wtorek, 8 kwietnia 2014

73. Na przejściu

**James**
Posmarowałem masłem kolejną kromkę chleba. Przebywanie samemu w mieszkaniu Aliany nie było wcale fajne. David spał w pokoju Roslyn, a reszta była w pracy. Chociaż to mieszkanie znałem jak własne, nadal miałem wątpliwości, czy to w porządku tak tu siedzieć.
Przeszedłem do salonu i pozbierałem śmieci, które David tu zostawił zanim zasnął. Wiedziałem, że to dopiero początek takich brudów z dzieckiem, a mimo to już nie miałem ochoty tego zbierać.
Podniosłem głowę na dźwięk śpiewu. Drzwi były uchylone, a tak świetnie było słychać nawet najcichsze rozmowy, które nosiły się echem po ścianach.
Podszedłem cicho do drzwi i ukradkiem spojrzałem do góry. Spostrzegłem Lilę, która szła schodami trzymając w lewej ręce papierową torbę z zakupami. Po raz pierwszy słyszałem jej śpiew i już byłem pod wrażeniem jej pięknego głosu.
-Co tak stoisz w drzwiach? - Nicole przerwała moje zamyślenia i popchnęła mnie do środka. - Gdzie David? - zapytała, rzucając torebkę na fotel i spoglądając na worek ze śmieciami.
-Śpi u Roslyn. Bawił się i zasnął. - odpowiedziałem, wyjmując klubek i wsypując do niego trochę kawy zbożowej. - Z mlekiem?
-Jasne. - odpowiedziała, siadając na stołku barowym przed ladą kuchenną. - Jesteś jakiś dziwny. - odparła po chwili namysłu. - Dobrze się czujesz? - zapytała patrząc na mnie z uwagą.
-Pewnie. - wzruszyłem ramionami, wlewając trochę mleka z kartonu do garnka. - Dlaczego miałoby być inaczej?
-Nie wiem, po prostu jesteś jakiś nieobecny, jakbyś stał obok, ale nie zwracał uwagi na to, co się dzieje dookoła. To jest dziwne.
Uśmiechnąłem się pod nosem, żeby zbyć jej przypuszczenia. Faktycznie, miała trochę racji, ale to tylko przez oszołomienie, które wywołał głos Lili. Nie wiedziałem, ze ona tak potrafi śpiewać.
-Uważaj, bo uwierzę. - pokręciła głową, kiedy usiadłem przed koszem na śmieci, gotowy, żeby sięgnąć po ziemniaki. - Kipi Ci.
-Co? - zmarszczyłem brwi, podnosząc głowę.
-Mleko Ci kipi. - powtórzyła, a ja gwałtownie zdjąłem garnek z ognia, zanim cała jego zawartość wylała się na kuchenkę.
Zdjąłem garnek i zgasiłem gaz, zanim w całym mieszkaniu zaczęło śmierdzieć bromem. Zalane mleko zdążyło już zgasić ogień.
-Myślisz, że to prawda, co mówi Roslyn? - zaczęła, jakby chciała zmienić temat. - Twierdzi, że ta kuchenka ma jakieś sto pięćdziesiąt lat.
-Niby skąd by się tutaj wzięła? - powiedziałem, wlewając mleko do kubka i stawiając przed Nicole. - Roslyn często mówi różne rzeczy. - zauważyłem, sięgając po ziemniaki.
-Będziesz gotował obiad? - zapytała Nicole, opierając się o blat kuchenny. - Przecież...
-Kendall zrobi frytki. - przerwałem jej, kiedy wciąż nie zmieniała wyrazu twarzy. - Poprosił mnie, żebym zaczął zanim przyjdzie. Wiesz jaki on jest.
-No wiem, prosi innych, kiedy sam nie może.
**Roslyn**
Wybiegłam z muzeum, rozglądając się za samochodem Carlosa. Niech to szlag... Czy to zawsze mnie musi spotykać? Umawiamy się na romantyczną kolację, szef twierdzi, że mnie nie będzie wzywał przez jakiś tydzień. A tu bach! Zjawia się jakiś nadęty bogacz ze swoim podniszczonym dziełem sztuki wartym pół miliona, a już miałam wychodzić... I kto musi go odreagować? Roslyn! Bo oczywiście reszta jest za słaba. Mogliby się w końcu podszkolić, a nie wiecznie zwalać robotę na mnie!
-Przepraszam za spóźnienie. - powiedziałam, wsiadając do samochodu Carlosa. - Nie gniewasz się na mnie? - spojrzałam na niego z ubłaganiem.
-Oczywiście, że nie. - pocałował mnie w policzek. - Znowu zatrzymali Cię po godzinach?
-Tak i szczerze mówiąc mam tego dość. - odpowiedziałam, krzyżując ramiona. - Idziemy na tą kolację? - jęknęłam.
-Niestety, rezerwacja nam przepadła. - odpowiedział z wyraźnym bólem w głosie.
I to wina mojego szefa! Jego, bo kogo innego? To on mi każe zostawać po godzinach.
-Nie przyjmuj się. - odparł, uruchamiając silnik. - Będą inne kolacje, na pewno. To tylko kolacja. Przepadła, trudno. Może zamiast tego spędzimy trochę czasu na kanapie? Obejrzymy jakiś film...
-U nas? - uniosłam brwi, patrząc na niego ze zdziwieniem.
-A czemu nie? - wzruszył ramionami. - Z tego, co zauważyłem, Aliana ma całkiem pokaźną kolekcję. Dzisiaj ona i Kendall nocują u nas w domu, więc...
Nie zdołał dokończyć, bo nagle coś, albo ktoś wyskoczyło nam pod koła. Carlos wydał z siebie zduszony okrzyk i zahamował z piskiem opon. Przez chwilę siedział w samochodzie oddychając głęboko, ale po minucie otrząsnął się z szoku i wybiegł na jezdnię. Chwilę później zrobiłam to samo, patrząc jak pomaga wstać nastoletniemu chłopakowi.
-Na pewno, wszystko w porządku? - zapytał, prowadząc go na chodnik uliczny. - Powinieneś iść do lekarza, żeby się upewnić, czy wszystko gra...
-Nie! - przerwał mu, wyrywając mu się z uścisku. - Nic mi nie jest. Na pewno.
-Spokojnie, zawieziemy Cię do szpitala, zbada Cię i jeśli powie, że wszystko gra, będziesz mógł wrócić... - próbował go przekonać.
Zachowanie tego chłopaka wydało mi się znajome. Nie chce dać się zbadać, na sam dźwięk lekarza broni się jak może... Już chyba wiem, co jest grane.
-Nie masz ubezpieczenia, prawda? - zapytałam, a on trochę się uspokoił. - To dlatego nie chcesz jechać na badania powypadkowe.
Przez chwilę patrzył na mnie jak wryty i oboje mierzyliśmy się wzrokiem. Po jego spojrzeniu zobaczyłam, że mam rację.
-Nie będę dla nikogo problemem. - powiedział, już odwracając się, żeby pójść dalej, ale Carlos przytrzymał go za ramię.
-Człowieku, kłopotów to ty mi narobisz, jeśli cię teraz puszczę, a później coś Ci się pogorszy. Wsiadaj, jedziemy do szpitala.
**Kendall**
Zjedliśmy wspólny obiad (tylko bez Carlosa i Roslyn), a potem grzecznie pojechaliśmy do domu. No, świetnie. No i musiałem porozmawiać z Alianą. O dziecku.
-Chciałem Cię o coś zapytać. - powiedziałem, kiedy usiadłem obok niej na kanapie.
-To pytaj, a nie się droczysz. - oznajmiła, stawiając dwa kubki na stoliku do kawy.
-Byłaś na USG? - zapytałem, patrząc na nią uważnie.
-Nie raz, naprawdę. - odpowiedziała, rozmasowując sobie kostki, które były nieco zaczerwienione. - A czemu pytasz? - mruknęła, podając mi ciasteczka na talerzyku, które upiekła kilka dni wcześniej. - Wcześniej mnie o to nie pytałeś.
-Chciałbym wiedzieć, czy będzie chłopczyk, czy dziewczynka. - odpowiedziałem zupełnie szczerze.
-Tego sama jeszcze nie wiem. - uśmiechnęła się, - Możesz iść ze mną, jeśli chcesz. Wizyta w przyszły czwartek. Sam zobaczysz jak bije serduszko maleństwa.
Pogłaskała mnie delikatnie po policzku. Jak ona to robi? Zawsze wie, co chcę powiedzieć, a nawet nie zdołałem dokończyć zdania. Tak bardzo ją kocham.
Musnąłem wargami jej usta. Była taka śliczna, kiedy się uśmiechała. Moja ukochana...
__________________________________________________________________
Słabo, wiem. Chwilowo cierpię na brak weny do tego bloga, bo wczoraj wyczerpałam prawie cały zapas na „Rycerza i Królową” w moim notesie. Planuję powrót, ale jeszcze nie wiem, co mi z tego wyjdzie. W ogóle nie czuję się dzisiaj najlepiej. Ale nie ważna. Teraz uwaga, będzie przynudzanie.
Jest jeszcze jedna rzecz, którą mam wam napisać już od dwóch tygodni. Tylko się nie obraźcie, bo nie macie pojęcia co się w tej mojej porąbanej główce dzieje. Zawsze mnie bawi, jak w komentarzach piszecie „Rozdział”. Notki na tym blogu miały być śmiesznie krótkie, ale potem same zaczęły mi się dłużyć i tak już zostało. Notkę „Rozdziałem” nazwałam raz. Nie pamiętam, czy tutaj, czy na Facebooku. Nie wiem, czemu, miała wtedy gorączkę, ale domyślam się, że to było po tym, jak miałam do nadrobienia osiem blogów na liście czytelniczej. No i wyszło jak wyszło. Poza tym każdy komentarz sprawia, że mimowolnie się uśmiecham. Dzisiaj sobie na kilka tych komentarzy odpowiem, jeśli pozwolicie.

Kendall jest z tobą biedny :p
No, co ty nie powiesz... Po prostu lubię robić z niego ofiarę. Lubię, jak w opowiadaniach jest taki biedny i poszkodowany.

Zaczynając czytać tą notkę, pomyślałam że to jakiś żart ;). W końcu dzisiaj 1 kwietnia i Kendall robi Sobie żarty :). Ale wgłębiłam się, i przestraszyłam się. Biedny Kendall, On kiedyś naprawdę zrobi Sobie krzywdę :d. 
Rozdział świetny ;3. Czekam na następny :).

A dasz wiarę, że pisałam to dzień wcześniej? Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że 1 kwietnia jest prima aplilis. I tak. Kiedyś naprawdę zrobi sobie krzywdę. To Ci mogę obiecać.

Rozdział świetny ;D biedny Kendall. Nicole dobrze pomyślała żeby nauczyć się gotować, bo z Loganem to problemy żołądkowe gwarantowane ;)
Ale tak na przyszłość gdybyś chciała podtopic kogoś jeszcze, to w takim wypadku resustytację krążeniowo-oddechową zaczyna się od wdechów ratowniczych ;) Nie żebym się mądrował, taka koleżeńska rada ;*

Na PO tego nie było, ale zapamiętam. Dzięki!

Oj Loguś trzeba było sie nie powstrzymywać :) I przynajmniej herbate dobrą robi :)
Super notka :)

Od razu widać, że optymistka! I od razu świat staje się piękniejszy.



6 komentarzy:

  1. Haha mój komentarz z Twoim opisem wydaje sie duzo śmieszniejszy :D Ale to tylko dla mnie bo ja sie śmieje ze wszystkiego :D I popełniłaś błąd przy słowie :słaby: na dole swojej notki, bo on był mocny :) Musisz to poprawić XD

    OdpowiedzUsuń
  2. W tej notce dałaś Kendowi trochę odsapnąć :p

    OdpowiedzUsuń
  3. Krótko i na temat ;3. Z niecierpliwością czekam na wynik badań ;).
    Dziękuję za komentarz do komentarza ;). Kendall.. Tylko nie umieraj ! ;D.

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozdział genialny, czekam na nexta

    OdpowiedzUsuń
  5. Zgadzam się z Marlą. Zasadziłaś takiego byka, że po prostu masakra. Ten rozdział lub jak wolisz- notka był/ była świetny/ świetna. Może mało się działo, ale czasem tak być musi. Tak sobie myślę, że u Kendalla pewnie będzie dziewczynka, bo jak u Jamesa jest chłopczyk.. To są tylko moje przemyślenia :) Dzisiaj Logan nie gotował, wszyscy odetchnęli z ulgą :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Ta NOTKA ;) jest świetna. A najlepszy jest koniec. Słodki, uroczy i ogólnie taki awwwwwwwwww ^_^


    Klaudia Schmidt

    OdpowiedzUsuń