czwartek, 26 grudnia 2013

44. Bal Bożonarodzeniowy

**Jennifer**
Wszystkie kostiumy były już gotowe. Tak naprawdę, byłam zna. Mogłam zrezygnować z pracy w barze, a naprawdę tego nienawidziłam. A już szczególnie mojego szefa. Facet jest obleśny i przyprawia mnie o mdłości.
-Jennifer, tobie też wyprasować? - zapytała Aliana, oddając Loganowi płaszcz Inspektora Gadżeta, który zaraz na siebie włoży.
Sama Aliana była już w swojej sukience, ale wciąż nie pozwalała Nicole na ułożenie swoich włosów. Jednak, muszę przyznać, że wygląda ładnie. Bardzo ładnie.
-Ja już mam swój na sobie. - oznajmiłam, szczelniej okrywając się płaszczem.
Nie mogę pozwolić, żeby zobaczyli go przed imprezą. Poza tym... I tak by mi nie pozwolili w tym iść, a mój słodki sekret znała jedynie Roslyn. I tylko dlatego, że pomagała mi wszystko przygotować. Sama nie wiem, jak ją na to namówiłam.
James usiadł obok mnie, rozpinając swoją koszulę, żeby wystarczająco było widać symbol Supermana na nieco przy ścisłej koszulce (Logan podejrzewa, że James kupił dziewczęcą).
-Jeszcze moja marynarka. - powiedział, zawieszając go na kolanach.
-Za chwilę. - odparła, kończąc z kocim żakietem Roslyn. - Nicole, jak twoje wstążeczki? - zawołała w stronę kuchni, gdzie Nicole wkładała na siebie strój Królewny Śnieżki.
-Zaraz skończę! - krzyknęła. - Bo cholera w żaden sposób nie chce się normalnie zawiązać.
James tylko pokręcił głową i poszukał wzrokiem Davida, którego ubraliśmy już na samym początku. Bardzo się cieszył, kiedy go pochwaliłam. Może nie jest jeszcze mężczyzną, ale w tym kostiumie Robin Hooda wygląda naprawdę uroczo.
-Kendall, co ty tram robisz? - wrzasnął Carlos, który próbował sobie nałożyć piracki makijaż. W końcu kapitan Sparrow, to nie takie proste przebranie. A podobno dopracowywał swój kostium w najdrobniejszych szczegółach. Tak przynajmniej słyszałam.
-Wkładam spodnie. - odpowiedział z łazienki, którą okupował. - Prawie się mieszczą. - Wystękał.
-Może Ci pomóc? - zaproponował Aliana, na chwilę odrywając się od prasowania.
-Dam radę. Sama jesteś jeszcze nieuczesana.
Do pokoju wkroczyła Nicole w kompletnym stroju, w ogromną kokardą na głowie.
-Ja gotowa! - oznajmiła z dumą, sięgając po kwiatki w foliowej torebce. - Jeszcze tylko muszę uczesać Alianę. Z takimi włosami nie pozwolę jej pójść.
-Dasz mi to skończyć? - poprosiła, biorąc od Jamesa marynarkę. - Jeszce tylko marynarka Jamesa i koszula Carlosa. - powiedziała spokojnie.
-Pośpiesz się! - zatupotała nóżką. - Zaraz trzeba wychodzić.
Spojrzałam na nią z szerokim uśmiechem. Zaraz? Zostały jeszcze jakieś dwie godziny.
-Bal zaczyna się za dwie i pół godziny. - powiedziałam, nie mogąc się powstrzymać. - Mamy mnóstwo czasu.
-Tak samo mówiła moja koleżanka. - oznajmiła Nicole, próbując przybrać groźny wyraz twarzy, ale w sukience królewny nie było to efektywne. - Później spóźniła się na imprezę i zerwał z nią chłopak.
Alaina zaśmiała się, prasując rękaw koszuli Carlosa. Sama chciałabym tak umieć. Ciuchy wyglądały, jakbyśmy przynieśli je prosto z renomowanej pralni.
Podeszłam do Davida, który najbardziej męczył mnie o pokazanie kostiumu, ale jak dotąd bez większych sukcesów. Musiałam trzymać się twardo i wejść na salę jako króliczek, którym zamierzałam zostać na to popołudnie.
-Wiesz, co Nicole? - zaczęłam, patrząc jak chowa rzeczy do wiklinowego koszyka, który miała nosić zamiast torebki. - Jesteś bardzo przekonującą Królewną Śnieżką. Powinni Cię zatrudnić w Disneylandzie. Nie wiem ile tam zarabiają, ale trzeba się użerać z bandą podnieconych dzieciaków.
**Kendall**
Tak, jak podejrzewałem, Carlos uznał mój strój za najgorszy kostium człowieka-pająka, jaki widział w życiu. Pewnie i tak nikt nie zwróci na mnie większej uwagi, więc nie mam czego żałować. Chociaż lepsze to od tekstu Jen, która wkładała sobie wtedy uszy zająca na przepasce, która powiedziała, że to co mam na sobie nadaje się jedynie do spania.
-Dzieci będą się dobrze bawić! - opowiadała z przejęciem Nicole, która od samego początku drogi nadawała jak najęta. - Kiedy tylko zaśpiewacie piosenkę o Wielkim Wybuchu, będą takie szczęśliwe.
No racja... Superbohater i Królewna śpiewający piosenkę o naukowym stworzeniu świata... Nie no, będą wniebowzięte. Zaczyna się na piosence, kończy na zrujnowanej wierze w Świętego Mikołaja.
Aliana pokręciła głową, śmiejąc się za kierownicą. Byliśmy w swoich kostiumach, mijając setki oświetlonych domów. Carlos zasną na tylnym siedzeniu obok mnie. Jen, Roslyn, James i Logan jechali w samochodzie za nami. Nie wiedziałem, co się tam dzieje, bo CB Radio Aliany jakoś się zepsuło i nie chce działaś. Dziwne było, to, że w ogóle coś takie posiada.
Allie zaparkowała na placu przedszkola, tuż przy znajomo wyglądającej Porshe. Wstałem na równe nogi, okrążając auto dookoła.
-Jej, jaki superbohater! - usłyszałem roześmiany głos Cassie. - Uratujesz nas, jeśli pojawi się Green Goblin? - zaśmiała się, podchodząc do mnie w stroju policjantki.
-Bardzo śmieszne. - powiedziałem. - w samochodzie przed nami jechał przybysz z Kryptonu.
-Przywieźliście Toma? - krzyknęła z udawanym przejęciem. - Rany, jak wam się udało go namówić?
Pomogłem wysiąść Alianie z zza kierownicy. Jej nieco za długa sukienka targała się za nią jak tren ślubny. Właśnie, ślubny. Zacznę ją męczyć w Sylwestra o termin ślubu.
Poszliśmy do sali balowej, a właściwie hali gimnastycznej udekorowanej świątecznie. Jest drugi dzień Bożego Narodzenia i...
Dość już o tym. Występy artystyczne wciąż trwały. Niedługo my wychodzimy. Teraz była pora na Cassidy i jakiegoś jej kolegę, który wyglądał jak brat Aliany, tylko bez okularów.
Staliśmy za grupą małych dzieci, które z zainteresowaniem wpatrywali się w dwójkę wygłupiających się dorosłych. Wyciągnęłam rękę i chwyciłem dłoń Aliany, która po sekundzie odwzajemniła uścisk.
-A teraz! - krzyczał jeden z wychowawców. - na naszej scanie, specjalnie dla Was! Wystąpią Gwiazda i jego fotograf! Kendall Schmidt i Aliana Hamilton, zapraszamy na scenę.
Nie trzeba było nam dwa razy powtarzać. Jednym susem wbiegliśmy na scenę, zrobiona z kilku pozszywanych palet budowlanych i Czerwonej wykładziny.
Spojrzeliśmy na siebie z uśmiechem. Dość szybko porozumieliśmy się bez słów. Uda się. Musi się udać. Nawet jeśli Aliana twierdzi, że nie potrafi śpiewać, ale na pewno potrafi bardzo szybko mówić.
Our whole universe was in a hot dense state,
Then nearly fourteen billion years ago expansion started. Wait...
The Earth began to cool,
The autotrophs began to drool,
Neanderthals developed tools,
We built a wall (we built the pyramids),
Math, science, history, unraveling the mysteries,
That all started with the big bang!
"Since the dawn of man" is really not that long,
As every galaxy was formed in less time than it takes to sing this song.
A fraction of a second and the elements were made.
The bipeds stood up straight,
The dinosaurs all met their fate,
They tried to leap but they were late
And they all died (they froze their asses off)
The oceans and pangea
See ya, wouldn't wanna be ya
Set in motion by the same big bang!
It all started with the big BANG!
It's expanding ever outward but one day
It will cause the stars to go the other way,
Collapsing ever inward, we won't be here, it wont be hurt
Our best and brightest figure that it'll make an even bigger bang!
Australopithecus would really have been sick of us
Debating out while here they're catching deer (we're catching viruses)
Religion or astronomy, Encarta, Deuteronomy
It all started with the big bang!
Music and mythology, Einstein and astrology
It all started with the big bang!
It all started with the big BANG! (...)
Kiedy skończyliśmy, szybko zbiegliśmy ze sceny. Nie czekaliśmy na oklaski. Prędzej nas wybyczą, taki wybraliśmy repertuar.
-Widzisz, udało Ci się! - krzyknąłem, starając się przekrzyczeć głośną muzykę. - A nie mówiłem? Wiedziałem, wiedziałem, że potrafisz.
Aliana spojrzała na mnie z wyraźnym zadowoleniem. Udało się.
-Miasto jest nasze! - krzyknąłem. - Los Angeles jest nasze.
Przyciągnąłem ją do siebie. Już miałem ją pocałować, ale przerwał nam jeden z wychowawców.
-Jemioła. - mruknął, wskazując na zielsko nad naszymi
Teraz już nie miałem wątpliwości. Pocałowałem ją bez zastanowienia, nie przejmując się tym, co się dzieje wokół nas.
**James**
Kiedy Jen zdjęła płaszcz, opadła mi szczęka. W seksownym stroju królicza prezentowała się znakomicie. Nie wiem, co jej przyszło do głowy, ale Roslyn wyglądała na rozbawioną, kiedy zobaczyła moja minę.
-Tak pani nie wejdzie. - zatrzymał jeden z tutejszych nauczycieli. - Tutaj są dzieci. Taki strój przynajmniej nie przystoi.
-Nie mam innego stroju. - zaprzeczyła gwałtownie. - Muszę być króliczkiem.
-I będziesz. - wtrąciła Miranda, która pojawiła się znikąd.
Przez jakiś czas dyskutowały zawzięcie o przyzwoitości jej stroju. David przytulił się do mnie, zapewne przestraszony krzykiem kobiet.
-Nie zgadzam się! - krzyczała. - Nie mam innego kostiumu! Nie mogę się przebrać.
-Tak pani nie wejdzie. - powtórzyła ta kobieta. - Już to pani mówiłam. Tutaj są małe dzieci.
Dzieci... Już wiem, dlaczego tak bardzo nie chciała nam pokazać kostiumu przed balem. Musiała wiedzieć, że będą problemy. A ona po prostu to zaplanowała. Wiedziała, że będzie jakaś kłótnia.
-Będziesz króliczkiem. - powiedziała spokojnie Miranda, ciągnąc Jen za sobą. - Chodź, przebierzesz się.
Kiedy odeszły, nauczycielka pilnująca przejścia spojrzała na mnie ze współczuciem.
-To pańska dziewczyna? - zapytała, kiedy przepuszczała nas w drzwiach. Tylko przy Alianie i Kendallu nic nie sprawdzała, bo wiedziała, że będą na styk.
-Tak, jest cudowna. - powiedziałem z uśmiechem.
-Tego bym nie stwierdziła. - odparła, a my przeszliśmy dalej.
Sala była pełna dzieci, które patrzyły się na występujących artystów. Teraz była jakaś piosenka o śniegu, której nigdy wcześniej nie słyszałem. Rozejrzałem się po sali. Obok Carlos tańczył z jakąś małą dziewczynką, a Logan rozglądał się po stołach z jedzeniem w poszukiwaniu czegoś (na pewno mocniejszego) do picia. Jak na mój gust, na wejściu mógł sobie darować. Wiadomo dlaczego.
-Na serio? - usłyszałem oburzony głos Jen, której w końcu udało się wejść na salę. - Nie masz nic lepszego?
-Nie przesadzaj! - przekrzyczała ją Miranda. - Nie jest tak źle.
Dopiero, jak się odwróciłem, zobaczyłem o co było całe zamieszanie. Jen miała na sobie strój zająca. Zająca różowego jak cukierek. Myślałem, że pęknę za śmiechu, kiedy się w nią wpatrywałem.
-Nawet ty? - zapytała, stając obok mnie. - I tak wiem, że wyglądam okropnie.
-Kochanie... - powiedziałem, obejmując ją w pasie. - Wyglądasz prześlicznie. Jak zwykle zresztą.
Zaśmiałem się jej do ucha, patrząc ja David podbiega do swoich koleżanek. Nie wiedziałem, skąd je zna, ale z tego co widziałem, to bawili się świetnie.
Zanim zdążyłem się zorientować, zza kulis wyszli Kendall i Aliana. On wpatrywał się w nią, jakby „była jedyną gwiazdą na niebie”. Od razu było widać, że nie potrafią bez siebie żyć.
-Jak poszło? - zapytał Logan, który dorwał się do jakiegoś ponczu dla dzieci.
-Lepiej niż Aliana się spodziewała. - powiedział, obejmując ją od tyłu. - Wiesz jak to jest, kiedy...
Nie zdołał dokończyć, bo ta lekko go szturchnęła w brzuch łokciem. Jenak Kendall, zamiast zrobić naburmuszoną minę, uśmiechnął się szeroko i spróbował ją pocałować. Aliana zgrabnie się od niego odsunęła.
-Mało Ci jeszcze? - jęknęła. - Może poczekasz, aż wrócimy do mieszkania.
-Racja. - zakończył. - Dzieci zdecydowanie nie powinny tego oglądać.
Pokręciłem głową, obserwując ich i obejmując Jennifer.
**Carlos**
Bal przebiegał całkiem miło, ale prędzej czy później trzeba było go skończyć. Rodzice zaczęli się zbierać po swoje dzieci i tak „ekipa celebrytów”, jak nazywała nas dyrektorka przedszkola, została jedynymi gośćmi.
My, Big Time Rush, Cassidy Freeman, Miranda Cosgove, facet z serialu o wampirach i ten kolega Cassie podobny do Nate'a.
-Dziękuję, że zdecydowaliście się państwo przyjść. - powiedziała. - To był dla nas wielki zaszczyt.
W tym momencie spojrzała na Jen, która wciąż miała na sobie różowy kostium króliczka pożyczony od Mirandy.
-A my dziękujemy za zaproszenie. - odpowiedział James. - To była dla nas przyjemność.
-Oczywiście. - zawtórował ten gość podobny do Nate'a. - A teraz przepraszam, muszę wracać do żony i Córki.
Kiedy tylko skończył, wyszedł z sali, zabierając płaszcz zawieszony o scenę.
-W takim razie my też będziemy się zbierać. - oznajmił Logan, trzymając na rękach Davida.
Wspólnie się pożegnaliśmy, machając jeszcze do Cassie i Mirandy. One zaśmiały się do nas, zanim wyszliśmy.
-Myślicie, że te kostiumy nam się jeszcze na coś przydadzą? - zapytała Nicole, zanim wsiedliśmy do samochodów.
-Może... - Odpowiedzieliśmy wspólnie.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Na nic więcej nie mam siły. Na dzisiaj tyle. Mam nadzieję, że jesteście zadowoleni ze swoich Świąt. Bo wyobraźcie sobie, że moja Chrzestna czyta mi w myślach i kupiła mi książkę na którą oszczędzałam. Mam nadzieję, że się wam podobało. Podzielcie się wrażeniami po przeczytaniu, pliss...

6 komentarzy:

  1. Ha ha tak się właśnie spodziewałam, że Jen coś odwali. Chciała być króliczkiem to była xD fajowa notka ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hahahahahaha najlepsza akcja z Jen :D Króliczek hehe :) Kocham twoje opowiadanie!!!!!!!!! Czekam nn:************

    OdpowiedzUsuń
  3. To ja zacznę może od 1 rozdziału, bo nie byłam na twoim blogu wcześniej. W każdym razie, dziękuję Ci bardzo mocno za pierwszy komentarz i oczywiście powiadomie Cię o nowym wpisie <3

    http://inlovewithbtrdreams.blogspot.com/ <----- ZAPRASZAM :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Trochę późno to czytam xD
    Carlos jak Sparrow. Ile ja bym dała, żeby go takim zobaczyć *.*
    Jaką książkę dostałaś? Ciekawam. xD

    OdpowiedzUsuń
  5. Po tym jak wyobrazilam sb logana jako inspektora gadzeta nie moglam sie skupic na dalszym :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Piszesz niesamowicie. Przepraszam że komentuję, dopiero teraz ale Twojego bloga odkryłam dopiero nie dawno. I teraz tak jakoś wyszło z komentarzem. Świetne opowiadanie! ♥.
    Zapraszam do Siebie.
    http://in-the-spotlight-with-bigtimerush.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń