wtorek, 29 kwietnia 2014

79. Monitoring

**Carlos**
Wtargnąłem do pokoju Cassidy, jakby ktoś wystrzelił mnie z torpedy. No prawie. Nie wiem, jak ona to wszystko robi. Pokój Logana i Nicole jest na szprycowany monitoringiem? Niby w jakim celu? Tak, wiem... Jedna gwiazda nie napuści paparazzich na inną gwiazdę. Czasami niezwykle trudno jest mi zrozumieć tę kobietę. Jest naszą przyjaciółką. To jedno, ale podglądanie nas? O matko.
Otworzyłem jej torbę i zacząłem szukać odbiornika. A nawet nie wiedziałem jak wygląda. Więc szybko zaczęłam się rozglądać za czymś, co mogło wyglądać jak odbiornik monitoringu. Wziąłem do ręki coś, co było jej bielizną. Matko Boska... W życiu nie widziałem takich kusych majtek...
Drzwi do pokoju gwałtownie się otworzyły i do środka weszła sama Cassidy.
-Czy to są moje majtki? - zapytała, krzyżując ręce na piersiach.
-To nie tak jak myślisz. - zacząłem, bo zapewne wydawało jej się, że kradnę jej bieliznę. - Ja po prostu...
-Dobra, skończ z tym. Czy naprawdę tak trudno znaleźć głupi odbiornik? - zapytała, wyjmując z torby coś, co wyglądało jak miniaturowy laptop.
-To jest odbiornik? - zapytałem, patrząc ze zdziwieniem. - Jak to możliwe, że bateria wytrzymuje?
-Pewnie nigdy nie prosiłeś technicznych z planu o kontakty do speców od elektroniki? - zgadywała, pstrykając w komputerze. Oni mają telefony do najlepszych.
-I co to ma do rzeczy?
-Scenarzyści „Smallville” piszą zawsze i wszędzie. Sukces polega na dobrej jakości i wymianie ruchomych części, zanim stare całkiem się popsują. - oznajmiła. - Mam. Idziemy do pokoju Logana.
Niemal natychmiast wybiegła z pokoju i wtargnęła do naszego apartamentu.
-Nicole, zostaw go! - wrzasnęła. - Mówi prawdę.
-Ale przecież... - Nicole wstała, a ja ponownie spojrzałem na Lynn przykutą do łóżka dwiema parami erotycznych kajdanek. Uniosłem brwi i spojrzałem za zdziwieniem na Nate'a.
-Co? - zapytał, rozkładając ręce. - Druga była zapasowa.
On i te jego erotyczne wyobrażenia o nocy poślubnej... Nie wyrabiam z tym człowiekiem.
-Zaraz, przecież to znaczy, że... - zaczęła Nicole, po obejrzeniu nagrania z kamery, na który ja nawet nie spojrzałem. Wiem, że dorosłość ma swoje prawa, ale czasami nie wiem, czy to co się tu działo, jakoś mieściło się w przeciętnych granicach.
**Aliana**
-Sugerujesz że mogłam ją uderzyć? - zapytałam, siedząc na kanapie w pensjonacie weselnym.
-Tak. - Cassidy pokiwała głową. - Bezprawnie wtargnęła po mieszkania, zaatakowała Nicole i Kendalla. Tyle wystarczyło.
Kendall i jego bracia poszli na dół, zabawiać gości. Powiedział, że już dłużej nie wytrzyma jej widoku. No i dobrze, jeszcze trochę, a by ją zabił. Chociaż sama miałabym na to ochotę.
Nie mogłam uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Że tak wygląda moje wesele. To jest jakiś koszmar. Dosłownie. A jeszcze ta cała sprawa. Nie chcę, żeby to się działo na prawdę.
-Wszystko w porządku? - z zamyślenia wyrwał mnie głos Jen.
-Tak. Czekamy na ochronę? - zapytałam, wstając z kanapy i sięgając do barku po butelkę wody.
-Znowu to robisz? - zauważył Nate. - Opijasz się czym się da. Zapełniasz pęcherz.
-Ja nic nie mówię, kiedy dymasz laleczkę. - oznajmiłam, wychodząc z apartamentu.
Muzyka grała bardzo głośno. Stare numery, klasyczne disco. Tak to jest, kiedy wynajmuje się pasjonata retro. A jeśli chodzi o „Take on me” nawet mi się podobało. Nagle muzyka ucichła i DJ wyszedł na środek.
-Skorzystajmy z okazji, że panna młoda już przypudrowała nosek i może z nami zatańczyć. - oznajmił do mikrofonu. - Na początek przepiękny utwór „Here With You” i nasza młoda para.
Kendall widział, jaka jestem osłupiona, ale mimo to, spojrzał na mnie z tym swoim słynnym błyskiem w oku. Dobrze grał, zważywszy na to, jaki był spięty. A teraz sprawiał wrażenie całkowicie opanowanego.
Zaczęliśmy tańczyć. Było bardzo spokojnie. Wciąż brakowało Jen, Nocole, Cassidy, Logana i Carlosa, ale chyba nikt z gości tego nie zauważył, a David i James stali naprzeciwko nas.
Kendall zaczął nucić drugą zwrotkę piosenki, ale zanim dotarł do refrenu nadeszła zmiana i to Will objął mnie w pasie. Zaczęłam się rozglądać za Lilą, ale nie mogłam jej znaleźć. Pewnie wyszła do łazienki, czy coś.
-Coś się dzieje? - zapytał Will, zataczając koło.
-Nie, wszystko w porządku. - odpowiedziałam, przyśpieszając, żeby dotrzymać tempu piosenki. - Mieliśmy drobne włamanie, ale teraz już wszystko dobrze. Czekamy na ochronę.
-Ochronę? - Will uniósł brwi, patrząc na mnie ze zdziwieniem. - Nie powinniście wezwać policji?
-Wiesz jaka jest policja. Nie potrafią nic dyskretnie załatwić.
-No właśnie wiem. Nie chcesz zrobić szumu na weselu?
-Tego mi jeszcze brakuje... - wzruszyłam ramionami.
Późniejsze tańce nie były tak rozmowne. No, chyba nie ten z moim teściem, gdzie pan Schmidt powiedział mi kilka słów. I doprawdy nie wiem, jak chłopakom udało się zamydlić im oczy, bo nie miał pojęcia o Lynn.
Spojrzałam na Jill, naszą daleką kuzynkę, która właśnie tańczyła z Kendallem. Wyszczerzyła do mnie zęby i wzruszyła ramionami, jak miała w zwyczaju. Potem przyszła kolej na Davida, który o dziwo nie chciał, żebym go podniosła.
-Ciociu, dlaczego jesteś smutna? - zapytał, kiedy nieporadnie kręciłam nim wokół osi.
-Nie jestem smutna, wydaje Ci się.
Szlag, nawet on.
**Logan**
-Kochanie, przepraszam. - powiedziałem do Nicole, rozkładając nasze torby na łóżku w nowym pokoju. - Powinienem ją trochę skuteczniej wypraszać.
-Jasne, nie przejmuj się. - odpowiedziała, podnosząc głowę. - Jesteś dżentelmenem i kobiety czasami to wykorzystują. Zastanawia mnie tylko, czemu nic nie wiedziałam o byłej Kendalla.
-Kendall nie lubi o niej opowiadać. - powiedziałem, wyjmując koszulę nocną. - Sami o niej nie wiedzieliśmy, dopóki się tu nie pojawiła. Potem Kendall wyraźnie zaznaczył, że mamy nic o tym nie mówić. I zakończyliśmy temat. Aż do dzisiaj. Nie wiedziałem, że to ona, przysięgam.
-Wierzę Ci. - powiedziała, idąc do łazienki. - Nie rozmawiajmy już o tym, dobrze? Pójdę jeszcze trochę potańczyć i położę się spać.
-Jasne. - Mruknąłem.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Krótko, ale po raz pierwszy jestem zadowolona z notki. Na początku szło mi dość opornie, ale kiedy zaczęłam sobie włączać piosenki, zrobiło się lepiej.
Dzisiaj będzie kilka spraw, z którymi chcę się z Wami podzielić.
Sprawa 1: KULISY.
Nie wiem, jak mam to nazwać. Słuchałam różnych piosenek. Na serio różnych. Był taki moment, że znowu zacięłam się na „Logan”, ale na playliście zagrało „This is the time” i po prostu pochyliłam się nad klawiaturą. No i przez kilka pierwszych godzin bardzo, bardzo mi się dłużyło. To pewnie przez nowy pomysł, a to znaczy, że szykuje się impreza. A ostatnio mam lekkie ADHD, a to znaczy, że łatwo mnie rozproszyć.
Sprawa 2: NOWA HISTORIA
Mam już wstęp. Wstęp, czyli pierwsze pięć akapitów. To jest inspirowane jednym z moich ulubionych seriali, ale bez obaw, tylko pół wątku. No i właśnie ten wstęp spodobał się mojej przyjaciółce, czyli początek potwierdzony. Znam też ponad pięćdziesiąt powodów, dla których warto kochać głównego bohatera. A zanim skończę tę historię, główna bohaterka nowej raz pojawi się jeszcze w tym opowiadaniu.
Sprawa 3: Życzenia
Przemyślałam coś. Wymyśliłam imprezę i postanowiłam pójść śladem Marli i zrobić jednorazowy koncert życzeń. Jak już wam zdradziłam, będzie impreza. Nie powiem jaka. To będzie niespodzianka. A ponieważ będzie na niej trochę sławnych ludzi, czekam na propozycje. Na pewno macie ulubionego aktora/aktorkę, który raz czy dwa zaśpiewał. Albo pod komentarzem, albo w moim asku: http://ask.fm/Marcialinka.

No i tyle starczy. Dajcie znać, proszę, czy się wam podobało. Pozdrawiam! Trzymajcie się.  

czwartek, 24 kwietnia 2014

78. Wesele

**Nicole**
Wesele Kendalla i Aliany ciągnęło się w najlepsze. No, może nie do końca wesele, bo na to potrzeba minimum stu osób, ale w mniejszym gronie była jeszcze większa zabawa.
Muszę jeszcze przyznać, że nie doceniłam wcześniej możliwości Cassidy i teraz tego żałuję. Nie mam pojęcia, jak udało jej się przekonać tylu ludzi, żeby zorganizować ślubną imprezę dla zaledwie czterdziestu osób. I to dodatku tak wypasioną imprezę.
Ale Logan gdzieś zniknął pół godziny temu. Powiedział, że idzie tylko na minutę po piwo, a tymczasem nie wracał do tej pory. Miałam zamiar wyjść i go poszukać, ale... Ale coś mnie przed tym powstrzymywało. Tylko nie potrafiłam powiedzieć co.
-Skarbie, co się dzieje? - zapytała Roslyn, podchodząc do mnie z kubkiem soku w rękach. - Wyglądasz na zmartwioną. Niedobrze Ci?
-Nic mi nie jest. - odpowiedziałam. - Nie wiesz, gdzie jest Logan?
Roslyn wzruszyła ramionami. Jej wymodelowane włosy zakołysały nad jej ramionami. Wyglądałam teraz wyjątkowo pięknie, ale tak... nienaturalnie.
-Ostatnio był z tobą i wyszedł do baru. - oznajmiła, opierając się o szafkę. - Chcesz, żebym go z tobą poszukała? - zaproponowała.
-A mogłabyś? - ucieszyłam się, widząc jej uśmiech. - Nie chciałabym teraz zawracać głowy Kendallowi i Alianie. Wiesz, to ich dzień.
-Wiem i dlatego nie pozwolę, żeby cokolwiek, to popruło. - powiedziała. - I nie wiem, dlaczego, ale mam złe przeczucia.
Podniosłam głowę na jej spostrzeżenie. Czy ona potrafi czytać mi w myślach, bo jak tak, to robiła sobie za mnie dość nieładne żarty.
-Może zadzwoń do Logana, co? - zaproponowała po chwili. - Kurcze, mogłam na to sama wpaść! No oczywiście...
Pomacałam się po kieszeniach i zdałam sobie sprawę, że komórka wciąż jest w marynarce Logana. Niech to szlag... A mogłam jednak wziąć torebkę. Za ciężko by mi nie było!
-Logan ma moją komórkę. - oznajmiłam, kładąc dłonie na udach.
-Zadzwoń z mojego. - powiedziała, wyciągając telefon z kieszeni aksamitnego żakietu. - Masz go w wybieranych. Nie szukaj po książce telefonicznej.
Westchnęłam i nacisnęłam zieloną słuchawkę, która w jej telefonie wyglądała, jakby była niebieska. Imię Logana znalazłam już na trzeciej pozycji. Widać, niedawno ze sobą rozmawiali. Wybrałam jego numer i przyłożyłam słuchawkę do ucha.
Długo nie odbierał. Za długo. W końcu sygnał oczekiwania został przerwany i usłyszałam jego głos. Roslyn patrzyła na mnie u uwagą, machając ręką, żebym się odezwała.
-Roslyn, czego chcesz?
-To nie Roslyn, to ja, Nicole. Gdzie jesteś? - zapytałam, krzyżując ramiona.
-Skarbie, jestem w pokoju. Musiałem...
-Słonko, nie trać czasu. Mamy sporo do zrobienia. - usłyszałam głos jakiejś dziewczyny. - Chyba chcesz uszczęśliwić swojego tygryska, prawda?
-Logan, co się tam dzieje? - zaczęłam panikować, czując, że płonę na twarzy.
W naszym pokoju, tak? Pośpiesznie wbiegłam na schody, zmierzając w stronę pensjonatu, w którym mieliśmy dzisiaj spać. Co za zdzira...
Nie zwracałam uwagi, na to, jak Roslyn i Kendall za mną krzyczą. Pewnie za mną pobiegli, ale wcale się tym nie przejęłam. Logan to mój mąż! Miałam nadzieję, że to jakiś żart. Że to po prostu jakaś smarkula, przechodząca obok... Nie wiem, cokolwiek.
Wbiegłam do pokoju, nawet nie pamiętając drogi schodami i korytarzem. Drzwi były otwarte.
-Nicole, nie wchodź tam! - krzyknęła Roslyn, muskając moją dłoń. Chyba chciała mnie zatrzymać łapiąc za rękę... Nie wiem. W każdym razie przemknęłam przez dzwi i stanęłam naprzeciwko naszego łóżka.
-Ty świnio! - krzyknęłam w stronę Logana, na którym leżała jakaś laska.
Wyglądali jak... Trudno mi to jakkolwiek określić.
Czułam się zraniona i to do żywego. Ta laska wyglądała jak jakaś dziwka. Jak Logan mógł mnie zdradzić? I to z taką wywłoką... Lafiryndą, czy...
-Skarbie... - jęczał Logan, próbując się uchronić przed poduszkami, którymi w niego rzucałam. - Ja Ci wszystko wytłumaczę. Ona się na mnie rzuciła... Ja...
-Zgodziłam się za Ciebie wyjść! - wrzasnęłam. - A ty mi robisz taki numer? Jak możesz?
Słyszałam kroki, zaraz potem ktoś złapał mnie od tyłu. Po dłuższej chwili zorientowałam się, że to Kendall oplata mnie ramionami, żebym nie mogła już atakować Logana.
-Lynn, co ty tu robisz? - wrzasnął w stronę owej zdziry.
A więc to jest ta słynna Lynn... Tylko dlaczego padło na mojego męża?
-Obiecałam Ci, że zniszczę twoją narzeczoną, od pewnego czasu żonę. I to jest pierwszy krok. Nie wiesz, co robić dalej? - prychnęła w jego stronę... W naszą stronę. - Bo ja wiem.
-Powiesz mi, co kombinujesz? - zapytał chłodno, w końcu mnie puszczając.
-Na początek pozbawię Twoją żonę przyjaciół. - oznajmiła. - Kiedy zostanie sama, ty również do mnie przybiegniesz. Wiem, że się nie mylę. Każdy mój plan jest udany. Każdy. Nie zmieni tego ani Twoja ruda żmija, ani ta blondyneczka, z gniewnym wyrazem twarzy.
Usłyszałam kroki i odwróciłam się w stronę drzwi. Zobaczyłam Alianę, Jen, Cassidy i braci Schmidt idących za nimi.
-Kogo ja widzę? - prychnął Kevin, podchodząc do Lynn. - Mało Ci jeszcze?
-O czym mówisz, kochanie? - zapytała go tonem słodkiej idiotki. - Przecież sam chciałeś.
Nie widziałam, co ona robi, ale mogłabym przysiąc, że właśnie kreśli girlandy na torsie Kevina.
-Przez Ciebie narzeczona ze mną zerwała.
-Bo weszła, kiedy... - zrobiła pauzę, kiedy Kevin zaczął się od niej odsuwać. - się kochaliśmy.
-Nie udawaj niewiniątka. - powiedział, jakby się odzywał do czegoś obrzydliwego. - Sama wlazłaś mi do łóżka. Ja się do Ciebie nie pchałem.
-Dobra, dość tego. - krzyknęła Jen, robiąc krok na przód.
-Albo Cię wyprowadzimy. - dodała Cassidy. - Wybieraj.
Lynn wcale się nie poruszyła. W końcu podniosła nożyk do papieru leżący na sekretarzyku i rzuciła nim we mnie i Kendalla. Kendall zareagował impulsywnie, pochylając się nad podłogą, pociągając mnie ze sobą.
-Nie w mojego męża, suko. - wrzasnęła Aliana, uderzając ją w skroń metalową tacą, którą zostawiliśmy rano na szafce.
Lynn padła na podłogę. Nie zauważyłam, żeby to coś się poruszyło...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Wiem słabo. Nieźle się męczyłam nad tymi wypocinami. Ostatnio nie mam na nic siły i miewam same złe dni, ale mam nadzieję, że to wkrótce minie. I jeszcze muszę obejrzeć to durne „Przedwiośnie”... Mówię „durne”, bo już raz próbowałam to obejrzeć. Wyłączyłam po czterech minutach, bo nie mogłam wytrzymać. A co do Opowiadania, nie martwcie się, bo Aliana nie zabiła Lynn. Nie jest przecież morderczynią. I dziękuję Wam za te wszystkie komentarze. Będę miała na co odpisywać we Wtorek. Trzymajcie się!  

środa, 23 kwietnia 2014

Liebster Award


Zostałam nominowana przez Lisę Schmidt i Sonny, za co bardzo im dziękuję.

,,Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego bloggera w ramach uznania za ,,dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawana dla bloggerów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechniania. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował."

Pytania od Lisy Schmidt: 
1. Za co lubisz Big Time Rush? Raczej kocham. Za to, że są ze mną zawsze, kiedy jestem w dołku. 
2. Jakie jest Twoje największe marzenie? Nie powiem, bo się nie spełni.
3. Ideał chłopaka? Ideałów nie ma. I dobrze, bo są nudne. 
4. Co robisz jak masz doła? Słucham muzyki, oglądam seriale, filmy...
5. Ulubiony członek zespołu BTR? I dlaczego akurat On? Kendall, bo on sprawia, że codziennie się uśmiecham. 
6. Co byś zabrała na bezludną wyspę? Mój plecak. 
7. Jaka śmieszna sytuacja przytrafiła Ci się w życiu? Bardzo śmieszna była sesja, którą musiałam poprowadzić na dzień kobiet. Nie wiem, czemu chłopaki wybrali właśnie mnie, ale zabawa była. Tytuł sesji to: "Wszystkie rodzaje męskości". Chłopaki wtedy wsadzali sobie do majtek różne rzeczy, żeby to i owo optycznie powiększyć. A warto dodać, że te ich slipki były strasznie obcisłe. 
8. Motto na dziś? Mam jedno, życiowe: "Jak już koniecznie musisz coś zrobić, to zrób to po swojemu."
9. Śmieszne imię według Ciebie to? Gertruda. Nie pytajcie dlaczego. 
10. Ulubiona para z serialu BTR? Pani Knight i Budtha Bob. Nie chcecie wiedzieć z jakich powodów. 

Pytania od Sonny: 
1. Ulubieniec z Big Time Rush? Kendall.
2. Ulubiony kraj? Stany Zjednoczone. 
3. W jaki sposób wymyślasz rozdziały? Po prostu siadam i piszę. 
4. Ulubiona piosenka? Jest ich kilka, ale chyba "Hero" ze Spidermana. 
5. Komedie czy Horrory? Komedie. Kocham komedie. 
6. Ulubiona aktorka? Obecnie Yvonne Strahovski (Strzechowski). 
7. Skąd pomysł na bloga? Pomysł na pierwszego bloga podsunęła mi nasza pani pedagog (pozdrawiamy, pani Agnieszko), która zauważyła, że sporo piszę tego fanfiction. Powiedziała mi, że byłoby fajnie, gdybym zaczęła to gdzieś publikować. Dwa tygodnie później spięłam tyłek, przepisałam kilka opowiadań do komputera, poszłam do czytelni (nie miałam wtedy internetu w domu), gdzie pani Grażynka pomogła mi założyć maila, a dalej poradziłam sobie z Blogiem. Od tamtej pory, co tydzień dodawałam po jednym opowiadaniu tygodniowo na tego bloga: <KLIK>. A potem samo tak wyszło.
8. Gdzie chcesz mieszkać w przyszłości? Trudno powiedzieć. 
9. Twoje największe marzenie? Nie powiem, bo się nie spełni. 
10. Skąd pomysł na takiego a nie innego bloga? Jak to skąd? Z głowy. 

Moje nominacje:
1. http://this-love-is-forbidden.blogspot.com/ 
2. http://awomeninred.blogspot.com/
3. http://dirtyimagines.blogspot.com/
4. http://i-m-gonna-be-somebody-someday.blogspot.com/
5. http://no-solo-we-duet.blogspot.com/
6. http://bellakris.blog.pl/
7. http://btralternativestory.blogspot.com/
8. http://eternitylifecometrue.blogspot.com/
9. http://i-m-gonna-be-somebody-someday.blogspot.com/
10. http://x-mengers-rulez.blogspot.com/
11. http://naszkochanyinstytut.uchwycone-chwile.pl/

Moje pytania:
1. Jaka jest Twoja szkolna ksywka?
2. Jaka jest Twoja ulubiona serialowa para?
3. Jaki jest Twój ulubiony film?
4. masz ulubiony odcinek serialu Big Time Rush? Jak tak, to który?
5. Jaka piosenka jest na samej górze Twojej Playlisty?
6. Jakie książki czytasz z własnej woli?
7. Którą z supermocy Supermana wzięłabyś dla siebie?
8. Na jaki kolor najczęściej malujesz paznokcie?
9. Używasz szminki/błyszczyka?
10. Słuchasz czasami starych piosenek?
11. Kto jest twoim ulubionym superbohaterem?

Uzupełnienie: 
Pytania od Mrs. Schmidtt:
1. Twoja ulubiona kreskówka? Kiedyś "Beyblade". Od dawna nie oglądam kreskówek.
2. Skąd pomysł na bloga? Z głowy. Po prostu pozazdrościłam innym, że publikują i zaczęłam pisać wszystko do komputera,
3. Masz rodzeństwo? Rodzonego nie, tylko cioteczne.
4. Jakie masz plany na przyszłość? A to jest moja tajemnica.
5. Ulubiony film? "X-Men: Ostatni Bastion"
6. Jakie plany na wakacje? Właściwie to żadne.
7. Cieszysz się z nadchodzącego roku szkolnego? Bardzo!
8. Do której klasy idziesz po wakacjach? Do trzeciej.
9. Skąd czerpiesz inspiracje? Z filmów/seriali/książek... Czasami teledysków i innych ff.
10. Ulubiona piosenka? Chad Kroeger ''Hero''
11. Ulubiony członek Big Time Rush? Kendall, oczywiście. 

wtorek, 22 kwietnia 2014

77. Spinki

**Kendall**
Wszedłem na klatkę apartamentowca w którym mieszkała Aliana. Użyłem jej kodu, więc nie było żadnego problemu. Westchnąłem i zapukałem do drzwi jego mieszkania. Nie minęły nawet trzy sekundy, a Lila stanęła w otwartych drzwiach. Przepuściła mnie bez słowa i zamknęła za mną drzwi, prowadząc mnie w głąb pomieszczenia.
-Gdzie jest Aliana? - zapytałem, przystając przy szafce, gdzie walały się jakieś wojskowe drobiazgi. Nie potrafiłem nawet ich nazwać.
-Zemdlała na pół minuty, ale już dochodzi do siebie. - odpowiedziała spokojnie, a ja podniosłem z zaskoczeniem głowę. - Już jest dobrze, nie przejmuj się. Po prostu niepotrzebnie się zdenerwowała. Jest z nią Will. Sam nie jest w doskonałym nastroju, ale robi co może, żeby opanować nerwy.
-Dzięki. - mruknąłem, ale Lila poprowadziła mnie do niewielkiego pokoju na końcu przedpokoju.
To chyba była sypialnia, ale nie miałem pewności. Na fotelu piętrzyła się pościel złożona w schludną kostkę. Aliana siedziała na kanapie, a naprzeciwko niej siedział Will, trzymając w dłoniach spory, żelazny kubek.
-Hej, kochanie... - pocałowałem ją w policzek i usiadłem obok. - Wszystko w porządku?
-Przeżyję. - westchnęła. - Dziecko też. Powiedz lepiej, jak sprawa ze swoją byłą.
-Więc... Okazało się, że się zmieniła. Na gorsze. - oznajmiłem. - Wydawało mi się, że odpuści, kiedy jej o nas powiem, ale się myliłem. Zazwyczaj zostawiała pary, które są o krok od ślubu, a później wracała, żeby odbić delikwenta i zrobić z niego jelenia. Ale okazało się, że jest teraz szczególnie zdeterminowana. Zagroziła, że Cię zniszczy.
-Co? - krzyknął Will, który jak dotąd siedział cicho. - Jak zniszczyć?
-Nie wiem. - wzruszyłem ramionami. - W słowniku takiej zdziry to dość szerokie pojęcie. Dlatego musimy zniknąć do czasu naszego ślubu.
-Nawet tak nie żartuj. - pokręciła głową.
-Nie żartuję. - odpowiedziałem, przytulając ją do siebie. - Wyjeżdżamy na wakacje.
**Jennifer**
Miesiąc później. Dzień ślubu Kendalla i Aliany:
Cywilny. Kendall i Aliana biorą ślub cywilny. Wiem, że nikt jeszcze nie brał kościelnego w rodzinie Schmidt, ale miałam ochotę, żeby Kendall to zmienił. Byłoby fajnie.
Ale muszę przyznać, że ta sala w urzędzie też została całkiem ładnie udekorowana. Wiem, dzieło Cassidy, która wisi Alianie jakieś sto tysięcy przysług. Jak ona mawia? „Zepnij tyłek i bierz się do roboty!”? Uwielbiałam, kiedy tak mówiła. Byłaby w stanie pogonić każdego, co jest ogromną zaletą. Miała sobie coś z mojego taty, który zawsze motywował innych najmniej przyjemnymi metodami. A teraz? Wiem, że nie jest moim ojcem, ale niewiele mnie to obchodzi.
Przeszłam do pokoju Davida, który walczył ze spinkami do mankietów, kiedy go zostawiałam. Moim zdaniem James nie powinien być dla niego taki surowy. Próbuje go nauczyć do życia. Prawdziwego życia. To dobrze, ale sama uważam, że jest na to odrobinę za wcześnie, a dziecko powinno się trochę „Po rozpieszczać”. Ale nie będę się kłócić z Jamesem. To jego syn.
-Jak sobie radzisz, młody? - zapytałam, kucając naprzeciwko niego.
-Głupie spinki! - prychnął pod nosem, nie odrywając wzroku od rękawa swojej białej koszuli.
-Spokojnie, kochanie. - uśmiechnęłam się do niego pocieszająco. - Zobacz. - powiedziałam, wyjmując mu z ręki spinkę. - Musisz postawić końcówkę, żeby była sztywno. - tłumaczyłam mu, powoli wykonując czynności. - Później to przekręcasz i czekasz na kliknięcie. Rozumiesz?
Mały pokiwał głową, wpatrując się w swoją rękę. Podałam mu drugą, która leżała na łużku obok niego.
-Teraz spróbuj sam. - oznajmiałam, a on spojrzał na mnie z paniką w oczach.
-A jeśli mi się nie uda? - zapytał, patrząc na mnie błagalnie.
-Wtedy sprujemy jeszcze raz. - uśmiechnęłam się do niego i patrzyłam, jak skupia się na zapinaniu spinki na mankiecie. Małe dziecko i taka elegancja! Kto by pomyślał?
-Udało mi się! - krzyknął uradowany, kiedy spinka nie opadła. - Zapiąłem spinkę na mankiecie! Ja sam! Dziękuję mamusiu! - krzyknął, przytulając mnie do siebie.
-Widzisz? Jestem z Ciebie dumna, kochanie.
**Logan**
Wszyscy byliśmy już pod urzędem. Nawet państwo młodzi. Aliana w lekkiej, białej sukience, a Kendall w swoim odświętnym garniturze. Byłem trochę zaskoczony, kiedy się okazało, że nie kupuje nowego. Twierdzi, że: „I po co? To tylko cywilny.” Chociaż wątpię, że będą brać kościelny. No i byłem równie zaskoczony, kiedy Kendall poprosił mnie na świadka.
Wziąłem głęboki oddech i wszedłem do sali ślubnej zaraz po Kendallu i Alianie. Urzędnik wyglądał dość groźnie, chociaż nie znajdowałem argumentów, żeby tak twierdzić.
-Przyszli państwo Schmidt, jak się domyślam? - zapytał owy facet, stając przed biurkiem.
-Tak. - Kendall pokiwał głową. Wydawał się znacznie mniej zdenerwowany niż ja na moim ślubie. - Mieliśmy dzisiaj termin.
-Oczywiście. - pokiwał głową. - Wystrój tej sali to zasługa pani Freeman, która zagoniła wszystkich do roboty. Więc... Najpierw
Odwróciłem się i spojrzałem na Cassie, która pomachała do mnie z szerokim uśmiechem. Poczułem czyjąś dłoń na przedramieniu i zdałem sobie sprawę, że to Jennifer, próbująca doprowadzić mnie do porządku. Momentalnie przybrałem poważny wyraz twarzy i wypiąłem dumnie pierś. LUDZIE! Mój przyjaciel wychodzi za mąż. I to sprawiało, że czułem się przeszczepiwszy.
Cała uroczystość przebiegała spokojnie. Najpierw przysięga, potem podpisy. No i ja i Jen. Jako świadkowie. Nie wiem, czemu właśnie my zostaliśmy wybrani. To była ich decyzja. Trochę dziwna tak naprawdę.
Wyszliśmy na zewnątrz, chcąc zaprowadzić ich do miejsca, gdzie robimy im wesele. O ile można było to tak nazwać. Kilka tygodni w ukryciu i już zapominają, co to prawdziwa impreza... Ale my im przypomnimy. Czy tego chcą czy nie.
-Gdzie nas prowadzicie? - zapytał Kendall, wsiadając posłusznie do samochodu Cassidy, który był zdecydowanie największy.
-Dowiecie się. - powiedziałem, siadając obok Nicole w naszym samochodzie. Czy na pewno powinienem pozwolić jej prowadzić?

-Logan, nie rób głupstw, ja Cię proszę. - zawołała Aliana, wychylając głowę, ponad jego ramię.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam, że ta notka jest taka krótka i... okropna, ale wiecie...  Mam dzisiaj okropny dzień i to wszystko, na co mnie dzisiaj stać. No i jest jeszcze jedna rzecz o której powinniście wiedzieć. Więc... Wzięłam wczoraj kalendarz i udało mi się obliczyć, kiedy zostanie napisana i opublikowana ostatnia notka tego opowiadania... Wyszło, że 1 lipca. Trochę jeszcze do tej końcówki zostało... A jeżeli wciąż chcielibyście czytać tego bloga, to nie zamykam go. Powstanie druga historia, trochę szczeniacka, ale pod wieloma względami bardzo się od tego różniąca. W czwartek 3 lipca zostanie rozpisany konkurs na bohaterów. Wtedy ujawnię opis napisany wczoraj wieczorem i przedstawienie dwójki głównych bohaterów. Brat i siostra, kocham ten schemat. Nazwa bloga się nie zmieni, no może nieznacznie wygląd. Mam tylko nadzieję, że mnie nie opuścicie po rewolucji, którą planuję. A ponieważ w przyrodzie nic nie ginie, treść zakładek "Bohaterowie" i "Soundtrack" zostanie doklejona do Wstępu. No i teraz już na prawdę się zamykam. I na koniec dziękuję za nominacje do Libster Blog Award. Zajmę się tym jutro, ok? Bo dzisiaj na prawdę nie mam siły. 

czwartek, 17 kwietnia 2014

76. Lynn

**Kendall**
-Na serio chodziłeś z taką suką? - zapytał Carlos po raz sześćdziesiąty, kiedy opowiedziałem im całą historię z Lynn. - Żartujesz?
-Nie, nie żartuję. - powtórzyłem. - Ona zaraz tu będzie, więc muszę sobie z tym poradzić sam.
-Stary, żartujesz? - James gwałtownie wstał z krzesła. - Nie zostawimy cię z nią samego. Szczególnie, jeśli tak potrafi manipulować, jak mówisz.
-James, wiem, co robię. Jeśli was zobaczy, wykorzysta to przeciwko mnie i wtedy może być źle.
-Dlaczego nam tego wcześniej nie powiedziałeś? - zapytał Logan, wciąż siedząc bez ruchu przy stole. - Moglibyśmy Cię jakoś wesprzeć, czy cokolwiek...
-Nie było takiej potrzeby. - pokręciłem głową. - Chciałem o niej tylko zapomnieć, ułożyć sobie życie na nowo... I prawie mi się udało...
-Prawie? - James uniósł jedna brew. Spojrzałem na niego z uwagą.
-Prawie. Teraz wróciła i...
Nie dokończyłem. Wiem, do czego ona jest zdolna i nie widzi mi się doprowadzanie ich do porządku, gdyby jakoś ich zauroczyła. Rozległ się dzwonek do drzwi i wszyscy stanęliśmy w osłupieniu.
-Otworzę. - oznajmił Carlos, chcąc wyjść z kuchni, ale złapałem go za ramię.
-Nie. - pokręciłem głową. - Poradzę sobie.
Idąc przedpokojem, wziąłem głęboki oddech. Nie chciałem jej widzieć po tych latach które minęły. Teraz, kiedy już zupełnie o niej zapomniałem. Mogła się gdzieś zaszyć, albo znaleźć innego frajera... Może zostałaby prostytutką? Nawet by się nadawała. Puściłaby każdą agencję z torbami.
Otworzyłem drzwi, spodziewając się, co zobaczę.
Lynn wyglądała jak zwykle. Wyuzdana spódniczka, skajowa kurtka i koronkowa bluzka z głębokim dekoltem, który ukazywał brak stanika.
-Nie wchodź. - położyłem jej dłoń na łokciu, kiedy chciała mnie minąć w drzwiach. - Po co przyjechałaś? - zapytałem chłodno.
-Kochanie... - zaczęła, chcąc położyć mi dłoń na policzku, ale zdołałem ją strącić.
-Nie mów do mnie „kochanie” - wychrypiałem, zadziwiająco słabym głosem. - Już nigdy...
-Przecież było nam razem dobrze... - odparła, przybierając tę swoją minę szarej myszki. - Pamiętasz te wieczory w świetle księżyca? Mówiłeś że mnie kochasz.
-Kochałem. - oznajmiłem, strącając dłoń z klamki, tak, żeby drzwi się zatrzasnęły. - Ale to co było już dawno przeminęło.
-Przecież... Nie możemy tak po prostu się poddać. - załkała udawanym płaczem. - Jesteśmy dla siebie stworzeni.
-Nie. - pokręciłem głową, chowając dłonie do kieszeni. Domyślałem się, że zaraz będzie próbowała je chwycić. - Ja i Aliana jesteśmy do siebie stworzeni. Nie ty i ja. Nas już nie ma. Czy nie to mi powiedziałaś, kiedy zobaczyłem Cię z moim ojcem w pokoju?
-Kendall... - zaczęła, najwyraźniej w szoku, że byłem w stanie to powiedzieć za jednym razem i obrócić jej słowa przeciwko niej. - Wtedy jeszcze nie znałam swojej miłości, co do Ciebie. Teraz już wiem, co czuję. Kim jest ta Aliana? To twoja nowa...
-Aliana jest moją narzeczoną. - oznajmiłem, chcąc doprowadzić ją do bramy. - Zamierzamy się pobrać. - Ciągnąłem dalej, mając nadzieję, że to ją przekona. - Teraz odejdź, skąd przyjechałaś.
-Wyjadę. - oznajmiła. - Ale najpierw zniszczę Twoją narzeczoną. Jeśli ja nie mogę Cię mieć, to żadna nie będzie Cię miała.
**James**
Zaczynałem się martwić o Kendalla. Kiedyś związał się ze złą kobietą. Bardzo złą kobietą, która teraz wróciła. I ja wiedziałem, ze to nie jest zbyt dobre połączenie. Po prostu trzeba go trzymać od niej z daleka i wszystko samo się ułoży. Może, jeśli nie będzie miała dostępu do Kendalla, to da sobie spokój i zrozumie, że to nie ma sensu.
Obserwowałem ich z okna. Ona przypominała jakąś dziwkę. Jednak muszę przyznać, że nie doceniłem Kendalla. Nie spodziewałem się, ze zachowa zimną krew aż do końca. Bo przecież... on zawsze był taki słaby i wrażliwy, a teraz naprawdę mi zaimponował. Chciałem zejść, zapytać, czy wszystko gra... Upewnić się... cokolwiek.
-Kendall, co robisz? - zapytałem, kiedy zobaczyłem, ze gdzieś dzwoni, ale ten uniósł rękę, na znak, żebym pozostał cicho.
-Will? - powiedział, odruchowo rozglądając się po pokoju. - Dzięki, że odebrałeś. Mógłbyś zabrać Alianę do siebie? … Później Ci wyjaśnię. … Proszę, to ważne, wiesz w jakim... Dzięki. Zaraz będę w mieszkaniu. Wtedy porozmawiamy. Dzięki.
-Co się dzieje? - zapytałem, kiedy schował telefon do kieszeni.
-Martwię się o Alianę. - odpowiedział, szukając czegoś w szafce. - Boję się, że Lynn może jej zrobić coś złego.
-A czy Lynn w ogóle wie, jak wygląda Aliana? - zauważyłem.
Kurde! - krzyknąłem w myślach. - Nawet nie znam byłej Kendalla i już jej nie lubię. Skąd się biorą tacy ludzie? Tacy wredni, źli ludzie?
Obserwowałem jak Kendall siada na kanapie, bawiąc się swoim telefonem. Nie wiedziałem, co ma zamiar zrobić. Później rzucił telefon na fotel i wyszedł z salonu. Podszedłem bliżej i podniosłem jego telefon z fotela. Spojrzałem na wyświetlacz.
Do: Kevin
Coś ty zrobił, bracie?”
**Aliana**
-Możesz mi wytłumaczyć, co się dzieje? - zapytałam Willa, kiedy wprowadził mnie do swojego mieszkania. Był jakiś... małomówny.
-Kendall prosił, żebym Cię zabrał do siebie, puki nie przyjedzie. - oznajmił, wpuszczając mnie do kuchni. Zauważyłam Lilę przy kuchence, która mieszała w jakimś garnku. - Był bardzo zdenerwowany.
No jasne, Kendall. Mogłam się wcześniej domyślić. Westchnęłam, rozglądając się po pomieszczeniu. Jego wnętrze nie zmieniło się od czasów, kiedy rezydowała w nim poprzednia lokatorka. No może pomijając zeszyty na szafce i opakowania po zupie w proszku i mrożonkach.
-Will, proszę, co on Ci powiedział? - zapytałam najspokojniej, jak tylko mogłam.
Spojrzał na mnie z uwagą. Gdyby nie radio ze stacją, która nadawała jakiś rockowy kawałek, zapadłaby głucha cisza. Will nigdy mnie nie okłamał. Jak dotąd.
-Właściwie nic. - odpowiedział. - Powiedział, że wyjaśni wszystko jak przyjedzie.
Wzięłam głęboki oddech, kiedy poczułam coraz bardziej rosnące tętno. Miałam nadzieję, że to jakoś uspokoi mój puls. I co on wyprawia? Tak po prostu mnie...
Poczułam jak opadam z sił. Gwałtownie zakręciła mi się w głowie.
-Aliana... - usłyszałam głos Willa, zanim opadłam na ziemię.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Dzisiaj wyszło jak wyszło, bo prawie cały wolny czas spędziłam na oglądaniu Chucka. Jeszcze dwa odcinki i przechodzę do finałowego sezonu. I tak na marginesie, pokażę wam fragment odcinka, który oglądałam przed południem. I zgadzam się z Casey'em. Też kocham tę starszą panią. Teraz zobaczcie dlaczego: FILM. Dla mnie odjazd. No cóż... Pozostaje mi tylko kończyć i wracać do szykowania się na święta. Tak a'propo. Przed świętami już na pewno nic nie napiszę. Dlatego chciałabym wam życzyć zdrowych, pogodnych świąt (z jajem) spędzonych w gronie rodziny. Mam nadzieję, że podobała Wam się ta licha notka. Trzymajcie się! 

wtorek, 15 kwietnia 2014

75. Niezła Laska

**James**
-Chłopiec? - zapytała Jen, patrząc na Alianę i Kendalla ze zdziwieniem. - Jesteście pewni?
-Tak powiedział lekarz. - Kendall uśmiechnął się szeroko i położył dłoń na jej brzuchu.
Spojrzałem na Logana i Davida, którzy próbowali wybrać jakiś ciekawy film, a właściwie bajkę, bo chłopaki naznosili samych sensacji i horrorów. A David jest jeszcze za mały na takie filmy.
-Bardzo się cieszymy. - powiedziała Nicole, przytulając do siebie oboje. - A macie już imię?
-Nie, jeszcze nie. - Aliana pokręciła głową. - Ale przynajmniej mam pewność, że Kendall nie wyjedzie z żadną „Kansas”.
-Przecież to takie ładne imię. - zaskrzeczał, kiedy pokręciłem głową, bo czułem, że zbliża się jedna z ich sprzeczek pod tytułem: „Nie nazwiemy tak naszego dziecka, chyba, że po moim trupie”. A to czasami bywał przezabawne.
-Dobra ludzie! - krzyknął Logan, wstając z kolan. - DVD gotowe! Chodźcie na film!
Wszyscy wstaliśmy i podeszliśmy do kanapy, gdzie płyta dopiero zaczynała się wczytywać. Nie wiedziałem, co włączając, bo nie widziałem w pobliżu żadnego pudełka.
-Wstawię popcorn do mikrofalówki! - zawołał Carlos, wyjmując z papierowej torby pięć opakowań kukurydzy do prażenia.
-Tylko nie rozkręcaj do oporu! - krzyknęła Aliana, siadając na fotelu. - Bo się spali.
-Spoko! - odkrzyknął z części kuchennej.
Z westchnieniem opadłem na narożnik tuż przy Jennifer. Objąłem ją ramieniem, spoglądając w jej piękne, brązowe oczy. Odwzajemniła mój uśmiech, lekko marszcząc nosek. Zaśmiałem się bezgłośnie, odgarniając kosmyk jej włosów na bok.
Powstrzymałem śmiech, wbijając wzrok w telewizor. Zobaczyłem wstęp od klasycznego Disneya i chwilę później fragment dobrze znanej bajki.
-”Pocahontas”? - zmarszczyłem brwi, patrząc na Davida. - Nie wiedziałem, że lubisz bajki o księżniczkach.
-Bo nie lubię. - oznajmił, krzyżując ramiona. - Ale to jest niezła laska! - pokiwał z zadowoleniem głową. Uśmiechnął się chytrze, jakby szykował się do podrywu.
Niezła Laska? Przypomnijcie mi, żebym ukatrupił Logana, kiedy wrócimy do domu. On był jedynym z nas, który używa jeszcze tego zwrotu. No, jak widać, teraz już nie jedynym. Pokręciłem głową, patrząc na telewizor. No w porządku.
Wstałem z kanapy i pomogłem Carlosowi, przenieść popcorn w miskach. Zajrzałem do mikrofalówki i spojrzałem na jego zawaloną część.
-Wsadziłeś trzy opakowania naraz? - zdziwiłem się, kiedy połowa jednej z nich rozsypała się na podłogę. - Przecież rozsadziło opakowanie. Wkłada się pojedynczo.
-Co za różnica?
**Kendall**
-Na reszcie sami... - westchnąłem, podając Alianie kubek gorącej czekolady. - Już nie mogłem się doczekać. - pocałowałem ją delikatnie, kładąc się tuż obok miejsca w którym siedziała.
-Dlaczego? - zapytała, odkładając laptopa na bok. - Było całkiem fajnie.
-Wiem, ale wolałbym teraz nie być w skórze Logana.
Aliana parsknęła śmiechem i oparła głowę o moje ramię. Miałem wrażenie, że myślimy o tym samym i tak pewnie w rzeczywistości było.
-Pocahontas to niezła laska... - zaśmiała się, odsuwając od siebie kocyk. - No kto by pomyślał...
-Logan używa tego zwrotu na co dzień, ale wątpię, żeby James był zadowolony, że jego syn poznaje takie słowa. - oznajmiłem, wyciągając telefon z kieszeni.
-Co jest? - zapytała, kiedy zacząłem wpatrywać się w wyświetlacz. - Coś nie tak?
Od: Kenneth
Nie panikuj. Przyjechała do nas Lynn i Kevin dał jej adres do waszego domu. Próbowałem ją zatrzymać, ale wyjechała do Karifirni. Zadzwoń do niej, zanim do was wtargnie.”
Zaczął od „Nie panikuj”, a to zazwyczaj znaczy, żeby zacząć panikować. Rany... Jak ona może tu jechać? Przecież ona nam całą chałupę wysadzi w powietrze. To taki wulkan wściekłości i intrygantka w jednym! Nie wiem, jak mogłem się z nią w ogóle spotykać.
-Hej, co się dzieje? - zapytała, wyjmując mi z dłoni komórkę. - Kto to jest Lynn?
-Moja była. - odpowiedziałem, zabierając swój telefon i szukając jej namiarów w książce telefonicznej. Przecież ich wtedy nie skasowałem... - Zniszczyła związek Kennetha i przez nią moi rodzice omal się nie rozwiedli.
-Co? - pisnęła, siadając na łóżku, zbyt gwałtownie i skrzywiła się z bólu. - Ale jak...
-Uwiodła mojego ojca i brata. To się stało. - odpowiedziałem, wybierając jej numer, który w końcu udało mi się znaleźć. - Jest niebezpieczna.
Przystawiłem telefon do ucha i grzecznie czekałem na połączenie. Dobrze wiedziałem, co chcę jej powiedzieć. Tego nie można było nazwać prośbą.
-Witaj Kendall. - usłyszałem jej mocno przesłodzony głos, kiedy odebrała. - Zablokowałeś moje połączenia, więc nie mogłam do Ciebie zadzwonić. Stęskniłeś się?
-Nie i tak już zostanie. - powiedziałem ostro, odwracając się plecami do Aliany. Nie chciałem, żeby teraz widziała mój wyraz twarzy.
-Oj, czemu jesteś taki niemiły? - zaćwierkała. - Przecież było nam ze sobą tak dobrze... Przecież możemy to powtórzyć.
-Nie, nie możemy! - krzyknąłem do słuchawki. - Zostaw nas w spokoju!
-Oj, po co zaraz te nerwy? Już do Ciebie jadę. Będzie jak za starych, dobrych czasów. - oznajmiła, a ja poczułem, że z nerwów kręci mi się w głowie.
-Możesz od razu zawrócić. - odpowiedziałem zadziwiająco spokojnie. - Nie chcę Cię widzieć. Już mam dobrze poukładane życie. Bez Ciebie.
-Tak, wiem. Jesteś gwiazdą. Zmienisz zdanie, kiedy mnie zobaczysz. Zaraz będę pod domem Twojego zespołu.
I rozłączyła się. Poczułem chęć rzucenia komórką o ścianę, ale wiedziałem, że muszę zapanować nad emocjami. Wiedziałem, że niedługo będzie u chłopaków, a oni nie wiedzą, kim ona jest. Bez zastanowienia wybiegłem z sypialni i chwyciłem torbę.
-Możesz mi wyjaśnić, co się stało? - krzyknęła wybiegając za mną. - Porozmawiaj ze mną!
-Muszę coś załatwić? - odpowiedziałem, patrząc na jej rozczochrane włosy. - To zajmie tylko chwilę. Możesz mi pożyczyć swój samochód? - poprosiłem.
-Jadę z tobą! - oznajmiła, sięgając po płaszcz, ale położyłem jej dłoń na przedramieniu, żeby ja powstrzymać. - Może uda mi się ją przekonać, żeby się wycofała.
-Nie możesz. - pokręciłem głową. - Ona jest zbyt niebezpieczna. Zostań tutaj, a ja postaram się coś z tym zrobić. Tylko pożycz mi samochód.
Aliana zawahała się na dłuższą chwilę. W końcu wyjęła kluczyli z kieszeni płaszcza i wcisnęła mi je w dłoń.
-Wrócę, jak tylko ogarnę całą sprawę. - wyszeptałem, całując ją w policzek. - Kocham Cię.
**Logan**
-Stary, musimy pogadać. - powiedział James, wchodząc do naszego pokoju. Nicole wyprostowała się na łóżku i sięgnęła po jedną z książek na półce nad łóżkiem.
-Musimy właśnie teraz? - zapytałem, a Nicole nawet się nie odezwała. - Właśnie mieliśmy spać.
-Tak, musimy. - James pokiwał głową i przybrał ten swój ton pana poważnego. - Możesz mi wytłumaczyć, co wam doszło do głowy, żeby uczyć Davida podwórkowych sformułowań?
-My go nie uczymy. - wzruszyłem ramionami. - Sam się uczy.
-I jeszcze próbujesz mi wcisnąć, że sam z siebie nazwał Pocahontas „Niezłą Laską”? - oznajmił wściekły, kreśląc w powietrzu cudzysłów.
-Dobra, przyznaję. Wymsknęło mi się. - pokiwałem głową, obejmując Nicole ramieniem. - Powiedział, że jest ładne.
-Ale to nie znaczy, że masz go uczyć takich sformułowań. Jest na to za mały...
Na szczęście dla mnie, drzwi naszego pokoju znowu się otworzyły i Carlos zajrzał do środka.
-Możecie zejść na dół? - poprosił. - Kendall czeka na dole nieźle zdenerwowany.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

No i na dzisiaj tyle... Coś mi odbiło i otworzyłam nowy wątek. To pewnie znowu przez „Chucka”, ale możecie być spokojni. Nie będzie żadnej szpiegowskiej afery. Co najwyżej mały kryminał, ale już się zamykam. No i spodziewajcie się nagłych przeskoków czasowych między notkami. Ale, co się będziemy przejmować problemami? Ważne, że wiemy, że Aliana urodzi chłopczyka. Mam nadzieję, że notka wam się podobała. Dajcie znać, jakie jest Wasze zdanie. Trzymajcie się!  

czwartek, 10 kwietnia 2014

74. Nowa praca Jen

**Jennifer**
Zbiegłam na sam dół, zmierzając w stronę samochodu. Jak ja mogłam zaspać? I to pierwszego dnia do nowej pracy? Kiedy mi powiedzieli, że nickelodeon otwiera sieć barów dla dzieci i młodzieży... Nie mogłam uwierzyć. I zgłosiłam się na stanowisko kelnerki, która od czasu do czasu mogłaby coś zaśpiewać. W końcu byłam w chórkach Big Time Rush.
-Jen, zaczekaj! - krzyknęła Aliana, zamykając mieszkanie. - Zawiozę Cię!
-Mogłabyś? - zapytałam z ulgą w głosie. - Dzięki, ratujesz mi życie!
-Jasne, uważaj, bo się rozkleję. - prychnęła, kiedy szłyśmy do jej samochodu. - I zmyj większość makijażu. Dzieci tego nie lubią, a nastolatki zaczną cię wyzywać od tapeciar.
-Myślisz? - zmarszczyłam brwi i zaczęłam szukać toniku w torebce.
-Tak, w schowku masz chusteczki do demakijarzu. - pokiwała głową, błyskawiczne wyjeżdżając na drogę. - Te delikatne. Nie podrażnisz sobie cery.
Z lekkim wahaniem wyciągnęłam pudełko zamykane na ścisk. Szybko wyciągnęłam jedną wilgotną ściereczkę pachnącą wanilią. Tylko czemu wanilia? Zaczęłam sobie przecierać twarz, starając się pozbyć jaskrawych cieni z powiek. Z tym rzeczywiście odrobinę przesadziłam.
Kiedy już w końcu skończyłam się „odupiększać”, wyprostowałam się w spojrzałam na jezdnię i z roztargnieniem stwierdziłam, że nie znam tej ulicy?
-Gdzie my jesteśmy? - zapytałam, rozglądając się po witrynach sklepów i barów, których nie znałam.
-Na Magnolia Street. - odpowiedziała, skręcając na skrzyżowaniu. - Gdzieś tu jest kawiarnia do której Cię przydzielono. Szef stacji jest taki, a nie inny.
-I on się będzie tym wszystkim zajmował? - uniosłam brwi, sprawdzając w lusterku, czy niem mam żadnych czerwonych śladów.
-Oczywiście, że nie. - Aliana pokręciła głową, parkując przed budynkiem pomalowanym na pomarańczowo z napisem „NickCafe” z Bobem Kanciastoprtym i Pingwinami z Madagaskaru na szyldzie. - Alex chce rozwijać interes, ale nie może się rozdwoić. Poza tym jest za leniwy, żeby wszystkiego pilnować. Od tego ma Managerów, których nie wiem ile zatrudnił.
-Ale przecież on często bywa w stacji, wzywa do siebie chłopaków, pilnuje jak pracują...
-Tylko przy niektórych programach. - zauważyła. - Animacji w ogóle nie pilnuje, bo twierdzi, że nie da się tego rozwalić. A na aktorów lubi się powydzierać.
-Co? - zmarszczyłam brwi, patrząc na nią ze zdziwieniem.
-Nie rób takiej miny! - krzyknęła, wytrącając mnie z zamyślenia. - Wszystko będzie dobrze. A teraz leć, bo się spóźnisz.
-No jasne. - wysiadłam z auta i pochyliłam się nad szybą. - A ty nie zapomnij o wizycie u ginekologa. I Kendalla nie zapomnij.
-Nie zapomnę. Na razie.
**Logan**
-Chłopaki, jeszcze raz! - krzyknął Dave, od nowa pokazując nam choreografię, a my jak automat powtarzaliśmy jego ruchy. - Raz, daw trzy! Raz, dwa, trzy! Logan, pół kroku do przodu! Jesteś za blisko Jamesa! Raz, dwa, trzy! Raz, dwa, trzy!
Wykonałem jego polecenie, będąc już wściekłym na tego gościa, bo zaczynał mi działać na nerwy. Przecież mamy to obkute! Czemu on tak się nad nami znęca?
-Dave, już to znamy! - wydyszał Carlos przekrzykując muzykę. - Jesteśmy zmęczeni, daj już spokój! Koncert jest dopiero za tydzień, a to ostatnia choreografia.
Dave spojrzał na niego ostrym wzrokiem i wszyscy wstrzymaliśmy oddech, kiedy ucichła muzyka. Sam czułem, jakby serce miało mi wyskoczyć z piersi.
-Dziesięć minut przerwy! - zarządził, wyłączając magnetofon. - A skoro uważacie, że wszystko już potraficie, to po przerwie zaczniemy powtórki. A teraz odpocznijcie, skoro tak bardzo tego potrzebujecie.
I wyszedł, a my odetchnęliśmy z ulgą. Opadłem ciężko na podłogę, starając się uspokoić oddech.
-Nienawidzę go! - westchnąłem, zamykając oczy.
-Nie jest taki zły. - odpowiedział Kendall, który pokonał już swoją zadyszkę. - Masz, napij się.
I położył mi butelkę zimnej wody na brzuchu. Poczułem przyjemne chłodzenie, które rozchodziło się przez skórę do jelit.
-Dzięki stary! - westchnąłem, otwierając butelkę.
-Pij na siedząco! - ostrzegł James, który siedział na ławce, nad miską zimnej wody. - Żebyś się nie zachłysnął.
-Jasne, tatusiu!- odkrzyknąłem przez salę.
Pokręcił głową z dezaprobatą i wrócił do przemywania twarzy zimną wodą. Nie wiem, w czym to miałby mu pomóc, ale robił tak na każdych ćwiczeniach. Spojrzałem na Kendalla, który rozmawiał z Carlosem, siedząc po turecku pod ścianą. Zachowywał się strasznie cicho... i coś często się uśmiechał. Czyli częściej niż zwykle. Cieszyłem się, że jest szczęśliwy i życie trochę dało mu odsapnąć. Bo takie odpoczynku potrzebuje.
-Dobra, panowie! - z przejścia rozległ się krzyk Dave'a. - Koniec tego leniuchowania! Bierzemy się do pracy!
Właśnie! Wspomniałem już, że go nienawidzę?
**Kendall**
Po skończonych ćwiczeniach z tańca, wybiegłem z samochodu. Byłem taki szczęśliwy! To dzisiaj zobaczę nasze maleństwo! Nie wiedziałem jeszcze, czy chcę znać płeć, ale tak bardzo marzyła mi się dziewczynka. Nigdy nie miałem siostry, no może nie licząc Ciary, ale to się nie liczy, a tak bardzo chciałbym mieć córkę.
-Hej kochanie. - oznajmiłem, otwierając drzwi i całując ją na powitanie. - Przesiadaj się. Poprowadzę. Nie powinnaś się teraz przemęczać.
-Ale to mój samochód. - powiedziała, nadal nie wstając. - I to nie jest męczące. Na prawdę.
-Wolałbym, żebyś siedziała obok. - powiedziałem, a ona posłusznie wysiadła i przelotnie pocałowała mnie w policzek, przechodząc na drugą stronę.
-To o której mamy tam być? - zapytałem, zapinając pasy.
-Wizyta jest za pół godziny, ale lepiej być kilka minut wcześniej. - powiedziała, kiedy dołączyłem nas do ruchu drogowego.
Powtarzałem sobie w myślach adres gabinetu lekarskiego. Nie chciałem dać plamy i to szczególnie w taki szczególny dzień. Bo dla mnie był szczególny. Ślub za miesiąc i zjedzie się cała moja rodzina. Chcieliśmy wziąć taki cichy ślub, jak Logan i Nicole, ale babcia by mi tego nie wybaczyła.
Jechaliśmy, rozmawiając o dzisiejszym dniu. Aliana znowu robiła sesję Cassidy i była na kilku planach w stacji. No i oczywiście wszystko powysyłała już do szefa posortowane i opisane. Łał... A my tylko tańczyliśmy.
-Tylko? - zaśmiała się, ścierając jasnoróżową szminkę. - Idę o zakład, że Dave dał wam niezły wycisk i teraz go nienawidzicie.
-Logan go nienawidzi. - odpowiedziałem, wjeżdżając na boczną ulicę, gdzie był gabinet ginekologa. - I racja, dał na wycisk. Ale to dobrze, bo to znaczy, ze mu zależy i nie robi choreografii na pół gwizdka. A to bardzo dobrze o nim świadczy.
-Mój kochany pracuś. - dała mi całusa, kiedy zaparkowałem pod miniaturową willą. Gabinet był na dole, mieszkanie na górze. Standardowe cieńcie kosztów wynajmu, dla kogoś, kto zakłada prywatny, czysty interes. Wcześniej chodziłem tak do dentysty, ale nawet mi się podobało. Już biorąc pod uwagę te kłótnie między ojcem a synem piętro wyżej. A głos w tamtejszej rezydencji doskonale się niósł.
Wysiedliśmy z samochodu i przeszliśmy do gabinetu lekarza. Miejscówka była całkiem przytulna. Poczekalnia ze stosem czasopism na stoliku i telewizor z włączonym kanałem muzycznym.
-Dziwne, że nikogo nie ma. - mruknąłem, siadając z nią na krzesełku. - Wygląda na porządny gabinet, więc nie zdziwiłbym się, gdyby był tu tłok.
-Doktor Garcia ceni w sobie organizację i nie lubi przyjmować pacjentów w pośpiechu. - wyjaśniła miękkim tonem. - Dlatego nikogo nie ma. Rzadko ktoś przychodzi, bez wcześniejszego ustalenia.
-Pani Hamilton! - usłyszałem głos starszego mężczyzny. - Zauważyłem, ze pani już jest. A ten dżentelmen, to kto?
-Kendall Schmidt, mój narzeczony. - odpowiedziała, a ja uściskałem dłoń starego Latynosa o srebrnych włosach.
-Narzeczony? - powtórzył. - Ojciec dziecka, jak się domyślam.
-Dokładnie. - pokiwałem głową.
-Będzie obecny przy badaniu. - dodała Aliana.

-W takim razie zapraszam do gabinetu. - wskazał ręką na drzwi, a my weszliśmy do środka.  
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
I koniec... na dzisiaj. I z tej notki jestem zadowolona. A teraz będzie typowe dla mnie "trucie". Zauważyłam, że spodobało Wam się moje odpowiadanie na komentarze po skończonej notce. Dlatego od dzisiaj coś takiego będzie funkcjonować w każdą pierwszą notkę miesiąca. Możecie mi zadawać pytania, dawać rady, czy żartować na temat treści, czy zachowania bohaterów. Na pytania będę odpowiadała na bieżąco, ale jakby ktoś chciał otrzymać odpowiedź w ciągu 24h (zależy od mojego przesiadywania przed komputerem), tu jest mój ask. Tylko przed treścią pytania, proszę, żebyście napisali nazwę bloga w nawiasie kwadratowym, żeby było wiadomo o co chodzi. No i na dzisiaj to wszystko. 
Dajcie znać, jak podobała Wam się notka. Trzymajcie się! Do następnej! 

wtorek, 8 kwietnia 2014

73. Na przejściu

**James**
Posmarowałem masłem kolejną kromkę chleba. Przebywanie samemu w mieszkaniu Aliany nie było wcale fajne. David spał w pokoju Roslyn, a reszta była w pracy. Chociaż to mieszkanie znałem jak własne, nadal miałem wątpliwości, czy to w porządku tak tu siedzieć.
Przeszedłem do salonu i pozbierałem śmieci, które David tu zostawił zanim zasnął. Wiedziałem, że to dopiero początek takich brudów z dzieckiem, a mimo to już nie miałem ochoty tego zbierać.
Podniosłem głowę na dźwięk śpiewu. Drzwi były uchylone, a tak świetnie było słychać nawet najcichsze rozmowy, które nosiły się echem po ścianach.
Podszedłem cicho do drzwi i ukradkiem spojrzałem do góry. Spostrzegłem Lilę, która szła schodami trzymając w lewej ręce papierową torbę z zakupami. Po raz pierwszy słyszałem jej śpiew i już byłem pod wrażeniem jej pięknego głosu.
-Co tak stoisz w drzwiach? - Nicole przerwała moje zamyślenia i popchnęła mnie do środka. - Gdzie David? - zapytała, rzucając torebkę na fotel i spoglądając na worek ze śmieciami.
-Śpi u Roslyn. Bawił się i zasnął. - odpowiedziałem, wyjmując klubek i wsypując do niego trochę kawy zbożowej. - Z mlekiem?
-Jasne. - odpowiedziała, siadając na stołku barowym przed ladą kuchenną. - Jesteś jakiś dziwny. - odparła po chwili namysłu. - Dobrze się czujesz? - zapytała patrząc na mnie z uwagą.
-Pewnie. - wzruszyłem ramionami, wlewając trochę mleka z kartonu do garnka. - Dlaczego miałoby być inaczej?
-Nie wiem, po prostu jesteś jakiś nieobecny, jakbyś stał obok, ale nie zwracał uwagi na to, co się dzieje dookoła. To jest dziwne.
Uśmiechnąłem się pod nosem, żeby zbyć jej przypuszczenia. Faktycznie, miała trochę racji, ale to tylko przez oszołomienie, które wywołał głos Lili. Nie wiedziałem, ze ona tak potrafi śpiewać.
-Uważaj, bo uwierzę. - pokręciła głową, kiedy usiadłem przed koszem na śmieci, gotowy, żeby sięgnąć po ziemniaki. - Kipi Ci.
-Co? - zmarszczyłem brwi, podnosząc głowę.
-Mleko Ci kipi. - powtórzyła, a ja gwałtownie zdjąłem garnek z ognia, zanim cała jego zawartość wylała się na kuchenkę.
Zdjąłem garnek i zgasiłem gaz, zanim w całym mieszkaniu zaczęło śmierdzieć bromem. Zalane mleko zdążyło już zgasić ogień.
-Myślisz, że to prawda, co mówi Roslyn? - zaczęła, jakby chciała zmienić temat. - Twierdzi, że ta kuchenka ma jakieś sto pięćdziesiąt lat.
-Niby skąd by się tutaj wzięła? - powiedziałem, wlewając mleko do kubka i stawiając przed Nicole. - Roslyn często mówi różne rzeczy. - zauważyłem, sięgając po ziemniaki.
-Będziesz gotował obiad? - zapytała Nicole, opierając się o blat kuchenny. - Przecież...
-Kendall zrobi frytki. - przerwałem jej, kiedy wciąż nie zmieniała wyrazu twarzy. - Poprosił mnie, żebym zaczął zanim przyjdzie. Wiesz jaki on jest.
-No wiem, prosi innych, kiedy sam nie może.
**Roslyn**
Wybiegłam z muzeum, rozglądając się za samochodem Carlosa. Niech to szlag... Czy to zawsze mnie musi spotykać? Umawiamy się na romantyczną kolację, szef twierdzi, że mnie nie będzie wzywał przez jakiś tydzień. A tu bach! Zjawia się jakiś nadęty bogacz ze swoim podniszczonym dziełem sztuki wartym pół miliona, a już miałam wychodzić... I kto musi go odreagować? Roslyn! Bo oczywiście reszta jest za słaba. Mogliby się w końcu podszkolić, a nie wiecznie zwalać robotę na mnie!
-Przepraszam za spóźnienie. - powiedziałam, wsiadając do samochodu Carlosa. - Nie gniewasz się na mnie? - spojrzałam na niego z ubłaganiem.
-Oczywiście, że nie. - pocałował mnie w policzek. - Znowu zatrzymali Cię po godzinach?
-Tak i szczerze mówiąc mam tego dość. - odpowiedziałam, krzyżując ramiona. - Idziemy na tą kolację? - jęknęłam.
-Niestety, rezerwacja nam przepadła. - odpowiedział z wyraźnym bólem w głosie.
I to wina mojego szefa! Jego, bo kogo innego? To on mi każe zostawać po godzinach.
-Nie przyjmuj się. - odparł, uruchamiając silnik. - Będą inne kolacje, na pewno. To tylko kolacja. Przepadła, trudno. Może zamiast tego spędzimy trochę czasu na kanapie? Obejrzymy jakiś film...
-U nas? - uniosłam brwi, patrząc na niego ze zdziwieniem.
-A czemu nie? - wzruszył ramionami. - Z tego, co zauważyłem, Aliana ma całkiem pokaźną kolekcję. Dzisiaj ona i Kendall nocują u nas w domu, więc...
Nie zdołał dokończyć, bo nagle coś, albo ktoś wyskoczyło nam pod koła. Carlos wydał z siebie zduszony okrzyk i zahamował z piskiem opon. Przez chwilę siedział w samochodzie oddychając głęboko, ale po minucie otrząsnął się z szoku i wybiegł na jezdnię. Chwilę później zrobiłam to samo, patrząc jak pomaga wstać nastoletniemu chłopakowi.
-Na pewno, wszystko w porządku? - zapytał, prowadząc go na chodnik uliczny. - Powinieneś iść do lekarza, żeby się upewnić, czy wszystko gra...
-Nie! - przerwał mu, wyrywając mu się z uścisku. - Nic mi nie jest. Na pewno.
-Spokojnie, zawieziemy Cię do szpitala, zbada Cię i jeśli powie, że wszystko gra, będziesz mógł wrócić... - próbował go przekonać.
Zachowanie tego chłopaka wydało mi się znajome. Nie chce dać się zbadać, na sam dźwięk lekarza broni się jak może... Już chyba wiem, co jest grane.
-Nie masz ubezpieczenia, prawda? - zapytałam, a on trochę się uspokoił. - To dlatego nie chcesz jechać na badania powypadkowe.
Przez chwilę patrzył na mnie jak wryty i oboje mierzyliśmy się wzrokiem. Po jego spojrzeniu zobaczyłam, że mam rację.
-Nie będę dla nikogo problemem. - powiedział, już odwracając się, żeby pójść dalej, ale Carlos przytrzymał go za ramię.
-Człowieku, kłopotów to ty mi narobisz, jeśli cię teraz puszczę, a później coś Ci się pogorszy. Wsiadaj, jedziemy do szpitala.
**Kendall**
Zjedliśmy wspólny obiad (tylko bez Carlosa i Roslyn), a potem grzecznie pojechaliśmy do domu. No, świetnie. No i musiałem porozmawiać z Alianą. O dziecku.
-Chciałem Cię o coś zapytać. - powiedziałem, kiedy usiadłem obok niej na kanapie.
-To pytaj, a nie się droczysz. - oznajmiła, stawiając dwa kubki na stoliku do kawy.
-Byłaś na USG? - zapytałem, patrząc na nią uważnie.
-Nie raz, naprawdę. - odpowiedziała, rozmasowując sobie kostki, które były nieco zaczerwienione. - A czemu pytasz? - mruknęła, podając mi ciasteczka na talerzyku, które upiekła kilka dni wcześniej. - Wcześniej mnie o to nie pytałeś.
-Chciałbym wiedzieć, czy będzie chłopczyk, czy dziewczynka. - odpowiedziałem zupełnie szczerze.
-Tego sama jeszcze nie wiem. - uśmiechnęła się, - Możesz iść ze mną, jeśli chcesz. Wizyta w przyszły czwartek. Sam zobaczysz jak bije serduszko maleństwa.
Pogłaskała mnie delikatnie po policzku. Jak ona to robi? Zawsze wie, co chcę powiedzieć, a nawet nie zdołałem dokończyć zdania. Tak bardzo ją kocham.
Musnąłem wargami jej usta. Była taka śliczna, kiedy się uśmiechała. Moja ukochana...
__________________________________________________________________
Słabo, wiem. Chwilowo cierpię na brak weny do tego bloga, bo wczoraj wyczerpałam prawie cały zapas na „Rycerza i Królową” w moim notesie. Planuję powrót, ale jeszcze nie wiem, co mi z tego wyjdzie. W ogóle nie czuję się dzisiaj najlepiej. Ale nie ważna. Teraz uwaga, będzie przynudzanie.
Jest jeszcze jedna rzecz, którą mam wam napisać już od dwóch tygodni. Tylko się nie obraźcie, bo nie macie pojęcia co się w tej mojej porąbanej główce dzieje. Zawsze mnie bawi, jak w komentarzach piszecie „Rozdział”. Notki na tym blogu miały być śmiesznie krótkie, ale potem same zaczęły mi się dłużyć i tak już zostało. Notkę „Rozdziałem” nazwałam raz. Nie pamiętam, czy tutaj, czy na Facebooku. Nie wiem, czemu, miała wtedy gorączkę, ale domyślam się, że to było po tym, jak miałam do nadrobienia osiem blogów na liście czytelniczej. No i wyszło jak wyszło. Poza tym każdy komentarz sprawia, że mimowolnie się uśmiecham. Dzisiaj sobie na kilka tych komentarzy odpowiem, jeśli pozwolicie.

Kendall jest z tobą biedny :p
No, co ty nie powiesz... Po prostu lubię robić z niego ofiarę. Lubię, jak w opowiadaniach jest taki biedny i poszkodowany.

Zaczynając czytać tą notkę, pomyślałam że to jakiś żart ;). W końcu dzisiaj 1 kwietnia i Kendall robi Sobie żarty :). Ale wgłębiłam się, i przestraszyłam się. Biedny Kendall, On kiedyś naprawdę zrobi Sobie krzywdę :d. 
Rozdział świetny ;3. Czekam na następny :).

A dasz wiarę, że pisałam to dzień wcześniej? Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że 1 kwietnia jest prima aplilis. I tak. Kiedyś naprawdę zrobi sobie krzywdę. To Ci mogę obiecać.

Rozdział świetny ;D biedny Kendall. Nicole dobrze pomyślała żeby nauczyć się gotować, bo z Loganem to problemy żołądkowe gwarantowane ;)
Ale tak na przyszłość gdybyś chciała podtopic kogoś jeszcze, to w takim wypadku resustytację krążeniowo-oddechową zaczyna się od wdechów ratowniczych ;) Nie żebym się mądrował, taka koleżeńska rada ;*

Na PO tego nie było, ale zapamiętam. Dzięki!

Oj Loguś trzeba było sie nie powstrzymywać :) I przynajmniej herbate dobrą robi :)
Super notka :)

Od razu widać, że optymistka! I od razu świat staje się piękniejszy.



czwartek, 3 kwietnia 2014

72. Wizyta

**Jennifer**
Zbiegłam po schodach, chcąc pójść do sklepu, z którego przed chwilą wróciłam. Jak mogłam zgubić naszyjnik po babci? Kurde, mam nadzieję, że go znajdę. Nagle na coś wpadłam, a właściwie na kogoś. Nie no, jeszcze to mnie spowalnia.
-Przepraszam. - powiedział Will, bo to właśnie na niego wpadłam. - Nie zauważyłem.
-Nic nie szkodzi. - powiedziałam, zwinnie go wyprzedzając. - Muszę znaleźć naszyjnik. Teraz lecę, pa! - krzyknęłam, ale on złapał mnie za ramię.
-Zaczekaj, znalazłem jeden po drodze. - oznajmił, wkładając rękę do kieszeni marynarki. - Taki?
Otworzyłam usta za zdziwienia na widok znajomego łańcuszka.
-Gdzie... - zaczęłam, składając łańcuszek w dłoni. - Dziękuję.
-Nie ma sprawy. - uśmiechnął się, wyjmując czapkę z kieszeni i składając ją, żeby mniej się gniotła. - Miałem go oddać do zgubionych rzeczy u pani Hather, ale widzę, że nie będę musiał.
-Na prawdę nie wiem, jak Co dziękować. - powiedziałam, wiedząc, że się powtarzam. - To dużo dla mnie znaczy.
-Jak już mówiłem, nie ma sprawy. - oznajmił, odwracając się do klatki schodowej. Wtedy mnie tknęło, żeby go o to zapytać.
-Hej, Will... - zawołałam, a on się odwrócił. - Mogę Cię o coś zapytać?
-Pewnie. - wzruszył ramionami.
-Czym się zajmujesz? - zapytałam, a jemu natychmiast zrzedła mina. - Ubierasz się tak średnio co drugi dzień i mówisz, że musisz iść do pracy. Ale nigdy nie mówisz jakiej. Wiem, ze jesteś w sekcji szkoleniowej, ale to chyba nie wszystko.
Will westchnął i pokręcił głową. Zacisnął palce na czapce, prawie zaciskając dłoń w pięść.
-Masz rację. - pokiwał głową. - To nie wszystko. Kiedy na froncie wydarzy się jakaś tragedia... Moim obowiązkiem jest poinformowanie krewnych o śmierci żołnierzy.
Otworzyłam usta, a on odwrócił się i poszedł na górę.
-Co tak stoisz? - usłyszałam za plecami głos Jamesa. - dzwoniłem, ale Nicole powiedziała, że wyszłaś szukać wisiorka.
-Will go znalazł. - odpowiedziałam. - Nie miałeś być w pracy?
James uśmiechnął się delikatnie i pocałował mnie w policzek. Potem objął i poprowadził mnie do mieszkania Aliany.
-A Wy się znowu migdalicie? - zapytał James na widok Aliany i Kendalla, którzy siedzieli na kanapie głęboko w siebie wtuleni.
-Ciszej, David zasnął. - powiedział Kendall, prawie szepcząc.
Dopiero teraz spojrzałam na fotel, na którym leżał David zwinięty w kłębek. Tak słodko spał. Dziwne, że zasypiał zasypiał zawsze, kiedy Nicole szykowała obiad.
-A co wy właściwie oglądacie? - zapytałam, pochylając się nad kanapą.
Zobaczyłam grupkę dzieciaków, którzy biegali po lesie.
-Nie wiem, jakiś serial dla nastolatków. - Aliana wzruszyła ramionami, opierając się o pachę Kendalla. - Leci, to oglądamy.
**Logan**
Po obiedzie zrobiłem wszystkim herbatę. To chyba jedyna rzecz do spożycia, której potrafię nie zepsuć. A od tego incydentu na basenie... Zapisałem nas wszystkich na siłownię.
-Proszę. - odparłem, stawiając kubki na stole. - Uważaj, bo gorące. - ostrzegłem Davida.
-Dziękuję. - powiedział powoli, sięgając po łyżeczkę.
Obserwowałem Nicole, która już od jakiegoś zawzięcie pisała z kimś SMSy. Westchnąłem, kładąc jej dłoń na ramieniu, a ona oparła o nią swój policzek.
-Co robisz na tej komórce?
-Układam pasjansa. - odpowiedziała natychmiast. Zaraz... przecież ona nie ma w komórce żadnej gry. Ona oszukuje!
-A tak naprawdę? -przytuliłem się do niej, ale ona zdążyła już opuścić telefon.
-Układam pasjansa. - powtórzyła.
Pokręciłem głową i usiadłem obok niej. Nie pokazała mi wyświetlacza. Tylko po prostu schowała komórkę do kieszeni. Miałem ochotę ją przytulić, bo wydawało mi się, że coś ją martwi. Takie przynajmniej odnosiłem wrażenie. Westchnąłem i objąłem ramieniem. Nikt nic nie powiedział, ani nie zrobił. Po dłuższej chwili rozległo się pukanie do drzwi.
-Otworzę. - oznajmiła Jennifer, wyrywając się z objęć Jamesa.
Podbiegła do drzwi i otworzyła je, zwalając zamek i szarpiąc za klamkę. Nie patrzyłem kto to. Zamiast tego przeszedłem do kuchni.
-Co ty tu robisz? - usłyszałem przerażony głos Jennifer. - Wynoś się stąd. No już.
Odwróciłem się i zobaczyłem w drzwiach tego całego Jeffa. Widziałem, że jest naćpany. Miał zaczerwienione oczy i gniewne spojrzenie.
-Ja do Nicole. - powiedział zachrypniętym głosem. - Musi ze mną iść.
Nicole wyglądała na przerażoną. Wstała z krzesła i zaczęła się cofać, jakby chciała schować się w pokoju. Przeszedłem do drzwi, chcąc go wyrzuć. Carlos wziął Davida za rękę i wyprowadził go do sypialni Aliany, żeby nie widział awantury, która teraz była nieunikniona.
-Wyjdź. - odparłem sucho i popchnąłem go do drzwi. - Nikt nie chce cię tu widzieć. Chyba mam prawo do odwiedzania własnej siostry.
-Nie jestem Twoją siostrą, już zapomniałeś? - krzyknęła Nicole, przytrzymywana przez Roslyn. - Jestem adoptowana.
-Nicole, Nicole, Nicole... - wyśpiewał. - Już nie żywię do Ciebie urazy. Chcę odnowić kontakt...
-...albo zdobyć kasę na dragi. - dokończyła za niego Aliana. - Niedawno próbowałeś to zrobić. Zapomniałeś już? Wynoś się, albo wezwę policję.
-I ty mi grozisz, ty wredna, ruda...
-Serio nie potrafisz wymyślić na mnie bardziej oryginalnych wyzwisk? - jęknęła. - Weź stąd zjeżdżaj, no już. Drzwi są za Twoimi plecami.
-Bez Nicole nie pójdę. - powiedział, odpychając ją na bok. - Chodź do mnie, siostrzyczko.
Nicole pokręciła głową, wciąż trzymana przez Roslyn. Widziałem, jak dyszy z przerażenia. Chciałem temu gościowi wyrwać jaja, ale wiedziałem, że muszę zachować zimną krew. Nie mogę stracić nad sobą panowania.
-Ne słyszałeś? - odezwał się zachrypnięty męski głos. W drzwiach stał sąsiad z piętra wyżej, Will. - Wy*******aj. Jak nie wyjdziesz sam, to osobiście Cię stąd wyprowadzę.
-A ty kto? - prychnął Jeff, teraz zajęty wygrażaniem Willowi, który stał naprzeciwko niego w podartych jeansach i wyciągniętej bluzie dresowej. Nagle poczułem, że jest w nim coś przerażającego. - Obrońca uciśnionych.
-Coś w tym rodzaju. - oznajmił, zwalniając przejście. - Wyjdź, nikt nie chce Cię tu widzieć.
Jeff patrzył na niego przez chwilę. Teraz na serio miałem ochotę mu dokopać. Musiałem się opanować, żeby nie prowokować. Albo odwali się od mojej żony, albo... zabiję gnoja. Dupek, o którym właśnie mowa, ryknął cicho i przeszedł przez drzwi, niby niechcący trącając ramię Willa, a ten tylko patrzył zanim, puki nie zniknął z pola widzenia.
-Jeszcze tu wrócę! - jego krzyk odbił się echem po klatce schodowej.
-Tak, jasne. - prychnął Will za nam. - Już dopilnuję, żeby było inaczej! - wrzasnął i spojrzał na nas z uwagą. Jego twarz błyskawicznie złagodniała. - Nic wam nie jest? - zapytał.
-Tak, wszystko gra. - odpowiedziała Aliana, odwracając się w moją stronę i spoglądając na Nicole. - Chyba. Mam nadzieję. Trochę ogarniemy Nicole i przyjdę do was z tymi legitkami, o które mnie prosiłeś.
-Już przyszły? - uniósł brwi, spoglądając na nią z uśmiechem. - Szybko.
-Trochę to przyśpieszyłam. - wzruszyła ramionami, a on się odwrócił. - Hej, Will...
-Tak? - spojrzał na nią, przytrzymując drzwi.
-Dziękuję. - odparła powoli, rozluźniając ramiona.
-Nie ma sprawy. - odpowiedział, zamykając za sobą drzwi.
Przez chwilę było cicho. W końcu zrobiło się spokojnie. Westchnęła, podchodząc do Nicole i razem z Roslyn poprowadziły ją do pokoju. Chciałem za nimi iść, ale Kendall przytrzymał mnie za skrawek koszuli.
-Zostaw. - wyszeptał, ciągnąc w stronę wolnego krzesła. - Daj im chwilę.
--------------------------------------------------------------------------------------------------

Marnie, wiem. Chciałam jak najszybciej skończyć i wyszły prawie same dialogi. I jakoś tak mnie wzięło, że pisałam trochę o Jennifer, ale tak mnie jakoś wzięło. No, tak jakoś wyszło (wzrusza ramionami). No cóż... postaram się jeszcze trochę popisać, żeby odłożyć na następny tydzień. I muszę jeszcze napisać referat na Polski. Mam strasznie oklepany temat i szkoda, bo żaden z aktualnych początków, które napisałam wcale mi się nie podoba. Ale was to pewnie nie obchodzi. To do następnej! Dajcie mi, proszę, znać, czy wam się podobało.  

wtorek, 1 kwietnia 2014

71. Podtopiony

**Nicole**
Zeszłam na sam dół klatki schodowej. Musiałam wyrzucić śmieci. Aliana w pracy, a chłopaki poszli do Sony Music. W końcu ktoś musi nagrać nowe piosenki, a nikt nie zdoła nagrać nowych piosenek BTR bez grupy BTR.
Cieszyłam się, że znowu tu mieszkam. I, że mam nad sobą żołnierza, bo okazało się, że rodzeństwo Montgomery mieszka dokładnie pod nami. Ale to szczegół. Najlepsze jest to, że od dwóch tygodni nie widziałam Jeffa. I to był największy plus.
No i chwilowo byłam bezrobotna, bo wszystkie moje zlecenia dobiegły końca, a Logan kazał mi grzecznie czekać na nowe. Za to będę mogła zagrać w ich teledysku. Znaczy... Jak już nagrają piosenkę. No i na razie zostaję w domu. Uczę się gotować, bo Logan jest w tym beznadziejny.
Wrzuciłam worek do kontenera. Napiszę jeszcze do agencji w której się zarejestrowałam kilka dni temu. Erin Sanders dała mi kontakt do sprawdzonej miejscówki.
Wróciłam do mieszkania i pochyliłam się nad garnkiem. Chyba trzeba już wstawić tę zupę, bo do powrotu chłopaków zostało tylko kilkanaście minut. Już pewnie wychodzą z basenu.
-Cześć. - usłyszałam głos Roslyn, która wtargnęła do mieszkania niczym tornado. - Znowu gotujesz? Wiesz, że zostało sporo ze wczoraj?
-Wiem, ale muszę ćwiczyć. - oznajmiłam, mieszając w zupie. - Po prostu jeszcze całkiem się nie nauczyłam. Kilka potraw już zepsułam, a właściwie źle doprawiłam, ale to to samo.
Roslyn pokiwała głową i oparła dłonie o biodra.
-Zaplamiłaś marynarkę. - powiedziałam, kiedy zauważyłam smugę farby na patce. - Zdejmij, wypiorę Ci.
-To delikatna marynarka. Sama sobie wypiorę. - powiedziała, rozpinając guziki.
**Logan**
Nasze ćwiczenia na basenie już się skończyły. No prawie. Nie wiem, czemu w wodzie. James to wymyślił. Jak dotąd każdemu się to podobało.
-Jeszcze tylko kilka przysiadów! - krzyknął trener, a jego głos odbił się echem od ścian pokrytych błękitnymi kafelkami. - I raz, i dwa...
Wykonywałem ćwiczenia, oglądając się na chłopaków. Carlos zanurkował, robiąc najniższy przysiad, jaki kiedykolwiek widziałem.
Pokręciłem głową z uśmiechem i spostrzegłem groźne spojrzenie trenera. No fajnie... Wróciłem do ćwiczeń. Jeszcze kilka przysiadów...
Z zamyślenia wyrwał mnie głuchy krzyk Kendalla. Pewnie kawał... Nie odwróciłem się, ale kiedy usłyszałem zapadające bąbelki, zanurkowałem za Kendallem, po którego Carlos i James już się schylili. Zobaczyłem, jak z ust Kendalla wypływa kilka ostatnich bąbelków, zanim zamknął oczy.
-Wyciągamy go! - krzyknął trener, który był jeszcze ratownikiem. A wy przynieście moją torbę ze sprzętem ratowniczym. - rozkazał nam, a Carlos natychmiast pobiegł do szatni.
Położyliśmy Kendalla na kafelkach obok basenu. Woda ściekała z jego mokrych palców pojedynczymi kropelkami. Był nieprzytomny. Jego klatka piersiowa się nie poruszała.
Nasz trener pochylił się nad jego twarzą i przez chwilę nasłuchiwał.
-Oddycha? - zapytałem, licząc na potwierdzenie.
-Nie. - odpowiedział, zaczynając uciskać jego klatkę piersiową. - Wyjmijcie worek resuscytacyjny. - powiedział, nie przerywając czynności.
Nie wiedziałem o czym mówi. James zajął się obszukiwaniem torby i po chwili wyjął coś w foliowej torbie. Trener spojrzał na nie spode łba.
Woda tryskała z ust Kendalla, ale on wciąż nie oddychał. Tylko czemu nie oddychał? Kendall, oddychaj! No już! Masz żyć, słyszysz?
Trener przerwał uciski, żeby przyłożyć maseczkę z dużym, zielonym bańkiem do twarzy i nacisnął dwa razy. Potem odrzucił to na bok i wrócił do ucisków. Po kilku naciskach, Kendall zaczął się krztusić i pluć wodą.
-Już dobrze, Kendall, na bok, na bok. - mówił uspokajając, kiedy Kendall pozbywał się resztek wody z płuc. - Teraz usiądź. Spokojnie. Już dobrze.
Kendall oddychał ciężko, kiedy siadał z naszą pomocą. Nadal ociekał wodą, ale był przytomny. Trener wyszedł gdzieś i teraz zostaliśmy z nim sami. Cieszyłem się, że Jake zdołał go tak szybko wyreanimować. Bardzo szybko.
-Co się stało? - zapytał James, okrywając go ręcznikiem.
-Zakręciło mi się w głowie... - wydyszał, przeczesując sobie włosy do tyłu drżącymi palcami. - A potem się poślizgnąłem.
-Dlaczego nie powiedziałeś wcześniej? - zapytałem, kucając naprzeciwko Jamesa. - Mogłeś wyjść z wody wcześniej i nic by Ci się nie stało.
-Byłem pewny, że samo przejdzie. - odpowiedział i w tym momencie wrócił Jake z jakąś wielką, czerwoną torbą.
-Jak się czujesz? - zapytał go, wyciągając coś niewielkiego. Dopiero potem zorientowałem się, że to maska tlenowa. - Unieś głowę.
-W porządku. - odpowiedział, odtrącając jego rękę. - Nie...
-Tylko na pół godziny. Dla bezpieczeństwa. - przekonał go, wkładając mu maskę na nos i usta. - Osuszmy go i pojedźcie z nim do lekarza. Podtopienia mają naprawdę poważne konsekwencje.
Kendall wymamrotał coś, ale nikt nie zrozumiał. James i Jake pomogli mu wstać i poprowadzili do prywatnej szatni.
**Aliana**
-Chłopaków nie ma? - zapytałam, wchodząc do mieszkania, gdzie siedziały tylko dziewczyny.
-Nie. - Raslyn pokręciła głową, patrosząc jakiegoś ciemnego markiza z brązowym kremem. - Carlos Dzwonił. Powiedział, że jakiś problem z Kendallem.
Zmarszczyłam brwi i usiadłam naprzeciwko niej. Z Kendallem? Co się znowu mogło stać?
-Wiesz o co chodzi? - zapytałam.
-Nie, pytałam, ale się rozłączył. Powiedział, że wrócą później. Nie określił się dokładnie.
-Czekamy z obiadem. - Dodała Jennifer. - Zaraz powinni wrócić, kazali się nie martwić.
Zdałam sobie sprawę, że prawie przez cały czas trzymała telefon przed twarzą, opierając łokcie o stół kuchenny. Miała niemal bezuczuciowy wyraz twarzy.
Wstałam i poszłam do łazienki. Wszystko wyglądało jak zazwyczaj. No może z wyjątkiem spódnicy, którą Jen rzuciła koło sedesu. Nie podobał mi się ten nawyk, ale nic nie mówiłam.
Powoli nałożyłam trochę mleczka na wacik. Westchnęłam, przecierając jedno oko, które po zmyciu makijażu natychmiast optycznie zmalało.
-Nic mi nie jest. - usłyszałam jęk Kendalla za drzwiami, kiedy wzięłam się za drugie oko. -Dajcie już spokój.
Wybiegłam z łazienki, pośpiesznie spinając sobie włosy gumką. Zobaczyłam, jak rzuca się na kanapę i sięga po pilota od telewizora. Uśmiechnął się, kiedy mnie zobaczył. Podeszłam do niego i pocałowałam go w policzek.
-Możecie mi powiedzieć, co się stało? - zapytałam, widząc jego naburmuszoną twarz.
-Kendall podtopił się trochę na ćwiczeniach. - wyjaśnił James, przynosząc Davida, który spał w pokoju Jen. Nawet nie wiedziałam... - Musieliśmy złożyć wizytę w szpitalu.
-Co? - wrzasnęłam, patrząc na niego z uwagą. - Co powiedział lekarz?
-Wszystko w porządku. - odpowiedział Logan, robiąc wszystkim herbatę. - Kendall jest tylko trochę osłabiony i trzeba go bardziej ogrzać. Jutro rano wszystko będzie ok. Żadnego zapalenia płuc, ani poważniejszego niedotlenienia.
-Rany, Logan... - jęknęła Roslyn, siadając obok Carlosa. - Ćwiczyłeś tę mowę w samochodzie, czy co? To zabrzmiało... fachowo.
-Nie, po prostu słuchałem, co mówi. - odpowiedział, podając Kendallowi jeden z parujących kubków. - Posłodziłem Ci trochę więcej. - dodał. - Wypij.
-Dzięki. - mruknął Kendall.
Westchnęłam i pocałowałam go w policzek, odgarniając mu włosy za ucho. Przez chwilę naprawdę się zmartwiłam. A na serio nie chcę, żeby Kendall się utopił. A nawet podtopił.
-Oj, Kendall, Kendall... - mruknęłam, przeczesując palcami jego włosy. Odchyliłam głowę, kiedy się do mnie przytulił. To był taki naturalny ruch, dzięki któremu jego głowa bardziej pasował do mojej szyji.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

No i udało się... Wiem, znowu uszkadzam Kendalla, ale znalazłam stare notatki i postanowiłam je wykorzystać. A mam jeszcze kilka pomysłów jak uszkodzić Kendalla, więc sorry. Przynajmniej część z nich. I przepraszam, ze tak długo. Zapatrzyłam się w „Kryminalnych”. No dobra... Idę pisać na „Szkołę dla Mutantów”. Mam nadzieję, że się podobało. Teraz już kończę. Liczę, że wam się podobało. Do czwartku!