czwartek, 19 grudnia 2013

42. Piękny Śpiew

**Logan**
-Co tu tak śmierdzi? - wrzasnęła Aliana, jak tylko weszła do domu.
-Nic takiego. - odpowiedziałem. - Mieliśmy małe postrzyżyny i teraz...
-Palimy moje włosy! - wykrzyczał, podskakując na kanapie. Fryzjerka już dawno sobie poszła, ale sam David chciał się pożegnać z przyciętymi końcówkami trochę bardziej uroczyście.
Kendall wybiegł z pokoju, chcąc się z nią przywitać. Pokręciłem głową, patrząc przez lusterko, które dawało widok na przedpokój, jak oboje przytulają się do siebie, całując namiętnie. Oni nigdy nie wiedzą jak się sobą nacieszyć.
Spojrzałem na Lisę, która siedziała obok Nicole i starej sukience Aliany. Piątek jest dopiero jutro, więc będą mogli pojechać dopiero wieczorem.
Nie powinni jej pomagać. Takie jest moje zdanie. Jednak nie mogłem jej wyrzucić, bo jest gościem Kendalla. Nawet, jakbym bardzo chciał, to nie mogłem tego zrobić.
Kendall wprowadził Alianę do pokoju. Dzisiaj miała na sobie różowy żakiet i wcale nie wyglądała tak źle, chociaż patrząc na jej ogniste włosy wyglądało to dość przerażająco.
-Wszystko z wami w porządku? - zapytała, rozplątując swoją apaszkę.
-Tak. Czemu miałoby być inaczej? - zapytałem. Chłopaki bawili się z małym, a ja po prostu wolałem się trzymać od tej nowej z daleka. Nie ufałem jej. Miałem ku temu powody. Własne, proste powody. I wolałem z nimi nie dyskutować.
-A Tobie co się stało? - zapytała półgłosem, pozwalając Davidowi się do siebie przytulić. - Czemu tak na mnie warczysz?
Dopiero teraz zorientowałem się, że mówiłem podniesionym głosem. No, a ona to zauważyła. Niestety. Ups, musiałem się trochę pohamować.
Aliana usadziła Davida na kanapie, obok Jamesa, witając się z nim w tradycyjny dla nich sposób. Przez krótkie przytulenie i zaproszenie na miejsce obok. To jest dla nas takie... normalne.
-Może otworzycie okno, co? - zaproponowała. - Bo capi tu jak nie wiem co.
-Rozumiem, że zapach skremowanych włosów nie jest w Twoim guście. - odparł James, wstając z kanapy i otwierając okno balkonowe.
Zauważyłem, jak kręci głową. Jednak nic nie powiedziała. Wiedziałem, że takt to jej drugie imię, ale jakbym ja tutaj wszedł, to pewnie sam bym nie wytrzymał z tego smrodu, a jakiś czas już tu siedzę. No, ale trudno. Ważne, że nie rzuca zgryźliwych uwag.
-Gdzie się podział Carlos? - zapytała nagle, rozglądając się dookoła.
Westchnąłem. Sam się zdziwiłem, że Cassidy zdołała go namówić na coś tak szalonego. Jednak nie słyszałem ich krzyków, co było dość dziwne.
-Chodź, pokażę Ci.
Oboje wstaliśmy i poprowadziłem ją do drzwi balkonowych, gdzie był widok na cały ogród. Allie nie wyglądała na zdziwioną.
-Ostatni jest piękny i gładki! - wrzasnął Carlos, biegnąc dookoła wysokich krzewów, a Cassidy była tuż naprzeciwko niego.
-Biegam szybciej niż ty!- wrzasnęła, kierując odpływ z węża ogrodowego w jego stronę.
Aliana spojrzała na mnie z krzywym uśmiechem.
-Nie mów, że się tego po nich nie spodziewałeś. - zaśmiała się, wracając do dużego pokoju.
Kiedy usiadła obok Kendalla, ten niemal natychmiast objął ją w pasie i przyciągnął bliżej do siebie. Ten to nawet w towarzystwie nie potrafi się pohamować. Ku mojemu zdziwieniu Aliana pocałowała go delikatnie, czym uruchomiła pasmo reakcji w towarzystwie. No wiadomo... Roslyn wywróciła oczami, Nicole udała, że wymiotuje, czym doprowadziła mnie do śmiechu.
-Uważajcie, bo wam przypomnę, jak WY się zachowujecie. - odpowiedziała Jen, patrząc na mnie i Nicole. Jeszcze tego by brakowało, żeby moja gruboskórna zwracała mi uwagę.
Pokręciłem głową i chwyciłem swoją komórkę. Trzy nieodebrane połączenia. I to od szefa. Czego on znowu chce? Bez słowa wstałem, wciąż wpatrując się w wyświetlacz. Muszę oddzwonić do tego starego gbura, nawet, jeśli miałbym się spalić ze wstydu.
Upewniwszy się, że nikt mnie nie słyszy, wychodzę do holu, przykładając telefon do ucha.
-Tak szefie? - powiedziałem, kiedy usłyszałem coś na kształt podniesienia słuchawki. - Dzwonił pan?
-Tak, możesz mi wyjaśnić, dlaczego Carlos nie odbiera telefonu? - warknął z drugiej strony. Tak mnie kusiło, żeby rzucić słuchawką...
-Jest zajęty. O co chodzi?
-Załatwiłem wam trasę koncertową po obu Amerykach. Startujecie zaraz po nowym roku.
-Trasa koncertowa? - powtórzyłem za zdziwieniem. - Ale jak...
-Wszystkiego dowiecie się osobiście. Oczekuję was w poniedziałek w moim biurze.
Otworzyłem usta ze zdziwieniem. Załatwił nam trasę i tak po prostu nam o tym mówi? Prima Aprilis jest dopiero w kwietniu, więc chyba nie żartował.
**James**
Następnego dnia:
Obudziło mnie granie na gitarze i śpiew. Przepiękny śpiew dziewczyny. Powoli wstałem, ociągając się przy krawędzi sofy, na której przelotnie usiadłem, zakładając skarpetki.
And in the streets: the children screamed,
The lovers cried, and the poets dreamed.
But not a word was spoken;
The church bells all were broken.
And the three men I admire most:
The father, son, and the holy ghost,
They caught the last train for the coast
The day the music died.
And they were singing,
"bye-bye, miss american pie."
Drove my chevy to the levee,
But the levee was dry.
And them good old boys were drinkin' whiskey and ryde
Singin', "this'll be the day that I die.
"this'll be the day that I die." (...)
Zamrugałem ze zdziwieniem, kiedy w nie zagospodarowanym pokoju zobaczyłem Jen z gitarą na kolanach. Wiedziałem, że potrafi śpiewać, ale nie spodziewałem się, że aż tak ładnie.
Uśmiechnęłam, się pod nosem, kiedy skończyła.
-Łał... - powiedziałem, wchodząc do środka. - To było niesamowite.
-Obudziłam cię? - zapytała z przerażeniem. - Przepraszam.
-Chciałbym mieć takie pobudki codziennie. - powiedziałem, całując ją delikatnie. - Dzień dobry.
Jennifer odwzajemniła mój uśmiech. Drzwi otworzyły się z cichym trzaskiem i do środka zajrzał David. Teatralnie wywrócił oczami i spojrzał na nas jak na dwójkę smarkaczy.
-Znowu się liżecie? - zapytał z wyrzutem. Zaraz... co on powiedział?
-David, zaczekaj! - zawołałem, kiedy już chciał wyjść. - Skąd ty znasz takie zwroty?
-Wujek Carlos tak mówi. - odpowiedział, wzruszając niewinnie ramionami. - Mówi, że liżecie się zawsze, kiedy myślicie, że jesteście sami.
Zabiję go! Jak on mógł mu coś takiego powiedzieć. Przecież to małe dziecko! Nie powinien słyszeć takich słów nawet przypadkowo!
Pokręciłem głową, kiedy wychodził. Jen zaśmiała się, kiedy spojrzałem jej w oczy.
-Nie przejmuj się. - powiedziała, kładąc mi dłoń na policzku. - Pewnie nawet nie wie, co to do końca znaczy. Nie masz się czym martwić.
Jennifer w kilka chwil rozładowała całe napięcie i poprawiła mi humor. Dzięki niej cała złość na Carlosa natychmiast mi przeszła. Jednak i tak będę musiał z nim poważnie porozmawiać. Chwyciłem bluzę Logana, która była powieszona na oparciu sofy. Ten to zawsze zostawia swoje rzeczy wszędzie i bezmyślnie. Z nim też pogadam sobie o porządku.
**Aliana**
Podniosłam głowę, słysząc dźwięk piosenki, którą ustawiłam na budzik. Leniwie wygrzebałam się spod objęć Kendalla, który znowu u nas spał i spojrzałam na wyświetlacz.
„Dzisiaj do Arizony! Zajechać po drodze po Nate'a!” - było napisane na wyświetlaczu. W bezokoliczniku. Jak inaczej mam samej sobie rozkazać?
Powoli wstałam, na tyle ostrożnie, żeby nie obudzić Kendalla. Wiem, że lubi sobie pospać. Jeśli nie wstanie przed naszym odjazdem, będę musiała zostawić mu kartkę. Tymczasem mam jeszcze małą robótkę do wykonania. Hugh jest kochany. Fotograf z ich wytwórni znowu nawalił, a on na szczęście polecił mnie. Wiem, że cały film ma powstać w Japonii, ale te sesje promocyjne się odbyć w studio w stanach. Przynajmniej jedna druga tych zdjęć. Do Japonni nie polecę. A do Arizony wyjeżdżamy dopiero wieczorem.
Zrobiłam sobie szybkie, zimne śniadanie. Jogurt z corn flakesami. Ale ja jestem mało skomplikowana... Nie będę piła kawy. Nate zabronił. Podobno to szkodzi dziecku, a zważywszy na to, że nie piję jej często, może to być niewielki szok dla organizmu. Tak twierdzi pan doktor, który śpi ze sztuczną, dmuchaną dziewczyną. Dobra, jego sprawa... Ale trzeba przyznać, że to trochę dziwne. Jak na dorosłego faceta.
Pozostaje jeszcze odtwórczyni roli ukochanej w filmie, do którego mnie zaprosili. Patrze na tą laskę, potem w jej prawo jazy i myślę... Rety, jaka ona jest stara! Trzeba jednak przyznać, że wygląda nieźle jak na swoje czterdzieści osiem lat. Prawie jak Madonna... Tylko ta już dawno przekroczyła pięć dych. Ciekawe, czy się zjawi... Ta głupawka na próbie zdjęć łóżkowych... Te są w połowie udawanego pocałunku, a ta nagle otwiera oczy i krzyczy: „Hugh, Twoja żona!” Jego mina niesamowita! Wszyscy na planie oczywiście wiedzą, że ona nie robiłaby takich numerów, gdyby ten wcześniej nie powiedział na przerwie obiadowej, że jakby jego małżonka przyszła na takiej próbie, byłoby mu głupio. No a ten łatwo daje się nabrać.
Szybko pozbierałam miskę i kubek po herbacie i wstawiłam je do zlewu. Pozmywam, kiedy się ubiorę. Weszłam do łazienki, wiedząc, że czekają tam przygotowany wczoraj ubrania. Weszłam pod prysznic i pogrążyłam się w myślach.
Pozostaje jeszcze kwestia Lisy... Rozmawiałam z nią o ewentualnej pracy. Powiedziała, że z wykształcenia jest krawcową. Może kokosów z tego nie będzie, ale gadałam z pewnym salonem poprawkowym. Gadałam z szefem tej firmy, ale on jest do bólu prawy. Bez dokumentów nic nie zrobi. Lisa obiecała, że tam pójdzie na okres próbny. Najpierw będzie schronisko dla bezdomnych kobiet (przyjmują tylko te, które mają pracę), a potem może zakwalifikuje się do mieszkania w hotelu pracowniczym.
-Już wstałaś? - usłyszałam głos Lisy, kiedy wyszłam z łazienki, owijając się ręcznikiem. Musiałam się jeszcze ubrać, bo paradowanie w samym ręczniku nie jest chyba zbyt przyzwoite.
-Muszę jeszcze iść do pracy. Wrócę po południu. Kendall jeszcze śpi, więc postaraj się go nie obudzić, dobra? - poprosiłam.
-Jasne, nie ma sprawy. - powiedziała, opierając się o tył kanapy. - Tylko mam wrażenie, że Logan mnie nie lubi. Mam nadzieję, że tu dzisiaj nie przyjdzie.
-Nie - odpowiedziałam, kręcąc głową. - Po prostu Ci nie ufa. Pojawiłaś się zbyt nagle, żeby mógł... Przepraszam.
Przerwałam, bo usłyszałam dzwonek telefonu. Spokojnie podeszłam do komórki i odebrałam połączenie.
-Tak, słucham?
-Cześć Aliana. - usłyszałam gruby męski głos. - Tutaj Hugh. Opóźniamy godzinę sesji.
-A co się stało?
-Nic się nie stało. Po prostu nie zdążę. Kobiecie trudno dogodzić. - zaśmiał się po drugiej stronie. - Wiesz jak jest, kiedy się planuje czwartą adopcję...
-Którą? - wyjąkałam z niedowierzaniem. Wiedziałam, że mają kilkoro z domu dziecka, ale kolejnej się nie spodziewałam.
-Czwartą. Jest taka dziewczynka. Choruje na wrodzone zwyrodnienie stawów i... Później ci o niej opowiem. Jest naprawdę świetna. Pokochałem ją jak tylko ją zobaczyłem.
-Dobrze, rozumiem. - powiedziałam. - Jeśli coś załatwiacie, to chyba nie będzie problemu. Tylko musimy się streszczać, bo muszę wyjść o normalnej godzinie.
-Oczywiście. Żadnych powtórek. Dam z siebie wszystko.
-Trzymam Cię za słowo. - powiedziałam. - Do zobaczenia.
Odłożyłam telefon na stolik i poszłam się ubrać. Dzisiaj czeka mnie dłuugi dzień.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Tak wiem, Hugh Jackman i jego żona adoptowali trójkę dzieci, ale coś musiałam wymyślić. A to jedyne, co wpadło mi do głowy. Wróciła mi fobia na „X-Mena”, dlatego czuję taką potrzebę pisania o tym kolesiu. Ponieważ to jest ostatnia notka przed Wigilią, życzę wam Wesołych i radosnych Świąt w gronie rodziny. Obyście byli szczęśliwi jeszcze przez kolejny rok. Następna notka w Wigilię, o ile będzie się wam chciało zaglądać na jakiegokolwiek bloga. A może będziecie czekać na Pasterkę? Kto wie... Mam tylko nadzieję, że uda mi się ją napisać w terminie.

Na dzisiaj już tyle. Nie przynudzam. Na razie proszę o komentarze i dziękuję za ostatnie osiem komentarzy. Mimo że kilka było od jednej osoby, ale miło widzieć nową ikonkę. Do następnej. Trzymajcie się cieplutko!  

8 komentarzy:

  1. Palenie włosów? Wiem jak to śmierdzi. A co do wujka Carlosa to chyba nie powinien brać się uczenie Davida xD Do wigilijnej notki ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajny rozdział :) Rozwalił mnie David xD Że też wujek Carlos uczy go takich zwrotów :P Do wigilijnej notki :D

    OdpowiedzUsuń
  3. O mamo.. oni mnie załamują xD O jej! Kendall taki słodziak *,* Jen jaka artystka ^^ Coś się szykuje ! Czuję to ;D Rozdział jest świetny! Czekam na nn:*

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozdział genialny, a najlepszy tekst Davida "-Znowu się liżecie?". :D
    Czekam na nn.

    Klaudia Schmidt

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciekawe czy Jennifer zostanie piosenkarką :D Carlos ty debilu takie rzeczy dziecią móić?! Bożeee.... Czekam nn:*******

    OdpowiedzUsuń
  6. Hahahahahha...Carlos...hahahah xD Długaśny, czekający dzień zawsze spoko ^^ Czekam :***

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja to chyba mam spóźniony zapłon.. Dopóki nie napisałaś, że Hugh Jackman to Hugh Jackman to nie skapłam, o co chodzi xd
    Notka jak zwykle super tylko literówki... Mam pytanie. Ty od razu po napisaniu wstawiasz rozdział na bloga czy to czytasz jeszcze raz?

    OdpowiedzUsuń
  8. Zastanawiam sie jakby zschowywaly sie dzieci carlita

    OdpowiedzUsuń