czwartek, 30 stycznia 2014

54. Upragniona Kolacja

**Kendall**
Już jest wieczór. Pierwszy dzień w Saint Tropez powoli dobiegł końca. Chodziliśmy, zwiedzaliśmy... A Jen i tak wszystko przespała. Jutro pierwsza próba. Carlos i Logan poszli do klubu, a James ma ich pilnować. Podobno tej nocy gra sam DJ Antoine...
-Już jesteś? - rzuciłem w stronę Jamesa, który wszedł do naszego pokoju i rzucił się na łóżku. - Miałeś iść do klubu z Carlosem i Loganem.
-Tak, tylko jakoś nie uśmiecha mi się holowanie pijanego Logana. - żachnął się, sięgając po książkę Aliany, która leżała na stoliku obok.
-Wcześniej Ci to nie przeszkadzało. - zaśmiałem się, wiążąc krawat. Aliana jeszcze nie wróciła. Ma dopilnować jakichś formalności.
-Przeszkadzało, ale nic nie mówiłem. - oznajmił, gapiąc się w sufit. - A co się tak stroisz? - zapytał, nagle zmieniając temat. - Koszula, krawat? Dzieje się coś o czym, powinienem wiedzieć?
Przerwałem wiązanie krawata i spojrzałem w lusterko. Wyglądałem całkiem nieźle. Tylko ten siniak... Nie potrafię tego zamalować. Tak już musi zostać.
-Ja i Aliana nie mieliśmy jeszcze okazji zjeść kolacji we dwoje. - powiedziałem, pracując nad krawatem. - zawsze nam coś przeszkadzało, a teraz...
-Dobra, rozumiem. Na razie! - krzyknął i wyszedł trzaskając drzwiami.
Tylko o co mu chodziło? Pokręciłem głową i wróciłem do wiązania krawatu. Ta trasa koncertowa to po części nasze wakacje i mamy na nich też wypocząć. Nie wiem, czy szef wytwórni nie poszedł na łatwiznę, bo „tak jest dla niego taniej”. No, ale nie ważne.
Zamówiłem room serwis do pokoju. Nie jest to własnoręcznie ugotowana przeze mnie kolacja, ale tutejszy szef kuchni jest jakiś dziwny. Nie chciał mi nawet udostępnić jednego palnika i dwóch garnków... A zapłaciłbym ekstra. No trudno... Aliana musi się zadowolić tylko własnoręcznym nakryciem. A włożyła taką ładną sukienkę.
Poprawiłem serwetki, stojące przy świecach. Oby się nie zapaliły... A jeśli nawet... To najgorsze, co może nam przytrafić tego wieczora.
Nagle drzwi pokoju się otworzyły. Pośpiesznie wysłałem SMSa do kelnerki, która miała przynieść jedzenie. Tak, wiem. Nie wysilam się. No nie tym razem.
-Nie kładziesz się spać? - zapytała, wkładając do szafki torbę z aparatem. - Jest późno.
Uśmiechnąłem się do niej, zapalając świeczki. No, mamy blisko do łóżka.
-Zamówiłem dla nas kolację. - odpowiedziałem. - Wiem, że to nie jest moja kuchnia, ale może...
Nie zdążyłem dokończyć, bo Aliana namiętnie mnie pocałowała. Lubiłem, kiedy muskała językiem moje dziąsła. A jej usta były takie, takie słodkie.
**James**
Jen wciąż spała. Rety, jutro będzie okropna. Zawsze wszystkim dokucza, kiedy się wyśpi. A te pastylki dla dzieci aż za dobrze na nią podziałały.
Byłem ciekawy, co robi Kendall w pokoju naprzeciwko. Nakrył do stołu, włożył garnitur... Co w jego przypadku jest naprawdę dziwne. No i przygotował świeczki. A świeczki oznaczają jedno. Ten parszywy, romantyczny nastrój, którego mam w lutym powyżej uszu. No i znacznie chętniej wyjechałbym teraz na narty, niż na plażę.
Rozebrałem się do bokserek i wciągnęłam na siebie hotelowy szlafrok. Jakoś nie uśmiecha mi się świecenie gołą klatą, jeśli nie mam wejść do wody. Wiem, że praca to praca, ale muszę się jakoś wymrozić. No może to nie było do końca poczytalne z mojej strony, ale taka była prawda.
Odchyliłem zasłonę kabiny prysznicowej. Było tutaj całkiem przyjemnie.
Rzuciłem ubrania na krzesełko dla niepełnosprawnych stojące przy toaletce. Wyposażenie każdego pokoju... Akurat.
Kiedy w końcu się wykapałem, włożyłem slipki i lekki T-shirt, czyli coś w czym uwielbiałem spać. Położyłem się obok Jen i sięgnąłem po dzwoniący telefon. Całe szczęście, że wyłączyłem dźwięki. Spojrzałem na wyświetlacz. Logan. No to, będzie ładna makabra...
-Co chcesz? - jęknąłem do słuchawki.
-Stary, ale impra! - usłyszałem jak przekrzykuje głośną muzykę. - Żałuj, że Cię tu z nami nie ma!
Pokręciłem głową i spojrzałem na zegarek. Dochodziła jedenasta. No, znaczy, że impreza dopiero się rozkręca. Niestety.
-Jakoś mam inne zdanie. - wymamrotałem, głaszcząc Jen po włosach, kiedy się do mnie przytuliła. - Po co dzwonisz?
-Żeby Ci powiedzieć, że nie wrócimy na noc. - ryknął do słuchawki. - Będziemy jutro o szóstej rano. Impreza jest do piątej, więc...
-Nie odbiorę was, jeśli o to ci chodzi. - wymamrotałem, mrużąc powieki.
-Stary, nie bądź żyleta... - jęknął, udając błagalny ton.
-Jutro próba o jedenastej. Dobranoc.
I wyłączyłem komórkę rzucając ja na stolik. Nie będę ich szoferem! A już w szczególności, że są pijani. I to nieźle. Poradzą sobie. Zawsze sobie radzą.
**Aliana**
Kendall zrobił na mnie niemałe wrażenie. Miałam wrażenie, że żałuje tych razów, które nam nie wychodziły, ale mówi się trudno. Ale miło w końcu zjeść kolację ze swoim narzeczonym.
-Smakuje Ci? - zapytał, wkładając mi na talerz drugą porcję zapiekanki z warzywami.
-Tak, ale wolę twoje obiady. - wzruszyłam ramionami. - Są smaczniejsze i wkładasz w nie uczucie...
Kendall poczerwieniał na twarzy, jakbym powiedziała mu jakiś nieziemski komplement, ale taka była prawda. Słodki jest.
-Wiesz, że to ja dzisiaj jestem od prawienia innych komplementów? A przynajmniej dzisiaj. - wyszeptał, pochylając się do przodu, tak, ze w jego oczach odbyły się ogniki od świec.
-Słodki jesteś. - zaśmiałam się, kiedy wlewał wino do kieliszków.
-No i znowu to robisz. Prawisz mi komplementy. - westchnął.
-To nie był komplement, tylko prawda.
Kendall uśmiechnął się do mnie. W złotym blasku świec jego kości policzkowe wydawały się bardziej odstające, co dodawało mu uroku.
-Masz ochotę na deser? - zapytał, zmieniając nagle temat.
-Myślałam, że sobie odpuścimy. - zaśmiałam się, pokazując na ogromne porcje jedzenia na talerzach. - Tego i tak jest bardzo dużo.
-A zważywszy na tak... - urwał, patrząc mi głęboko w oczy. Mogłam niemal poczuć jak poraża mnie prąd jego spojrzenia. - Wspaniałą osobę, chyba będę musiał przyznać Ci rację.
Pokręciłam głową. On raczej nie był dobry w dłuższym rozmawianiu na żaden temat, co jak co, ale o dupie Marynie nie umiał klepać. Taki bezceremonialny rytuał przejścia. Idziemy do muzeum, kupujemy bilety na nie oglądaną wystawę i po prostu sobie chodzimy. To taki nasz rytuał.
-Może wybierzesz się ze mną jutro na plażę? - zaproponował.
-Oczywiście. - pokiwałam głową. - Z przyjemnością.
Kendall popatrzył na mnie przez chwile i uśmiechnął się jeszcze szerzej, ukazując swoje dołeczki.
-Kocham Cię. - wyszeptał.
-Ja Ciebie też. - odpowiedziałam, zakręcając na widelcu nitkę sera.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
BelloKris! Chyba nie muszę mówić, że ta notka jest dedykowana Tobie. Wiem, jak bardzo chciałaś, że by Kendall i Aliana poszli na romantyczną kolację... I PROSZĘ MASZ! Chociaż już pewnie o tym zapomniałaś...
No, na razie tyle. Mam nadzieję, że notka wam się podobała. Dziękuję za ostatnie 5 komentarzy. Może pod tą będzie więcej? Do następnej! Trzymajcie się cieplutko.

PS. Z boku jest info o konkursie. Zapraszam do udziału! 

5 komentarzy:

  1. James jaka świnia, kupli nie odbierze z imprezy :P he he Mój kochany James :3 Super notka, do następnej ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. James: ..Jutro bd okropna...hahah xD Boski rozdział <3 czekam :**

    OdpowiedzUsuń
  3. W końcu!!!!!!!!! Nie zapomniałam! xDDD
    Aliana w ciąży a wino pije.. Mądre to to nie było xD
    Ale literówki! ZNOWU!

    OdpowiedzUsuń
  4. ' Lubiłem, kiedy muskała językiem moje dziąsła. A jej usta były takie, takie słodkie. '
    aww.. ♥ .

    OdpowiedzUsuń