wtorek, 26 listopada 2013

35. Troska

-I to wszystko? - zapytał Kendall, kiedy już wszystko mu opowiedziałam. - Na pewno?
-Tak. - pokiwałam głową, podając mu trochę kaszki. - co prawda Logan wciąż jeszcze się po wszystkim nie otrząsnął, ale James i Jen obiecali go pilnować.
Kendall przełknął kilka następnych kęsów. Przez kilka ostatnich dni tak wyglądało nasze życie. Jeździłam do szpitala, pomagałam go karmić, opowiadając mu wszystko, co się działo i gadaliśmy o mało istotnych sprawach. A później zazwyczaj ktoś nam przeszkadzał.
-Poza tym... - Ciągnęłam dalej. - David chciałby cię odwiedzić. Bardzo się za tobą stęsknił.
-Serio? - popatrzył na mnie ze zdziwieniem, usiłując zając wygodniejszą pozycję. - Też za nim tęsknię. Jak mu to wytłumaczyliście?
Wzruszyłam ramionami. Tym zajmowała się Jen, więc wiedziałam tylko tyle ile mi wyjaśniła.
-Jennifer próbowała znaleźć coś pomiędzy prawdą, a kłamstwem. - oznajmiłam, mieszając w porcelanowej misce. - Powiedziała, że miałeś wypadek i...
-Jaki wypadek? - przerwał mi, zatrzymując moją rękę. - O czym ty mówisz?
-Jennifer zmyśliła historię, że potrącił cię samochód. - powiedziałam. - No i, że jesteś zbyt chory, żeby móc przyjmować gości. Wszystko ładnie trzyma się kupy. Sama Ci to wyjaśni. Kilka spraw wytłumaczymy amnezją pourazową i będzie wszystko ok.
Chciałam podać mu kolejną porcję, ale ku mojemu zdziwieniu, Kendall nie otworzył ust, tylko patrzył na mnie ze zdziwieniem. Nie do końca jeszcze wszystko ogarniał, ale trzeba go jakoś zrozumieć. I wytłumaczyć.
-Nie przejmuj się. - powiedziałam. - Jen na pewno wszystko ci wytłumaczy. Szybko załapiesz, zobaczysz. - zapewniłam go, chcąc zeskrobać ostatnie resztki szpitalnego śniadania.
-Tak, jasne... A niby jakim sposobem miałbym...
-Próbowałeś uciekać i wpadłeś jednemu kolesiowi pod koła. - przerwałam mu, w nadziei, że teraz na pewno grzecznie zje. - Jennifer wszystko Ci wytłumaczy. Dobra, zjedz do końca, bo muszę jechać do pracy. - pogoniłam go, wiedząc, że nie chciał tego usłyszeć.
-To komu robisz teraz sesję? - zapytał.
-Nikomu. Szef kazał mi trochę popykać na „Victoria znaczy Zwycięstwo”. - wyjaśniłam, odkładając pustą miskę na szafkę nocną. - Małe zlecenie wewnątrz firmy. Nic takiego.
Kendall bacznie mnie obserwował, kiedy próbowałam wszystko posprzątać. Wiem, że krzątam się przy nim jak nad małym dzieckiem i wiadomo.
-Mówiłaś, że zawieszono produkcję serialu. - odezwał się nagle, kiedy wyrzuciłam plastikowe sztućce do śmietnika. - Możesz mi wyjaśnić, co robią chłopaki?
-Nagrywają osobne covery. - wyjaśniłam, siadając naprzeciwko jego łóżka. - Pomysł Kressa. - dodałam. - Policzył wszystkie i wyszło, że ty masz ich piętnaście razy więcej niż reszta.
-Nie liczy się. - wymamrotał, kiedy przypomniał sobie o swoim kanale na YT. - Robiłem je dawno temu. Nie ważne. - wymamrotał, sięgając po dodatkową poduszkę.
-Kendall, ja wiem. - powiedziałam, łapiąc go za rękę. - Ale dla Rusherek to jest ważne. Przecież wiesz kim one dla was są. To więcej niż fanki. Sam mi to tłumaczyłeś.
-Tak wiem. - powiedział, kładąc się na wznak. - Powinnaś już iść.
-No jasne... Ale i tak przyjdę po południu. - powiedziałam, delikatnie go całując. - Kocham cię.
-Ja Ciebie też. - zawołał cicho za mną, zanim zdążyłam wyjść.
**James**
Musiałem skończyć tą robotę, zanim Jen wróci z pracy. Logan i Nicole gdzieś poszli, Carlos chodzi po muzeum, a ja zostałem z małym, który jak gdyby nigdy nic ogląda bajkę. Przynajmniej nie przeszkadza mi, kiedy pracuję.
Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk otwieranych drzwi. Później znajome trzaśnięcie drzwiami i już byłem pewny, że to Jennifer. Podszedłem do holu, zostawiając papiery na stole.
-Hej... - powiedziała, ściągając buty. - Spisałeś już te nuty?
Zanim zdążyłem odpowiedzieć, wspięła się na palce i pocałowała mnie w usta.
-Właśnie jeszcze nie. - powiedziałem, obserwując jak się rozbiera. - Miałem nadzieję, że zdążę zanim wrócisz. - No ale trudno. Rozszyfruję te dźwięki wieczorem.
-A rozmawiałeś z Loganem o tej broni, którą kupił? - zapytała, kiedy szliśmy do salonu.
Nie chciałem, żeby David się powiedział o tych sprawach. To nie było dla niego zbyt dobre. Wiem, że popadam w paranoję, sprawdzając, czy broń Logana nadal jest pod łukiem. I naprawdę część kompletu znikała i co rano brakowało dwóch pistoletów. Tylko czemu dwóch? A nie jeden?
-Jeszcze nie. - odpowiedziałem, składając papier z pięciolinią i częściowo napisanymi nutami. - Nie wiem jak się do tego zabrać. Chyba wolę poczekać, aż sam nam o tym powie.
-On w ogóle potrafi się tym posługiwać? - zapytała, kręcą się obok miniaturowego magnetofonu stojącego na stole.
-Nic mi o tym nie wiadomo. - odparłam, zamykając teczkę z papierami. - Zawsze mógł się nauczyć po kryjomu. Trochę boli mnie, że nam o tym nie powiedział. Myślałem, że jesteśmy przyjaciółmi.
Jen usiadła mi na kolanach i pogłaskała po skroni. Zawsze mnie to uspokajało. Nie wiem, co chciała tym osiągną, ale to wprowadzało mnie w dziwny sposób ukojenia.
-Jesteście. - zapewniła mnie, nie przerywając czynności, ale zjeżdżając dłonią aż do mojej brody. - Jesteś kochany, ale musisz przyznać, że czasami trochę przesadnie i za nerwowo reagujesz. - wyjaśniła, wciąż głaszcząc mnie po twarzy. - Może właśnie tego się bał?
Zamyśliłem się na chwilę. Jen ma trochę racji. Kiedy znalazłem ten miniaturowy arsenał, poderwałem się i krzyknąłem. Pewnie zrobiłbym tak od razu, gdyby nie obecność Davida w domu.
-Możliwe, ale to nie zmienia faktu, że Logan czasami przegina.
-Przegina, ale... - powiedziała, przestając mnie głaskać. - Zrozum. On jest w rozsypce. Co ty byś zrobił, gdyby mnie, albo Davidowi coś groziło?
Zamyśliłem się na chwilę. To jednocześnie łatwe i trudne pytanie. Nie powinna o to pytać.
-Pewnie zrobiłbym wszystko, żeby was ochronić. - powiedziałem cicho. - Wszystko.
-Właśnie. I on też się stara, chociaż może nie do końca czystko się za to zabrał.
**Logan**
Szedłem z Nicole w stronę zacisznej kawiarenki. Tyle się ostatnio działo, że nie miałem głowy do muzyki. Wiedziałem, że muszę nagrać te projekty indywidualne, ale na razie nie miałem ochoty dzwonić do studia, żeby się umówić na nagranie.
-Usiądź proszę. - powiedziałem, wskazując na najbardziej ustronne miejsce w kawiarni.
-Chciałeś porozmawiać. - zaczęła, kiedy się rozglądałem, żeby się upewnić, czy nikt nas nie obserwuje, ani nie podsłuchuje.
-Tak, otwórz torebkę. - oznajmiłem, sięgając do neseseru. - Mam coś dla Ciebie.
Nicole wykonała moje polecenie, mimo, że wciąż była w lekkim szoku. Nie wiedziała, co przyniosłem i nie mogła wiedzieć. Jeszcze nikomu nie mówiłem, że to mam.
Drżącymi rękami wyjąłem mniejszy egzemplarz i włożyłem go do torebki Nicole. Ona popatrzyła na mnie ze zdziwieniem. Wyglądała, jakby się tego zupełnie nie spodziewała.
-Nie sądziłam, że na prawdę to kupisz. - powiedział cicho, zamykając torebkę i odkładając ją za siebie. - Ale też wydało mi się podejrzane, że pytasz o producentów.
-Bardzo prosty w obsłudze. - wyszeptałem. - Magazynek jest pełny. Żeby przeładować, musisz...
-Wiem, potrafię strzelać. - przerwała mi, a ja uniosłem brwi, patrząc na nią w szoku. - Kiedyś nauczyła mnie jedna z dziewczyn w agencji. Zabili ją, kiedy się wydało, że jest z FBI.
Patrzyłem jej głęboko w oczy. Nie spodziewałem się tego. Nie wiedziałem, że kobieta, którą kocham przeszła aż tyle. Gdybym tylko mógł ją przed tym uchronić... Sprawić, że to by się nie stało, na pewno bym to zrobił.
-Więc, wiesz jak tego użyć? - zapytałem, nie wiedząc co mam jeszcze powiedzieć.
-Tak, nie musisz mi wyjaśniać.
**Carlos**
W ciągu ostatnich dni wszystko było takie, jakie nie powinno być. Kendall w szpitalu, a Nicole nie wiadomo co grozi. A najgorsze jest to, że nie możemy nic zrobić. Właściwie policja się tym zajmuje, ale ta bezczynność i bezradność dawała nam się mocno we znaki. Nie wiem jak inni, ale ja znosiłem to okropnie. Najgorsze jest to, że nikt z nas nie może nic poradzić. Że ja nie mogłem nic poradzić.
Szedłem bocznymi ulicami Los Angeles. Szpital i muzeum w którym pracuje Roslyn jest na tej samej ulicy, a wcześniej osobiście mnie wyrzuciła, mówiąc, że „ta wystawa nie jest ciekawa”. Więc skoro nie chce mnie w muzeum, to zaproponowałem, że spotkamy się u Kendalla, a ona na to „Czemu nie.”. Wtedy ja ją pocałowałem i... Dobra, już się zamykam.
Poszedłem więc do szpitala i wsiadłem do windy. Kendall leżał na najbardziej zautomatyzowanym oddziale, nie licząc sal do neurochirurgi i rehabilitacji. Nie bez powodu Nate żartował sobie, mówiąc, że to „Strefa VIPów”. Kiepski żart, ale było w tym ziarenko prawdy.
Kiedy wszedłem do sali, zauważyłem, że Kendall nie śpi. Leżał tylko bez ruchu, wpatrując się w ekran telewizora. Uśmiechnąłem się i podszedłem bliżej.
-Ciekawy program? - zapytałem, siadając obok łóżka.
Kendall oderwał wzrok od telewizora i wyłączył go pilotem. Potem odwrócił się w moją stronę i uśmiechnął się blado.
-Wybacz, zamyśliłem się. - powiedział cicho. - Co w domu? - zapytał.
-James próbuje rozgryźć nuty, a Logan chodzi gdzieś z Nicole. - powiedziałem. - No i mały ciągle o Ciebie pyta. Kazał cię pozdrowić.
-Dzięki. - mruknął, wyjmując coś spod poduszki. - Cukierka? - zapytał, rozwijając paczkę żelków. - Mam ich tu sporo.
-Ale jak? - parsknąłem, biorąc do ręki kilka żelowych misiów.
-Małe dziewczynki. - wytłumaczył. - Ja im daję rysunki, a one dzielą się ze mną słodyczami. Robią to same. Nic od nich nie wyciągam.
-Jasne, przecież nic nie mówię. - uniosłem dłonie w geście obronnym. - Wyluzuj.
-Dzięki, ostatnio mam więcej czasu, żeby rozmyślać, ale to chyba na marne. - powiedział zrezygnowanym tonem.
-Co masz na myśli? - spytałem, zupełnie zbity z tropu.
-Chodzi o to, że... - zaczął, biorąc głęboki oddech. - Rano była tu Aliana. Pomaga mi, opiekuje się mną, a ja ją prawie wyrzuciłem.
-Nie przejmuj się. - poklepałem go po ramieniu. - To Aliana. Ona wybaczy Ci wszystko. Na pewno.
-Myślisz? - spojrzał na mnie z nadzieją.
-Jestem pewny. - pokiwałem głową. - A jak się czujesz?
Głupie pytanie. Pewnie czuje się tak, jak wygląda. Kilka porządnych siniaków wciąż znaczyło jego bladą skórę. Ręka w gipsie spoczywała na prześcieradle. No i inne zranienia, które były ukryte pod koszulą i kocem. Nie lubiłem patrzeć na niego w takim stanie, ale wiedziałem jak bardzo mu to jest potrzebne. Musi wiedzieć, że ma bliskich. Musi mieć pewność, że nie jest z sam.
Pomogłem mu wygodniej usiąść, a on oparł się o poduszkę, którą zdołałem postawić tak, żeby była w wygodniejszej pozycji.
-Wszystko w porządku? - zapytałem, kiedy po raz kolejny się speszył.
-Tak, tylko chciałbym wrócić do domu. - odpowiedział. - Zaczynam się tutaj nieswojo czuć.
-Stary, spokojnie. - uniosłem dłonie, chcąc go jakoś załagodzić. - Twój lekarz mówi, że za tydzień albo dwa dojdziesz do siebie.
-To mnie pocieszyłeś... - westchnął, patrząc w sufit.
Nagle usłyszałem otwieranie zautomatyzowanych drzwi. Do środka weszła Roslyn, trzymając w ręku swoją skórzaną kurtkę.
-Cześć chłopaki. - powiedziała podchodząc bliżej i całując mnie w policzek. - O czym rozmawiacie.
-Nienawidzę tego szpitala. - powiedział wciąż wpatrując się w sufit.
-Nie przesadzaj! - krzyknęła, po przyjacielsku merdając go po głowie. - Jakoś to wytrwasz! Nie zostawimy Cię. - powiedziała, siadając na jego łóżku. - Alina na pewno tez nie.
-Właśnie. - westchnął. - Aliana. Ja zachowuję się jak kretyn, a ona...
-Bo cię kocha. - przerwała mu, opierając głowę o moje ramię. - Znam ją dłużej niż wy i wiem, że przyjdzie tu jeszcze dzisiaj i będzie zachowywała jak gdyby nigdy nic. - powiedziała z pełnym przekonaniem. - Jestem tego w stu procentach pewna.
Kendall uśmiechnął się do niej, podając jej kilka misiowych żelków, które zostały w torebce. Odwróciłem się ponownie, kiedy drzwi znowu się otworzyły.
-Widzę, że świetnie się bawicie. - oznajmiła Aliana, wchodząc do środka. - Mam dobrą wiadomość.
Podeszła do Kendalla i pocałowała go w policzek. Roslyn teatralnie wywróciła oczami.
-Za trzy dni wychodzisz. - oznajmiła. - Tylko musisz stawiać się co kilka dni na kontrolę i brać leki.
-Poważnie? - ucieszył się, zupełnie jakby zapomniał o swoim zachowaniu sprzed sekundy.
-Tak, tylko... Uwaga cytuję: „Bez żadnych numerów”!
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

No i na dzisiaj tyle Podobało wam się? Mam nadzieję, że tak. No i podziękowania za te siedem komentarzy pod ostatnią notką. To chyba rekord. Dziękuję, jesteście wspaniali!  

2 komentarze:

  1. I znowu mam zaszczyt jako pierwsza dodać komentarz :) Notka świetna, wreszcie coś więcej o Jamesie :D Czekam na kolejne :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Religie mam więc weszłam w końcu. Genialne! I wątek z bronią!

    OdpowiedzUsuń