czwartek, 6 marca 2014

64. Obiadokolacja w bezguściu

**Carlos**
Wszedłem do muzeum, mimo że Roslyn wyraźnie dała mi do zrozumienia, że nie chce, żebym ją odbierał. Mówi, że wycieczki szkolne to jedna wielka żenada dla przewodnika, którego dzisiaj ma „zaszczyt” zastępować.
Nie wiedziałem ile jest w tym prawdy, ale kiedy zauważyłem ją otoczoną grupką dziesięcioletnich dzieciaków... Cóż to był za widok!
-Na co się gapisz? - żachnęła. - Miałeś tu nie przychodzić!
-Naprawdę myślałaś, że przepuściłbym taką okazję? - zaśmiałem się, obejmując ją ramieniem. Czułem się trochę, jakbym zarzucał rękę na ramię Kendalla, bo była równie wysoka jak on. - Zabieram Cię na obiad.
-Obiad? Nie jest trochę za późno na obiad? - powiedziała, jakby cała złość zupełnie jej minęła.
-Za późno na obiad, za wcześnie na kolację... - udawałem myśliciela, żeby doprowadzić ją do śmiechu. Co dziwne, zadziałało. Bo zaczęła się śmiać.
-Przestań mnie rozśmieszać. - wykrztusiła. - Wiesz, że boli mnie od tego brzuch.
-Uwielbiam jak się śmiejesz. - oznajmiłem i pocałowałem ją głęboko. - W takim razie zjemy taką obiadokolację. - zaproponowałem.
-Dla mnie bomba. - pokiwała głową, uśmiechając się szeroko. - Alan, będę za pół godziny! - krzyknęła w stronę młodszego kustosza, kiedy wychodziliśmy.
Szliśmy w kierunku kawiarni, niedaleko muzeum. Ona sama wyglądała jak muzeum. Całą salę wypełniały dzieła sztuki z całego świata, co Roslyn śmiało nazywała „szczytem bezguścia”.
-Nie lubię tego wnętrza. - oznajmiła swobodnie, siadając przy stoliku. - Powinni się zdecydować. Albo ikony, albo piramidy. Nie można mieć wszystkiego.
-Wiesz, że każda kelnerka tutaj zna Twoje zdanie? - zapytałem, przeglądając listę dań. - Może ogranicz się z tym trochę i skup się na jedzeniu?
-Jak nam się skupić na jedzeniu, skoro widzę TO! - wskazała na stronę z napojami, przyozdobioną brokatowymi girlandami kwiatów i ogonów smoka. W lewym dolnym rogu widać było paszczę ogromnego, czerwonego smoka miotającego ogniem. - Albo Chiny, albo Francja.
Pokręciłem głową, kryjąc się za kartą. Doprawdy nie wiem, czego ona się spodziewała po restauracji o nazwie „Międzynarodowy Miszmasz”.
-Zamawiamy? - zapytałem, chcąc przerwać milczenie.
-Jasne. - pokiwała głową, składając książeczkę. - Dla mnie stek z frytkami i cola.
-Dzień niezdrowego żarcia? - zgadłem.
-Raz w tygodniu chyba mogę, co nie? - zapytała, wychylając się do przodu, a ja ją pocałowałem.
-A dla pana? - usłyszałem głos kelnerki, nagle zdając sobie sprawę z jej obecności.
-Pieczone ziemniaki i stek. - oznajmiłem, ukradkiem wsuwając w kartę banknot dziesięciodolarowy. - Dziękujemy.
**James**
Kendall wszedł do pokoju, niosąc dwie ogromne torby, które postawił na stoliku.
-Zrobiłeś zakupy? - zapytałem, odrzucając czytaną gazetę na kanapę. - Nie powinieneś tego rozpakowywać w kuchni?
-Powinienem. - odpowiedział, wyciągając z jednej z paczek pudełko wielkości szkatułki na biżuterię. - Wedle zamówienia. - powiedział, dając mi go w rękę.
-Jak Ci się to udało? - wstałem z kanapy, sięgając do pudełka.
Otworzyłem je szybkim ruchem ręki. Zobaczyłem kolię z diamentami i turkusami. Coś niebieskiego.
-Ja tam nie wiem, czy Jen będzie zadowolona. - Kendall wzruszył ramionami, - W końcu chcesz, żeby to włożyła na wasz ślub.
Spojrzałem na niego spode łba. A ten nadal patrzył na mnie, jakby zaczął gadać o pogodzie, czy czymś równie błahym i nieistotnym.
-Sugerujesz coś?
-Myślę, że powinna sama wybrać. - wyjaśnił. - Chyba każdy zauważył, jaka jest niezależna.
-Chciałbym, żeby to też był prezent przedślubny. - odparłem, kiedy podniósł torby i miał zamiar wyjść z pokoju. - Mam być tym...
-Odpowiedzialnym. - dokończył, stając już w drzwiach. - Przecież jesteś ten odpowiedzialny.
**Logan**
Byłem zdenerwowany. Za chwilę tu będą moi rodzice. Matko Przenajświętsza, dopomóż nam...
Kendall zrobił wszystko, nawet nakrył do stołu, a potem natychmiastowo się ulotnił, mówiąc, że idzie do kina i za żadne skarby świata nie chce być przytulany przez moją mamę.
-Może być? - usłyszałem głos Nicole, która stała w drzwiach naszej kuchni.
Miała na sobie niebieską sukienkę, która marszczyła się z tyłu. Na pewno nie była po Roslyn, bo była zbyt dopasowana i nigdy wcześniej jej nie widziałem.
-Wyglądasz przepięknie. - powiedziałem cicho, bo zaparło mi dech.
-Mam nadzieję, że Twoi rodzice mnie polubią. - powiedziała, sięgając do szafki po świeczki. - Jestem tak przerażona, że nawet sobie nie wyobrażasz.
-Kochanie... - podszedłem do niej, kładąc jej dłonie na ramionach. - Moi rodzice nie są tacy źli, po prostu...
I wtedy wpadłem na pomysł, żeby ją nabrać. Miałem nadzieję, że to rozładuje jej napięcie.
-A wiesz, że jestem adoptowany? - zacząłem, siląc się na poważny ton.
-Naprawdę? - Nicole uniosła brwi, spoglądając na mnie przez ramię. Oparłem brodę o jej ramiączko, tak, że nasze twarzy znalazły się bardzo blisko siebie.
-Tak. - pokiwałem głową. - Moi rodzice nie mogą mieć dzieci. Na początku sam, nie mogłem w to wierzyć, ale kiedy wszystko mi opowiedzieli, uciekłem z domu na kilka nocy. Wróciłem, kiedy ochłonęłam, a to naprawdę pomogło w przywyknięciu do rzeczywistości.
-Aż tak źle?
-Tego bym nie powiedział. - odpowiedziałem. - Moi rodzice są bardzo miłymi demonami, sama się przekonasz. Więc nie masz się czego obawiać i...
-Zaraz... - przerwała mi, odrywając dłonie od zapalniczki. - Demonami?
Uśmiechnąłem się do niej szeroko. Nicole Mierzyła mnie wzrokiem, jakby miała wbudowanego rentgena. Zrozumie kawał za pięć, cztery, trzy, dwa...
-Ty mnie wkręcasz! - ryknęła oskarżycielskim tonem.
-No jasne! - uśmiechnąłem się, próbując ją przytulić. - Od momentu „Jestem adoptowany”. No uśmiechnij się. - potrząsnąłem delikatnie jej ręką.
**Kendall**
Aliana siedziała przed komputerem. Nie wiedziałem, co robiła i jakoś nie interesowały mnie te sprawy. Dopiero jak podszedłem do niej z kubkiem herbaty, automatycznie zerknąłem jej przez ramię. Nie... Znowu on!
Na zdjęciu był ten cały Joseph. Nie wiedziałem, gdzie zostały zrobiony te zdjęcia, bo wykorzystano zwykłe, białe tło.
-Mieliście tą sesję? - zapytałem, siadając naprzeciwko. - Myślałem, że się nie umówiliście.
-To było wczoraj. - wyjaśniła, zerkając na mnie znad monitora. - Muszę je jeszcze obrobić, bo jego grafik został aresztowany...
-Aresztowany? - powtórzyłem, marszcząc brwi.
-Pewnie jakieś nieporozumienie. - wzruszyła ramionami. - Puki co, ja to zrobię. Nie masz się czym martwić. To tylko praca.
Uśmiechnąłem się do niej, a ona to odwzajemniła. Nagle drzwi mieszkania utworzyły się z hukiem i do środka wszedł Nate, targając torbę lekarską.
-Ciężki dyżur? - zapytała, odkładając komputer. - Odgrzeję Ci zupy.
-Dzięki siostra! - westchnął, opadając na kanapę. - Zaczynam dostrzegać uroki mieszkania w szpitalu. Chyba przenocuję tam jeszcze kilka nocy.
-A ta twoja koleżanka? - zauważyłem. - Przecież u niej miałeś zamieszkać.
-Jakiś koleś z ortopedii mnie ubiegł. - odpowiedział, zamykając oczy i zdejmując okulary. - Chwilowo pytam na izbie przyjęć. A z pielęgniarką nie zamieszkam.
-Czyżbym wyczuła nutę seksizmu? - powiedziała Aliana, stawiając przed nim miskę z zupą.
-Nie wiesz jakie one są okropne. - odpowiedział. - A skoro są okropne w pracy, to co dopiero w domu. Nie chciałabyś, uwierz mi.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
No i koniec... na dzisiaj. Pisałam to kilka godzin. Nie wiem ile w sumie, ale sporo. Po prostu zbrakło mi natchnienia, a moja „piosenka weny” nie zadziałała jak trzeba. Potem sięgnęłam do filmu i przyszło takie coś jak powyżej. Mam nadzieję, że się wam podobało. Dziękuję, że ze mną jesteście, to dzięki wam mam chęć dwa razy w tygodniu siadać do komputera i przez pół dnia pisać te dwie strony opowiadania. Początkowo OpenOffice, a potem dopiero kopiuj-wklej. Dziękuję za dotychczasowe 323 komentarze. Dziękuję, że jesteście.  

5 komentarzy:

  1. Ha ha Logan mnie rozwalił. Jaki kutas z niego, tak nabierać biedną Nicole xD zrozumie kawał za 4, 3, 2... ha ha sama czasami tak liczę, kiedy się ktoś skapnie, ze go wkręcam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ada nie wyzywaj Logana od kutasów, bo to nieładnie. Penis to dobre określenie ;)
    Rozdział zajebisty jak zawsze, ciekawe co nowego wniesie przyjazd rodziców Hendersona. Czekam na kolejne ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. rozdzial super, a loganowi sie humor wyostrza :) a co to za "piosenka weny" jesli mozna wiedziec?

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny rozdział. Loganowi się wyostrza się humor. Jak on mógł tak potraktować Nicole?
    Czekam na nexta

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozdział ? Uszanowanie :).
    Super :).

    OdpowiedzUsuń