wtorek, 14 stycznia 2014

49. Szamanka

**Jennifer**
-Jest mi niezmiernie trudno przyznać rację doktorowi Hamiltonowi. - odpowiedziała kobieta w średnim wieku, która okazało się lekarką o pseudonimie „Szamanka”. - Oczywiście będzie mogła pani mieć dzieci, ale dopiero po zastosowaniu odpowiedniej terapii hormonalnej.
-To znaczy, że nie jestem bezpłodna? - zapytałam, ignorując fakt, że stwierdzam coś oczywistego.
-Nie do końca. - pokiwała głową, zdejmując z nosa okulary i kładąc je przed sobą. - Pani gospodarka hormonalna funkcjonuje inaczej niż u większości kobiet. Jednak, wbrew pozorom coś takiego nie jest wcale takie rzadkie.
Spojrzałam na swoje splecione dłonie. Dziwne, że wcześniej o niczym podobnym nie słyszałam.
-Młode kobiety, które nie planują dzieci cieszą się, kiedy słyszą taką diagnozę. - ciągnęła dalej, wyjmując z szuflady jakieś ulotki. - Rozumiem, że pani planuje zajść w ciążę w najbliższym czasie.
-Nie, to znaczy... - przerwałam przełykając ślinę. - Nie planowałam dzieci już na teraz. Może za kilka lat, ale nie teraz, ale zawsze chciałam mieć swojego syna, albo córkę.
-Dobrze panią rozumiem. Jednak, musi pani wiedzieć, że nie może pani przyjmować żadnych leków, które działają antykoncepcyjne chociaż w najmniejszym stopniu. To mogłoby zaburzyć pani biozegar i doprowadzić do całkowitej bezpłodności.
-To znaczy? - zapytałam, nie dokładnie rozumiejąc jej słowa.
-Takie działanie dodatkowe mają niektóre środki dermatologiczne. - wyjaśniła. - Nie mówię tu o maściach, kremach, czy peelingach, ale o silnych pigułkach i zastrzykach. Często ludzie je przyjmują i nie wiedzą jakie jest ich całkowite działanie.
-Przepisze mi pani terapię już teraz? - zapytałam, upewniwszy się, że wszystko zrozumiałam.
-Nie, najpierw chciałabym powtórzyć badania. Sama pani wie, jaki jest stosunek lekarzy do niepewnych wyników...
Niepewnych wyników... - powtórzyłam w myślach, przełykając ślinę. Przez chwilę nie słuchałam, co do mnie mówi ta lekarka. Bardziej była zajęta myśleniem, co pomyśli James, kiedy się dowie, że jego dziewczyna nie jest do końca kobietą. To dla mnie trochę krępujące i nadal nie chciałam mu o tym mówić.
-Tu ma pani skierowanie na ponowne badania. - jej głos dotarł do mnie jak przez mgłę. - Proszę je zrobić u nas. Najlepiej niech pani zadzwoni jutro. Wtedy znajdziemy dobry dla pani termin.
-Dziękuję, pani doktor. - powiedziałam, zabierając z biurka podsunięty do przodu i ściskając jej dłoń. Wstałam z krzesła, chcąc jak najszybciej wyjść.
**Kendall**
-Comic con? - powtórzyła Aliana, wpatrując się w kawałek tekturki, który przyszedł w jednej z kopert.
-Co to jest? - zapytałem, podnosząc głowę znad garnka zupy.
-Zaproszenie na konferencję. - odparła, wkładając tekturkę do torebki. - Za dwa dni.
-Plany na „The Wolverine”? - zgadłem, dodając trochę pieprzu.
-Nie. - pokręciła głową. - Nowy sezon „Pamiętników Wampirów”.
Nalałem śmietany do kubeczka i wsypałem do niego resztę przypraw, pilnując, żeby zupa rybna nie wykipiała. Może wszyscy będą zadowoleni, bo to jest coś świeżego. Eksperyment.
Aliana wstała z kanapy i oparła się o nasz blat kuchenny. Właściwie na nim usiadła. Jej szczupła ręka objęła regał z przyprawami, wyprzedzając moje słowa i wyciągając carry spod ściany.
-Skąd... - zacząłem, kiedy spojrzałem na etykietę.
-Przejrzałam historię w swoim laptopie i całkiem przypadkiem zobaczyłam przepis na hinduską zupę rybną. - odpowiedziała.
-Sprawdzasz mnie? - zapytałem, całując ją w usta.
-Nie. - pokręciła głową, owijając ręce wokół mojej szyi. - Szukałam linku do starej galerii. Pamiętam, że niedawno ją przeglądałam.
-Ty i ten twój porządek w komputerze. - zamruczałem całując ją coraz mocniej.
Pewnie trwałoby to jeszcze bardzo długo, gdyby nie dzwoniący telefon w kieszeni moich spodni.
-Odbierz. - zaśmiała się, zeskakując z szafki i biorąc się siekanie świeżego majeranku. - Do wszystkiego dajesz majeranek? - zapytała, kładąc pęczek na desce do krojenia.
Uśmiechnąłem się, zamiast odpowiedzieć. Znała moje ulubione przyprawy i dla mniej wyjątkowo dziwne było dawanie majeranku do każdej potrawy, ale za to lubiła, kiedy sypałem cynamon do cappuccino.
-Słucham? - powiedziałem do słuchawki, odbierając połączenie.
-Kendall? - usłyszałem po drugiej stronie głos szefa. Nie powiem, żebym był tym zachwycony. - Co się dzieje z chłopakami? Od godziny próbuję się do nich dodzwonić.
-Nie wiem – wzruszyłem ramionami, chociaż on nie mógł tego zobaczyć. - Mają jakieś sprawy do załatwienia na mieście. James jest z Davidem na wycieczce, a Carlos i Logan...
-Nie obchodzi mnie to! - wrzasnął, jakby do niego nic nie dotarło. - Chcę mieć z wami tylko stały kontakt, żeby się z wami dogadać w trakcie potrzeby.
-Ale dzisiaj jest niedziela... - powiedziałem, chcąc usprawiedliwić chłopaków i przy okazji go jakoś udobruchać. - Pewnie powytłaczali telefony. Mają być w domu na obiad.
-To też mnie nie obchodzi. Macie być w moim biurze jutro o siódmej rano. Nie toleruję spóźnienia.
I rozłączył się bez słowa. Aliana spojrzała na mnie ze współczuciem.
-Wściekły pies? - zapytała retorycznie, podnosząc łyżkę do ust. Jogurt, który stał naprzeciwko niej, był szeroko otwarty.
-Jakbyś zgadła. - westchnąłem, wlewając do garnka śmietanę z przyprawami. - Dobra, to czekamy na chłopaków. Trzeba im powiedzieć o jutrzejszym dywaniku o siódmej rano?
-O której? - zmarszczyła brwi, ze zdziwieniem.
-Bardzo rano. Też to zauważyłem. - odpowiedziałem, wsypując do garnka pokrojone przyprawy.
-Później będę musiał wrócić do domu. No wiesz, mam jeszcze posprzątać po szklarzu. - oznajmiła, siadając na krzesełku przy kuchence.
-Wstawił Ci szybę?
-Wstawił, ale zostawił bałagan.
**James**
Pomogłem Davidowi wysiąść z samochodu. Jeszcze tylko kilka chwil i będziemy w barze kanapkowym. Jen prosiła, żeby zostawić ją samą. Jej decyzja.
-Hej, jednak przyszliście. - usłyszałem za plecami głos Cassidy.
-Namówiłem tatę. - powiedział David, podchodząc do niej bliżej.
Patrzyłem jak Cassie kuca i daje Davidowi coś w rodzaju niewielkiej zabawki ze sklepu z pamiątkami. Była niebieska i przypominała konia.
-Nie musiałaś mu niczego kupować. - powiedziałem, kiedy szliśmy do środka baru rodzinnego.
Na dużej sali podzielonej boksami z podłużnymi półkanapami i stołami z dębu pokrytymi obrusami z postaciami z bajek.
-Nie kupiłam. - odparła, biorąc do ręki kartę dań. - Mam je już kilka lat. Nie pytaj, nie chcesz znać tej historii, a ja wolę zachować ją dla siebie.
Spojrzałem na nią znad karty, kiecy usiedliśmy na jednej z kanap. Taki tekst słyszałem zawsze, kiedy kobieta mocno nie chciała mówić o pewnym temacie.

-Skoro tak twierdzisz... - wzruszyłem ramionami. - To... Co zamawiamy?
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Na więcej nie mam siły. Najpierw awaria komputera, potem musiałam wszystko pisać od nowa. Miałam część w notesie i telefonie, więc jakieś odciążenie to było. No dobra... Komentujcie, pliss... Starałam się.  Na serio.  Dzisiaj jest ociupinkę dłużej, więc mam nadzieję, że was nie rozczarowałam. 

6 komentarzy:

  1. Jejku, Jen bd mieć kiedyś dzieci.... W33333 ! ^^ Oczywiście ten "kundel" musiał się przekrzyczeć, bo jak inaczej -,- Czekam :****

    OdpowiedzUsuń
  2. Ej no czemu nie powie Jamesowi noooo?!?!?!? A i Aliana jako jasnowidz hahahaha :D Jennifer ma powiedzieć wszystko Jamesowi, okay?! Czekam nn:**********

    OdpowiedzUsuń
  3. Zajebiste, i słodka niespodzianka Davidka aaaaaw <3 czeka na nn :)
    ~Kama

    OdpowiedzUsuń
  4. Jen uważa, ze jest nie do końca kobietą. Przypuszczam, że James nigdy by tak nie pomyślał :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam tekst "bardzo rano" xDD
    I zgadzam się z Adą M. ;)

    OdpowiedzUsuń