czwartek, 16 stycznia 2014

50. Rozterka cz. 2


**Aliana**
Byłam na siebie zła. Nie dość, że James wziął sobie za punkt honoru wyprowadzanie mojego psa, to jeszcze Kendall nie wie o propozycji pracy w Japonii. A może po prostu odmówię i nic mu nie wspomnę? Będzie jakby tej propozycji nigdy nie było.
-Hej piękna... - usłyszałam jego ciepły głos za plecami. - Może coś przekąsimy?
-Nie mów, że chce Ci się jeszcze gotować. - zaśmiałam się, odkładając gazetę na stolik i pozwalając mu się przytulić. - Przed chwilą Carlos zjadł pół gara zupy, podwójną porcję drugiego dania. Musiałeś się nieźle napracować, żeby to wszystko przygotować.
Kendall uśmiechnął się szerzej i podał mi kopertę w kwiatki.
-Co to? - zapytałam, odwracając ją na sklejaną stronę.
-Otwórz i zobacz. - powiedział.
Powoli wyjęłam z koperty dwa złożone arkusze złożonego papieru kredowego. Dopiero po chwili zorientowałam się, co to jest.
-Zaproszenia do teatru. - stwierdziłam, czytając drobny druk.

Teatr „Fireworks” zaprasza:

Les Miserables. Nędznicy 

15 stycznia o godzinie 6.30 przed zachodem słońca.

-To jedyna sztuka, ma którą były jeszcze bilety. - wyjaśnił. - Dawniej musical był dość popularny...
-Chyba oboje wiemy dlaczego... - powiedziałam, chowając eleganckie bilety znowu do koperty.
-Czyli... pójdziesz? - zapytał, patrząc n mnie z wyczekiwaniem.
-Z przyjemnością. - odpowiedziałam, kiedy uśmiechnął się do mnie, jakby... jakbym istniała tylko ja. Jakby oprócz nas niczego nie było.
Kendall zbliżył się do mnie i zaczął mnie delikatnie całować. Tak, jak zawsze jesteśmy sami. Oboje tego pragnęliśmy.
-Ej, gołąbeczki... - usłyszeliśmy głos Logana, wchodzącego do pokoju. - David wciąż jest na górze, ale zawsze może zejść. Ostatnio coraz częściej korzysta z sarkazmu.
Kendall spiorunował go wzrokiem, jakby przynajmniej kogoś zabił. Pokręciłam głową i spojrzałam na wyświetlacz komórki, która zaczęła dzwonić.
Kendall odsunął się ode mnie i usiadł na drugim końcu kanapy.
Dzwonią z wytwórni. Chyba wiem, co usłyszę. Musiałam to zrobić. Teraz, albo nigdy.
Odebrałam.
-Dzień Dobry, pani Hamilton. Mówi James Mangold, reżyser „The Wolverine”.
-Dzień dobry, spodziewałam się pańskiego telefonu. - odpowiedziałam, kiedy Kendall, Logan i Nicole (która właśnie przyszła do pokoju).
-Jak już pewnie powiedział pani Hugh, chcemy pani zaproponować wyjazd do Japonii.
-Proszę mi wybaczyć, ale muszę odmówić. - odpowiedziałam, czując na sobie spojrzenie Kendalla. - Japonia przeszkodzi mi w mojej stałej pracy i na dodatek spodziewam się dziecka.
-Rozumiem pani obawy, jednak muszę powiedzieć, że nie wybrałem pani bez powodu. Dogaduje się pani z ekipą i robi pani świetne zdjęcia, więc...
-Przykro mi. - powiedziałam, przerywając jego wypowiedź. - To moje ostatnie słowo. Może przy następnym filmie.
-W porządku. - powiedział z rezygnacją w głosie. - To pani decyzja. Liczę na współpracę przy innym filmie. Do zobaczenia.
Rozłączył się, zanim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć.
-Jaka Japonia? - zapytał Kendall z udawanym spokojem. - O co chodziło?
Mój Boże... skarciłam się w myślach. Czy ja musiałam wypowiedzieć na głos słowo „Japonia”? Westchnęłam i spojrzałam na niego znad okładki książki.
-Chcieli mi zaproponować pracę w Japonii. Przy The Wolverinie. - odparłam, wiedząc, że i tak już tego nie ukryję. - Ale odmówiłam. Wiedziałam, że odmówię. Hugh ich wyprzedził, żeby dać mi czas na zastanowienie.
-Czemu mi wcześniej nie powiedziałaś? - zapytał prawie szeptem. - Przecież wiem, jaka to dla Ciebie szansa.
-Wiedziałam, że odmówię. - przerwałam mu, mówiąc równie cicho jak on. Kątem oka zobaczyłam, jak Nicole wypycha Logana z pomieszczenia. - Wiedziałam o tym już jak Hugh mi powiedział, kiedy jest wyjazd. Już mam umowę z wami i naszym szefem. Jadę na trasę koncertową.
-To przeze mnie? - powiedział z cieniem winy w głosie. - To przeze mnie zrezygnowałaś z marzenia? Przecież...
-Moim marzeniem jest poprowadzenie sesji Nickolasa Cage'a. - odpowiedziałam, nie dając mu dokończyć. - Nie rozmawiajmy już o tym, dobrze? - poprosiłam. - To moja decyzja. I ja nie chcę się z Tobą rozstawać. Nawet dla filmu największych gabarytów.
Kendall uśmiechnął się, jakbym jednym ruchem dłoni rozgrzeszyła nas oboje. Potem oparł czoło o moje ramię i nagle podniósł głowę i pocałował mnie w nos.

**Carlos**
-Gotowy? - krzyknąłem do Davida, który siedział w łazience. - Zaraz musimy wychodzić.
-Jeszcze chwilę, wujku. - odkrzyknął. - Za chwilę będę gotowy.
Westchnąłem i oparłem się o ścianę. On jest okropny! Spędza w łazience więcej czasu niż James i Roslyn razem wzięci.
-Człowieku, musimy już iść! - wrzasnąłem wkurzony.
-Już jestem gotowy, dobra?
-I to rozumiem. - mruknąłem, kładąc mu dłoń na ramieniu, kiedy w końcu wyszedł z łazienki.
-To idziemy do taty? - zapytał, kiedy schodziliśmy po schodach. - Myślałem, że wyprowadza Syriusza.
Swoją drogą, poprzedni właściciel pas musiał być fanem „Harry'ego Pottera”.
-Tak, ale są takie kawiarnie, gdzie pozwalają przyprowadzać zwierzęta. - wyjaśniłem.
-To fajnie. - odpowiedział, próbując doskoczyć do kurtki, która wisiała na stojaku przy drzwiach. Automatycznie go uprzedziłem i ściągnąłem ją z wieszaka. Potem sięgnąłem po swoją bluzę.
Klimat w Los Angeles nieco się ochłodził, ale to nawet i lepiej. Jest styczeń, a i tak nie mam co liczyć, że w tym roku zobaczę śnieg, bo po trasie koncertowej wracamy do normalnej pracy, a wakacje... Wakacje będą w przerwie między koncertami, próbami, wywiadami...
-Wujku! - zniecierpliwiony głos Davida wyrwał mnie z zamyślenia. - Idziemy?
-Idziemy, idziemy... - pomerdałem go po głowie, kiedy schodziliśmy na dwór.
Zbiegłem po frontowych schodach. Jak to jest, że ten dzieciak ma tyle energii? Mógłby spokojnie pasać bydło w Teksasie i imprezować całą noc a i tak miałby na drugi dzień tyle samo... eee... siły.
Kendall i Aliana wciąż są na dole. O czymś rozmawiają, ale nie wygląda, jakby się kłócili. Lubię, kiedy tak siedzą, rozmawiają.... Niczym się nie przejmując.
James i Jennifer niewiele ze sobą gadali. Jen chyba ma jakiś sekret i ja nic na to nie poradzę. Wiem, że jeśli to naprawdę jakaś tajemnica, to na pewno nikomu tego nie powie.
Pomagałem małemu wsiąść do samochodu. Trzeba uważnie dopilnować, żeby pasy w foteliku były zapięte... To już mamy. A teraz... Klucze!
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Dobra, dzisiaj starczy. Nie wiem, czy to dobrze dla was, czy to źle, ale... Reaktywowałam Zakochanego Nicka Jonasa! Mam na niego taką mega wenę, że normalnie... Aż chce się pisać w zeszycie.
Dobra, dajcie znać jak się podobało. Na razie! Trzymajcie się!

4 komentarze:

  1. Wyobraziłam sobie małego Davida pasającego bydło w teksasie :P ha ha Fajna notka ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hahahhaha, rozwala mnie czas, który spędza w łazience... sporo tam musi siedzieć xD UPS! Kendall się dowiedział? Aj tam xD Czekam :***

    OdpowiedzUsuń
  3. Rośnie nam następca Jamesa :D hahaha najlepszy tekst Carlosa o Davidzie XD No i super że Kendall już wie ;) No nic pozostaje tylko umierać z ciekawości do następnej notki:) Czekam nn:********

    OdpowiedzUsuń
  4. Carlos z Davidem xDDD
    Głodna jesteś? Bo literki zjadasz xD

    OdpowiedzUsuń