wtorek, 7 stycznia 2014

47. Konsekwencje

**Kendall**
Szedłem za Alianą, która była prowadzona przez sąsiadkę do mieszkania pani Roberts. Jej mina była niepewna. Kiedy usłyszała opowieść o nagłym łomocie za drzwiami.
Aliana zawahała się pod drzwiami i ostrożnie zapukała.
-Pani Roberts, wszystko w porządku? - zapytała.
-Odejdź. - krzyknęła jakaś kobieta, nie otwierając drzwi.
-Pani Roberts, chcielibyśmy sprawdzić, czy wszystko jest w porządku.
-Nic nie jest w porządku. Odejdź!
-Odejdę, jeżeli otworzy pani drzwi i zobaczę, co się dzieje w środku. - odpowiedziała Aliana, nie dając za wygraną.
Popatrzyliśmy po sobie porozumiewawczo. Po dłuższej chwili usłyszeliśmy szczęk zamka. Aliana weszła do środka, rozglądając się po pomieszczeniu.
-O Jezu... - usłyszałem jej słabe westchnienie.
Najszybciej jak tylko mogłem wszedłem za nią i zauważyłem jak stoi nad nieruchomą postać rosłego mężczyzny.
-Zabiła go pani. - stwierdziła, a w jej głosie nie było ani śladu pytania.
Sąsiadka, która nas tu wezwała, patrzyła z przerażeniem na całą scenę. Osobiście miałem ochotę zwymiotować na widok zakrwawionego pyska tego drania.
-Wzywam policję. - oznajmiła sąsiadka, która nas tu przyprowadziła. - proszę się nie martwić, pani Roberts. Był takim bydlakiem, że każdy sąd panią uniewinni.
Zobaczyłem, jak Aliana powoli otrząsa się z osłupienia. Potrząsnęła głową i zaczęła wychodzić na zewnątrz, prowadząc za sobie panią Roberts, ściskając ją za ramię.
Opadła na najniższy stopień schodów, ciężko wzdychając.
-Dobrze się czujesz? - zapytałem szeptem.
Pokiwała słabo głową. Była bardzo blada, jakby nie tyle, co widziła nieboszczyka, ale jakby obserwowała jak go pozbawiają życia.
Sąsiadka zadzwoniła po policję, a oni zjawili się po kilku minutach. Ze zdziwieniem spojrzeli na nas siedzących na schodach i panią Roberts płaczącą w ramię Aliany, a ona gładziła ją pocieszająco po ramieniu.
-Kto z państwa znalazł denata? - zapytał jeden z policjantów, patrząc na nas przenikliwie.
-To ja go zabiłam. - wyjąkała pani Roberts. - To ja go zabiłam.
Policjant pozostawał niewzruszony, a jedynie przewrócił oczami i zwrócił się jednego z młodszych oficerów:
-Przesłuchać ją. - odparł, wskazując na nią kiwnięciem głowy.
**Jennifer**
Byliśmy już w łóżku, ale jakoś nie miałam ochoty na seks. Po prostu siedziałam, oparta o jedną z ogromnych poduszek na łóżku Jamesa. Zamiast przybierać ponętną pozę wzięłam książkę i czytałam o zemście Hrabiego Monte Christo.
-Pogniewałaś się na mnie? -zapytał, wytrącając mnie z zamyślenia.
Odwróciłam głowę, spoglądając w jego oczy zasłonięte długimi rzęsami.
-Nie - odpowiedziałam, wkładając palec pomiędzy strony książki. - Po prostu nie mam nastroju. Wybacz, potrzebują chwili spokoju.
-Ból głowy? - zgadywał, odgarniając mi kosmyk włosów za ucho.
-Tak. - skłamałam, wiedząc, że da mi spokój, jeżeli tak powiem. - Wolałabym już iść spać.
-Oczywiście. - powiedział, biorąc do ręki swój telefon. - Jeśli chcesz, żebym dał Ci spokój, zrozumiem. Dopiero jutro zadręczę cię pytaniami, więc...
Przerwałam mu sztucznym śmiechem, bo na razie nie mogłam się odważyć na nic lepszego, czy bardziej przekonującego.
-Idziemy spać? - zapytałam szeptem.
-Dobrze. - odpowiedział, całując mnie delikatnie w policzek.
**Carlos**
-To co z tym zrobimy? - zapytał Welling, kiedy on i ubezpieczyciel spisali listę szkód, jakich narobił odkurzacz.
-Może zapłacę za to rozwalone siedzenie. - zaproponowałem. - I lakiernika... mechanika.
-No na pewno! - burknął rozwścieczony.
Cassidy podeszła do swojego kolegi i poklepała go po ramieniu.
-Tom... - powiedział, jakby chciała go odwieźć od zrobienia czegoś strasznego. - Dobrze ci radzę, odpuść. Musiała w tym być ręka boska, skoro ten piekielny odkurzacz trafił właśnie w Twoje ferrari. Ostrzegałam Cię przed tym, ostrzegałam.
Ubezpieczyciel zaśmiał się pod nosem i zakrył twarz podkładką, którą trzymał w ręku. Koleś pękał ze śmiechu i nawet mu się nie dziwiłem, bo pewnie nie na co dzień widuje takich ludzi, którzy przekomarzają się jak stare, dobre, małżeństwo.
-Dobrze, mam już wycenę szkód. - oznajmił po chwili opanowania. - Proszę się porozumieć, czyje ubezpieczenie pokryje koszty naprawy.
Patrzyliśmy jak facet odchodzi, a pod apartamentowcem zaczęło się roić od policji.
-Myślicie, że coś się stało? - zapytała Cassie, patrząc jak dwóch funkcjonariuszy rozmawia ze sobą, wchodząc do budynku.
Coś musiało się stać. I to coś niedobrego.
**Nicole**
-Już ci lepiej? - zapytał Logan, podając mi kubek z herbatą ziołową. - Nie potrzebnie jadłaś tyle ciasta. - zaśmiał się, siadając obok mnie.
Spiorunowałam go wzrokiem. Łatwo mu mówić.
-Nie wiedziałam, że będą takie pyszne. - odparłam, masując się po obolałym brzuchu. - Nie mogłam się powstrzymać.
-Uprzedzałem cię, że są dobre. Aliana potrafi całkiem dobrze piec. - odpowiedział, sięgając po gazetę z programem telewizyjnym.
Popatrzyłam na niego przenikliwie. Nawet nie wiedziałam, czy wie, o co chcę go teraz zapytać.
-Myślisz, że Aliana zrobi dla mnie jeszcze trochę tej szarlotki?
Popatrzył na mnie jak na wariatkę. A właściwie jak na dziewczynę, która chce się zapaść.
-Myślę, że tak, jeśli ją o to poprosisz. Na przyjęciu zjadłaś prawie pół blachy. - zaśmiał się, kładąc gazetę na kolanach.
-Nie mogło być tego aż tyle. - powiedziałam, odstawiając kubek na stolik. - Nie możliwe.
-Nicole, widziałem...
-Ej! Ja ci nie wyliczam ile piwa wypijesz! - oburzyłam się, kiedy rzucił we mnie poduszką.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Na tyle starczy. Na nic nie mam już siły. Jestem po prostu wykończona! Teraz tylko mi skomentujcie i będę cała happy! Wiem, że skróciłam, ale na serio trochę mam ostatnio sporo obowiązków. W razie pytań, zgłaszajcie się na moje GG (drugi numer, jeśli kilka osób z którymi się przez to kontaktuję, trochę się zdziwi, tamten wciąż jest ważny): 49557362. Trzymajcie się! Do następnej notki.

6 komentarzy:

  1. Aż pół blachy szarlotki? Wow. To ja się wcale nie dziwie, że Nicole tak boli brzuch :P A co do rozdziału świetny jak zawsze :) Czekam nn ^_^
    ~Natalia Skwira :) Sorka, że tak, ale nie chce mi się już logować na konto.
    Ahh te moje lenistwo xDD

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się, że świetny jak zawsze :) Ach to określenie oczu Jamesa <3
    No już nie będę odlatywać, ale masz talent i pisz dalej, serio! :D
    P.S. A tak co to mojego bloga to serio chcesz, żebym tam postrzeliła Kendalla??!!
    Z tego co wiem, to ty go kochasz!! Haha, ale OKOK. Myślałam nad postrzałem raczej Jamesa, ale zobzaczymy. Myślę nad drastyczną sceną, więc oczekiwać możesz :)
    Ale się rozpisałam.... No cóż, kiedyś komuś trzeba. Jeszcze raz: Świetny blog :*

    http://inlovewithbtrdreams.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Ola, Jamesa chcesz postrzelić? :O jak coś to ja chcę być jego pielęgniarką ;)
    Rozdział jak zwykle świetny ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. WOW jak się Nicole najadła!!! Hahaha ale nadal jestem zawiedziona że Jennifer nie chcę powiedzieć Jamesowi... Akcja z sąsiadami no nie źle... A do tego odkurzacze spadające z nieba XD Czekam nn:******

    OdpowiedzUsuń
  5. Dalej ten odkurzacz mnie rozwala xDD

    OdpowiedzUsuń
  6. Szarlotka. mm.. Narobiłaś mi smaku ;3.
    Jak Nicole, ma taką ochotę na ciasta, to może jest w ciąży ?! :d.
    Rozdział mega ♥ .
    Przepraszam za tak późne komentarze.

    OdpowiedzUsuń