wtorek, 17 grudnia 2013

41. Ulicznica

**Kendall**
To co się działo w ostatnim tygodniu, ostro dało mi się we znaki. Tylko jednego byłem pewien. Nasze problemy z tą grupą przestępczą w końcu się skończyły. Aliana (z ręką na temblaku) i Nicole skończyły swoje sukienki wcześniej niż planowały i teraz planują coś nowego, tylko na razie nie chcą nic nikomu powiedzieć. Może nie do końca to coś w porządku, ale raz w życiu chyba mają prawo coś przeskrobać.
Mój kostium też był gotowy. Dziecięca wersja Spidermana. Dziewczyny będą miały niezłą bekę. A jeżeli powiedzą, że to najgorszy kostium człowieka-pająka, jaki widziały, to powiem, że przebrałem się za zwykłego pająka. Proste.
Szedłem jedną z ulic LA. Nie była taka znowu mroczna, ale tu też kręciło się kilka prostytutek. Nie były ubrane tak wyzywająco, ale wiedziałem czym się zajmują, bo podchodziły niebezpiecznie blisko jezdni i wdzięczyły się do kierowców.
-Hej, Kendall! - usłyszałem czyjś głos.
Odwróciłem się i zobaczyłem dziewczynę, z którą byłem wtedy przetrzymywany.
-Lisa? - zapytałem ze zdziwieniem. - Co ty tu robisz?
Pozwoliłem, żeby mnie dogoniła i poszliśmy razem w stronę jednego z parków miejskich.
-Próbuje zarobić na bilet. - odpowiedziała. - Wszystko, co miałam wydałam na długi, a nie chcę się pokazać w domu bez pieniędzy. Mama i tata byliby rozczarowani.
-Na pewno nie są aż tacy źli. - zaśmiałem się, chcąc zmusić ją do uśmiechu.
-Nie znasz ich. - odpowiedziała. - Ojciec wszystko przepije, a matka ma mnie za życiowego nieudacznika. Nie każdy wychowuje się w kochającej rodzinie.
-Lisa, ja... - zacząłem, nagle zdając sobie sprawę z tego, co powiedziałem. No i z tego, co ona powiedziała. Nagle zrobiło mi się głupio. No oczywiście. Ja, to zawsze muszę powiedzieć coś nie tak. - Przepraszam. - dokończyłem.
-Daj spokój. - machnęła ręką. - Jestem tylko zwykłą dziwką. Nie szanuję nawet siebie. W przeciwieństwie do Ciebie...
-Ej... - przerwałem, domyślając się, co chce powiedzieć dalej. - Nie jestem taki, jak Ci się wydaje.
-Wiem. - mruknęła. - Dość długo ze sobą rozmawialiśmy i...
Nie zdołała dokończyć, bo podeszła do mnie dziewczynka, wyciągając gazetę z naszym plakatem i czerwony flamaster. Uśmiechnąłem się do niej i ostrożnie wyjąłem jaj pisak z malutkiej dłoni. Kiedy tylko oddałem jej podpisany plakat razem z flamastrem, przytuliłem ją na pożegnanie, na co ona spłonęła rumieńcem i natychmiast sobie poszła.
-To prawie, jakby twój uścisk miał leczyć. - zaśmiała się.
-Dobrze wiesz, że to nie tak. - pokręciłem głową. - Masz gdzie spać? - zapytałem, próbując zmienić temat. Zdaje się, że Aliana ma wolne łóżko. Ostatnio Roslyn i Jen śpią u nas, więc...
-U klienta. - wzruszyła ramionami. - O ile jakiś się trafi...
-Przecież nie musisz spać na ulicy. - powiedziałem ostro, zwracając uwagę na jej sporą torbę. - Jeśli chcesz, możesz przenocować u mojej narzeczonej.
-Myślisz, że ona nie będzie miał nic przeciwko? - zapytała, patrząc na mnie spode łba.
-Na pewno, - uśmiechnąłem się do niej, otwierając drzwi samochodu. - Zapraszam do środka. Pomyślimy jeszcze o jakiejś uczciwej pracy dla Ciebie.
-Owszem, ale jest jeden mały problem. - oznajmiła, kiedy byliśmy już w drodze. - Faceci z tej Ruskiej mafii zniszczyli moje dokumenty w chwili, kiedy wsadzili mnie do tej piwnicy.
-Zgłaszałaś to na policję? - zapytałem. - Może mogliby coś poradzić.
-Nie, bo po co? - zaśmiała się. - Moje dokumenty spłonęły, więc nikt ich nie użyje. A wyrobienie zapasowych kosztuje i to dużo, bo trzeba je załatwiać osobiście.
-To chyba nie jest wielki problem. - wzruszyłem ramionami. - Wystarczy tylko jechać do Twoich szkół i urzędu i...
-Tak, ale zapomniałeś o jednym. Wszystko jest w Arizonie.
**Logan**
Siedziałem z Nicole na tarasie domu. Ostatnio coraz częściej tu przesiadywaliśmy. Lubiłem to robić, bo wtedy właściwie nic nie robiłem... i czułem, że mam coraz więcej czasu dla siebie i dla Nicole... A to ostatnio było rzadkością.
-Logan! - usłyszałem krzyk Jamesa. - Logan, znowu po sobie nie pozmywałeś.
Pokręciłem głową i pocałowałem Nicole. Tak bardzo nie chciało mi się teraz wstawać...
-No idź – powiedziała cicho. - Przecież wiesz, że i tak Ci nie daruje.
I odszedłem, wciąż słysząc jej śmiech odbijający się od ścian. To był taki dobry śmiech. Od dawna się tak nie śmiała. Powoli zaczynałem wierzyć, że zapomina o tym wszystkim, co ją spotkało. A niestety, było tego wiele. Za wiele jak na słabą kobietę.
Poszedłem w stronę kuchni, gdzie czekał na mnie James z obrażoną miną i skrzyżowanymi ramionami.
-Stary, co ty wyprawiasz? - wrzasnął, jak tylko mnie zobaczył. - Robisz z naszego domu chlew!
-Oj, daj spokój posprzątałbym to później. - jęknęłam, nie wierząc, że nawet on dołącza się do tej pedantycznej propagandy Carlosa. Już wolałem Kendalla. On przynajmniej delikatnie przypominał mi o pozmywaniu tego stosu brudnych naczyń.
-Kiedy byś pozmywał? - warknął. - Kiedy zarazki same by sobie poszły?
-A mogłyby pójść? - zażartowałem.
-Nawet mnie tak nie drażń. - pogroził mi palcem. - Dobrze wiem, że tego nie znoszę!
Wzruszyłem ramionami, kiedy on wyszedł kipiąc wściekłością. Lepiej zrobię to od razu, zanim znowu się wkurzy. I o co on się tak złości? O kilka brudnych talerzy?
Wstawiłem wszystko do jednej komory zlewu, zatykając korek odpływu. Jak Aliana to robiła? Najpierw zmywanie w jednej wodzie z płynem do mycia naczyń, później płukanie w ciepłej wodzie. Jasne! To łatwe.
-Może ci pomóc? - zapytała Nicole, kiedy jeden z talerzy z brzdękiem upadł na podłogę, ale się nie rozbił. - Wiesz, jestem w tym całkiem niezła. No może nie jestem specjalistką, ale...
-A mogłabyś? - poprosiłem, kiedy weszła do kuchni. - Byłbym Ci bardzo wdzięczny.
-Jasne, nie ma sprawy. - uśmiechnęła się i delikatnie odepchnęła mnie od zlewu, nalewając trochę płynu na gąbkę.
Patrzyłem ze zdumieniem jak sprawnie i szybko wyciera naczynia, odrzucając już umyte do drugiej komory zlewozmywaka.
-Nie mogę się doczekać, kiedy nasza zmywarka wróci z serwisu. - żachnąłem się, odkręcając kran.
-Przecież ty ją zepsułeś. - odpowiedziała z szerokim uśmiechem.
Nawet ona musi mi to wypominać?
**Aliana**
Siedziałam nad swoim laptopem, pisząc streszczenia dla szefa. O ile można tak nazwać opisówki do ostatnich odcinków sezonu. Odkąd nasz rzecznik prasowy został, delikatnie mówiąc, wylany z hukiem, cała nudna robota spada na mnie.
Drzwi otworzyły się z trzaskiem i do środka wszedł Kendall, prowadząc za sobą jakąś skąpo ubraną panienkę. Uniosłam brwi, spoglądając na nią ze zdziwieniem.
-Hej, kochanie! - wykrzyczał z radością. - To jest Lisa. Przenocujesz ją kilka dni? Byliśmy razem przetrzymywani. Zamrugałam ze zdziwieniem, zamykając komputer. Podeszłam do dziewczyny i wyciągnęłam dłoń w jej stronę, a one ze szczerym zaskoczeniem potrząsnęła moją ręką.
-Aliana Hamilton. - oznajmiłam, zapraszając ją gestem do stołu i odwracając się w stronę Kendalla. - Najpierw porozmawiamy.
Pocałowałam Kendalla w policzek, na co on objął mnie w talii, chcąc całować mocniej, ale natychmiast się opanował.
-Możesz mi powiedzieć, co kombinujesz? - wyszeptałam, nie chcąc, żeby Lisa nas usłyszała.
-Dziewczyna nie ma gdzie mieszkać. - odpowiedział. - Pomyślałem, że ją przechowasz, dopóki nie skontaktujemy się z jej rodzicami. Przynajmniej taki mam plan. Nie ma dokumentów, a żeby mogła wyrobić nowe, musi jechać do Arizony.
-Coś wymyślimy. - wymruczałam, muskając jego usta, a ten uśmiechnął się szeroko, przytulając mnie do siebie. Syknęłam, kiedy postrzelone ramię znowu dało o sobie znać.
-Przepraszam. - jęknął, odpychając mnie ostrożnie od siebie.
-Nie szkodzi. - powiedziałam, biorąc jego dłoń i ściskając ciepło. - Nie było tak źle.
Podeszłam do stołu w części salonu, w którym jedliśmy i usiadłam naprzeciwko Lisy. Widziałam, że jest onieśmielona. A ja chciałam z nią tylko normalnie porozmawiać.
-Jak się domyślam, nie masz pracy i nie chcesz wracać na ulicę? - zgadłam, składając dłonie. - Może jednak pomyślisz o powrocie do domu?
-Ja nie mam domu. - powiedziała.
-A co z dokumentami? - Mam wolny weekend, więc, może razem...
-O nie! - przerwał Kendall, odkładając czajnik na niezapaloną kuchenkę. - Nie pozwolę, żebyś sama...
-Kendall, chcę jechać do Arizony, a nie do Europy. - powiedziałam, zanim zdołał dokończyć. - Nic mi się nie stanie. - zapewniłam go, kiedy już zupełnie straciłam cierpliwość do jego nadopiekuńczości. Ja wiem, że on się martwi, ale naprawdę nie musi aż tak dawać tego po sobie znać. To strasznie wkurzające.
-Ale...
-Weźmiemy ze sobą Izzy, albo Nate'a, ok? - zaproponowałam.
I to naprawdę musi mu wystarczyć. Przynajmniej na razie. Na razie.
Kendall zalał kubki i postawił je przed nami na stole. Wyglądał na pokonanego. Po prostu podkulił ogon i usiadł na stołku barowym obok blatu kuchennego. Wiedziałam, że bacznie nas obserwuje. Wiedziałam też, że Lisa wiele nie zrobi bez papierów. Musimy jej wyrobić nowe. O ile przyjmie pomoc na takich warunkach. Nie mam zamiaru jej utrzymywać. Dam jej tylko możliwości, a dalej będzie musiała radzić sobie sama.
**Jennifer**
Wyszłam z kawiarni, ściskając pokrowiec z gitarą. Wszystko byłoby ok, gdyby ten obleśny typ znowu się do mnie nie przystawiała. Nienawidzę tego. Czy on zawsze musi mnie obmacywać przy ludziach? I do tego nie mogę mu nic zrobić, bo jest moim szefem.
Wsiadłam do samochodu Jamesa, odrzucając na tylne siedzenie. Mały pomachał do mnie z radością, kiedy pocałowałam Jema na powitanie.
-Jak było w pracy? - zapytał, odpalając silnik.
-W porządku. - skłamałam. Nie mogłem tak po prostu powiedzieć „Hej kochanie! Szef mnie molestuje, wiesz?” Bez jaj, sama nie mogłabym tego tak zrobić.
Może powinnam sobie poszukać sobie nowej pracy? To byłoby najlepsze rozwiązanie. Znajdę nową pracę i odejdę. Postanowione. Jasne, łatwo powiedzieć, trudniej zrobić.
-Ciekawe, czy Logan pozmywał. - powiedział, skręcając w boczną uliczkę. - Kiedy odjeżdżałem Nicole chciała mu pomóc.
Uśmiechnęłam się pod nosem. James zawsze potrafił rozładować napięcie, które się we mnie piętrzyło po powrocie z pracy.
-Kendall mówił, kiedy wróci? - zapytałam, przeglądając czasopismo dla dziewczynek. Nie wiem, po co on to kupił? - Po co Ci to?
-Nie wiem, ale nie zdziwię się, jeżeli zostanie u Aliany na noc. A to kupuję, bo są tu dobre bajki. Pogadamy o tym później.
Zajechaliśmy pod dom. Na zewnątrz wszystko wyglądało normalnie. No może oprócz światełek wywieszonych na gzymsie. Na zimę zrobił się trochę chłodniej, ale nadal nie można było nazwać tego zimą. Ani krzty śniegu, a i tak wszędzie było po choince. Zupełnie, jakby urządził Święta w środku lipca. No i jeszcze rodzina. Tak. Trzeba wysłać list do taty.
Kiedy w końcu wysiadłam z samochodu, wbiegłam na górę do pokoju Jamesa. Biurko jak zawsze było uporządkowane. Pośpiesznie wyrwałam jedną kartkę z papeterii i wzięłam do ręki pióro, którego używa James.
Kochany tato!
Przepraszam, że tak długo się nie odzywałam. Sporo się ostatnio działo. Trudno to streścić w jednym, krótkim liście, ale warto spróbować.
Najważniejsze jest chyba to, że dowiedziałam się, że zostałam porwana kilkanaście lat temu. Tylko proszę, czytaj dalej, bo wiem, że już chcesz odłożyć list na bok. Mam siostrę. Roslyn jest kochana. Powiedziała mi, co się stało dawno we Włoszech, a moje prawdziwe imię, to Oceane. Jednak zgodnie uznałyśmy, że nie będziemy go używać, chociaż mam pełne prawo do zmiany nazwiska.
Po drugie, mam jest w szpitalu psychiatrycznym. Jeszcze yam nie byłam, więc nie wiem, co się dokładnie stało. Pójdę tam po świętach i dowiem się co i jak.
Po trzecie, problemy mojej koleżanki. Wiem, jak to brzmi, ale wierz mi, już jest po wszystkim. W domu mojego chłopaka była strzelanina. I niestety, bydlak we mnie trafił. Na szczęście tylko musnął mi udo. Lekarz powiedział, że miałam więcej szczęścia niż rozumu i normalnie to nie skończyłoby się tak komfortowo dla mnie. Jeszcze kilka tygodni i będę jak nowa, więc się nie martw. Wszystko już jest dobrze.
No i mój chłopak. James jest cudowny. Sam wychowuje syna, ale to nawet i lepiej, bo nigdy nie myślałam o własnych dzieciach. Chyba, że w naprawdę dalekiej przyszłości. Mam nadzieję, że go poznasz. Tylko, proszę, nie próbuj na nim musztry.
No i tak w skrócie. Wszystko jest w porządku i liczę, że u Ciebie też. Szkoda, że nie masz dostępu do maila. Byłoby szybciej, ale muszę się zadowolić tą metodą. A co u Ciebie słychać? Opowiadaj!
Zawsze będę Cię kochać!
Jennifer.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

No i dzisiaj wystarczy. Trochę mnie poniosło, ale tylko odrobinę. Jak wam się widzą takie listy Jen?No i jak myślicie? Co kombinują Nicole i Aliana? Bo Kendall Twierdzi, że coś kombinują. No i jak wam się podobała notka? Mam nadzieję, że tak, bo dałam z siebie wszystko! Dajcie znać w komentarzach! No i dzięki za powtórzenie Rekordu 7 komentarzy! Do przeczytania! 

8 komentarzy:

  1. Nie wiem jak innym ale mi ta notka bardzo się podobała. Mogłabyś troszeczkę więcej pisać o Jamesie bo członek BTR jako samotny ojciec wychowujący syna to coś niespotykanego w innych opowiadaniach. Osobiście chciałabym więcej poczytać o tym.
    Ale ogólnie bardzo mi się podobało.

    Klaudia Schmidt

    OdpowiedzUsuń
  2. Dogadałabym się idealnie z Loganem bo też jestem bałaganiarzem i nienawidzę zmywać naczyń. Mam nadzieję, że znajdzie się facet, który za mnie to będzie robił xD Notka super! Szef podwala się do Jen? Uuuu. Ciekawi mnie też co namąci Lisa. W takim razie do następnego ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kurka ekstra ! Po prostu jak by to była napisana książka. A i z kim był James ? A i skąd wziełaś imiona tych dziewczyn ?

    OdpowiedzUsuń
  4. Ekstra ! A kto jest ojcem Jennifer ? A i czy ona i James to para ?

    OdpowiedzUsuń
  5. Zaintrygowałaś mnie tym listem Jennifer... Co powiesz na rozwinięcie wątku tego, że była porwana? Może jakaś osobna notka albo coś ? :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Logie ale my may dużo wspólnego :D O co chodzi z Jennifer? Troszkę nie rozumiem :/ Czekam nn:******

    OdpowiedzUsuń