wtorek, 4 marca 2014

63. Eksmitacja

**Logan**
-Obezwładniliście ich... lemoniadą? - wykrztusił jeden z funkcjonariuszy, kiedy James skończył opowiadać całą historię z włamaniem.
-Tak. - zdecydowanie pokiwał głową. - Taką z prawdziwą cytryną. I na dodatek przeterminowaną.
Carlos zaśmiał się pod nosem i usiadł na jednym z foteli, stawiając po filiżance kawy przed dwoma policjantami. To on obudził nas wszystkich w środku nocy, mówiąc, że trzeba natychmiast zawiadomić policję. W końcu od tego są. Nicole spojrzała na mnie, jakby na coś czekała, a ja objąłem ją ramieniem, mając nadzieję, że to jakoś pomoże.
-Kiedy państwo zauważyli, że coś jest nie tak? - zapytał drugi, zaczynając ustalać szczegóły.
-A jak pan myśli? - warknąłem. - Wysadzili nam główny zamek ładunkiem wybuchowym.
-W takim razie jak udało się państwo zamknąć drzwi?
-Mamy jedno ekstra zamknięcie. - wyjaśnił Kendall. - Przymocowany w ścianie. Nigdy wcześniej nie używany na poważnie. Tylko testy serwisowe.
Dopiero teraz zwróciłem uwagę, że splótł palce z dłonią Aliany, która siedziała obok zupełnie niewzruszona. Przynajmniej tak mi się wydawało.
-Co zrobicie w związku z tym? - zapytała Jennifer, jakby wyrwana z transu.
-Przyjęliśmy zgłoszenie. - oznajmił ten pierwszy, podsuwając Jamesowi kartkę do podpisania. - Teraz nasz szef zdecyduje co powinniśmy z tym zrobić. Zebraliśmy dowody, więc można już wezwać ślusarza.
-Odprowadzę panów. - zaoferował Carlos, podnosząc się z fotela i idąc za policjantami.
Kiedy wyszli, Roslyn uderzyła otwartą dłonią w kauczukowy stolik, tak, że zabrzęczał jak afrykański bęben. Szkoda, że się nie złamał, nigdy go nie lubiłem.
-Rossie, spokojnie. - powiedziała Aliana, odzywając się po raz pierwszy od dłuższej chwili.
-Jak mam być spokojna? - warknęła. - Ci dranie omal nie porwali Nicole i ja mam być spokojna?
Poderwała się z kanapy jak poparzona, a Jen tylko wzruszyła ramionami. To oczywiste, że wszyscy się przejmowaliśmy, ale zachowaliśmy zimną krew. Dopiero Roslyn pękła.
-Jessie... - zaczął Carlos, wracając do pokoju.
No tak... Kiedy się denerwował, mylił zdrobnienia, chociaż to jeszcze w miarę pasowało. Właśnie. W miarę.
-Nie nazywaj mnie tak! - warknęła, w miarę cichym tonem.
Carlos podniósł ręce w geście obronnym i spojrzała na mnie i Nicole. Uśmiechnął się nieśmiało i chwycił dłoń Jennifer.
-Chodźmy spać. - powiedział cicho i wszyscy wstaliśmy. Było już ciemno.
Zanim zgasiłem światło, zdołałem przeczytać godzinę na zegarku. Druga w nocy.
**Aliana**
Jakiś uporczywy dźwięk wyrwał mnie ze snu. Dopiero pop kilku sekundach zorientowałam się, że to dzwonek mojego telefonu. Leniwie podniosłam rękę, ostrożnie uwalniając ją z objęć Kendalla. Odebrałam, nie spoglądając na wyświetlacz.
-Halo. - odezwałam się głosem, który nawet mi wydał się zaspany.
-Aliana, tu Izzy! - usłyszałam jej typowo rozgorączkowany ton. - Coś z Nate'm!
Na te słowa, podniosłam się gwałtownie, czując na plecach rękę Kendalla, który w ten sposób próbował mnie skłonić do powrotu do spania.
-Co się stało? - zapytałam, nagle orzeźwiona.
-Nie wiem, ale podejrzewam, że mieszka w szpitalu.
-Co?
-No tak. Wezwaliśmy go jakieś pół godziny temu, a on wyszedł z dyżurki, przecierając oczy. A według grupy pielęgniarek nocuje tam od kilku dni. A jakby tego było mało, w gabinecie trzyma worek z ciuchami!
Wysłuchałam jej relacji, wysoko unosząc brwi.
-Gdzie on teraz jest? - zapytałam, wyciągając z torby bawełnianą sukienkę i bieliznę.
-Ma wyrywkowy dyżur. - wyjaśniła. - Był wypadek kolejki i brakuje lekarzy.
-Zaraz będę. - oznajmiłam, odkładając słuchawkę i wyskakując do łazienki.
Ubrałam się zadziwiając szybko. Przed tym wzięłam szybki prysznic i zabrałam z szafki kluczyli do samochodu Jamesa. Nie powinien się gniewać.
Jechałam szybko. Na tyle szybko, żeby ominąć korki w centrum i po pół godzinie znaleźć się pod szpitalem. Już z parkingu widziałam jak karetki przyjeżdżają i odjeżdżają, zabierając od pielęgniarek torby dodatkowych materiałów opatrunkowych.
Wtargnęłam do izby przyjęć i rozejrzałam się po oszklonych drzwiach pokoi zabiegowych. Nate'a znalazłam zadziwiająco szubko. Wyjmował jakiś pręt z ramienia dzieciaka.
-Mieszkasz w szpitalu? - zapytałam, nie robiąc sobie niczego z oburzonych spojrzeń pielęgniarek, które łypały na mnie spode łba.
-Aliana, jestem zajęty, nie widzisz? - powiedział, sięgając po nożyczki chirurgiczne.
-Pójdę sobie, jak tylko mi powiesz gdzie mieszkasz. - ostrzegłam go, a drugi lekarz pokręcił głową, patrząc na pielęgniarkę, która miała zamiar mnie wyprowadzić. - Mieszkasz w szpitalu?
Nate odłożył odłamek na tackę wypełnioną alkoholem. Dopiero, kiedy spojrzał mi w oczy, zauważyłam, jak wyraźne są jego sińce za okularami. Jego druciane oprawki były przekrzywione, jak zwykle zresztą. Pewnie znowu jakiś dzieciak na nich usiadł, kiedy odwrócił się na chwilę.
-Skąd wniosek, że mieszkam w szpitalu? - zapytał, zabierając się za kolejny odłamek.
-Izzy ma podstawy, żeby tak twierdzić. - odpowiedziałam. - Więc co się stało?
Nate milczał, nie przerywając czynności. Wiedziałam, jak bardzo podzielna ma uwagę, więc jest mu bez różnicy, o czym się z nim w tym czasie rozmawia. Równie dobrze mógł prowadzić dyskusję o kolejnym sezonie „Plotkary” i wykonywać operację na otwartym sercu.
-Eksmitowali mnie z mieszkania. - oznajmił po dłuższej chwili. - Właściciel znalazł dobrego kupca, który chciał się natychmiast sprowadzić.
-Dlaczego mi nic nie powiedziałeś? Mógłbyś się sprowadzić do mnie. - powiedziałam spokojnie, chociaż w środku gotowałam się z nerwów. - Mieszkanie będzie stało puste przez kilka następnych dni. Mógłbyś spokojnie mieć całą przestrzeń dla siebie.
-Nie chciałem cię martwić. - odparł lekceważąco. - Zaraz stanęłabyś na głowie, żeby dokopać facetowi od którego wynajmowałem. A tego nie chciałem.
-Więc co teraz zamierzasz zrobić? - zapytałam, krzyżując ręce na piersiach.
-Na początku pogadam z Kiarą z chirurgii. - odpowiedział. - Słyszałem, że szuka współlokatora. A teraz wybacz, mam dużo pracy. Musze to wyciągnąć tutaj, bo nigdzie nie ma miejsca.
-Jasne. - pokiwałam głową. - Przyjdź do mnie, jeśli nie będziesz miał gdzie spać.
-Będę pamiętał, siostrzyczko. - uśmiechnął się przez maseczkę chirurgiczną. - Kocham Cię.
-Ja ciebie też. - odparłam i wyszłam z sali.
**James**
Do śniadania wstaliśmy dopiero przed południem. Wcześniej odebraliśmy SMSa od Aliany „Jestem u Nate'a. Wzięłam Samochód Jamesa.”. Był na telefonie Kendalla, ale i tak każdy z nas go widział.
Nie zamknęliśmy drzwi. Po prostu wzięliśmy dodatkowego ochroniarza, żeby pilnował naszych drzwi. A potem powiedzieliśmy mu, żeby wpuścił Alianę, kiedy wróci.
Siadaliśmy już do stołu, kiedy drzwi się otworzyły i rozległ się stukot płaskich pantofli. Stawiałem właśnie talerze na stole, kiedy mignął mi beżowy płaszcz Aliany.
-Co się stało, że tak zniknęłaś? - usłyszałem głos Kendalla i wyjrzałem do przedpokoju.
Na środku dywanu stali Alie i Kenny, obejmując się mocno i całując. Podszedłem do nich bliżej, ale oni nic sobie z tego nie robili.
-Właściciel sprzedał jego mieszkanie. - wyjaśniła. - A nowy chciał się natychmiast sprowadzić.
-I tak po prostu wyrzucił twojego brata na bruk? - zapytałem, kiedy już się od siebie oderwali, a Nicole wyszła z sypialni Logana.
-Na to wygląda. - westchnęła. - Nie miał za wiele czasu, ale powiedział, że pogada z koleżanką, która szuka współlokatora. Może to mu jakoś pomoże.
-I to wszystko? - Nicole uniosła brwi.
-Powiedziałam, żeby przyszedł do mnie, jakby nie miał gdzie spać. - odpowiedziała, sypiąc pieprzu do zupy Kendalla, nie wiedzieć czemu wiedziała, że jeszcze jej nie doprawił. - To jest na obiad?
-Tak, będą moi rodzice. - odpowiedział Logan, wchodząc do kuchni. - Kendall obiecał, że dopilnuje jedzenia, żeby byli zadowoleni.
-Bardzo się wściekli, że nie zaprosiłeś ich na ślub? - zapytała, mieszając w kalafiorowej.
-Sami pobrali się po kryjomu, więc zrozumieli.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
No, i to by było na tyle... Idealnie nie jest, bo pewnie nie zdołałam zapanować nad błędami. Trochę nazmyślałam, trochę sobie pożartowałam... Ale myślę, że nie wyszło tak źle.

No cóż... Liczę na wasze opinie. I pozostaje mi tylko powiedzieć: Do czwartku! Trzymajcie się cieplutko!

6 komentarzy:

  1. Już sam początek spowodował uśmiech na mojej twarzy :-) nic tylko czekać na ten czwartek :-) super

    OdpowiedzUsuń
  2. No fakt, błędy znowu nieokiełznane, ale ja to czytam dla rozrywki i nie przeszkadzają mi błędy. Jestem strassnie ciekawa jak sobie poradzą z tymi łotrami z ostatniej nocy. Dodatkowa ochrona to chyba trochę mało na takich ludzi. Do czwartku ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Początek był mega hahaha :) Nie ma to jak obezwładnić kogoś lemoniadą :P Rozdzia jak zwykle ciekawy. Czekam nn ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. Najlepszy początek. Rozdział zarąbisty czekam na nexta

    OdpowiedzUsuń
  5. Super zajebiste ;)
    Do czwartku, czekam ;D

    OdpowiedzUsuń
  6. Oby Nate`owi udało się z mieszkaniem :).
    powoli wszystko nadrabiam ;d.

    OdpowiedzUsuń