piątek, 28 marca 2014

70. Obiad zapoznawczy

**Roslyn**
Odkąd Aliana mnie skrzyczała, minęło kilka dni. Lubię pić, owszem, ale nie popadam w alkoholizm. Znałam jej przewrażliwienie i nie do końca rozumiałam, co jest grane.
-Pomożesz mi z obiadem? - poprosiła, stawiając zakupy na blacie kuchennym. Trzy duże torby. - Lila wychodzi dzisiaj ze szpitala, więc poprosiłam Willa, żeby ją przyprowadził.
-Na obiad? Myślałam, że będziemy tylko my. - powiedziałam, zaczynając rozpakowywać produkty. - Nic wcześniej nie wspominałaś.
-Wspominałam, ale nie słuchałaś. - odparła. - Poza tym... To dobra okazja, żeby się poznać.
Spojrzałam na nią, trzymając w ręku ser wiejski. Wiem, że ona zawsze robiła wszystko, żeby być miłym dla innych, ale... No, czasami była za życzliwa. Szczególnie, dla kogoś, kogo nie znam. Znaczy, wiem, że oni znali się wcześniej, ale on jest żołnierzem. I w dodatku dość atrakcyjnym. A takim chodzi tylko o jedno.
-Aliana, jesteś pewna, że on nie chce Cię wykorzystać? - zapytałam, zaczynając kroić warzywa na sałatkę. - Nigdy nie wiadomo.
-Oj, daj spokój. - prychnęła. - Znam go od lat, więc nie masz się czym przejmować, naprawdę.
-Cześć wszystkim! - krzyknął Kendall, wychodząc z łazienki.
-Siedziałeś tam godzinę. - zauważyłam. - Przespałeś się w wannie, czy co?
Kendallowi zastygła twarz. Zaraz... To znaczy, że mam rację? O nie! Wanna to nie łóżko! Będę musiała całą zdezynfekować.
-No, prawie zgadłaś. - mruknął, całując Alianę w policzek. - Pomogę.
Pokręciłam głowę, pochylając się nad deską do krojenia. Tego jeszcze brakowało, żeby Kendall spał w naszej łazience.
Drzwi znowu się otworzyły i wszedł ten koleś ze zdjęć Aliany. Od razu uśmiechnął się do niej.
-Joseph, byliśmy umówieni na jutro. - powiedziała, przerywając krojenie mięsa.
-Jutro? - zmarszczył brwi. - A nie dzisiaj? To Twoi przyjaciele? - zapytał, wskazując na mnie i Kendalla.
-Właściwie, to nie do końca. - powiedziała, wrzucając pokrojone kostki mięsa do garnka. Zaraz? Jak nie do końca. - Roslyn, moja przyjaciółka i Kendall. Narzeczony.
-Narzeczony? - zapytał, unosząc brwi.
-Tak, chyba Ci wspominałam, że będziemy mieli dziecko.
Uśmiechnęłam się z satysfakcją, ale natychmiast tego pożałowałam, bo wyciągnięta dłoń wyrwała mnie z zamyślenia.
-Jestem Joseph. - powiedział.
**Logan**
Kiedy Nicole w końcu się wyspała, poszedłem go garażu i wyprowadziłem nasz samochód. Minęło sporo czasu, zanim zrozumiałem, jak niebezpieczna jest praca modelki i posiadanie takiego brata jak Jeff. A z niego jest niezły dupek.
Odpaliłem silnik i wjechałem na podjazd. Wolałem wcześniej wszystko pozamykać. Potem miałbym cały czas dla siebie i robiłby, wszystko bez stresu. Chociaż to bardziej pasowało do Carlosa, niż do mnie.
-Najadłaś się? - zapytałem, kiedy Nicole zeszła na sam dół. - Bardzo się starałem.
-Tak, ale nie rób tego więcej. - powiedziała, kiedy oboje wsiedliśmy do samochodu.
-Mam się nie stać? - zmarszczyłem brwi, wyjeżdżając na ulicę.
-Nie, masz mi już nie szykować śniadania. - oznajmiła ostro. - Bo to było bogate w węgiel.
Delikatna krytyka... Z pewnością szkoła Kendalla. No dobra, przyznam, że nie jestem jakimś świetnym szefem kuchni, ale to jedzenie nie mogło być takie złe. No nie mogło.
-No rozumiem. - wzruszyłem ramionami, dołączając do głównego ruchu na drodze. - Wiem, że nie umiem gotować, ale to nie powód, żeby jechać po mnie jak...
-Wcale po tobie nie jadę! - Zaprotestowała Nicole, grzebiąc sobie w torebce. - Po prostu powiedziałam Ci kilka słów prawdy. Po prostu nie bierz się już za gotowanie, skoro nie potrafisz, rozumiesz? - powiedziała, zamykając suwak.
-No wiem, przecież. - uśmiechnąłem się, mijając kolejne skrzyżowanie i parkując pod agencją modelek. - Jesteśmy na miejscu. Kocham Cię.
-Ja Ciebie też. - Dała mi szybkiego buziaka w policzek i wysiadła. - Do zobaczenia.
-Pamiętaj o obiedzie u Aliany! - krzyknąłem za nią.
-Pamiętam! - odkrzyknęła, zatrzaskując drzwi. - Spotkamy się w mieszkaniu, na razie.
Pokręciłem głową i ruszyłem. Obiecałem Kendallowi, że kupię masę na szarlotkę. Aliana nigdy nie zapuszcza się na tą część miasta, bo tu niezbyt dobrze traktują rudowłose dziewczyny, co dla mnie było przynajmniej nienormalne.
Wysiadłem z samochodu, kierując się w stronę posiadłości, gdzie urzędowała starsza kobieta wyrabiająca nadzienia do ciasta.
-Dzień dobry, pani Northfork. - przywitałem ją z uśmiechem. - Piękny dzień.
-Prawda? - mruknęła, zapraszając mnie do środka, gdzie trzymała słoiki wypełnione makiem, jabłkami i serem. - Po co pan dzisiaj przyjeżdża?
-Po szarlotkę po parysku. - odpowiedziałam, stawiając na stole puste, umyte słoiki, których było poprzednie nadzienie. - Taka, którą ostatnio brałem.
Wiedziałem, że Kendall i Aliana potrafią zrobić masę sami, ale wiedziałem, że to zbyt pracochłonne, a żeby było dobra, musi trochę postać w zimie. Nie, że są leniwi, ale po prostu zastało za mało czasu.
-Zwykła porcja, płaci pan jak zwykle. - powiedziała, wręczając mi gotową masę.
Położyłem na stole pięć banknotów jednodolarowych. Dobry, tani towar.
Kiedy wyszedłem, coś mnie naszło, żeby zajrzeć do sklepu muzycznego. Dawno nie kupowałem starci. Uśmiechnąłem się pod nosem i zacząłem wertować płyty. Irlandzkie zespoły z końcówki wieku, cała plejada brytyjskich wokalistów i soundtracki z filmów. Chciałem poszukać Johna Williamsa, ale zamiast tego natrafiłem na Cassidy.
-Jeśli szukasz Supermana, sprawdź w dziale z DC. - powiedziała, kiedy nie przestawałem wertować płyt. - Nie wiedziałam, że słuchasz muzyki klasycznej.
-Bo nie słucham. - zaśmiałem się, wyjmując muzykę z trzeciej części Harry'ego Pottera. - Ale lubię ją włączać do wieczornego czytania książek.
-I to nie jest słuchanie? - prychnęła, sięgając po jakiś album Abby.
-Nie. - pokręciłem głową. - To tylko buduje nastrój.
**Jennifer**
Kiedy James otworzył mi drzwi, poczułam w mieszkaniu mocny zapach świeżo przygotowanego jedzenia. Wiedziałam, że dzisiaj przychodzi jakaś para sąsiadów, których Aliana kiedyś znała, ale nie wiem, co mam o tym wszystkim sądzić.
-Fajnie, że już jesteście. - powiedział Carlos, trzymając ręce w kieszeniach. - Brakuje tylko tych dwojga, których zaprosiła Aliana.
-Zaraz będą. - powiedziała powoli, stawiając półmisek z surówką na rozłożonym stole. - Już są w drodze. Dość długo czekali na wypis.
-No, jasne. - mruknął Logan, który od siedział niedbale na kanapie. - Spóźniają się.
Zadzwonił dzwonek do drzwi. Aliana podeszła i otworzyła. Nie zauważyłam, żeby to był ktoś charakterystyczny. No może jedyną charakterystyczną rzeczą był temblak na ramieniu dziewczyny.
-Przepraszamy za spóźnienie. - powiedział jakiś facet. - Formalności.
Kiedy weszli do środka, stanął przede mną żołnierz w mundurze... Ale takim z koszulą i krawatem. Od razu zobaczyłam, że ma wiele odznaczeń. Może nawet więcej niż mój ojciec, chociaż wyglądał na młodego. Nawet bardzo młodego, nie zważając na szramy na twarzy.
-Jestem Will. - powiedział, podając mi rękę. - A to moja młodsza siostra, Lila.
-Lila? - zapytał James, ściskając jej dłoń.
-Lilianna. - wyjaśniła. - Ale nie lubię tej formy.
Aliana poprowadziła nas do stołu, który już porządnie zdołała nakryć.
-Mogę gdzieś to zdjąć? - zapytał Will, zdejmując marynarkę.
-Połóż na fotel. - powiedziała Aliana, pomagając Lirze z krzesłem. Jedną ręką nie za dobrze sobie radziła.
Musze przyznać, że oboje wyglądali na miłych. No może on był trochę spięty, ale poza tym... Tak czy siak za wcześnie było, żeby cokolwiek ocenić.
-Czemu zdjąłeś? - zapytała brata. - Bardzo Ci ładnie.
-Wiem, ze tak mówisz, ale sporo dzisiaj pracowałem. - odpowiedział. - Boli ręka?
-Nie. - pokręciła głową, zatapiając widelec w pieczonych ziemniakach. - Leki jeszcze działają.
Patrzył na nią z troską. Kiedy poprawiał jej kosmyk włosów, dłoń lekko mu zadrżała. Ale ona nie zwróciła na to większej uwagi. Widocznie, był do tego przyzwyczajona.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------

No i tyle. Przepraszam, że tak długo nie wklejałam notki. Nie działał mi internet. No wiecie. Już się tłumaczyłam na facebooku. Mam nadzieję, że wam się podobało. Do wtorku (mam nadzieję)! Trzymajcie się cieplutko.  

5 komentarzy:

  1. Śniadanie bogate w węgiel :) Zła gastronomia Logana część 2. Weź go zapisz na jakiś kurs gotowania. Niech tam języki wszystkich wyjdą na wierzch :) czekam na nn
    Informuję o pojawieniu się szybciej u mnie kolejnego rozdziału, więc zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Och Loguś, Loguś. Staraj się tylko więcej nie gotuj :p Może gotować nie umie, ale za to wszystko zjada. Dlatego z niego taki puszysty misio :3

    OdpowiedzUsuń
  3. Czyżby Roslyn była zazdrosna o Alianę ? :d. Wątek bardzo ciekawy :).
    A rozdział świetny, dlaczego Loganowi się tak obrywa? ;] . Biedaczek ;).
    Świetny, świetny rozdział. Czekam z niecierpliwością na następny :).

    OdpowiedzUsuń
  4. Marla ma rację, też bym go na jakiś kurs gotowania wysłał :D
    Jak dotąd miał od tego ludzi, ale powoli wszystko się zmienia, dlatego mógłby wreszcie posiąść tą umiejętność ;)
    Rozdział super. czekam na nn :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Kendall zasnął w wannie??? Serio??
    Zgadzam sie z koleżankami wyżej, żebyś zapisała Logana na jakiś kurs gotowania.
    Rozdział świetny czekam na nexta

    OdpowiedzUsuń