wtorek, 1 kwietnia 2014

71. Podtopiony

**Nicole**
Zeszłam na sam dół klatki schodowej. Musiałam wyrzucić śmieci. Aliana w pracy, a chłopaki poszli do Sony Music. W końcu ktoś musi nagrać nowe piosenki, a nikt nie zdoła nagrać nowych piosenek BTR bez grupy BTR.
Cieszyłam się, że znowu tu mieszkam. I, że mam nad sobą żołnierza, bo okazało się, że rodzeństwo Montgomery mieszka dokładnie pod nami. Ale to szczegół. Najlepsze jest to, że od dwóch tygodni nie widziałam Jeffa. I to był największy plus.
No i chwilowo byłam bezrobotna, bo wszystkie moje zlecenia dobiegły końca, a Logan kazał mi grzecznie czekać na nowe. Za to będę mogła zagrać w ich teledysku. Znaczy... Jak już nagrają piosenkę. No i na razie zostaję w domu. Uczę się gotować, bo Logan jest w tym beznadziejny.
Wrzuciłam worek do kontenera. Napiszę jeszcze do agencji w której się zarejestrowałam kilka dni temu. Erin Sanders dała mi kontakt do sprawdzonej miejscówki.
Wróciłam do mieszkania i pochyliłam się nad garnkiem. Chyba trzeba już wstawić tę zupę, bo do powrotu chłopaków zostało tylko kilkanaście minut. Już pewnie wychodzą z basenu.
-Cześć. - usłyszałam głos Roslyn, która wtargnęła do mieszkania niczym tornado. - Znowu gotujesz? Wiesz, że zostało sporo ze wczoraj?
-Wiem, ale muszę ćwiczyć. - oznajmiłam, mieszając w zupie. - Po prostu jeszcze całkiem się nie nauczyłam. Kilka potraw już zepsułam, a właściwie źle doprawiłam, ale to to samo.
Roslyn pokiwała głową i oparła dłonie o biodra.
-Zaplamiłaś marynarkę. - powiedziałam, kiedy zauważyłam smugę farby na patce. - Zdejmij, wypiorę Ci.
-To delikatna marynarka. Sama sobie wypiorę. - powiedziała, rozpinając guziki.
**Logan**
Nasze ćwiczenia na basenie już się skończyły. No prawie. Nie wiem, czemu w wodzie. James to wymyślił. Jak dotąd każdemu się to podobało.
-Jeszcze tylko kilka przysiadów! - krzyknął trener, a jego głos odbił się echem od ścian pokrytych błękitnymi kafelkami. - I raz, i dwa...
Wykonywałem ćwiczenia, oglądając się na chłopaków. Carlos zanurkował, robiąc najniższy przysiad, jaki kiedykolwiek widziałem.
Pokręciłem głową z uśmiechem i spostrzegłem groźne spojrzenie trenera. No fajnie... Wróciłem do ćwiczeń. Jeszcze kilka przysiadów...
Z zamyślenia wyrwał mnie głuchy krzyk Kendalla. Pewnie kawał... Nie odwróciłem się, ale kiedy usłyszałem zapadające bąbelki, zanurkowałem za Kendallem, po którego Carlos i James już się schylili. Zobaczyłem, jak z ust Kendalla wypływa kilka ostatnich bąbelków, zanim zamknął oczy.
-Wyciągamy go! - krzyknął trener, który był jeszcze ratownikiem. A wy przynieście moją torbę ze sprzętem ratowniczym. - rozkazał nam, a Carlos natychmiast pobiegł do szatni.
Położyliśmy Kendalla na kafelkach obok basenu. Woda ściekała z jego mokrych palców pojedynczymi kropelkami. Był nieprzytomny. Jego klatka piersiowa się nie poruszała.
Nasz trener pochylił się nad jego twarzą i przez chwilę nasłuchiwał.
-Oddycha? - zapytałem, licząc na potwierdzenie.
-Nie. - odpowiedział, zaczynając uciskać jego klatkę piersiową. - Wyjmijcie worek resuscytacyjny. - powiedział, nie przerywając czynności.
Nie wiedziałem o czym mówi. James zajął się obszukiwaniem torby i po chwili wyjął coś w foliowej torbie. Trener spojrzał na nie spode łba.
Woda tryskała z ust Kendalla, ale on wciąż nie oddychał. Tylko czemu nie oddychał? Kendall, oddychaj! No już! Masz żyć, słyszysz?
Trener przerwał uciski, żeby przyłożyć maseczkę z dużym, zielonym bańkiem do twarzy i nacisnął dwa razy. Potem odrzucił to na bok i wrócił do ucisków. Po kilku naciskach, Kendall zaczął się krztusić i pluć wodą.
-Już dobrze, Kendall, na bok, na bok. - mówił uspokajając, kiedy Kendall pozbywał się resztek wody z płuc. - Teraz usiądź. Spokojnie. Już dobrze.
Kendall oddychał ciężko, kiedy siadał z naszą pomocą. Nadal ociekał wodą, ale był przytomny. Trener wyszedł gdzieś i teraz zostaliśmy z nim sami. Cieszyłem się, że Jake zdołał go tak szybko wyreanimować. Bardzo szybko.
-Co się stało? - zapytał James, okrywając go ręcznikiem.
-Zakręciło mi się w głowie... - wydyszał, przeczesując sobie włosy do tyłu drżącymi palcami. - A potem się poślizgnąłem.
-Dlaczego nie powiedziałeś wcześniej? - zapytałem, kucając naprzeciwko Jamesa. - Mogłeś wyjść z wody wcześniej i nic by Ci się nie stało.
-Byłem pewny, że samo przejdzie. - odpowiedział i w tym momencie wrócił Jake z jakąś wielką, czerwoną torbą.
-Jak się czujesz? - zapytał go, wyciągając coś niewielkiego. Dopiero potem zorientowałem się, że to maska tlenowa. - Unieś głowę.
-W porządku. - odpowiedział, odtrącając jego rękę. - Nie...
-Tylko na pół godziny. Dla bezpieczeństwa. - przekonał go, wkładając mu maskę na nos i usta. - Osuszmy go i pojedźcie z nim do lekarza. Podtopienia mają naprawdę poważne konsekwencje.
Kendall wymamrotał coś, ale nikt nie zrozumiał. James i Jake pomogli mu wstać i poprowadzili do prywatnej szatni.
**Aliana**
-Chłopaków nie ma? - zapytałam, wchodząc do mieszkania, gdzie siedziały tylko dziewczyny.
-Nie. - Raslyn pokręciła głową, patrosząc jakiegoś ciemnego markiza z brązowym kremem. - Carlos Dzwonił. Powiedział, że jakiś problem z Kendallem.
Zmarszczyłam brwi i usiadłam naprzeciwko niej. Z Kendallem? Co się znowu mogło stać?
-Wiesz o co chodzi? - zapytałam.
-Nie, pytałam, ale się rozłączył. Powiedział, że wrócą później. Nie określił się dokładnie.
-Czekamy z obiadem. - Dodała Jennifer. - Zaraz powinni wrócić, kazali się nie martwić.
Zdałam sobie sprawę, że prawie przez cały czas trzymała telefon przed twarzą, opierając łokcie o stół kuchenny. Miała niemal bezuczuciowy wyraz twarzy.
Wstałam i poszłam do łazienki. Wszystko wyglądało jak zazwyczaj. No może z wyjątkiem spódnicy, którą Jen rzuciła koło sedesu. Nie podobał mi się ten nawyk, ale nic nie mówiłam.
Powoli nałożyłam trochę mleczka na wacik. Westchnęłam, przecierając jedno oko, które po zmyciu makijażu natychmiast optycznie zmalało.
-Nic mi nie jest. - usłyszałam jęk Kendalla za drzwiami, kiedy wzięłam się za drugie oko. -Dajcie już spokój.
Wybiegłam z łazienki, pośpiesznie spinając sobie włosy gumką. Zobaczyłam, jak rzuca się na kanapę i sięga po pilota od telewizora. Uśmiechnął się, kiedy mnie zobaczył. Podeszłam do niego i pocałowałam go w policzek.
-Możecie mi powiedzieć, co się stało? - zapytałam, widząc jego naburmuszoną twarz.
-Kendall podtopił się trochę na ćwiczeniach. - wyjaśnił James, przynosząc Davida, który spał w pokoju Jen. Nawet nie wiedziałam... - Musieliśmy złożyć wizytę w szpitalu.
-Co? - wrzasnęłam, patrząc na niego z uwagą. - Co powiedział lekarz?
-Wszystko w porządku. - odpowiedział Logan, robiąc wszystkim herbatę. - Kendall jest tylko trochę osłabiony i trzeba go bardziej ogrzać. Jutro rano wszystko będzie ok. Żadnego zapalenia płuc, ani poważniejszego niedotlenienia.
-Rany, Logan... - jęknęła Roslyn, siadając obok Carlosa. - Ćwiczyłeś tę mowę w samochodzie, czy co? To zabrzmiało... fachowo.
-Nie, po prostu słuchałem, co mówi. - odpowiedział, podając Kendallowi jeden z parujących kubków. - Posłodziłem Ci trochę więcej. - dodał. - Wypij.
-Dzięki. - mruknął Kendall.
Westchnęłam i pocałowałam go w policzek, odgarniając mu włosy za ucho. Przez chwilę naprawdę się zmartwiłam. A na serio nie chcę, żeby Kendall się utopił. A nawet podtopił.
-Oj, Kendall, Kendall... - mruknęłam, przeczesując palcami jego włosy. Odchyliłam głowę, kiedy się do mnie przytulił. To był taki naturalny ruch, dzięki któremu jego głowa bardziej pasował do mojej szyji.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

No i udało się... Wiem, znowu uszkadzam Kendalla, ale znalazłam stare notatki i postanowiłam je wykorzystać. A mam jeszcze kilka pomysłów jak uszkodzić Kendalla, więc sorry. Przynajmniej część z nich. I przepraszam, ze tak długo. Zapatrzyłam się w „Kryminalnych”. No dobra... Idę pisać na „Szkołę dla Mutantów”. Mam nadzieję, że się podobało. Teraz już kończę. Liczę, że wam się podobało. Do czwartku!  

4 komentarze:

  1. Mój Boże! przeczytałam tytuł i zaczęłam snuć jakieś dziwne podejrzenia, że może Jeff będzie chciał się zemścić i kogoś utopić np. Logana :) A tu Kendall... też źle :) na szczeście nic mu nie jest i co Ty kombinujesz? Nie rób żadnego świństwa Kendallowi :) czekam na nn

    OdpowiedzUsuń
  2. Zaczynając czytać tą notkę, pomyślałam że to jakiś żart ;). W końcu dzisiaj 1 kwietnia i Kendall robi Sobie żarty :). Ale wgłębiłam się, i przestraszyłam się. Biedny Kendall, On kiedyś naprawdę zrobi Sobie krzywdę :d.
    Rozdział świetny ;3. Czekam na następny :).

    OdpowiedzUsuń
  3. Kendall jest z tobą biedny :p

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozdział świetny ;D biedny Kendall. Nicole dobrze pomyślała żeby nauczyć się gotować, bo z Loganem to problemy żołądkowe gwarantowane ;)
    Ale tak na przyszłość gdybyś chciała podtopic kogoś jeszcze, to w takim wypadku resustytację krążeniowo-oddechową zaczyna się od wdechów ratowniczych ;) Nie żebym się mądrował, taka koleżeńska rada ;*

    OdpowiedzUsuń