wtorek, 28 stycznia 2014

53. Pierwszy Przystanek

**Aliana**
-Spakowana? - zapytał Kendall, kiedy wszedł do mojego mieszkania.
-Tak, możemy jechać. - pokiwałam głową, zasuwając zamek błyskawiczny w torebce. - Tylko pożegnam się z Nicole.
-A gdzie ona jest? - zapytał James, rozglądając się po mieszkaniu.
Nie wiedziałam, czemu przyszli tu we dwóch. Kendall wspomniał, że trzech pozostałych będzie czekać na lotnisku.
-W pokoju. - odpowiedziałam. - Mówi, że wasza willa jest dla nich za wielka, dlatego ona i Roslyn zostają tutaj. Wiesz, będą pilnować tego bałaganu.
Nagle drzwi otworzyły się z impetem i do środka weszła Nicole, niosąc papierową torbę i rzucając ją w stronę Jamesa, tak mocno, że zgiął się w pół.
-Zrobiłam kanapki. - oznajmiała, stawiając na stole jeszcze pięć dużych reklamówek. - Dobrze wiem, jaki z Carlosa obżarciuch i sądzę, że połowa tego powinna wystarczyć. Resztą się podzielicie.
Machnęła ręką i przyciągnęła do siebie Kendalla. Potem na szybko Jamesa i w końcu uścisnęła mnie. W jej uścisku było coś dziwnego. Coś, jakby się przywiązała emocjonalnie. I nie mówię tego jako szefowa fundacji.
-Pilnujcie Logana. - powiedziała na koniec. - Ma nie pić zbyt dużo, a jeśli przesadzi, to pomaga kefir i banany. Kiedy położy się obok Carlosa w nocy i się do niego przytuli... Niech Carlos mu pozwoli.
-O tym ostatnim wiemy. - Kendall wzruszył ramionami, zarzucając sobie na plecy moja torbę bagażową. - No i zazwyczaj przytulał się do Jamesa.
-A nie do Ciebie? - zmrużyłam oczy, patrząc na niego przenikliwie.
-Kiedyś próbował, ale ja za bardzo wierzgałem. - zaśmiał się, dając mi coś, co wyglądało jak dziecięcy zegarek w pełnym opakowaniu. - Otwórz dopiero w samolocie.
Nie wiedziałam, co ma na myśli, mówiąc, że wierzga. Zawsze spał jak małe dziecko. Spokojnie. Jak mógł skopać Logana przez sen, skoro przez cała noc nie poruszy się nawet o centymetr.
-Dobra, lećcie, zanim spóźnicie się na samolot. - odparła, całując każdego z nas z osobna. - Dołączę do was, jak tylko skończymy z tą akcją reklamową.
-To czekamy na Ciebie. - powiedział James, kiedy wychodziliśmy na zewnątrz.
**Carlos**
Trzy miesiące. Trzy ogromnie długie miesiące bez mojej Roslyn. Tak bardzo będzie mi jej brakowało podczas tej trasy. Ale dobrze, że przynajmniej Aliana i Jen jadą.
-Orientuj się, Pena! - usłyszałem krzyk Jeffa, naszego akustyka, a sekundę później coś przeleciało mi przed nosem i trafiło w guzik na ścianie, co skutkowało zasłonką na mojej głowie.
-Długo nad tym myślałeś? - rzuciłem jadowicie w jego stronę. A już prawie zasypiałem.
Oparłem głowę o zagłówek. Druga godzina lotu, a tylko Kendall śpi jak małe dziecko. Dlaczego ja tak nie mogę? No dlaczego?
-Carlos, chcesz coś do poczytania? - usłyszałem łagodny głos Aliany, która siedziała rząd za mną.
Odwróciłem się do niej, kiwając głową, a ona podała mi plik komiksów w archiwalnym segregatorze, które wyglądały jak kolorowa książka. Spojrzałem na okładkę.
-Hulk? - zapytałem, obserwując, jak okrywa Kendalla kocem i znowu sięga po książkę. - Archiwalne numery? Skont to masz?
-Z biblioteki. - wzruszyła ramionami. - Pozwolili mi wziąć takich pięć i trzymać do powrotu do LA. Tylko mam je oddać w nienaruszonym stanie. Tu są chyba cztery historie. Dwadzieścia zeszytów.
-Masz tylko Hulka?
-Nie, jest jeszcze Batman i X-Men. Nie mieli Spidermana. - odpowiedziała, przewracając stronę książki. - Ale nie wiem, które numery. Nie sprawdzałam.
-Dzięki, jesteś Boginią. - krzyknąłem uradowany, mając ochotę ją ucałować. Chociaż może to nie jest najlepszy pomysł.
-Ciesz się, że Kendall tego nie słyszy. - mruknęła pod nosem.
Hulk, przybywam! - krzyknąłem w myślach, otwierając segregator i przewracając okładkę pierwszego numeru. A jednak jesteśmy farciarzami.
**Jennifer**
Po lądowaniu, obsługa lotniska w Saint Tropez. Pierwsza faza Koncertowa. Potem lecimy do Moskwy, następnie gdzieś do Indii, a potem gdzieś w tropiki. Nie wiem, ale James zapewniał, że jest tam świetna plaża, na której będziemy mogli odpocząć.
-Chce się przespać. - jęknęłam, zarzucając sobie torebkę na ramię i marząc o ciepłym łóżku w hotelu. Ta podróż tak mnie wykończyła....
-Było spać w samolocie. - powiedział Logan, rzucając okiem na parking i szukając samochodu, który mieli nam podstawić ci z wypożyczalni. Trzymał już w ręku kluczyli z opisem i numerem rejestracyjnym. - To chyba tamten, chodźmy.
I zaczął iść w stronę bordowej furgonetki. Czy oni zawsze muszą wypożyczać minibusy? No oczywiście.
-Nie potrafię spać w samolocie. - krzyknęłam, na tyle głośno, że ludzie zaczęli się za nami oglądać. No oczywiście. Pewnie dawno nie widzieli kłócących się Amerykanów. No, ale nie ważne.
-Dobra, dobra, wsiadajcie.
No i kiedy już wszyscy byliśmy na swoich miejscach, Kendall zaczął coś majstrować przy radiu, ale jakimś dziwnym trafem, żadna stacja nie nadawała po angielsku.
-Ja chcę spać! - jęknęłam po raz kolejny, kiedy byliśmy w drodze na lotnisko.
-Albo się zamykasz, albo wysiadasz! - warknął Logan, kiedy zdołał na nowo nabrać prędkości.
-Dobra, zamykam się. - uniosłam ręce w geście obrony, a Aliana tylko pokręciła głową, szukając czegoś w torebce.
-Dobra, mam. - krzyknęła z tryumfem na twarzy, wyjmując coś niewielkiego.
Zanim zdążyłam się zorientować, wepchnęła mi to coś do ust. Poczułam słodki, miętowy smak i to coś szybko zaczęło mi się szybko rozpuszczać.
-Co to za cukierek? - wymamrotałam.
-To nie cukierek. - Odpowiedział Carlos, bawiąc się telefonem. - Tylko ziołowy środek uspokajający dla nadpobudliwych dzieci.
-Ale ja nie jestem nadpobudliwym dzieckiem. - Krzyknęłam, próbując to wypluć.
-Nie wysilaj się, lekarstwo już wsiąknęło w język. - powiedział James, gładząc mnie po ramieniu. - Nic Ci to nie zaszkodzi. Po prostu łatwiej zaśniesz, kiedy będziemy w hotelu.
-Dobra, bez żartów. Czyj to był pomysł? - ryknąłem, przekrzykując jakąś klubową nutę.
-Mój. - odpowiedział Logan, a ja zmroziłam go spojrzeniem. Szkoda, że on tego nie widział... Wielka szkoda, ale w hotelu się z nim policzę! Jeszcze mnie popamięta.
**Logan**
Jen nie doczekała własnej zemsty, którą przysięgała mi w samochodzie. Po prostu zasnęła i James zaniósł ją do pokoju, a zaraz potem wyskoczył i krzyknął, że chce kilka zdjęć w hotelu na pamiątkę.
-Myślisz, że Jen po tym nic nie będzie? - zapytała Aliana, zakładając obiektyw do aparatu.
-Na pewno. - uspokoiłem ją, wiedząc, że te pastylki to nic groźnego. - To dla dzieci. Same naturalne składniki. James kiedyś dawał je Davidowi.
-Właśnie, gdzie jest David?
-U dziadków.
Nie mówiliśmy jej jej jeszcze wszystkiego, więc mogła nie wiedzieć. No i nie wiem jak to by jej się nie spodobało. Sama nie bez powodu słówka nie pisnęła o propozycji angażu w Japonii. Wiedziała, że byśmy jej nie zatrzymywali, bez względu na to, co byśmy myśleli, czy czuli.
-Żałujesz? - zapytałem, wspominając, jak Kendall opowiadał mi o rozmowie telefonicznej z reżyserem. Ze szczegółami. - Że nie pojechałaś pracować przy Wolverinie?
-Oczywiście, że nie. - pokręciła głową. - Przecież jesteście warci więcej niż nawet najlepszy film Foxa. Bardziej mnie interesuje, jak Nate poradzi sobie z trzema psami.
Parsknąłem śmiechem, na wspomnienie jego miny. Przyszliśmy wtedy zdecydowanie nie w porę...
-Już to widzę... - zaśmiałem się przedrzeźniając jego ton. - „Zostaw! Wynajmuje to mieszkanie!”
Alaina zaczęła się śmiać razem ze mną. Ile bym dał, żeby Nicole też z nami była. Ale niestety. Umowa, to umowa. Dopóki nie skończy zlecenia nie ma mowy o wyjeździe.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- 

No i na dzisiaj... Tyle. Mam nadzieję, że się podobało. Trochę nad tym siedziałam i nie ukrywam, bardzo się starałam. Pisane przy Międzynarodowym Soundtracku z „Camp Rocka”. No i dziękuję za ostatnie sześć komentarzy. Dało mi to niezłego kopa energetycznego, ale większość zużyłam na notkę na X-Mena w notesie, którą muszę jeszcze dopieścić... Dziękuję wam. Wszystkim, którzy mnie nie olewają. Bo to na serio fajne uczucie być docenionym przynajmniej przez chwilę. Uwielbiam was. Do następnej notki!  

7 komentarzy:

  1. ''Kiedy położy się obok Carlosa w nocy i się do niego przytuli... Niech Carlos mu pozwoli.'' hahahah leje z tego cały czas. Co do rozdziału świetny jak zwykle. Czekam nn ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie no rozdział jest Świetny! Też leje z tego momentu z Calosem :D Nie no uwielbiam cię!!!!!! Czekam nn:*****

    OdpowiedzUsuń
  3. hahahahaha nie no na serio to z Carlosem jest mega śmieeeeszne :D Ale czy spyali Davida o zdanie?! Tak poprostu go u dziadków zostawili?! Czekam nn:**** :D

    Sylwia Rusher Bibuła :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Ha ha, dobre ;) Przydałyby mi się czasami takie pastylki na sen. Chociaż wtedy nie miałabym kiedy pisać opowiadań, bo zawsze robię to podczas bezsennych nocy. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Genialny <3 Nauczć mnie tak rzucać kanapkami, żeby ludzie zginaali się w pół, powiem, że to pokłony B Nate z psami sobie poradzi ;d
    Czekam :* i zapraszam :)
    http://this-love-is-forbidden.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Wierzganie Kendalla, padłam! I to przytulanie xD I tabletki ziołowe xD

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny rozdział :d.
    Czas kupić Sobie takie tabletki :).

    OdpowiedzUsuń