęłam z szafy bieliznę i jakieś spodnie... Dobra, bijemy rekord ubierania.
Kiedy skończyłam, wbiegłam do naszego „pomieszczenia gospodarczego”, jak mówiła na to Roslyn. Włożyłam bluzę i rozejrzałam się za torebką.
-Co ty kombinujesz? - wykrzyczała Rose, kiedy zobaczyła, co próbuję zrobić. - Proszę cię, nie rób nic głupiego... - wykrzyczała, stając mi na drodze.
Po prędce pozbierałam wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy, a już w szczególności kluczyki do samochodu. Nie przejmowałam się jej rozgorączkowaniem, tylko po prostu ignorowałam jej zachowanie, chcąc się dostać do domu chłopaków.
Nie zwracając uwagi na jej próby powstrzymania mnie przed wyjściem z domu, wybiegłam na zewnątrz i zauważyłam swój samochód zaparkowany po drugiej stronie ulicy. Wsiadłam za kierownicę i zauważyłam karteczkę przylepioną na klaksongu.
Spuściłem Ci paliwo, sorry. Ryan.”
Szlag by to trafił. Mam tylko nadzieję, że nie wyrzucił mi zapasowego karnista z garażu. Wysiadłam i poszłam do swojej szopy, gdzie trzymałyśmy różne graty. Na pierwszy rzut oka nic się nie zmienił. Poszłam ostrożnie do kryjówki, w której chowałam różne osobiste rzeczy, których nie da się trzymać w domu. Ostrożnie podniosłam metalową bańkę, która była tak samo ciężka, jak wtedy, kiedy ją tam kładłam. Uśmiechnęłam się z satysfakcją i zatrzasnęłam za sobą drzwi.
Podeszłam do samochodu, otwierając otwór do baku. Ostrożnie wlałam te kilka litrów paliwa, które miałam w garażu na wszelki wypadek, a kiedy skończyłam, rzuciłam pusty zbiornik do bagażnika i wsiadłam do środka. Liczę, że nie przedziurawili mi skrzyni...
Odpaliłam silnik, jadąc do domu chłopaków. Kiedy w końcu zobaczyłam budynek, odetchnęłam z ulgą. Otwarte drzwi balkonowe. Logan jest w środku.
Zostawiłam samochód przed budynkiem i pognałam do środka. Logan otworzył mi po kilku sekundach. Miał wyraźnego kaca.
-Pamiętasz, jak spłacałeś dług Nicole? - zaczęłam bez żadnego powitania. - Gdzie to było?
Logan popatrzył na mnie nieprzytomnie. No tak, jeszcze tylko tego brakowało. Przepuścil mnie w drzwiach i zamknął drzwi.
-O czym ty mówisz? - wymamrotał, wyrzucając do kosza pustą butelkę po wodzie.
-No mów. - pogoniłam go,.chcąc jak najszybciej wyciągnąć od niego te informacje. - Porwali wczoraj Kendalla i ja naprawdę nie mam czasu na jakiekolwiek gierki. - powiedziałam. - Mówisz, czy nie? - dodałam, widząc jak powoli dociera do niego mój przekaz.
-Nie wejdziesz tam. - powiedział. - Wstęp mają tam tylko mężczyźni i prostytutki.
-To przebiorę się za prostytutkę. - powiedziałam po chwilę. - Albo ty tam pójdziesz.
-Mnie już znają. I z tego, co wiem, to policja już się tym zajmuje. Nie martw się. - zakończył, ale ja nie miałam zamiaru dawać za wygraną.
**Kendall**
Leżałem na brudnej, zimnej podłodze. Byłem poważnie obolały, ale miałem nadzieję, że to zaraz minie. Ci kolesie zdążyli mnie już porządnie skopać.
Przekręciłem się na plecy, czując w ustach smak krwi. Kilka porządnych ciosów w szczękę i wizyty u dentysty poszły w cholerę. Miałem talent do pakowania się w kłopoty, ale porwanie to dla mnie nowość. Miałem tylko nadzieję, że szybko mnie znajdą i sprowadzą do domu.
Ciężko mi się oddychało. To pewnie przez te kopnięcia w klatkę piersiową. Dyszałem, czekając na jakikolwiek ruch. Ale i tak wiedziałem, że kiedy te drzwi się otworzą, to będzie oznaczało kolejną fazę w biciu. A nie chciałem, żeby posunęli się jeszcze dalej.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

No i dzisiaj na tyle. Wiem, wyszło słabo, ale na więcej nie ma już siły. Mimo to, mam nadzieję, że wam się spodoba. Liczę na wasze komentarze. To do następnej notki!

6 komentarzy:

  1. Wcale nie wyszło słabo. Zmroziła mnie ta akcja. Aliana jak zawsze musi wziąć sprawy w swoje ręce. Silna dziewczyna. Świetna notka.

    OdpowiedzUsuń
  2. "Kilka porządnych ciosów w szczękę i wizyty u dentysty poszły w cholerę." - to zdanie mnie rozwaliło xDD.
    A oprócz tego... Znęcanie się nad Kendallem to twoje hobby czy mi się wydaje? xd
    W końcu coś się dzieje, ale jedno ale... LITERÓWKI!

    OdpowiedzUsuń
  3. o matko biedny Kendall... I nie wmawiaj mi że TO jest słabe! Oby Alianie nic się nie stało bo jak ją znam na pewno będzie szukała Schmidta :) Czekam nn:****

    OdpowiedzUsuń
  4. Och.. Kendall :( Biedactwo ty moje. On z tego wyjdzie. Na pewno. Uratują go i wszyscy będą żyli długo i szczęśliwie, co nie? :3 xD

    OdpowiedzUsuń
  5. To jest epickie! Jezu, chcieli porwać Logana- żle. porwali Kendalla- jeszcze gorzej

    OdpowiedzUsuń
  6. Biedny Kendzio :( taki poobijany i samotny.

    OdpowiedzUsuń