wtorek, 24 grudnia 2013

43. Dopowiedzenia na Święta

**James**
Wczoraj Carlos nie wrócił na noc do domu. Dziwne. Roslyn też nie widziałam. Chciałem mu zrobić awanturę za wiadomo-za-co, ale się powstrzymałem, kiedy się zorientowałem, że dom jest pełen ludzi. Porozmawiam z nim później, kiedy będziemy mieli bardziej „intymne” warunki.
-Jesteś już gotowy? - zapytała Jen, która mogła już wychodzić.
-Prawie. - odparłem. - Dzisiaj jest Twój wielki dzień...
Pocałowałem ją w usta, a one zaśmiała się, odwzajemniając pocałunek. Lubiłem, kiedy była w takim nastroju. Jeżeli Jen spodoba się szefowi, to może ją zatrudni. A urlop w barze jakoś się załatwi. Ważne, żeby szef się zgodził.
-To ja pójdę się na szybko ubrać, a małego zostawimy pod opieką Nicole.
-Idę do Aliany! - wrzasnęła z łazienki.
-To go ze sobą zabierzesz. - odkrzyknąłem. - Co za problem?
-W sumie to żaden! - Wrzasnęła. - Ałaa!
-Co się tam dzieje? - zapytałem, próbując dobić się do drzwi.
-Nic. - odkrzyknęła. - Plaster z woskiem się za mocno przykleił.
Plaster z woskiem... Jak ja się cieszę, że nie mam córki... Kobiety potrafią być jednocześnie kochane i... męczące.
-Tato... - usłyszałem nieśmiały głos Davida. - Gniewasz się na wujka Carlosa?
Odwróciłem się do niego i ukucnąłem, tak, żeby znaleźć się na wysokości jego oczu.
-Nie gniewam się na niego. - powiedziałem spokojnie. - Chcę go tylko poprosić, żeby nie używał przy Tobie brzydkich słów.
-Ale on nie wiedział, że ja to słyszę. - odpowiedział cicho, jakby dręczyły go wyrzuty sumienia. - Wujek rozmawiał z ciocią Roslyn, a ja się obudziłem i chciałem do nich przyjść. A oni rozmawiali i nie chciałem i przeszkadzać i wszystko słyszałem.
Zamrugałem ze zdziwienia. To Carlos nic nie wiedział? Jedno dobre, że mały się przyznał. Mimo to i tak pogadam z Carlosem. Powinien się upewniać, czy ktoś ich nie podsłuchuje. A już szczególnie mój syn. Bo nie wiadomo, jak się to później skończy.
-Dobra, ubieraj się. - powiedziałem, klepiąc go po ramieniu.
-Ale przecież powiedziałeś, że zostaję dzisiaj w domu i nie muszę...
-Zmiana planów, no leć. - odparłem, klepiąc go po ramieniu i czekając aż pobiegnie n górę.
Z roku na rok coraz gorzej... A Carlos jest czasami nie do zniesienia. Dobrze, że jest szczery, ale powinien się trochę hamować. Przynajmniej troszeczkę.
Włożyłem marynarkę i na szybko przejrzałem się w lusterku. Chyba jest ok... Spojrzałem z uśmiechem na Jennifer. Jeżeli spodoba się szefowi... Pojedzie z nami w trasę.
-No, to uśmiechnij się i jedziemy. - powiedziałem, kiedy Jen stanęła przede mną, mając zamiar mnie pogonić.
Obserwowałem, jak bierze do ręki swoją gitarę w pokrowcu, mając zamiar pójść już do samochodu. Auto przygotowałem jeszcze będąc w piżamie. Jennifer nie bardzo się to podobało, ale lepiej zrobić to wcześniej. W końcu to nie wygląd jest najważniejszy.
***Aliana*
Rozległo się gwałtowne pukanie. Rety, dopiero wróciłam do domu. Rzuciłam kluczyki od samochodu na stolik i podbiegłam otworzyć.
-Cześć, co tu robicie? - zapytałam, patrząc na Nicole i Davida stojących w drzwiach.
-Przyszliśmy do Ciebie. - powiedział David, kiedy wpuściłam ich do środka.
-James nie miał go z kim zostawić. - powiedziała Nicole, pomagając małemu ściągnąć bluzę. - Mam do Ciebie małą sprawę i chciałabym o tym z tobą pogadać.
-Jasne. - pokiwałam głową. - Zrobię herbaty! - zawołałam, idąc do kuchni.
Szybko postawiłam czajnik na zapalonym palniku. Potem wyciągnęłam kubki z szafki i powrzucałam do każdego po torebce herbaty.
-David, a chcesz dokończyć książeczkę? - zapytałam, sięgając do szafki po dziecięcą historyjkę, którą zostawił tu mały, kiedy był tu poprzednim razem.
-A masz ją jeszcze? - zapytał uradowany. - Myślałam, ze tata ją odebrał.
Podbiegł do mnie, a ja wyciągnęłam w jego stronę książeczkę. David dosłownie wyrwał mi ją z ręki, kiedy tylko dotarł do podzielnika między blatem kuchennym, a częścią w której jedliśmy.
-Jaką miałaś sprawę? - zapytałam, kiedy Nicole usiadła na stołku barowym naprzeciwko blatu kuchennego.
-Tak, domknęłaś sprawę z Lisą do końca?
-Przyjęto ją do pracy, załatwiliśmy jej nocleg i dopilnowałam wszystkiego. Dalej niech sobie radzi. - oznajmiłam, wzruszając ramionami.
-Bo mam taki pomysł – zaczęła, drapiąc się po czubku głowy. - Może pomożemy jeszcze kilku takim dziewczynom?
Odłożyłam kubek i spojrzałam na nią uważnie. To jest to! Nie przypuszczałam, że ona też o tym myślała. Czyli nie tylko mnie to wkręciło.
-Mów dalej. - pokiwałam głową, zachęcając ją do dalszego wdrażania swojego planu.
-No bo wiesz... - mówiła, trochę gubiąc się w słowach. - Znam jeszcze kilka dziewczyn, które zostały skrzywdzone przez tę samą mafię. Wiele z nich...
-Masz do nich kontakt? - zapytałam, patrząc na nią z uwagą. - Bo wiesz, tamten koleś powiedział, że zna jeszcze kilka zakładów w których przydałby się ktoś do pracy. A ci ze schroniska dla bezdomnych kobiet prosili, żeby im zgłaszać takich ludzi. Myślałam nawet o czymś na kształt...
-Fundacji? - zapytała z chytrym uśmieszkiem. - Miałam to na końcu języka, tylko nie na taką skalę.
-Właśnie. Mogłybyśmy je tam kierować, załatwiać nowe dokumenty... Zrobić coś, dzięki czemu stanęłyby na nogi.
-Wiesz jak zacząć taką działalność?
-Właśnie nie. Organizacja pozarządowa to twardy orzech do zgryzienia. Ale mogę się do wiedzieć.
-Weźmiesz na wspólniczkę? - poprosiła.
-Jasne, mordeczko.
Gwizd czajnika przerwał naszą rozmowę. Nicole nieźle mnie nakręciła. Ona też chce pomagać.
Jedną, zdrową ręką zalałam herbatę. Że też potrafię sobie poradzić w samochodzie bez tej drugiej... David przybiegł, jak tylko zobaczył, że odstawiał czajnik.
-Za chwilę, dobrze? - odparłam odstawiając kubek poza zasięgiem jego ciekawskich rączek. - Jest jeszcze za gorące. Rozumiesz?
Ten tylko pokiwał głową i wrócił do stolika, wdrapując się na zbyt wysokie krzesło. Uśmiechnęłam się pod nosem, patrząc jak mały przegląda strony książeczki, mając zamiar znaleźć miejsce na którym skończył. Dużo tego nie ma, więc...
Znowu zadzwonił dzwonek do drzwi. Zaklęłam pod nosem i odstawiłam na blat wszystko, co trzymałam w ręku.
-Rozumiem, że się nikogo nie spodziewasz? - zapytała Nicole, nie wstając z krzesła.
Uśmiechnęłam się do niej krzywo przez ramię i zamaszyście otworzyłam drzwi. Za progiem stał jakiś mężczyzna, którego początkowo nie poznałam. Wszystko przez to, że trzymał w rękach ogromne pudła, przez które nie widziałam jego twarzy.
-Wpuścisz mnie, czy będziemy tak stali? - warknął, a ja dopiero teraz zorientowałam się, że to Ryan. - Mam wszystko, o co prosiłaś.
-O nic Cię nie prosiłam. - powiedziałam, wciągając go do mieszkania.
-Wiem – odparł, stawiając wszystkie pudła na kanapie. - Prosiłaś Nate'a. Byłem w szpitalu u chorych dzieciaków, spotkałem go, a ten dał mi listę zakupów i pieniądze.
-I ty tak po prostu się na to zgodziłeś? - zapytałam z niedowierzaniem.
-No wiesz – wzruszył ramionami. - Jak następnym razem rozetnie mi czoło na planie, to wolałbym nie mieć naturalnych blizn.
Szantaż. Coś, do czego Nate rzadko się posuwał. A już szczególnie w kwestii pacjentów. Wie, czym to grozi i raczej woli nie kusić losu. A już w szczególności swojego szefa.
-Napijesz się herbaty? - zaproponowałam, idąc do kuchni. - Mam jeszcze wrzątek.
-Jasne, bardzo chętnie. - pokiwał głową. - Cześć Nicole, hej młody.
Pomerdał Davida pieszczotliwie po głowie i usiadł obok niego. Dziwne, że nie ma własnych dzieci, skoro tak świetnie się z nimi dogaduje.
-Wiesz, że Cassidy zaraz przyjdzie? - zapytał, biorąc do ręki ołówek. - Jakaś Bożonarodzeniowa sesja. Nie wiem, chyba jej prywatna sprawa.
Wzruszyłam ramionami i postawiłam przed nim kubek.
Ryan tylko podziękował mi skinieniem głowy, a David spojrzał na mnie z oburzeniem.
-On może, a ja nie? - wykrzyczał, jak zobaczył, że Reynolds próbuje pić ze swojego kubeczka. - To nie fair! Ja też chcę.
-Nie chcę, żebyś się poparzył. Jak trochę przestygnie, to Ci dam. W porządku?
David chciał, czy nie chciał, musiał się na to zgodzić. Kiedy ktoś wyciąga przeciwko niemu argumenty, nie ma innego wyboru i musi się poddać. To ma po Jamesie. On też potrafi się zmieszać przeciwko niektórym uzasadnieniom.
-Później się z wami pożegnam. - powiedział Ryan, po kolejnej nieudanej próbie wypicia gorącej herbaty. - Zaczekam tylko na Twojego narzeczonego.
Narzeczonego... On jako jedyny używał tego słowa. No może w tym wąskim gronie, niebojących się naszych zaręczyn był jeszcze Nate, ale ten akurat przy nich był.
-Wyjeżdżasz gdzieś? - zapytałam, kiedy Nicole wzięła ode mnie część zapakowanych zakupów i zaczęła je przekładać do szafki.
-Tak, do rodziców. Obiecałem im, że dotrę do domu jeszcze dzisiaj, ale...
-Przyzwyczajaj się do chłodu, ciepłolubny człowieczku! - wrzasnęłam, wkładając na talerz trochę ciastek. To był żart, ale widocznie Ryan go tak nie odebrał.
Drzwi sypialni otworzyły się z rozmachem i przyszedł Kendall, ściskając w ręku zeszyt nutowy.
-To nie o chłód tu chodzi. - odpowiedział, rozkładając wafelka na cztery części. - Cześć stary.
-Cześć, co cię tutaj przywiało? - zażartował, całując mnie w policzek. - A ty siadaj, nie możesz się przemęczać. -powiedział mi, ciągnąc mnie do stołu w części jadalnianej.
-Wyłożenie kilku ciastek i zrobienie kilku ciastek nazywasz przemęczaniem? - jęknęłam, kiedy usiadłam naprzeciwko Davida. - A ty mów o co chodzi.
Ryan popatrzył mi w oczy, kiedy Kendall przyniósł do stołu talerze z makaronem, które były na dzisiejszy obiad.
-Chodzi o to, że w tym roku spędzamy święta u moich rodziców. - odpowiedział. - A moja rodzina nienawidzi mojej żony.
-Jeszcze twojej matce nie przeszło? - zapytałam z zażenowaniem. - Rety, ile można?
-Mnie to mówisz? - wzruszył ramionami. - Szybko się pobraliśmy, to fakt, ale to nie znaczy, że Blake jest beznadziejna. Ona jest dla mnie dobra. Kocham ją, a ona kocha mnie.
No i znowu zaczyna się wychwalanie żony. Nie no, wysłuchać muszę. Nawet jakby mnie to nudziło jak nie wiem co. Ten się spokojnie wygada i będzie szczęśliwy.
Nicole podeszła do Davida i chwyciła go za rękę. Pewnie się denerwowała tym przesłuchaniem Jennifer. Sama niedawno usłyszałam jak śpiewa. Pierwsze wrażenie... łał! I ona marnuje się w barze? A teraz James chce ją wziąć do chóru. Na razie, a co będzie potem, zobaczymy. Na serio fajny będzie ten chór. Jedna dziewczyna z gitarą po lewicy Dustina... Uda się! Wierzę w nią.
-Wiecie, co jest dziwne? - zapytał Kendall, siadając obok mnie. - Znacie się z pracy nad jednym filmem, który 20th Centrury Fox produkował w dziewiątym i nadal utrzymujecie ze sobą kontakt?
-I to jest dla Ciebie dziwne? - warknął Ryan, ie dopuszczając mnie do głosu. - Lubimy się. Tak to trudno zrozumieć?
-A czy powiedziałem coś nie tak? - wyjąkał Kendall, czym doprowadził Nicole do gromkiego śmiechu. Ryan tylko machnął ręką. Zdenerwował się. Stosunek jego rodziców do żony, to dość drażliwy temat.
David podbiegł do Ryana, omal nie wywracając choinki stojącej nieopodal stołu, dając mu jeden ze swoich koślawych rysunków. Ten uśmiechnął się na jego go widok.
-Kto to jest? - zapytał, spoglądając na małego z uśmiechem.
-Ty! - wykrzyczał David.
-Tak, ale chyba, jak wstaję z łóżka. - pokiwał głową ze śmiechem.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Tak wygląda Wigilijna notka! Prawie jak normalna. Jeśli chodzi o stosunek rodziny Ryana Reynoldsa do Blake Lively, to nie wymyśliłam tego. To jest stary artykuł i nie wiem jak sytuacja przedstawia się w tej chwili: http://www.celebdirtylaundry.com/2012/ryan-reynolds-family-hates-overbearing-blake-lively-0615/ . Napisałam o nim, bo w sobotę leciał w telewizji jakiś film z nim i poczułam nagłą potrzebę napisania o nim w opowiadaniu. Było na TV4 i widziałam tylko ostatnie pół godziny. Jak następnym razem go wyemitują, to będę musiała obejrzeć o w całości, o ile czas pozwoli. To samo było w salonie operatora, jak tata kupował sobie telefon. W środku był telewizor i leciały takie różne zwiastuny. I nagle go zobaczyłam. Najpierw mi mignął. A ja: „Zdawało mi się, że widziałam Reynoldsa...”, a potem było na niego zbliżenie i ja znowu: „Dobrze mi się zdawało, widziałam Reynoldsa.” Taki moment, jak się nudzi na pomarańczowym fotelu w salonie.
No i pozostało mi życzyć wam zdrowych, pogodnych Świąt spędzonych w gronie rodziny. Niech każda chwila będzie szczęśliwa, a wy zadowoleni, nie tylko z prezentów. Mój brat woli sto złotych w kopercie, ale to nie ważne. No i czego sobie zapragniecie. Nie umiem składać życzeń. Mam nadzieję, że ta notka wam się podobała. Liczę na wasze komentarze. Trzymajcie się cieplutko!

PS. Tak jak obiecałam, ujawniłam listę Soundtracku. Szczegóły w zakładce.  

7 komentarzy:

  1. Super :D No wiadomo że Carlos jest szczery do bólu ;) I ja tobie życzę Wesołych i zdrowych śiwąt i Happy New Year :D Czekam nn:********

    OdpowiedzUsuń
  2. hahah, genialne <3 naprawdę ekstra ;O czekam :***

    OdpowiedzUsuń
  3. Zajebiste ^^ Będę częściej wpadać
    ~Kama

    OdpowiedzUsuń
  4. Super notka. Czekam niecierpliwie na kolejną. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. Fajowo :D David jest słodziutki! <3 Czekam na nn :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ile David ma lat...? xDD
    Super. Idę nadrabiać następne notki xD

    OdpowiedzUsuń