wtorek, 4 lutego 2014

55. Obrażalscy

**Jennifer**
-Ładnie tu. - powiedział Logan, kiedy już wytrzeźwiał po setnym kefirze i drugim kilogramie bananów. - Mogliśmy iść na plażę. Tu też na pewno była jakaś impreza.
-Logan! - krzyknęłam, nie mogąc już wytrzymać. - Możesz się skupić? Ile ty masz lat? Nie możesz ciągłe myśleć o imprezach!
Po jego reakcji upewniłam się, że mnie ignoruje. No pięknie... James się obraził, a Kendalla to za specjalnie nie obchodzi. Bo tylko machnął ręką i zadzwonił do restauracji, żeby zamówić jutrzejszy obiad. I czemu codziennie mamy jeść gdzie indziej?
-Przeprosisz Jamesa? - warknęłam. No pięknie... Teraz zacznę się na niego wydzierać.
-Nie, to on musi przeprosić mnie. I dlaczego go nie namówiłaś, żeby po nas przyjechał?
Teraz już naprawdę doprowadził mnie do białej gorączki! Ja mam mu kumpla pilnować? Mowy nie ma. I nawet jakbym nie spała, pewnie i tak bym go nie namawiała.
-Może było o tym pomyśleć, zanim poszliście na tę balangę w klubie! - wybuchłam, rąbiąc go mocno w głowę.
Odwróciłam się i podbiegłam do Jamesa, ukrytego za ogromnym kwiecistym parasolem. Tylko skąd oni go wzięli? Dobra, a co to ma do rzeczy?
-Miałeś rację. - żachnęłam, opierając się o przenośną lodówkę z napojami. - To kretyn. Też się na niego gniewam.
-Wiesz, że nie musisz? - zapytał, poprawiając sobie poduszkę. - To sprawa między nami. Nie mam pojęcia co tym razem musi się stać, żeby Logan wziął się w garść.
Co on powiedział? Tym razem? To był jakiś poprzedni?
-James, o czym ty mówisz? - zapytałam, kręcąc głową. Nie zrozumiałam, co do mnie powiedział, a przecież... Myślałam, że ich znam.
-Logan już raz miał tak ostrą fazę na imprezowanie. - wyjaśnił. - Nigdy się nie zastanawiałaś, dlaczego trasa Big Time Movie ruszyła z takim gigantycznym opóźnieniem? I dlaczego włosy Kendalla zostały ostrzyżone w tak nietypowy sposób?
-Nie było żadnego opóźnienia. - wzruszyłam ramionami, przypominając sobie stary artykuł w necie, który kiedyś przeczytałam z nudów. - Po prostu musieliście dograć kilka scen do filmu. A włosy? Chyba musisz przyznać, że Kendall ma dość nietypowy gust, jeśli chodzi o dobór garderoby. Z włosami chyba było tak samo.
James roześmiał się nerwowo. Był teraz jakiś dziwny. Nigdy go takim nie widziałam.
-Film był już dawno gotowy. - oznajmił, odkładając gazetę na kocyk. - Kendall pojechał tego dnia, zaraz po skończeniu zdjęć, po Logana, który był nieźle wstawiony. Napadli go i pobili, bo kiedy znalazłem go rano w samochodzie... - urwał, jakby chciał odgonić od siebie wspomnienia, które były dla niego bolesne. - Tak, czy owak, dopiero widok bladego jak ściana Kendalla z obandażowaną głową i masce tlenowej na twarzy był w stanie przywołać go z powrotem na ziemię. I... Nie mów o tym Carlosowi i Alianie. Nie wiedzą i lepiej, żeby tak zostało.
-Nie uważasz, że trzeba im powiedzieć? - zaczęłam cicho. - I gdzie oni wtedy byli?
James prychnął z rozdrażnienia, jakby to miało pomóc w otrzeźwieniu Logana, albo cofnęło by czas... Cokolwiek, co mogłoby pomóc. Po raz pierwszy poczułam żal o Jamesa. Musiało mu być trudno. Samemu z tym wszystkim.
-Carlos u ojca, Aliana z Nate'm w San Diego. Jeszcze przed tym jak dostał pracę w szpitalu w LA. Jemu też nie było potrzeby o tym mówić. Sam Kendall nie chciał, żeby wiedzieli. Bał się, że jeśli się dowiedzą, będą go traktować inaczej. A on chciał tylko powrotu do normalności. Ale kiedy się obudził... Nie kontaktował. Dopiero po godzinie zaczął reagować. Na dźwięk mojego głosu otwierał oczy, odwzajemniał uścisk dłoni. Za żadne skarby nie chciał mówić co się stało. Dopiero talent lekarki do analizowania obrażeń pomógł ustalić wersję wydarzeń dla policji. Bo kiedy rozmowa schodziła na temat tamtej nocy... Kenny milkł jak zaklęty.
Kenny? Rzadko tak o nim mówili. Może czasami, jeśli chodzi o pieszczoty z Alianą, ale nie często byłam ich świadkiem, więc nie mogłam się wypowiadać.
-A David? On może kiedyś niechcący komuś powiedzieć. Wtedy będzie kwestią czasu, żeby Carlos się o tym dowiedział.
James zamyślił się na chwilę. Pewnie twierdził, że wiem już na tyle dużo, żeby mnie zadowolić. Ale to było za mało. Zdecydowanie za mało. Musiałam znać całą historię. Przecież dotyczy mojego kuzyna. A kiedy już dowiem się całej prawdy... to chyba urwę mu łeb.
-Był z Erin. Oboje się uwielbiają, więc nie było żadnego problemu. - wytłumaczył, siadając po turecku na kocu. Cyba zesztywniał mu kark. - Możesz sprawdzić co u Carolsa? Może już przestał wymiotować.
-Jasne, nie ma sprawy. - mruknęłam, wstając i odchodząc w stronę hotelu. Jak to jest, że jesteśmy w trasie od tygodnia, a Logan był już na dziesięciu imprezach?
**James**
Wspomnienia sprzed niespełna roku wróciły ze zdwojoną siłą. Nie wiedziałem, czy to efekt powtórzonej „choroby” Logana, czy po prostu moje własne przewrażliwienie.
Zszedłem na podjazd, upewniając się, że David został w domu i nie poszedł za mną. Nasz mniejszy samochód stał za bramą. Tuż przed drzwiami do garażu. Tylko dlaczego Kendall nie wjechał do środka? Może źle się poczuł? Albo był zbyt zmęczony i zasnął po zgaszeniu silnika?
Pokonałem odległość i dopadłem do drzwi kierowcy, gdzie Kendall siedział ze spuszczoną głową. Pewnie spał, ale coś było nie tak...
Delikatnie chwyciłem jego podbródek i uniosłem jego bezwładną głowę. Poczułem coś ciepłego i mokrego pod kciukiem.
-Kendy, pobudka! - zawołałem lekko podniesionym głosem, ale on nawet odrobinę się nie poruszył.
Dopiero teraz spojrzałem na swoją dłoń, która była szkarłatna od krwi. Oparłem jego głowę o zagłówek, zauważając, że jego włosy są ciemne i sztywne od zaschniętej krwi. W nocy stało się coś złego. Położyłem trzy palce na jego szyi. Dopiero po kilku długich sekundach skupienia wyczułem słaby puls. Jego klatka piersiowa unosiła się i opadała nierównomiernie, jakby miał problemy z zaczerpnięciem oddechu.
Nie wiedziałem, czemu teraz o tym myślę. Teraz, wylegując się na plaży w Havana, kiedy od tego strasznego okresu minął prawie rok. Wtedy po prostu przeniosłem Logana do domu, a Kendalla na tylne siedzenie i pojechałem do szpitala.
Siedząc na korytarzu byłem zaskoczony, że tak szybko nas przyjęli, a pielęgniarka pomimo szoku na widok młodego mężczyzny z innym młodym mężczyzną w ramionach stanęła na wysokości zadania i kilka sekund później kładłem Kendalla na wózku, a przed salą zabiegową zatrzasnęli mi drzwi przed nosem, prosząc, żebym zaczekał i zawiadomił bliższą rodzinę.
Po kilku godzinach wariowania w jednym miejscu drzwi od sali otworzyły się z hukiem. Nosze na których leżał Kenny, mój mały braciszek... zostały wyprowadzone. Nie zdążyłem na niego spojrzeć, bo natychmiast go zabrali. Zatrzymała mnie lekarka, która nas przyjęła.
-Rodzina? - zapytała szorstko, zadzierając brodę. Gdyż za blisko stałem.
-Tak, to mój brat. Jak on się czuje? - pytania wystrzeliwały z moich ust jak z procy. - Wyzdrowieje?
-Moment, kowboju! - zawołała, unosząc dłoń, żeby mnie uspokoić. - Na razie mało wiemy. Na bank ma wstrząśnienie mózgu, ale jeszcze nie wiemy jak poważne. Ktoś go nieźle stłukł. Nawet bardziej niż nieźle. Poważny uraz głowy, połamane żebra i krwotok wewnętrzny. Tyle Ci powiem na początek. Zabieramy go na tomograf, a potem na blok. Możesz przejść do barku, albo na poczekalnię przed salą operacyjną.
Otworzyłem puszkę z lodowatą wodą sodową, robiąc dźwięk, który zawsze mnie denerwował, jeśli robił go ktoś inny w szerokim towarzystwie. Uniosłem puszkę do ust, czując smak gorzkiej sody, kwaśnej cytryny i słodkiego emulgatora dietetycznego.
Siedziałem przy Kendallu, trzymając jego siną dłoń. Od operacji mino czterdzieści parę godzin, więc... powinien już odzyskać przytomność. Chociaż lekarka twierdzi, że już jest przytomny.
-Reaguje? - zapytała, zaglądając do karty.
Pokręciłem głową ze smutkiem. Nic. Zupełnie, jakby spał i nie chciał się obudzić. Bo tak właśnie wyglądał. Jakby spał. Ale było inaczej. Ten bandaż, kroplówka i... to coś na twarzy sprawiało, że nie chciałem wierzyć, że tu leży Kendall. Ten, który zawsze nas rozśmiesza, teraz leżał w tym wielkim szpitalnym łóżku podłączony do tych różnych urządzeń i... tego czegoś!
Potrząsnąłem go lekko za rękę, nucąc melodię „Blue Banube”.
-Ta awantura nie była wczoraj potrzebna. - powiedziała, sprawdzając jak Kendall oddycha. - Narobił pan tu niezłego zamieszania.
-Wiem, przepraszam. - mruknąłem, czując nagłą falę wstydu. - Musiałem mu pokazać w jakim stanie jest Kendall. Bo gdyby Logan nie poszedł na tę imprezę, to by się nie upił. A gdyby się nie upił... To już pani wie.
-Trudno, stało się. - wzruszyła ramionami, zapisując coś w podkładce. - Wasz przyjaciel na pewno przemyśli swoje zachowanie i już nie będzie się tak upijał. Sam pan rozumie. Mądry człowiek po szkodzie. - oznajmiła, zakładając sobie stetoskop na szyję.
Uśmiechnąłem się pod nosem i poczułem nieznaczny uścisk dłoni. Tak delikatny, że prawie niewyczuwalny.
-Hej, stary! - wyszeptałem, tłumiąc łzy i obserwując jak Kendall powoli otwiera oczy. - Dobrze, że wróciłeś. Wszystko będzie dobrze, zobaczysz.
-Proszę dać mu jeszcze trochę czasu. - wyszeptała, kładąc mi dłoń na ramieniu. - Nadal jest w szoku.
Złożyłem kocyk i włożyłem go do torby. Potem zmiąłem wszystkie śmieci do jednej reklamówki, żeby wrzucić je do kosza po drodze. Trzeba się przygotować do wieczornego koncertu...
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
I proszę bardzo! Początkowo miało to być zupełnie co innego, ale postanowiłam opisać, dlaczego James tak nie cierpi jak Logan się upije. A notatki z zeszytu, które miały być dzisiaj wykorzystam w czwartkowej notce. Mam nadzieję, że podobała wam się ta po-części-retrospekcyja notka. Jestem ciekawa ile Was jest, więc proszę o komentarze. Identyfikacja obrazkowa włączona i anonimy dla nie-posiadaczy konta. Trzymajcie się cieplutko! Do czwartkowej notki.  

7 komentarzy:

  1. OMG, szokująco :o A ile potrafi zjeść i wypić Logan? xD Czekam :**

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale foszki na początku :P Tak dla bezpieczeństwa trzeba chodzić z Loganem na imprezy, zeby mieć pewność, ze wróci z nich cały ;) Do następnej ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Boże biedni Kendall i James :( takie przeżycia i to przez ich najlepszego kumpla Logana. No nieźle... Czekam nn :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozwaliło mnie zdanie: "na widok młodego mężczyzny z innym młodym mężczyzną w ramionach" xDDDD
    Zlituj się nad Kendallem, kobieto. Cały czas go bijesz i do szpitala wysyłasz...

    OdpowiedzUsuń
  5. Logan nafutrowany bananami i kefirem i nic wiecej sie nie liczy :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Współczuje James`owi takich przeżyć. Biedak. Ale mam nadzieję, że wszystko już będzie dobrze! :).

    OdpowiedzUsuń
  7. Logan alkoholik? I biedny Kendzio :(

    OdpowiedzUsuń