czwartek, 3 kwietnia 2014

72. Wizyta

**Jennifer**
Zbiegłam po schodach, chcąc pójść do sklepu, z którego przed chwilą wróciłam. Jak mogłam zgubić naszyjnik po babci? Kurde, mam nadzieję, że go znajdę. Nagle na coś wpadłam, a właściwie na kogoś. Nie no, jeszcze to mnie spowalnia.
-Przepraszam. - powiedział Will, bo to właśnie na niego wpadłam. - Nie zauważyłem.
-Nic nie szkodzi. - powiedziałam, zwinnie go wyprzedzając. - Muszę znaleźć naszyjnik. Teraz lecę, pa! - krzyknęłam, ale on złapał mnie za ramię.
-Zaczekaj, znalazłem jeden po drodze. - oznajmił, wkładając rękę do kieszeni marynarki. - Taki?
Otworzyłam usta za zdziwienia na widok znajomego łańcuszka.
-Gdzie... - zaczęłam, składając łańcuszek w dłoni. - Dziękuję.
-Nie ma sprawy. - uśmiechnął się, wyjmując czapkę z kieszeni i składając ją, żeby mniej się gniotła. - Miałem go oddać do zgubionych rzeczy u pani Hather, ale widzę, że nie będę musiał.
-Na prawdę nie wiem, jak Co dziękować. - powiedziałam, wiedząc, że się powtarzam. - To dużo dla mnie znaczy.
-Jak już mówiłem, nie ma sprawy. - oznajmił, odwracając się do klatki schodowej. Wtedy mnie tknęło, żeby go o to zapytać.
-Hej, Will... - zawołałam, a on się odwrócił. - Mogę Cię o coś zapytać?
-Pewnie. - wzruszył ramionami.
-Czym się zajmujesz? - zapytałam, a jemu natychmiast zrzedła mina. - Ubierasz się tak średnio co drugi dzień i mówisz, że musisz iść do pracy. Ale nigdy nie mówisz jakiej. Wiem, ze jesteś w sekcji szkoleniowej, ale to chyba nie wszystko.
Will westchnął i pokręcił głową. Zacisnął palce na czapce, prawie zaciskając dłoń w pięść.
-Masz rację. - pokiwał głową. - To nie wszystko. Kiedy na froncie wydarzy się jakaś tragedia... Moim obowiązkiem jest poinformowanie krewnych o śmierci żołnierzy.
Otworzyłam usta, a on odwrócił się i poszedł na górę.
-Co tak stoisz? - usłyszałam za plecami głos Jamesa. - dzwoniłem, ale Nicole powiedziała, że wyszłaś szukać wisiorka.
-Will go znalazł. - odpowiedziałam. - Nie miałeś być w pracy?
James uśmiechnął się delikatnie i pocałował mnie w policzek. Potem objął i poprowadził mnie do mieszkania Aliany.
-A Wy się znowu migdalicie? - zapytał James na widok Aliany i Kendalla, którzy siedzieli na kanapie głęboko w siebie wtuleni.
-Ciszej, David zasnął. - powiedział Kendall, prawie szepcząc.
Dopiero teraz spojrzałam na fotel, na którym leżał David zwinięty w kłębek. Tak słodko spał. Dziwne, że zasypiał zasypiał zawsze, kiedy Nicole szykowała obiad.
-A co wy właściwie oglądacie? - zapytałam, pochylając się nad kanapą.
Zobaczyłam grupkę dzieciaków, którzy biegali po lesie.
-Nie wiem, jakiś serial dla nastolatków. - Aliana wzruszyła ramionami, opierając się o pachę Kendalla. - Leci, to oglądamy.
**Logan**
Po obiedzie zrobiłem wszystkim herbatę. To chyba jedyna rzecz do spożycia, której potrafię nie zepsuć. A od tego incydentu na basenie... Zapisałem nas wszystkich na siłownię.
-Proszę. - odparłem, stawiając kubki na stole. - Uważaj, bo gorące. - ostrzegłem Davida.
-Dziękuję. - powiedział powoli, sięgając po łyżeczkę.
Obserwowałem Nicole, która już od jakiegoś zawzięcie pisała z kimś SMSy. Westchnąłem, kładąc jej dłoń na ramieniu, a ona oparła o nią swój policzek.
-Co robisz na tej komórce?
-Układam pasjansa. - odpowiedziała natychmiast. Zaraz... przecież ona nie ma w komórce żadnej gry. Ona oszukuje!
-A tak naprawdę? -przytuliłem się do niej, ale ona zdążyła już opuścić telefon.
-Układam pasjansa. - powtórzyła.
Pokręciłem głową i usiadłem obok niej. Nie pokazała mi wyświetlacza. Tylko po prostu schowała komórkę do kieszeni. Miałem ochotę ją przytulić, bo wydawało mi się, że coś ją martwi. Takie przynajmniej odnosiłem wrażenie. Westchnąłem i objąłem ramieniem. Nikt nic nie powiedział, ani nie zrobił. Po dłuższej chwili rozległo się pukanie do drzwi.
-Otworzę. - oznajmiła Jennifer, wyrywając się z objęć Jamesa.
Podbiegła do drzwi i otworzyła je, zwalając zamek i szarpiąc za klamkę. Nie patrzyłem kto to. Zamiast tego przeszedłem do kuchni.
-Co ty tu robisz? - usłyszałem przerażony głos Jennifer. - Wynoś się stąd. No już.
Odwróciłem się i zobaczyłem w drzwiach tego całego Jeffa. Widziałem, że jest naćpany. Miał zaczerwienione oczy i gniewne spojrzenie.
-Ja do Nicole. - powiedział zachrypniętym głosem. - Musi ze mną iść.
Nicole wyglądała na przerażoną. Wstała z krzesła i zaczęła się cofać, jakby chciała schować się w pokoju. Przeszedłem do drzwi, chcąc go wyrzuć. Carlos wziął Davida za rękę i wyprowadził go do sypialni Aliany, żeby nie widział awantury, która teraz była nieunikniona.
-Wyjdź. - odparłem sucho i popchnąłem go do drzwi. - Nikt nie chce cię tu widzieć. Chyba mam prawo do odwiedzania własnej siostry.
-Nie jestem Twoją siostrą, już zapomniałeś? - krzyknęła Nicole, przytrzymywana przez Roslyn. - Jestem adoptowana.
-Nicole, Nicole, Nicole... - wyśpiewał. - Już nie żywię do Ciebie urazy. Chcę odnowić kontakt...
-...albo zdobyć kasę na dragi. - dokończyła za niego Aliana. - Niedawno próbowałeś to zrobić. Zapomniałeś już? Wynoś się, albo wezwę policję.
-I ty mi grozisz, ty wredna, ruda...
-Serio nie potrafisz wymyślić na mnie bardziej oryginalnych wyzwisk? - jęknęła. - Weź stąd zjeżdżaj, no już. Drzwi są za Twoimi plecami.
-Bez Nicole nie pójdę. - powiedział, odpychając ją na bok. - Chodź do mnie, siostrzyczko.
Nicole pokręciła głową, wciąż trzymana przez Roslyn. Widziałem, jak dyszy z przerażenia. Chciałem temu gościowi wyrwać jaja, ale wiedziałem, że muszę zachować zimną krew. Nie mogę stracić nad sobą panowania.
-Ne słyszałeś? - odezwał się zachrypnięty męski głos. W drzwiach stał sąsiad z piętra wyżej, Will. - Wy*******aj. Jak nie wyjdziesz sam, to osobiście Cię stąd wyprowadzę.
-A ty kto? - prychnął Jeff, teraz zajęty wygrażaniem Willowi, który stał naprzeciwko niego w podartych jeansach i wyciągniętej bluzie dresowej. Nagle poczułem, że jest w nim coś przerażającego. - Obrońca uciśnionych.
-Coś w tym rodzaju. - oznajmił, zwalniając przejście. - Wyjdź, nikt nie chce Cię tu widzieć.
Jeff patrzył na niego przez chwilę. Teraz na serio miałem ochotę mu dokopać. Musiałem się opanować, żeby nie prowokować. Albo odwali się od mojej żony, albo... zabiję gnoja. Dupek, o którym właśnie mowa, ryknął cicho i przeszedł przez drzwi, niby niechcący trącając ramię Willa, a ten tylko patrzył zanim, puki nie zniknął z pola widzenia.
-Jeszcze tu wrócę! - jego krzyk odbił się echem po klatce schodowej.
-Tak, jasne. - prychnął Will za nam. - Już dopilnuję, żeby było inaczej! - wrzasnął i spojrzał na nas z uwagą. Jego twarz błyskawicznie złagodniała. - Nic wam nie jest? - zapytał.
-Tak, wszystko gra. - odpowiedziała Aliana, odwracając się w moją stronę i spoglądając na Nicole. - Chyba. Mam nadzieję. Trochę ogarniemy Nicole i przyjdę do was z tymi legitkami, o które mnie prosiłeś.
-Już przyszły? - uniósł brwi, spoglądając na nią z uśmiechem. - Szybko.
-Trochę to przyśpieszyłam. - wzruszyła ramionami, a on się odwrócił. - Hej, Will...
-Tak? - spojrzał na nią, przytrzymując drzwi.
-Dziękuję. - odparła powoli, rozluźniając ramiona.
-Nie ma sprawy. - odpowiedział, zamykając za sobą drzwi.
Przez chwilę było cicho. W końcu zrobiło się spokojnie. Westchnęła, podchodząc do Nicole i razem z Roslyn poprowadziły ją do pokoju. Chciałem za nimi iść, ale Kendall przytrzymał mnie za skrawek koszuli.
-Zostaw. - wyszeptał, ciągnąc w stronę wolnego krzesła. - Daj im chwilę.
--------------------------------------------------------------------------------------------------

Marnie, wiem. Chciałam jak najszybciej skończyć i wyszły prawie same dialogi. I jakoś tak mnie wzięło, że pisałam trochę o Jennifer, ale tak mnie jakoś wzięło. No, tak jakoś wyszło (wzrusza ramionami). No cóż... postaram się jeszcze trochę popisać, żeby odłożyć na następny tydzień. I muszę jeszcze napisać referat na Polski. Mam strasznie oklepany temat i szkoda, bo żaden z aktualnych początków, które napisałam wcale mi się nie podoba. Ale was to pewnie nie obchodzi. To do następnej! Dajcie mi, proszę, znać, czy wam się podobało.  

4 komentarze:

  1. Jeff powraca... Tym razem było spokojnie ale ciekawe co to będzie jak pojawi się znowu. Wątpię żeby Logan dalej nad sb panował. Świetna notka i czekam na nn
    PS. Powodzenia tym referatem ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj Loguś trzeba było sie nie powstrzymywać :) I przynajmniej herbate dobrą robi :)
    Super notka :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ' Chciałem temu gościowi wyrwać jaja, ale wiedziałem, że muszę zachować zimną krew. ' Rozbroiło mi to :d.
    Notka krótka ale świetna ♥ .

    OdpowiedzUsuń
  4. Dopiero zaczynam przygodę z twoim blogiem, i zaczęłam od tej notki.
    Jest boska! W najbliższym czasie spróbuję przeczytać wcześniejsze!
    Zgaduję że są tak samo świetne.
    Rozdział jak już wspomniałam - boski. Czekam na następny <3

    OdpowiedzUsuń