czwartek, 13 marca 2014

66. Marnotrawny B.

**Nicole**
Stałam jak wryta, wpatrując się w Jeffa. Minęło pięć lat. Pięć zasranych lat mojego życia. Bez niego. I tak było dobrze.
-Co ty tu robisz? - powtórzyłam, kiedy na powrót odzyskałam głos.
-Przyszedłem poznać swojego szwagra. - oznajmił, wpychając się do środka. - Coś jest w tym nie tak? - prychnął mi w twarz. Poczułam jego mdły oddech.
Wypowiedział to. Drań. A przecież miałam nadzieję, że już go więcej nie zobaczę. Byłam tego pewna. A teraz, kiedy prawie wszystkie problemy przestały mieć znaczenie... on się zjawił.
-Jeff, wyjdź stąd. - powiedziałam, próbując go wypchać na zewnątrz, ale on był silniejszy.
-Nicole, to jest twój brat? - wykrztusił Carlos, który jako jedyny był zdolny do powiedzenia czegokolwiek.
-Tak, i teraz stąd wychodzi. - odpowiedziałam, nadal walcząc z Jeffem.
-Pomogę Ci, kochanie. - powiedział Logan, zachrypniętym głosem. - Prosiła, żebyś wyszedł. Chyba, że chcesz, żebym zawołał ochronę. O tak Logan... Dowal mu!
-Czyli to ty? - wykrztusił, teraz wpatrując się w Logana. - Jesteś mężem mojej siostry.
-Twoje siostra kazała Ci się wynosić. - powiedział spokojnie, chwytając go za klapę kurtki.
-Nicole, daj spokój, własnemu bratu nie pomożesz?
Wtedy doszło do mnie, czego tak naprawdę chce. Nic się nie zmienił. Wciąż jest tym samym dupkiem. I chyba już tak pozostanie.
-Nie dam Ci kasy na prochy! - wrzasnęłam. - Jeśli tylko po to tu przyszedłeś, to bądź pewien, że nie dostaniesz ode mnie złamanego centa!
-Nicole, siostrzyczko...
-Nie mów do mnie siostrzyczko! - krzyknęłam, uderzając go w ramię. Ja szłam do przodu, a on się cofał prosto do drzwi. - Wy******laj, słyszysz!
Aliana i Roslyn zaczęły go wypychać razem ze mną. Chciałam mi powiedzieć, że sama sobie poradzę, ale żadne słowo nie mogło mi przejść przez gardło.
-Ale... - zaczął, zanim zamknęłam mu drzwi przed nosem.
Poczułam łzy spływające po policzkach. Nie chciałam ich uwolnić. Chciałam je tak powstrzymywać w nieskończoność.
-Cii... - wyszeptała Aliana, przytulając mnie do siebie. - Już go tu nie ma.
Już go tu nie ma. - Powtórzyłam w myślach, zamykając oczy.
**James**
-Tatusiu, co się stało na dole? - zapytał David, kiedy wszedłem do jego pokoju.
Nie wiedziałem, że się obudził. To pewnie przez te całe, okropne krzyki. Podszedłem do jego łóżka i nałożyłem na niego kocyk, spoglądając na zegarek. Był już późny wieczór. Nie chciałem, żeby się teraz budził. Mógł przespać do rana.
-To nic, skarbie. - powiedziałem, głaszcząc go po głowie. - Spróbuj zasnąć.
Mały patrzył na mnie, szeroko otwartymi oczami. Widziałem jak światło księżyca odbija się w jego źrenicach. Nie wiedziałem, czy płacze, bo jego oczy były zaspane.
-Tato, zostaniesz ze mną? - poprosił.
-Oczywiście, kochanie.
I siedziałem, głaszcząc go po włosach, puki nie zasnął. Przez ten cały czas przez moją głowę przewinęły się rozmaite myśli. Zastanawiałem się, jak brat Nicole mógł nas znaleźć. Bo przecież nasz adres nie jest podawany na wyłączność. No i wątpię, żeby podał mu go ktoś z nas.
-Wszystko w porządku? - usłyszałem głos Jen.
-Tak, śpi... - powiedziałem, wstając i wychodząc do przedpokoju.
-Nie o to pytałam. - powiedziała sucho.
-Tak, wszystko w porządku. Nie masz się czym przejmować. - odpowiedziałem. - To, co się stało godzinę temu, jest... Przynajmniej dziwne. - powiedziałem, nie mogąc znaleźć lepszych słów. - Gdzie jest Nicole? - zapytałem, zauważając na parterze, że brakuje jej kurtki i butów.
-Aliana zabrała ją do mieszkania, a Logan uparł się, żeby z nimi pojechać.
-Kendall jest z nimi. - zgadywałem.
-Tak. - pokiwała głową. - Położy się spać. Znowu wrócił z siankami. Twierdzi, że się przewrócił, ale ja mu nie wierzę. Może Aliana coś z niego wciągnie.
Kendall... On zawsze miał tendencję do pakowania się w kłopoty, ale nigdy jeszcze nie było okresu, żeby wracał poobijany co tydzień.
Kiedyś myślałem, że coś kręci, ale jak się przewracał na scenie, zapomniałem o swoich wątpliwościach. Wiedziałem, że po prostu bywa niezdarny.
**Kendall**
-Zasnęła? - zapytałem, odkładając na album na stolik. - Jak się czuje?
-Jest roztrzęsiona. - odpowiedziała, siadając na krawędzi fotela, żeby móc sięgnąć do laptopa. - Logan jest przy niej.
Spojrzałem na swoje palce. Były podrapane już od wczoraj, ale starałem się je tak układać, żeby nikt niczego nie zauważył. Jak na razie mi się udawało.
-Do kogo piszesz? - zapytałem.
-Do Nate'a. - odpowiedziała, przyciskając rożne klawisze. - Kiedyś podawał jej jakiś środek na nerwicę, który dobrze na nią zadziałał. Logan mnie ubłagał, żebym poprosiła go o receptę.
-I piszesz maila? - uniosłem brwi, zsuwając się z łóżka. - Myślisz, że odbierze?
-Na pewno. - uśmiechnęła się do mnie. - Tak skonfigurowałam mu telefon, że jego skrzynka mailowa aktualizuje się co pięć minut.
Pokręciłem głową. To skojarzyło mi się z czymś, co wcale nie pasuje do Aliany. Z przebiegłością. Tylko czasami pokazywała, że nawet ona czasami musi mieć jakiegoś węża w kieszeni. Nawet ona...
Sięgnąłem do radia i włączyłem muzykę. Natrafiliśmy na ładną piosenkę. Wstałem i podszedłem do Aliany. Wyciągnąłem dłoń, dając jej do zrozumienia, żeby podała mi rękę. Zrobiła to, ale uprzednio spojrzała na mnie ze zdziwieniem.
Objąłem ją w pasie. Czułem, ze jest zmęczona, ale mimo to zacząłem nią kręcić w lewo i w prawo. Puściłem jej talię i wypiąłem spinkę z rudych włosów.
-Co robisz? - syknęła.
-Spokojnie. - wyszeptałem jej do ucha. - Spróbuj się rozluźnić. Wszystko będzie dobrze.
Przytuliłem ją do siebie. Zrobiłem to, co chciałem zrobić od rana. Ale ostatnie zdanie... Sam chciałbym je usłyszeć.
-Oczywiście, że będzie. - odpowiedziała, zagłębiając głowę w mój obojczyk. - Zupełnie wszystko.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
No i tyle. Malutko, wiem, ale na razie muszę rzucać smutami, jak chcę, żeby potem było coś śmiesznego. Chciałabym wam jeszcze coś napisać. Rano, zanim jeszcze wyszłam z domu, obejrzałam pewien film. „W imię Armii”. Sięgnęłam po niego ze względu na Bena Fostera, jak już uparłam się, żeby osobiście nie zamykać go w szufladzie z podpisem „Aniołek”. Film mnie oczarował. Skłania do myślenia i takie inne... To jest warte obejrzenia. Z tego względu coś wymyśliłam, ale nie wiem kiedy, i czy w ogóle po to sięgnę.

No, dobra! Koniec już tego pisania! Mam nadzieję, że się wam podobało. Do wtorku!  

5 komentarzy:

  1. A wiec Jeff to jej ćpun brat james w roli ojca jak zawsze troskliwy i kochany. Czekam na nn

    OdpowiedzUsuń
  2. A więc to "tylko" jej brat. Bałam się, że jakiś były chłopak, albo znowu dawny szef z agencji. Jak raz dasz komuś na prochy to na bank kiedys przyjdzie znowu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Super rozdział. I co ten brat Nicole chce ?! Pozdro :* zi jak coś u mnie jest nowy rozdział. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Coś mi się wydaje że Jeff jeszcze sporo namiesza. Takie typy nie dopuszczają tak łatwo. Ciekawe jak to wszystko dalej się potoczy :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam takie same odczucia jak koleżanka wyżej. Rozdział świetny, czekam na nexta

    OdpowiedzUsuń