czwartek, 20 marca 2014

68. Kwiodawcy

**Logan**
Wchodząc do klubu, zauważyłem chłopaków siedzących przy stoliku obok okna. Ledwie dwa stoliki dalej siedziała Cassidy, która przeglądała z Davidem jakąś książeczkę.
-Cześć, sorry za spóźnienie. - powiedziałem, siadając tyłem do okna.
-No nic nowego. - mruknął James. - Myślałem, jak rozwiązać problem z Nicole. - zaczął prosto z mostu. - Na razie wysłałem do niej ochroniarza, ale nie wiem...
-Po co dałeś jej ochroniarza? - przerwałem mu, biorąc do ręki szklankę z koktajlem.
-Zadzwoniła do mnie cała roztrzęsiona. - wytłumaczył Carlos, mieszając słomką w swojej coli. - Okazało się, że Jeff uwięził ją w samochodzie i próbował przehandlować za narkotyki.
-Ale dlaczego nie zadzwoniła do mnie? - oburzyłem się, niemal podrywając się z siedzenia. - Przecież bym przyjechał i coś zrobił...
-Nie chciała Cię martwić. - powiedział Kendall, dosypując cukru do swojej filiżanki. - Prosiła nas, żebyśmy Ci nic nie mówili, ale powinieneś wiedzieć.
Poczułem, jak niewidzialny nóż wbija się w moje serce. Dlaczego nic mi nie powiedziała? Przecież bym jej pomógł, skopał tyłek temu...
-Logan, nie przejmuj się. - James poklepał mnie po ramieniu. - Na razie dostała ochroniarza. Zgłosimy to na policję, kiedy Jeff wywinie kolejny numer.
-Ale i tak będę musiał z nią porozmawiać. - oznajmiłem, podwijając rękawy koszuli.
-Eee... Jeśli słowo „porozmawiać” rozumiesz jako „skopać mu dupsko”, to nie radziłbym. - odpowiedział Kendall, kiedy spojrzałem na niego spode łba.
Czy on zawsze musi wiedzieć o czym myślę? Wiem, że jesteśmy prawie jak bracia, ale on na serio nie musi mnie strofować zawsze, kiedy chcę wziąć sprawy we własne ręce. Bo tak powinien zrobić prawdziwy mężczyzna. Za którego się przecież uważam... No i jestem jej mężem, a to już do czegoś zobowiązuje.
-Stary, wyluzuj! - głos Carlosa wyrwał mnie z zamyślenia. Niemal natychmiast podniosłem swój koktajl do ust, ale zorientowałem się, że szklanka już jest pusta. - Wiesz jakie są dziewczyny.
-Zawsze niezależne i waleczne. - zawtórował mu James. - Są pewne, że same sobie ze wszystkim poradzą. Pamiętasz jaka była Aliana, kiedy porwano Kendalla? Nate trzymał ją w ryzach środkami uspokajającymi.
-Oj, weź mi tego nawet nie przypominaj. - Kendall machnął ręką, pochylając się nad swoją filiżanką. - Próbuję zapomnieć.
-Wybacz. - mruknął James. - Samice chcą dominować. Kiedy w końcu się tego nauczysz?
-Nicole, to nie Jennifer, zrozum. - prawie na niego krzyknąłem, aż w końcu rodzice z sąsiednich stolików zaczęli się na nas gapić. - Ona jest bardzo krucha i delikatna.
-No, dalej to sobie wmawiaj. - ryknął Carlos. - Wszystkie dziewczyny mają w sobie ten sam, płonący temperament. Zrozum.
**Aliana**
-Jesteś pewny? - zapytałam, unosząc brwi. - Nawet ja wiem, że to ryzykowne. Zastanów się, zanim mu to powiesz.
-Już się zastanowiłem. - potwierdził. - Willowi trzeba opuścić trochę krwi, żeby przetoczyć Lirze, a obecnie nie mamy w zapasie grupy zero. Jeśli jej tego nie dostarczymy, może tego nie przeżyć. Wiesz jak groźne jest krwawienie tętnicze...
-Posłuchaj siebie! - wrzasnęłam, niechcący plując mu do oka. - chcesz mu opuścić cztery litry krwi. Sam widziałeś kolesia, którzy po litrze był ledwo żywy.
Nate spojrzał na mnie, jakbym była przekonana, że odkryłam nowy kontynent. Przynajmniej. Nienawidziłam, kiedy tak na mnie patrzył. Jak na wariatkę.
-To żołnierz, jest twardy. - próbował mnie przekonywać. - To jedyne wyjście. Co innego mogę zrobić? Wyjść na ulicę i krzyczeć, że potrzebujemy dawców grupy zero plus?
-A dlaczego nie? - warknęłam, znowu go opryskując.
Wybiegłam z gabinetu lekarskiego i stanęłam przed poczekalnią dla pacjentów.
-Posłuchajcie! - wrzasnęłam, w sekundę uciszając całą poczekalnię. - Potrzebujemy dawców krwi. Grupa zero plus. Piętnastoletnia dziewczynka potrzebuje transfuzji.
Przez chwilę było cicho, dopiero potem kilkoro ludzi wstało.
-Mogę być dawcą. - oznajmił jakiś facet w średnim wieku. - Już kiedyś oddawałem krew.
Uśmiechnęłam się, kiedy za nim poszło jeszcze kilka osób. A Nate stał i patrzył na mnie ze zdziwieniem. Jednocześnie miał minę, jakby chciał mnie ochrzanić.
-Jak to zrobiłaś? - syknął, kiedy pielęgniarki zaczęły ogarniać te całą sprawę z krwiodawstwem. - Będziemy mieli zapas na kolejne dwie osoby. Przynajmniej.
Uśmiechnęłam się do niego krzywo, a on tylko chrząknął.
-Rozmawiałem z Willem. - oznajmił. - I tak nie może być dawcą. Miał już przetaczaną krew. Nie może być dawcą, nawet, jeśli by się spinał.
Patrzyliśmy na siebie przez chwilę. Jak znam Willa, pewnie pluł sobie w brodę, że nie może pomóc nawet własnej siostrze. Domyślam się jednego powodu, dla którego poszedł do wojska. Walczyć za ojczyznę. Zawsze stawał w obronie słabszych. Odwagę i bohaterstwo miał we krwi, ale był też wrażliwy. I to mu pozostało. Bo są rzeczy, które w ludziach nigdy się nie zmienią.
Przeszłam korytarzem, aż do sali w której leżała Lila. Od razu zobaczyłam jak Will siedzi przy jej łóżku, trzymając ją za rękę. Nie weszłam, tylko wyciągnęłam telefon. Postanowiłam zadzwonić do Kendalla. Szybko wybrałam jego numer. Odebrał po kilku sekundach.
-Hej kochanie, jakiś problem? - odezwał się niemal natychmiast.
-Tak. Pomożesz mi? Szpitalowi brakuje krwi. Popytasz w branży? - poprosiłam, obserwując jak Will głaszcze Lilę po głowie.
-Oczywiście. Nate Ci powiedział, że jest taki problem?
-Tak, ale nie wprost. Wyszło całkiem przypadkiem. Wiesz jaki jest. Szpital potrzebuje jak najwięcej. Jak tylko się da.
-Dobra, rozumiem. Przyślę tylu ludzi ile się da. A jak Lila?
-Jaka Lila? - usłyszałam głos Carlosa ze strony Kendalla.
-Słabiutka jest. Will przy niej siedzi. Bardzo się przejmuje. Nate powiedział, że w trakcie operacji pękła tętnica. Opanowali krwawienie, ale potrzebuje transfuzji.
-Daj jej ode mnie całusa. - powiedział, a ja uśmiechnęłam się pod nosem. - Niech wraca do zdrowia.
**Jennifer**
Pojechałam po Nicole taksówką do studia. Dzwonił do mnie jeden z ochroniarzy chłopaków. Powiedział, że Jeff próbował ją oddać jakimś ludziom za narkotyki. I to własną siostrę.
-Wszystko w porządku? - zapytałam, kiedy wsiadłam do szoferki Nicklodeonu. Nie wiem, który z chłopaków na to wpadł. Jej karoseria była czerwona, co dziwnie kojarzyło mi się z seksem.
-Teraz już tak. - przytaknęła, zanim kierowca ruszył. - Carlos przysłał tu zaufanych ludzi. - Jak się dowiedziałaś? - zapytała, spoglądając na mnie z zaciekawieniem.
-Carlos do mnie zadzwonił. - odpowiedziałam. - Roslyn ma wyłączony telefon, a Aliana załatwia coś w szpitalu. Nie pytałam o szczegóły.
-Chyba chce rozszerzyć fundację. - mruknęła, chowając nos w kołnierzyku.
Zaśmiałam się cicho. Przynajmniej bym się nie zdziwiła. Od tej strony już dawno zdołałam poznać Alianę. Ma tak wielkie serce, że pewnie z trudem mieści jej się w piersiach. Więc na pewno chodziło o pomaganie innym. Dałabym sobie za to żyły popodcinać.
-Chcesz jechać do domu? - zapytałam, samą siebie wytrącając z zamyślenia. - Bo jeśli nie, to możemy iść na zakupy.
-Nie, wszystko już mam. - pokręciła głową. - Chcę po prostu zamówić pizzę i pogapić się w telewizor. Odpocząć jakoś od tego.
Uśmiechnęłam się do niej, chcąc jej dodać otuchy. No może to nie jest jakiś najlepszy sposób na spędzenie wolnego czasu.... ale, ważne, żeby odpoczęła.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
I tak oto wygląda notka, kiedy jej pisanie leci jak krew z nosa. A wszystko przez Maję R i fanpopa. Zastanawiałam się, czy nie wkleić tu Lili i Willa na stałe. A wy co myślicie? Polubiliście ich po tym jednym razie?

I to by było na tyle. Mam nadzieję, że wam się podobało. Następna notka we wtorek. Dajcie znać, co myślicie. Trzymajcie się!  

7 komentarzy:

  1. JA PIER DO LE Jeff zajebię cię !!!! Sory za słownictwo. :D Rozdział super. :*
    Pozdro ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ti bylo takie szlachetne z tyn oddawaniem krwi :) czy ja dobrze zrozumialam? Jeff chcial przehandlowa siostre? Co za debil...q

    OdpowiedzUsuń
  3. Super rozdział !! ;) Jaki ten Jeff jest nieogarnięty... własną siostrę za prochy? Na miejscu Logana urwałbym mu jaja przy samej dupie. Co za piiii ! ;D

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten Jeff to beznadziejny przypadek. Spodobała mi sie Aliana plująca Nateowi w oko i to jak zajebiście załatwiła dawców dla tej dziewczynki. Nie wnikam czemu Jen czerwona karoseria samochodu kojarzy się z seksem :p

    OdpowiedzUsuń
  5. Przepraszam, ze nie komentuje bo czasami nie jestem w stanie być z każdym rozdziałem na bieżąco, ale uwierz czytam wszystko :)
    Rozdział jak zwykle boski, nie wiem co by tu dalej napisać wiec czekam nn ^^

    OdpowiedzUsuń
  6. W końcu ! Udało mi się dotrzeć do końca! huhu ;3.
    Osobiście podoba mi się Will i jego siostra, strasznie mu na Niej zależy. Jestem na wklejeniem tej dwójki :).

    OdpowiedzUsuń
  7. Jestem jak najbardziej za wklejeniem Willa i jego siostry do opowiadania. Poza tym chciałam powiedzieć, że genialne było to gdy Aliana wybiegła na korytarz i zrobiła tą akcję z oddawaniem krwi. Genialne. Czekam na nn.


    Klaudia Schmidt

    OdpowiedzUsuń