czwartek, 13 lutego 2014

58. Dowcip

**Logan**
-Jesteś pewna? - zapytałem, patrząc, jak Jen pakuje gitarę do pokrowca. - To dość ryzykowne.
-I ty mi mówisz o ryzyku? - wrzasnęła, krzyżując ramiona na piersiach. - Wstydziłbyś się.
Byliśmy przed ostatnim koncertem w plenerach, Jeszcze dzisiaj mamy samolot do domu. Już dawno się spakowałem. Szczerze mówiąc, w ogóle się nie rozpakowywałem. Bo po co? Na dwa dni? Opłacało się?
-Chcę ci tylko powiedzieć, że nie zawsze gwałtowność jest dobra. - wyjaśniłem, kładąc się na łóżku w pokoju Jamesa. - Słyszysz to od właściwego człowieka. Wierz mi.
Jennifer prychnęła, zamykając zamek błyskawiczny. Mimo, że na występach nie dawała żadnych oznak swojej frustracji, Carlos postanowił ją trochę zdystansować, jeśli chodzi o rozmowy o rodzinach i tak dalej... Poza tym jeszcze dużo rzeczy zostało do wyjaśnienia i nie mam na myśli tylko Jen, ale nas wszystkich.
Z drugiej strony... Chyba nikt nie będzie zachwycony, jak dostanie zaproszenia dwa dni przed uroczystością. A tak w ogóle... Sam nie wiem, jak mi i Nicole udało się wszystko dopiąć na ostatni guzik, nie informując dosłownie nikogo. Ta cała sprawa... To dla mnie trochę trudne. Miałem zamiar się tu wyszaleć, pokazać sobie, że nie jestem taki, jak mnie postrzegają inni. I tak było. Imprezy szlag trafił, dzięki Bogu... Ale to dzięki Jamesowi, który wyjaśnił mi, ze zachowywałem się jak dupek i dzieciuch.
-Halo! - wrzask Jennifer wyrwał mnie z zamyślenia. - Czy ty mnie w ogóle słuchasz, czy gadam sobie do obrazu?
-Tak, słucham, oczywiście. - mamrotałem, jakby wyrwany ze snu. - Tylko wiesz... Nie zrozumiałem ostatniego zdania.
-Nie zrozumiałeś ostatniego zda, tak? - zapytała, wyciągając z minibarku... Poduszkę? Skąd ona się tam wzięła? - To ja ci to ostatnie zdanie powtórzę.
I bez ostrzeżenia zaczęła mnie okładać po głowie. Próbowałem się jakoś osłonic, ale to nic nie dawało, bo Jennifer była za silna. Jednocześnie miałem wrażenie, że poziom materaca trochę się obniżył z jednej strony, ale to chyba tylko złudzenie.
-Przestań, proszę Cię, przestań! - krzyczałem, zwijając się w kłębek. - Nie słuchałem cię, ok? Zadowolona? - jęknąłem, w nadziei, że w końcu przestanie mnie bić.
-Czy jestem zadowolona? - wrzasnęła. - Oczywiście, ze nie jestem zadowolona! Chciałam, tylko żebyś mnie wysłuchał! To takie trudne do wykonania?
Nagle jej wrzaski zostały przerwane przez głośno rozkręcony telewizor. Jakiś latynoski spiker w garniturze gadał coś po hiszpańsku, albo portugalsku.. Nie rozróżniam tych języków. Kiedy Jennifer w końcu przestała mnie bić, zauważyłem, że na krawędzi łóżka siedzi Carlos.
-Długo tu jesteś? - zapytała Jen, zanim jeszcze zdołałem otworzyć usta.
-A to ma jakieś znaczenie? - prychnął, ściszając wiadomości sportowe, które właśnie się zaczynały. - Zachowujecie się jakoś... nienormalnie. Rano przytakujecie Jamesowi, który walnął mowę o dojrzałym zachowaniu, a teraz zachowujecie się jak przedszkolaki, które nie chcą leżakować. Ogarnijcie się, no!
Ja i Jennifer spojrzeliśmy po sobie. Jen tylko wzruszyła ramionami i wyszła do łazienki. Carlos spojrzał na mnie jak na ostatniego debila.
-Dorósłbyś w końcu, co? - rzucił oskarżycielskim tonem. - Nie możesz się wiecznie zachowywać jak pięciolatek.
-Stary, daj spokój. - poklepałem go po ramieniu. - Życie jest piękne.
**Kendall**
Skończyłem właśnie pakować wszystkie buty, kiedy drzwi pokoju otworzyły się i do środka wszedł James, niosąc w rękach jakiś doży pakunek.
-To są przebrania. - powiedział, rzucając wszystko na kozetkę. - Mamy to włożyć przed koncertem i przed pierwszą piosenką błyskawicznie z siebie zdjąć. Ten jest dla Ciebie.
Spojrzałem na zawartość torby i wyciągałem z niej kawał pluszu ludzkich rozmiarów.
-To pajacyk. -oznajmiłem, rzucając ubraniem na fotel, który stał obok. - Dzieci śpią w czymś takim.
-Kendall, pomyśl. Zaskoczymy fanów! - gadał jak nakręcony. - Przecież ciągle zaskakujemy ich na koncertach! A poza tym... Każdy normalny dzieciak by w tym utonął.
Spojrzałem na niego i zrozumiałem. Uśmiechał się przerażająco niewinnie. To nie jest żaden kostium!
-Dobra, nabrałeś mnie. - westchnąłem, pakując pajacyka do torby. - A teraz zwróć to do wypożyczali, może oddadzą ci kasę za oddanie przed terminem.
-Ale ja to kupiłem. - powiedział niewinnym głosikiem. - Zawsze może się przydać.
Spojrzałem w jego dumny wyraz twarzy. Jego dowcipy naprawdę pozostawiają wiele do życzenia, ale trzeba przyznać, prawie mnie przekonał.
-Zamierzasz się przebrać za wielkiego dzieciucha? - zapytała Aliana, która miała pakować aparaty w pomieszczeniu obok. - Bo naprawdę nie wiem, po co to to przyniosłeś.
-Nabrałem Kendalla, nabrałem Kendalla! - wyśpiewywał z tryumfalnym wyrazem twarzy.
-Zdaje się, że ktoś z nas tu obecny zrobił przy śniadaniu kazanie o niedojrzałych zachowaniach, a teraz sam zachowuje się niedojrzale.
James zakrył sobie dłonią usta i wzruszył ramionami.
-Raz na jakiś czas chyba mogę, prawda? - zaskrzeczał głosikiem małego chłopczyka. - Wy robiliście gorsze rzeczy.
I wyszedł, zabierając nie do końca spakowaną torbę. Aliana zaśmiała się i pokręciła głową odkładając na stolik odczepiony od aparatu obiektyw.
-A gdzie jest reszta? - zapytałem, podnosząc go i oglądając z każdej strony. Nigdy nie rozumiałem jak można odróżniać jedną część od drugiej, kiedy te są do siebie tak podobne. I po co Alainie pięć obiektywów? - Samym obiektywem zdjęcia nie zrobisz.
-Nie wiem, który wziąć. - odkrzyknęła. - Ten obiektyw szybko wychwyta ostrość, kiedy tańczycie. Więc ten się nada. Nie wiem, czy zabrać aparat, który nie robi efektu ruchu, czy ten, który sam robi balans bieli. Jak myślisz?
-Balans bieli? - wykrztusiłem ze zdziwieniem, nie rozumiejąc o co chodzi.
-Niweluje zmienne oświetlenie. - wyjaśniła. - Przy ruchomych reflektorach nie zostają plamy.
-Na żadnym naszym zdjęciu nie ma plam.
-Bo je retuszuję, zanim oddam. - odkrzyknęła.
**Jennifer**
-Gotowa? - zapytał James, kładąc mi dłoń na ramieniu. Jego dotyk łagodził mi nerwy, co pomagało przed występem. W ogóle przed wszystkimi występami. - Pamiętasz te chwyty, których Cię nauczyliśmy?
-Jasne, tak myślę. - pokiwałam głową. - A jeśli coś pomylę?
-Wtedy to jakoś naprawimy. - powiedział spokojnie. - Nie martw się. Wszystko pójdzie zgodnie z planem. Jestem tego pewny.
I pocałował mnie w skroń. Jego usta były nawilżone i świeże. Jakby używał balsamu do ust, czy coś w tym guście. Poczułam, jak wszystkie zmartwienia parują. Spojrzałam na publiczność. Przez chwilę miałam wrażenie, że nie ma to ani jednego chłopca, ale po pewnym czasie dostrzegłam grupę nastolatków tuż za sektorem dla specjalnych gości.
Wzięłam głęboki oddech. Zaraz potem poczułam, jak ktoś szarpie mnie za rękę. Chwyciłam mocniej gitarę, żeby nie wypuścić jej z rąk. James doprowadził mnie do stołka, na którym grałam. Kiedy mnie pocałował w policzek, kątem oka zobaczyłam jak Kendall śmignął tuż pod moim nosem. Podskoczyłam, w obawie, że o mnie zahaczy, ale nic podobnego się nie stało. Ten to zawsze wie, jak mnie przestraszyć.
James odwrócił się w kierunku publiczności i uśmiechnął się szeroko.
-Witajcie, jak się miewacie? - powiedział do mikrofonu, kiedy w końcu się uciszyli, ale tylko na krótką chwilę, żeby mu odpowiedzieć, długim i głośnym piskiem. - Moich kumpli, Carlosa, Kendalla i Logana już znacie, a to piękna dama z gitarą to moja dziewczyna, Jennifer.
Rozległy się odrobinę cichsze, ale ważne, że były, oklaski.
-Czas na show! - wrzasnął James, tak głośno, że moja słuchawka zaskrzeczała w uchu.
Czas pokazać, na co mnie stać.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Z oporem, ale jednak jest... Nie wiem, jak udało mi się udało to napisać przed piątą... No, ale już jest. Jest jeszcze sprawa do stałych czytelników. Jeżeli nie widzicie linku do swojego bloga w bocznej kolumnie, upomnijcie mnie o tym, żebym mogła zamieścić, dobrze? Bo chciałabym tu mieć całą listę. Nie przynudzam. Liczę, że wam się podobało. Pozdrawiam! Trzymajcie się cieplutko!

4 komentarze:

  1. Ha ha masakra :P podobała mi się ta walka na łóżku. Jen powinna chyba brać coś na uspokojenie. Te uspokajające cukierki już się skończyły? He he. Super notka ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wreszcie nadrobiłam rozdziały....
    Rozdział świetny... tak jak i opowiadanie... czekam na nowy :)
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie

    OdpowiedzUsuń
  3. Przeczytane! Super xd.
    Tylko znowu literówki ale to już stara śpiewa. Skupmy się na czymś innym. Przebrania fajne xD

    OdpowiedzUsuń
  4. Naprawdę bym chciała zobaczyć chłopaków w takich strojach ;d.

    OdpowiedzUsuń