czwartek, 14 listopada 2013

32. Ulga

**Carlos**
Minęły trzy dni. Trzy dni okropnej ciszy. Izzy powiedziała, że mamy tylko trzymać Alianę w ryzach. Na początku nie było to łatwe, ale potem Nate zaczął jej dawać jakieś prochy i jakoś się uspokoiła. A ja nie mogłem uwierzyć, że mój przyjaciel został porwany, kiedy ja siedziałem w koncie upijając się do nieprzytomności. A to wszystko przez głupią imprezę. Jestem fatalnym przyjacielem. Tego mogłem być pewien.
Obserwowałem jak Roslyn bazgrze bez sensu po sztaludze. Od tamtej pory, albo chodziła po ulicy rozdając ulotki ze zdjęciem Kendalla, albo malowała bez sensu, wyrzucając zużytą makietę.
Do poszukiwań przyłączyli się Rayan Reynolds, Nathan Kress i Hugh Jackman. Ten ostatni wmanewrował w to swoje dzieci i przekonał kilku ludzi z ekipy filmu, który teraz nagrywa. I to wszystko ze względu na Alianę, bo podobno dobrze mu się z nią pracowało.
Teraz po ulicy chodzili Nathan i Tanya. Dobrze wiedzieliśmy, że to bezcelowe, ale trzeba było jakoś zatuszować, kto naprawdę porwał Kendalla. Nie mogliśmy przecież tak po prostu wyjść do Rushers i powiedzieć: „Ej, były sutener dziewczyny Logana porwał nam kumpla. Nie martwcie się. Na pewno znajdzie się cały i zdrowy po kilku dniach.” Nie no, bez jaj. Wcisnęliśmy prasie kit, że ktoś go porwał dla okupu i pozostało nam tylko liczyć, że oni w to uwierzą.
-Dowiedziałeś się czegoś? - zapytała Jennifer, rzucając ulotki na krzesło.
-Nie. Jeszcze czekamy na telefon od Izzy. Teraz jest na bazie, ale podobno mają ją wziąć ze sobą, gdyby mieli jechać po Kendalla.
Jennifer usiadła na stole do kawy, chowając twarz w dłoniach. Wiedziałem, że nie tylko zaginięcie Kendalla na nią tak działa, ale jeszcze psychiczny stan Aliany.
-Przykro mi. - powiedziałem cicho. - To moja wina.
Spuściłem wzrok na swoje stopy. Czułem się winny. Mogłem się tak z Loganem nie upijać. Logan to już standard, ale ja? Mogłem sobie odpuścić.
Wstałem i podszedłem do drzwi głównych. Spojrzałem na wysokie ogrodzenie dzielące drogę i ogródek sąsiadów... Pomyśleć, że tak całkiem niedawno Kendall spadł tam, próbując przejść przez płot w poszukiwaniu skradzionego przez wiatr tekstu piosenki.
**Aliana**
Wysypałam rozdrobnione tabletki do szklanki z sokiem. Nadal byłam trochę otępiała i nie docierały do mnie niektóre rzeczy. Miałam tylko jeden cel. Odnaleźć Kendalla.
Prochy, które Roslyn brała, żeby utrzymać się na nogach po nieprzespanej nocy były dokładnym przeciwieństwem leków, które podał mi Nate. Mógł mi tego nie podawać, bo teraz szumiało mi w głowie i byłam otępiała.
Wypiłam zawartość szklanki jednym susem. Kiedy odłożyłam naczynie, zakręciło mi się w głowie. Chwilę później upadłam na posadzkę, dysząc ciężko. Głęboki oddech nie powstrzymał kolejnych zawrotów głowy. Leżałam wpatrując się w sufit. Po chwili wszystko przeszło i znowu poczułam jasność umysłu.
Podniosłam z podłogi, wciąż trzęsąc się okropnie. Teraz byłam sobą. Udało mi się stworzyć odtrutkę na leki uspokajające. Podeszłam do zlewu i zwilżyłam sobie twarz zimną wodą.
-Aliana, co ty robisz? - usłyszałam głos Logana, który już zdołał się załatwić.
-Zbieram się. - odpowiedziałam. - Sam mi powiedziałeś, gdzie szukać Kendalla, więc nie widzę problemu. Po prostu mi nie przeszkadzaj.
Minęłam go, zabierając torbę z wcześniej przygotowanymi ubraniami. Wyjęłam sukienkę z niebieskimi cekinami i zamknęłam się w łazience.
-Aliana, to niebezpieczne! - krzyknął Logan, waląc pięścią w drzwi. - Nie mogę Ci na to pozwolić!
-Mam to gdzieś! - odkrzyknęłam, kończąc się ubierać. - Zrobię co będę chciała. Pamiętasz, że trzymamy w łazience paralizator? Nie zawaham się go użyć!
-Jesteś jeszcze pod działaniem leków!
-Już nie!
Spojrzałam w lustro. Wyglądałam okropnie. Może czegoś zdążyłam nauczyć się od Emily i jakimś sposobem uda mi się to zatuszować...
Zaczęłam się malować. Najpierw puder, a potem reszta. Specjalnie przesadzałam z ilością, żebym na pewno wyglądała jak dziwka. Co najwyżej ktoś mnie zgwałci, ale mam to gdzieś. Kendall jest ważniejszy.
Dzwonek telefonu wyrwał mnie z zamyślenia. Podeszłam do pralki, na której leżała dzwoniąca komórka. Na wyświetlaczu zobaczyłam numer Izzy. Odebrałam drżącymi rękami.
-Tak?
-Aliana, namierzyliśmy go. - usłyszałam jej głos.
Poczułam jak łzy ulgi spływają mi po policzkach. Jakie szczęście. W końcu Kendall wróci do domu. Będzie wolny. I jeśli tylko uda im się aresztować tych bydlaków... Problemy Nicole już się skończą. Milczałam, rozkoszując się tą chwilą.
-Gdzie mam przyjechać? - zapytałam. - Będę gotowa za kwadrans.
-Daniel przyjedzie po Ciebie za dwadzieścia minut. Będzie pod Twoim domem. Daj mi porozmawiać z Loganem.
-Za chwilę. - odblokowałam drzwi łazienki i dałam komórkę Loganowi, który stał pod wejściem. - Izzy chce z Tobą pogadać.
Cofnęłam się, jak tylko poczułam jak zabiera mój telefon. Zmiana planów. Zamiast dziwkarskiego stroju, czas włożyć coś bardziej normalnego.
Chwyciłam błękitną koszulę i beżowe spodnie. Zrzuciłam z siebie sukienkę i włożyłam bardziej codzienne ubrania. Potem zmyłam makijaż i umalowałam się na nowo. Tak jak na co dzień. Wyglądałam trochę lepiej.
Kiedy byłam gotowa, minęło może pięć minut i wyszłam na zewnątrz. Wytarłam nos i wcisnęłam zużytą chusteczkę do kosza.
-Ej, zaczekaj na mnie! - zawołał Logan, kiedy chciałam zamknąć przed nim drzwi. - Samej Cię nie puszczę. - Kiedy to powiedział, oddał mi moją komórkę, a ja pośpiesznie wsadziłam ją do kieszeni spodni. - Izzy wszystko mi wyjaśniła.
To dobrze. - pomyślałam, zbiegając na dół. Jeszcze tylko chwila. Góra pół godziny i zobaczę Kendalla. Upewniłam się, że zamknęłam drzwi na wszystkie możliwe spusty i zbiegłam na dół, a Logan podreptał za mną.
Na Daniela czekaliśmy kilka minut. Momentalnie odwróciłam się w stronę jego biszkoptowego fiata. Patrz, co żona robi z człowiekiem. - przebiegło mi przez myśl, ale zaraz się opanowałam.
-Aliana, wyglądasz okropnie. - powiedział, kiedy odpalił silnik.
-Dzięki, kobiety lubią to słyszeć. - odszczekałam.
Droga dłużyła się niemiłosiernie. Powoli zaczynałam dostawać kręćka na tym tylnym siedzeniu.
**Kendall**
Leżałem na podłodze w tej piwnicy brudny, obolały i głodny. Królestwo za wodę. Tylko tyle było mi trzeba. Westchnęłam, przełykając odrobinę krwi, która sączyła się z mojego dziąsła. Chyba będę musiał iść do tego faceta, który pomagał odświeżyć uzębienie Cassie. O ile w ogóle uda mi się przeżyć.
Spojrzałem na dziewczynę, która została tu zamknięta „za karę”. Dalej było ich jeszcze kilka, ale nie rozmawiałem z nimi. A ona na początku myślała, że jestem klientem, ale wszystko jej wyjaśniłem i potem zaczęliśmy ze sobą rozmawiać. Gadaliśmy o książkach, bo jak się okazało, lubimy czytać te same. W ten sposób czas lepiej płynął i nie myślałem o bólu. A tak bardzo chciałem zobaczyć Alianę. Tylko ona trzymała mnie przy życiu.
Usłyszałem skrzypienie drzwi, które towarzyszyło tym bandytom za każdym razem, kiedy przychodzili mnie męczyć. Westchnąłem ze zmęczenia, kiedy wejście zamknęło się z trzaskiem.
-I co panie gwiazda? - wrzasnął najgorszy z nich. - Nadal uważasz, że Brown nie jest dziwką?
-Nadal! - odpowiedziałem, próbując wstać. - dajcie jej spokój. Nic wam nie zrobiła.
-Odeszła. I to wystarczyło!
Po jego krzyku poczułem kolejne kopnięcie i piekący ból po powstającym właśnie śladzie od ciężkiego buta. Boże, jak ja chciałem wrócić do domu...
Następne, co usłyszałem, to krzyki. Straszne krzyki. Kilka dziewczyn krzyczało, rozległ się strzał. Chwilę później ktoś przewrócił mnie na plecy i zobaczyłem nad sobą jakiegoś policjanta.
-Dajcie karetkę! - krzyknął, kiedy zobaczył, jak bardzo jestem zakrwawiony. - Chłopak jest w kiepskim stanie.
Ej, ja tu jestem! - chciałem wykrzyknąć, ale nie miałem na to siły. Chciałem tylko wrócić do domu, przytulic się do Aliany i porządnie wypocząć. Chcę znowu zobaczyć chłopaków, posłuchać mało przyzwoitych żartów Logana i przygotować obiad dla wszystkich swoich przyjaciół.
-Trzymaj się synu. - powiedział, delikatnie mnie podnosząc.
-Aliana. - zdołałem wyszeptać.
-Twoja dziewczyna już jedzie. -powiedział, próbując mnie ogrzać kurtką. - Spokojnie. Już po wszystkim. Zabierzemy Cię do lekarza.
„Już po wszystkim.” Jego słowa dudniły w mojej głowie, odbijając się echem po czaszce. Uwierzę, jak zobaczę. Wtedy się o tym przekonam.
Westchnąłem, kiedy usłyszałem czyjeś kroki. Ale te były inne. Takie lekkie, delikatne... Chwilę później zobaczyłem nad sobą zmartwioną twarz Aliany. W końcu ją zobaczyłem. Miała cienie pod oczami, jakby nie spała od kilku dni.
-Przyszłaś po mnie... - wyszeptałem z ulgą.
Ona tu jest, naprawdę tu jest. Wyciągnąłem rękę i wytarłem jej spływającą po policzku łzę. Chciałem ją przytulić, ale ona tylko pochyliła się nade mną i ucałowała w czoło.
-Jestem przy Tobie, kochanie. - wyszeptała przez łzy. - Już wszystko w porządku.
**Logan**
Obserwowałem jak Aliana obejmuje Kendalla, jak go trzyma, jakby się obawiała, że gdzieś jej się rozpłynie. Też chciałem podejść, ale nie miałem do tego odwagi. To przeze mnie go porwali. Gdyby Aliana nie musiała mnie odwozić pijanego do domu, to nic by się nie stało.
Był w strasznym stanie. Nie musiałem być lekarzem, żeby to stwierdzić. Widziałem jaki jest słaby, cały we krwi... Nie miałem słów, żeby to określić. Ze wszystkich najstraszniejszych rzeczy, widok najlepszego przyjaciela w takim stanie był najgorszy. Chciałem go jakoś pocieszyć, przeprosić...
Poczułem czyjąś dłoń na ramieniu. Kiedy się odwróciłem, zobaczyłem Nate'a. Brata Aliany. Uśmiechnął się do mnie ciepło, jakby chciał mnie pocieszyć.
Dopiero, kiedy położyli Kendalla na noszach i Nate zaczął go badać, podszedłem bliżej.
-Oddech świszczący. - oznajmił. - Kwalifikuje się do intubacji.
-Zrobisz to tutaj? - zapytał starszy ratownik.
-Nie. - odpowiedział, kręcą głową. - Jest przytomny, a nie mamy środków zwiotczających.
Spojrzałem na Alianę, które trzymała go za rękę. Potem pogłaskałam go po głowie, kiedy Nate zakładał mu tlen. Widziałem jak ciężko oddycha, ale nie mogłem nic zrobić. Bardzo tego żałowałem. Nate posłał mi porozumiewawcze kiwnięcie głowy. Tyle wystarczyło, żebym zrozumiał. Mamy jechać za nim do szpitala.
Potem odwrócił się do Aliany, a ona pokiwała, głową, kiedy na szybko ją przytulił. Kiedy się od siebie oderwali, patrzyła jak pakują Kendalla do karetki. On też nie spuszczał z niej wzroku.
Kiedy karetka odjechała, Aliana odwróciła się do ściany i ze złości uderzyła w pobliski mur. Nawet nie pisnęła z bólu, chociaż na kej dłoni pojawiły się krwiste zmiażdżenia. Musiała naprawdę mocno przywalić.
Objąłem ją ramieniem i poczułem jak się trzęsie, ale nie powiedziałem jej tego na głos. Ona chyba nie do końca zdawała sobie z tego sprawę. Widziałem jak się trzęsie z nienawiści, jak jej niebieskie oczy płoną. Kiedy się rozejrzałem, zobaczyłem Nicole, która biegnie tuż przed eskortą policji.
Przytuliła się do mnie gwałtownie i mocno.
-Ivan im uciekł. - powiedziała, wtulona w moje ramię.
-Spokojnie, ochronię cię. - wyszeptałem, głaszcząc ją po głowie.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
No i na dzisiaj tyle. Myślałam, że szlag mnie trafi, bo trzy razy straciłam sporą część tekstu. Czy oni muszą bawić się bezpiecznikami, akurat jak piszę? Liczę, że wyszło mi nie gorzej niż wersja pierwotna. Końcówkę pisałam przy Don McLean - American Pie. Tak, wiem. Mam na dysku takie piosenki, że się można przestraszyć.
PS. Na czytanie wtorkowej notki przygotujcie sobie piosenkę James Arthur – Impossible gdzieś na wierzchu. Przyda się wam.

Mam nadzieję, że się wam podobało. Dajcie znać w komentarzach. Do następnej notki. Trzymajcie się cieplutko!

6 komentarzy:

  1. Kenduś ty biedaku :( Nicole też wspólczuje no bo ci debile męczą i ją i resztę... No ale blondyn zamiast martwić się o to że jest w ciężkim stanie to o szukaniu dentysty myśli :) Super notka no jak zwykle i czekam nn:*****

    OdpowiedzUsuń
  2. Biedny Kendall :( Skoro Ivan uciekł to znaczy, że jeszcze nie koniec kłopotów. Czekan niecierpliwie do wtorku :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kendal ;/ Jeszcze nie spotkałam opowiadania o BTR, fajnie, że tak piszesz.
    Dziękuję za komentarz na moim blogu ;D
    http://livpily.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. No no... Znowu bijesz Kendalla xD. Zaczynam się ciebie bać...

    OdpowiedzUsuń
  5. Straszne, straszne. Ale ciekawe. Kocham tego bloga, jesteś moją inspiracją. *-*

    OdpowiedzUsuń
  6. Uff uratowali go!! Ale co? Ivan uciekł? Znowu będą kłopoty?

    OdpowiedzUsuń