wtorek, 25 lutego 2014

61. Razem

**Logan**
Od pewnego czasu siedzieliśmy na poczekalni przed salą tomograficzną. Wciąż słyszałem w głowie, co powiedział mi Kendall. Chcą Nicole z powrotem. A ja nie mogę pozwolić, żeby oni znowu ją dostali. Nie przy mnie. Nie mogę na to pozwolić. Nie mogę. Pozwolić. Na to.
Usiadłem przy oknie, wpatrując się w dal. Nie wiedziałem, gdzie poszła Aliana. Nie ma jej w pokoju. Ani na dworze. Może poszła do łazienki? Może siedzi w pokoju lekarskim, oczekując ordynatora? Nie pytałem.
Drzwi sali otworzy się, a ja podskoczyłem. Uniosłem brwi na widok Aliany, która pomagała wyjść Kendallowi, który ledwo trzymał się na nogach.
-Mogliśmy użyć wózka! - powiedziała jedna z pielęgniarek, wychodząc za Nate'm.
-Poradzę sobie. - wysapał z wyraźnym wysiłkiem. - Już jest lepiej.
-To przez leki przeciwbólowe. - wyjaśnił Nate, kiedy usiadł na jednym z krzeseł. - I tak miałeś farta. To mogło się skończyć znacznie gorzej.
Jen podbiegła do niego i wyciągnęła rękę po wyniki badań. Przez chwilę przyglądała im się uważne, ale potem prychnęła z niedowierzaniem.
-Skąd te siniaki? - wykrztusiła, a James objął ją ramieniem. - Widziałam je. Są okropne. Nie można mieć takich obrażeń i...
-Studiowałaś medycynę, prawda? - przerwał jej, kiedy otworzyliśmy półkole na korytarzu. - W takim razie powinnaś znać nie-podręcznikową zasadę obrażeń piersiowo-brzusznych. Im mniejsze ślady... - spojrzał na nią wyczekująco jak nauczyciel męczący ucznia przy tablicy.
-Tym poważniejsze obrażenia wewnętrzne. - dokończyła, siadając tuż obok Kendalla. - Ale skąd pewność, że jet odwrotnie?
-Właśnie dlatego badamy Kendalla. - oznajmił. - Żeby się upewnić, że nic już nie zagraża.
-I wszystko jest w porządku? - zapytałem, widząc cierpienie na twarzy przyjaciela.
-Nie do końca. - westchnął Nate, kiedy wszyscy świdrowaliśmy go spojrzeniami. - Pod jednym z sińców jest niewielki krwiak. Odbarczymy go jeszcze dzisiaj.
-A potem będę mógł wrócić do domu? - zapytał z nadzieją w głosie.
-Wolałbym przetrzymać Cię tu do rana. - oznajmił rzeczowy tonem. - Wtedy przeczekamy co najgorsze. Jeśli pod tymi siankami kryją się jeszcze jakieś niespodzianki... Będziemy gotowi.
-Ale... - zaczął Kendall. - Ślub Logana i Nicole jest jutro. Nie zdążę.
-Zdążysz. Jutro rano będę miał pewność czy wszytko jest w porządku. Jeśli załatwisz się bez problemów, dostaniesz wypis. Przygotuję ci łóżko.
I wyszedł, zostawiając nas na korytarzu. Kendall wzruszył ramionami i westchnął ciężko, ale nie wiedziałem, czy z bólu, czy z zażenowania, czy z czegoś zupełnie innego.
Następnego dnia:
Nadszedł dzień naszego ślubu. Nicole i ja byliśmy już gotowi, ale mieliśmy się spotkać dopiero w kościele. To był jeden z tych licznych chwil, kiedy zabobony i zapobiegliwość można było ustawić na jednej wadze.
Nerwowo poprawiłem swoją muszkę. Nie miałem jej wcześniej. Zamówiłem ją już dawno, ale przyszła kurierem dopiero teraz.
-Denerwujesz się? - usłyszałem Carlosa, który niepostrzeżenie zjawił się w drzwiach. Zobaczyłem jego odbicie w lustrze.
Wyglądał jak co dzień, opierając się o futrynę w białej koszuli i starannie wyprasowanych spodniach od garnituru. Uśmiechał się ostrożnie, jakby bał się mnie rozwścieczyć.
-Nie. - skłamałem, chociaż w środku bałem się, że coś może pójść nie tak... Cokolwiek... Nie wiedziałem co. A jednak coś mnie zżerało od środka.
-Nie martw się. - uśmiechnął się, pomagając mi z marynarką, jak drużbie przystało. - Po prostu bądź sobą. Na pewno wszystko pójdzie dobrze.
Dopiero, kiedy stanąłem na tyle blisko niego, żeby móc dostrzec jakąś różnicę, zorientowałem się, że jest wyższy niż zazwyczaj. A przecież miałem dość wysokie buty.
-Włożyłeś wkładki pod pięty, prawda? - zapytałem.
-Serio? - pisnął z niedowierzaniem. - Skąd ten wniosek?
**Nicole**
Wszyscy byliśmy już na miejscach. Nie wiem, jakim cudem Aliana zgodziła się robić za szofera, bo Roslyn i jej „wiecznie-w-tajemniczy-sposób-znikające-prawo-jazdy” już dawno zrobiło się nudne. Ale jej egzaminy muszą być bardzo ciekawe. Chyba powinni ją sprawdzić... Może w końcu dowiedzieliby się o problemach z drogówką.
-Nie rozumiem, jak można tyle stać na pasach. - narzekała, siedząc obok mnie na tylnym siedzeniu. - Przecież to strasznie wyczerpujące. Te światła powinny się zmieniać zdecydowanie szybciej.
Kendall pokręcił głową na miejscu pasażera. Zobaczyłam jak przez chwilę na jego powiece utworzyła się kurza łapka, co świadczyło o bezgłośnym śmiechu.
-Roslyn, możesz być cicho przynajmniej przez chwilę? - zaprosiła Aliana, zmieniając bieg. - Kocham cię, ale nie mogę znieść twojego bezustannego trajkotania.
-Dobrze, już się zamykam. - wybuchła, podrzucając dłonie i krzyżując ramiona na piersiach.
I tak byliśmy już na miejscu. Logan, Carlos, James i Jennifer czekali na nas przed kościołem. Uczestnicy mszy też już się zbierali.
Nie zaprosiliśmy zbyt wielu gości. Kiedy powiedziałam Loganowi, że nie mam tu żadnych przyjaciół, wzruszył ramionami i oznajmił, że nie ma co robić ceregieli też ograniczy się do minimum. Potem poszliśmy do okolicznej parafii, przynieśliśmy papiery i wyjaśniliśmy księdzu co i jak. A on... Jak tylko usłyszał nasze plany, powiedział, że załatwimy to na popołudniowej mszy. Tylko trzeba będzie zapłacić za wynajem ławki, czterech krzeseł i dwóch klęczników. No i oczywiście wpłacić ofiarę.
-Pokaż się śliczna... - powiedziała, poprawiając mi włosy, zanim zdołałam spojrzeć na Logana. - Idealnie. A teraz głowa do góry i idziemy.
Logan nic nie powiedział. Tylko patrzył na mnie i pocałował mnie w policzek. Wiedziałam, jak bardzo powstrzymuje się przed, choćby muśnięciem moich ust.
-Państwo młodzi gotowi? - zagadnął proboszcz, zanim weszliśmy do środka. Ksiądz Christopher też jest gotowy. Słyszałem, że nie chcą państwo wejścia od głównych drzwi...
-Tak - odpowiedział Logan, kiedy ustawiliśmy się przed wejściem bocznym kościoła. - Zakłócamy mszę i lepiej, żeby pozostało to w najskromniejszym porządku.
-Oczywiście. Wszystko już omówiliśmy. - uśmiechnął się pod nosem. - Msza zacznie się za minutę.
I wszedł do kancelarii kościoła, żeby przygotować się do mszy.
Jednym ze szczegółów był brak jakichkolwiek fotoreporterów. Nie wiem jak to się udało chłopakom. Załatwili to w kilka godzin. Jadąc autami z wypożyczalni.
Weszliśmy do środka w czterech rzędach. Wejście było na tyle szerokie, że mogliśmy sobie na to pozwolić. Kątem oka zauważyłam, że u boku Aliany wisi aparat fotograficzny na wydłużonym pasku, a James usiłuje włączyć kamerę.
Organista zagrał prowizorycznego Marsza Mandelsona. Kiedy spojrzałam na chór, zauważyłam, że uśmiecha się pod nosem. James wybiegł nam naprzeciw i wyprzedził wszystkich, starając się wszystko filmować. Będziemy mieli fajny materiał...
Zajęliśmy miejsca na przedzie, tuż przed ołtarzem. Aliana nawet nie usiadła, tylko natychmiast stanęła po drugiej stronie Jamesa i zrobiła nam kilka pierwszych zdjęć.
Ksiądz wytłumaczył wszystko z szerokim uśmiechem. James puścił do nas oko, jakby chciał powiedzieć „Żałujcie, że nie widzicie ich min”. Odwzajemniłam jego uśmiech.
Od czasu do czasu Logan szturchał mnie, żebym spojrzała na Alianę. Dopiero, kiedy przyszedł czas na przysięgę, James stanął naprawdę blisko. Zauważyłam, że trzęsie mu się ręka.

No to, zaczynamy: „Świadomi praw i obowiązków...” A nie, to nie ten tekst.
No, i to byłoby na tyle. Miałam na czwartek przełożyć ten ślub, ale udało mi się go zmieścić teraz. Nie jestem dobra w opisywaniu ceremonii, więc... Wyszło jak wyszło. Chciałam jeszcze podziękować za ostatnie komentarze i jeszcze kilka słów do mojego "adwokata": Wiem, że chcesz dla mnie jak najlepiej i jestem Ci za to wdzięczna. Ale odpuść, ok? Jest jak jest. Robię swoje. Robię to, co kocham, to co lubię. I cieszę się, że mam czytelników, których na prawdę to interesuje. Bo tylko tacy się liczą. No i ucieszyłam się, widząc nowe loginy. Mam nadzieję, że jeszcze nie raz je zobaczę. Mam nadzieję, że wam się podobało. Jakie wrażenia? Do następnej notki! Trzymajcie się! 

7 komentarzy:

  1. Wyszło ci to bardzo dobrze. James z kamerą sie wszędzie wciśnie więc materiał będą mieć świetny xD do następnej ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział świetny. Ale o co chodzi z tymi wkładkami do buta? nie słyszałam o czymś takim... jest taki zwyczaj?

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajny rozdział ci wyszedł. Czekam na nexta

    OdpowiedzUsuń
  4. niesamowity rozdział jak mogłas przerwać. wkładki do butów? serio? i czemu jamesowi trzęsła się ręka??
    czekam na nn :)

    OdpowiedzUsuń
  5. parsknąłem śmiechem gdy przeczytałem: "ksiądz Christopher". Brzmi to wręcz strasznie :)
    notka świetna i czekam na więcej :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Pewnie kiedy nazywałaś tego księdza, kierował Tobą szatan ^^

    OdpowiedzUsuń
  7. Ślub musiał być piękny :).

    OdpowiedzUsuń