wtorek, 11 marca 2014

65. Prezent ślubny

**Nicole**
Od włamania do domu minął tydzień. Teraz jedliśmy obiad w dziesiątkę. Znaczy, my i rodzice Logana. Okazało się, że to bardzo mili ludzie i niepotrzebnie się tego obawiałam.
-Kendall, powiedz mi, kiedy Twoja dziewczyna ma rozwiązanie. - zapytała mama Logana, kiedy Aliana poszła zmywać. - Nie chcę jej pytać osobiście. Widzisz, kobiety w ciąży są strasznie drażliwe. - zaśmiała się, machając ręką.
-We wrześniu. - odpowiedział spokojnie. - I jakoś nie zauważyłem, żeby była drażliwa.
-Kiedy nosiłam Logana i Presley po sercem miałam ogromnie nadwrażliwe uczucia.
-Chyba ego. - mruknął pan Henderson, udając, że zakrztusił się kawą.
Pani Henderson spiorunowała wzrokiem swojego męża. Widać, aluzja była zbyt wyraźna. Pokręciłam głową i spojrzałam w swój talerz. Nawet nie zauważyłam, kiedy zamiast resztek obiadu pojawił się kawałek tortu.
-Wszystko z Tobą w porządku? - zapytał James, siedzący obok mnie. - Zbladłaś.
-Nie... - odpowiedziałam i dopiero sekundę później zdałam sobie sprawę z własnej głupoty. - To znaczy tak. Jestem po prostu zdenerwowana.
James obdarzył mnie ciepłym uśmiechem i poklepał pocieszająco po ramieniu. No tego mi było trzeba! Kogoś, kto mnie pocieszy, kiedy będzie mi źle.
-James, pamiętaj! - krzyknął Logan z kuchni. - To jest MOJA żona!
Zauważyłam jak podkreśla słowo „moja”, ale nie dostrzegłam za specjalnej różnicy między tym co było przed ślubem. Jeśli o mnie chodzi, że potrzebowałam zalegalizowania związku. Ale jeśli Logan tego chciał... Zrobiłam to dla niego.
-No jasne, że pamiętam! - odpowiedział, a Kendall zaczął nalewać do naszych szklanek soku.
Jennifer pocałowała Jamesa w policzek, zostawiając u niego odcisk od różowej szminki.
-Tato... - usłyszeliśmy, zaspany głos małego.
David stał przed drzwiami kuchni, trzymając swojego misia za łapkę. Był w swojej bawełnianej piżamce. Położyliśmy go spać zaraz po przywiezieniu go z przedszkola, bo był bardzo zmęczony.
James podszedł do niego i wziął go na ręce.
-Wracamy do łóżka? - zapytał, kiedy mały oparł głowę o jego ramię. - Nie? A może chcesz coś zjeść? - Mały znowu pokręcił głową.
-Bajkę. - wymamrotał.
-Skarbie, oglądałeś już dzisiaj jedną bajkę. A pamiętasz jak się umawialiśmy? - odparła Jen, podchodząc do Jamesa i Davida. - Jedna bajka na dzień. Nie więcej.
Wyglądali z boku jak rodzina. Prawdziwa, nieskazitelna rodzina. Ten sposób w jaki David czepiał się kołnierzyka i to jak Jennifer kładła dłoń na ramieniu Jamesa... To wszystko było... takie naturalne.
-Nicole, żyjesz, czy babcia poszła na drzemkę? - zaśmiał się Carlos i podłożył mi kolejny kawałek ciasta. - Kolejna porcja ciasta.
-A wy? - zapytała pani Henderson, kiedy Carlos zajął miejsce obok Roslyn. - Kiedy planujecie dzieci? - Mama Logana świdrowała mnie wzrokiem, jakby chciała czytać w moich myślach.
-Jeszcze nic nie planowaliśmy. - odpowiedział jej Logan za nas oboje. - Czas pokaże.
Byłam mu za to wdzięczni. W końcu to jego rodzice. A Twoi teściowe... - Powiedział jakiś wewnętrzny głosik. Tak, moi teściowie.
Usłyszałam dzwonek telefonu. Znajoma melodyjka z „Władcy Pierścieni”. Aliana wstała od stołu, chociaż nie przypominałam sobie, żeby przy nim siadała.
-Przepraszam,, to zajmie tylko chwilę. - oznajmiła i odeszła od stołu.
Nie słyszałam jak rozmawia, ale pani Henderson nie była z tego faktu zadowolona.
**Logan**
-I uważaj na siebie. - mama pogroziła mi palcem, zanim wsiadła do samolotu. - Nie chcę odebrać telefonu z policji, prosząc o zidentyfikowanie zwłok mojego syna...
-Mamo... - wywróciłem oczami, przypominając sobie kawał z okresu młodości. - To był tylko żart. I nie martw się, nic złego nie może się stać. Już dawno zmądrzałem.
-Dobrze. - westchnęła, przyciągając mnie do siebie i mocno przytulając. - Do zobaczenia, kochanie. Już tęsknię.
I ostatni raz wycałowała moje policzki. Patrzyłem jak wsiada do samolotu, razem z tatą, który nigdy nie lubił łzawych pożegnań. Kiwnął tylko głową, jakby był dowódcą wojskowym i odwrócił się w stronę pokładu.
Odwróciłem się do samochodu. Trochę musiałem się nachodzić, żeby dostać nowe tablice. Ale warto było. Przynajmniej zgubiliśmy tych bandytów, którzy już nie próbują się dobrać do naszego domu. Trzykrotnie wzmocniona ochrona. Ale odeślemy gości, kiedy wszystko się uspokoi.
Nie ja zajmuję się ochroną. Tylko James, który sprawdzi każdego na przewylot. Taki już jest. Nie zatrudni gościa bez szkolenia i czystej karty.
Do domu nie jechałem długo. Odkąd Kendall odkrył skrót przez szereg „żydowskich dzielnic”, jazda zajmuje nam znacznie mniej czasu. A inni jakoś nie mają zastrzeżeń. Przynajmniej nie roi się tu od przestępców. Handlarzy narkotyków, żywym towarem... A tych drugich darzyłem szczególną nienawiścią. Z wiadomych powodów.
Podjechałem pod dom, który wyglądał spokojnie. Może z wyjątkiem otwartych drzwi balkonowych i opalającą się na tarasie Jennifer, która nie miała na sobie nawet normalnej bielizny, tylko wyjątkowo odkrywające bikini.
-Nie uważasz, że włożyłaś na siebie trochę za dużo? - zapytałem, patrząc w górę. - Intymne zakątki też powinnaś sobie opalić.
-Zamknij się! - krzyknęła, nie spuszczając wzroku. - Moja sprawa, gdzie się opalam!
Pokręciłem głową, nie wiedząc, czy chodzi jej o nasz taras, czy punty nie przykryte ubraniem. Wszedłem do środka, gdzie zastałem Alianę, która walczyła z jakąś paczką.
-Co to jest? - zapytałem.
-Wasz prezent ślubny. - Wydyszała, odciążając kolejnego gwoździa i odkładając go do spodeczka.
-A czy to nie my powinniśmy go otwierać?
-Chcę sprawdzić, czy się nie pomylili. - wyjaśniła. - Nie chcę po raz drugi przeżywać tego samego.
-To znaczy? - uniosłem brwi, siadając za stołem i sięgając po banana.
-Ostatnio przysłali mi foto książkę jakiejś pary emerytów z okazji „Pięćdziesiątej rocznicy ślubu”. Nie chcę, żeby to się powtórzyło. Od tamtej pory sprawdzam i pakuję po swojemu.
Patrzyłem, jak wyjmuje z drewnianego pudełka ładną, oprawioną w skórę książkę i zagląda do środka. Pokiwała z zadowoleniem głową i wsadziła ją do papierowej torby w kwiatki.
-Nicole, pozwól do kuchni! - wrzasnęła, a kiedy tu przyszła, podała nam torbę. - Wasz prezent ślubny dotarł. Szczęścia na nowej drodze życia. Eee... Po raz drugi.
Oprócz książki, w środku były jeszcze czekoladki, ale my zainteresowaliśmy się bardziej książką niż słodyczami.
-No otwórzcie. - powiedział James, który razem z Kendallem stał w drzwiach. - Jesteśmy ciekawi, jakie będziecie mieli miny.
Książka była bardzo starannie zrobiona. Kartki były z grubego, błyszczącego papieru, a pod każdym zdjęciem...
Życie jest za krótkie, żeby nie kochać.” (Moje, wymyślone)
Wilki muszą być wolne, zwłaszcza, gdy są młode.” (Verba - „Młode wili”)
Pod zdjęciami było więcej opisów, ale nie zdołałem przeczytać wszystkich. Za szybko przewracaliśmy kartki. Na ostatniej stronie Były trzy płyty z naszymi zdjęciami i krótkim opisem.
„Zatańczmy jeszcze raz”, „Odmalowując wspomnienia” i „Z serc”. Nie za bardzo wiedziałem, co to znaczy, ale Carlos od razu podszedł bliżej. Pewnie, żeby nam to wytłumaczył.
-Na jednej jest film Jamesa, na drugiej playlista, którą wam ułożyliśmy, a trzecia to życzenia zbierane od przypadkowych ludzi. - powiedział, jak podejrzewałem. - Fani też tu są.
Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi, Nicole odwróciła się, żeby otworzyć.
Przed drzwiami stał jakiś chłopak.
-Witaj Nicole. - powiedział głęboki głosem.

-Jeff? - wykrzyczała, jakby nie wierzyła własnym oczom. - Co ty tu robisz? Jak mnie znalazłeś?  

7 komentarzy:

  1. Co to za Jeff? Myslalam na poczatku ze to fajny i przyjemny a tu na koncu niespodziewanu gosc. Czekam na nn :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wrociłam! Yeah! W końcu skomentuję twoją notkę :D Fajny prezent :) Też bym taki chciała. Ten tekst z „Pięćdziesiątej rocznicy ślubu” mnie rozwalił haha XD No i teraz będę zastanawiać się kto to ten cały Jeff :) Czekam nn:*****

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeff? Uuu, czyżby koniec sielanki u panstwa Henderson? Czekam nn :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kto to jest Jeff? Dodawaj szybko kolejny rozdział bo musze wiedzieć :)
    Czekam nn ^^

    OdpowiedzUsuń
  5. Kto to jest ten Jeff?? Dawaj kolejny rozdział, bo nie wytrzymam w tej niepewności.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie bd się powtarzać pytając kto to ten cały Jeff, choć nie ukrywam, że chciałbym wiedzieć. Rozdział jak zwykle zaje***ty i czekam na kolejny. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Książka dla emerytów :d .
    Szczęścia życzę Loganowi i Pani Henderson ;-* .

    OdpowiedzUsuń