czwartek, 10 kwietnia 2014

74. Nowa praca Jen

**Jennifer**
Zbiegłam na sam dół, zmierzając w stronę samochodu. Jak ja mogłam zaspać? I to pierwszego dnia do nowej pracy? Kiedy mi powiedzieli, że nickelodeon otwiera sieć barów dla dzieci i młodzieży... Nie mogłam uwierzyć. I zgłosiłam się na stanowisko kelnerki, która od czasu do czasu mogłaby coś zaśpiewać. W końcu byłam w chórkach Big Time Rush.
-Jen, zaczekaj! - krzyknęła Aliana, zamykając mieszkanie. - Zawiozę Cię!
-Mogłabyś? - zapytałam z ulgą w głosie. - Dzięki, ratujesz mi życie!
-Jasne, uważaj, bo się rozkleję. - prychnęła, kiedy szłyśmy do jej samochodu. - I zmyj większość makijażu. Dzieci tego nie lubią, a nastolatki zaczną cię wyzywać od tapeciar.
-Myślisz? - zmarszczyłam brwi i zaczęłam szukać toniku w torebce.
-Tak, w schowku masz chusteczki do demakijarzu. - pokiwała głową, błyskawiczne wyjeżdżając na drogę. - Te delikatne. Nie podrażnisz sobie cery.
Z lekkim wahaniem wyciągnęłam pudełko zamykane na ścisk. Szybko wyciągnęłam jedną wilgotną ściereczkę pachnącą wanilią. Tylko czemu wanilia? Zaczęłam sobie przecierać twarz, starając się pozbyć jaskrawych cieni z powiek. Z tym rzeczywiście odrobinę przesadziłam.
Kiedy już w końcu skończyłam się „odupiększać”, wyprostowałam się w spojrzałam na jezdnię i z roztargnieniem stwierdziłam, że nie znam tej ulicy?
-Gdzie my jesteśmy? - zapytałam, rozglądając się po witrynach sklepów i barów, których nie znałam.
-Na Magnolia Street. - odpowiedziała, skręcając na skrzyżowaniu. - Gdzieś tu jest kawiarnia do której Cię przydzielono. Szef stacji jest taki, a nie inny.
-I on się będzie tym wszystkim zajmował? - uniosłam brwi, sprawdzając w lusterku, czy niem mam żadnych czerwonych śladów.
-Oczywiście, że nie. - Aliana pokręciła głową, parkując przed budynkiem pomalowanym na pomarańczowo z napisem „NickCafe” z Bobem Kanciastoprtym i Pingwinami z Madagaskaru na szyldzie. - Alex chce rozwijać interes, ale nie może się rozdwoić. Poza tym jest za leniwy, żeby wszystkiego pilnować. Od tego ma Managerów, których nie wiem ile zatrudnił.
-Ale przecież on często bywa w stacji, wzywa do siebie chłopaków, pilnuje jak pracują...
-Tylko przy niektórych programach. - zauważyła. - Animacji w ogóle nie pilnuje, bo twierdzi, że nie da się tego rozwalić. A na aktorów lubi się powydzierać.
-Co? - zmarszczyłam brwi, patrząc na nią ze zdziwieniem.
-Nie rób takiej miny! - krzyknęła, wytrącając mnie z zamyślenia. - Wszystko będzie dobrze. A teraz leć, bo się spóźnisz.
-No jasne. - wysiadłam z auta i pochyliłam się nad szybą. - A ty nie zapomnij o wizycie u ginekologa. I Kendalla nie zapomnij.
-Nie zapomnę. Na razie.
**Logan**
-Chłopaki, jeszcze raz! - krzyknął Dave, od nowa pokazując nam choreografię, a my jak automat powtarzaliśmy jego ruchy. - Raz, daw trzy! Raz, dwa, trzy! Logan, pół kroku do przodu! Jesteś za blisko Jamesa! Raz, dwa, trzy! Raz, dwa, trzy!
Wykonałem jego polecenie, będąc już wściekłym na tego gościa, bo zaczynał mi działać na nerwy. Przecież mamy to obkute! Czemu on tak się nad nami znęca?
-Dave, już to znamy! - wydyszał Carlos przekrzykując muzykę. - Jesteśmy zmęczeni, daj już spokój! Koncert jest dopiero za tydzień, a to ostatnia choreografia.
Dave spojrzał na niego ostrym wzrokiem i wszyscy wstrzymaliśmy oddech, kiedy ucichła muzyka. Sam czułem, jakby serce miało mi wyskoczyć z piersi.
-Dziesięć minut przerwy! - zarządził, wyłączając magnetofon. - A skoro uważacie, że wszystko już potraficie, to po przerwie zaczniemy powtórki. A teraz odpocznijcie, skoro tak bardzo tego potrzebujecie.
I wyszedł, a my odetchnęliśmy z ulgą. Opadłem ciężko na podłogę, starając się uspokoić oddech.
-Nienawidzę go! - westchnąłem, zamykając oczy.
-Nie jest taki zły. - odpowiedział Kendall, który pokonał już swoją zadyszkę. - Masz, napij się.
I położył mi butelkę zimnej wody na brzuchu. Poczułem przyjemne chłodzenie, które rozchodziło się przez skórę do jelit.
-Dzięki stary! - westchnąłem, otwierając butelkę.
-Pij na siedząco! - ostrzegł James, który siedział na ławce, nad miską zimnej wody. - Żebyś się nie zachłysnął.
-Jasne, tatusiu!- odkrzyknąłem przez salę.
Pokręcił głową z dezaprobatą i wrócił do przemywania twarzy zimną wodą. Nie wiem, w czym to miałby mu pomóc, ale robił tak na każdych ćwiczeniach. Spojrzałem na Kendalla, który rozmawiał z Carlosem, siedząc po turecku pod ścianą. Zachowywał się strasznie cicho... i coś często się uśmiechał. Czyli częściej niż zwykle. Cieszyłem się, że jest szczęśliwy i życie trochę dało mu odsapnąć. Bo takie odpoczynku potrzebuje.
-Dobra, panowie! - z przejścia rozległ się krzyk Dave'a. - Koniec tego leniuchowania! Bierzemy się do pracy!
Właśnie! Wspomniałem już, że go nienawidzę?
**Kendall**
Po skończonych ćwiczeniach z tańca, wybiegłem z samochodu. Byłem taki szczęśliwy! To dzisiaj zobaczę nasze maleństwo! Nie wiedziałem jeszcze, czy chcę znać płeć, ale tak bardzo marzyła mi się dziewczynka. Nigdy nie miałem siostry, no może nie licząc Ciary, ale to się nie liczy, a tak bardzo chciałbym mieć córkę.
-Hej kochanie. - oznajmiłem, otwierając drzwi i całując ją na powitanie. - Przesiadaj się. Poprowadzę. Nie powinnaś się teraz przemęczać.
-Ale to mój samochód. - powiedziała, nadal nie wstając. - I to nie jest męczące. Na prawdę.
-Wolałbym, żebyś siedziała obok. - powiedziałem, a ona posłusznie wysiadła i przelotnie pocałowała mnie w policzek, przechodząc na drugą stronę.
-To o której mamy tam być? - zapytałem, zapinając pasy.
-Wizyta jest za pół godziny, ale lepiej być kilka minut wcześniej. - powiedziała, kiedy dołączyłem nas do ruchu drogowego.
Powtarzałem sobie w myślach adres gabinetu lekarskiego. Nie chciałem dać plamy i to szczególnie w taki szczególny dzień. Bo dla mnie był szczególny. Ślub za miesiąc i zjedzie się cała moja rodzina. Chcieliśmy wziąć taki cichy ślub, jak Logan i Nicole, ale babcia by mi tego nie wybaczyła.
Jechaliśmy, rozmawiając o dzisiejszym dniu. Aliana znowu robiła sesję Cassidy i była na kilku planach w stacji. No i oczywiście wszystko powysyłała już do szefa posortowane i opisane. Łał... A my tylko tańczyliśmy.
-Tylko? - zaśmiała się, ścierając jasnoróżową szminkę. - Idę o zakład, że Dave dał wam niezły wycisk i teraz go nienawidzicie.
-Logan go nienawidzi. - odpowiedziałem, wjeżdżając na boczną ulicę, gdzie był gabinet ginekologa. - I racja, dał na wycisk. Ale to dobrze, bo to znaczy, ze mu zależy i nie robi choreografii na pół gwizdka. A to bardzo dobrze o nim świadczy.
-Mój kochany pracuś. - dała mi całusa, kiedy zaparkowałem pod miniaturową willą. Gabinet był na dole, mieszkanie na górze. Standardowe cieńcie kosztów wynajmu, dla kogoś, kto zakłada prywatny, czysty interes. Wcześniej chodziłem tak do dentysty, ale nawet mi się podobało. Już biorąc pod uwagę te kłótnie między ojcem a synem piętro wyżej. A głos w tamtejszej rezydencji doskonale się niósł.
Wysiedliśmy z samochodu i przeszliśmy do gabinetu lekarza. Miejscówka była całkiem przytulna. Poczekalnia ze stosem czasopism na stoliku i telewizor z włączonym kanałem muzycznym.
-Dziwne, że nikogo nie ma. - mruknąłem, siadając z nią na krzesełku. - Wygląda na porządny gabinet, więc nie zdziwiłbym się, gdyby był tu tłok.
-Doktor Garcia ceni w sobie organizację i nie lubi przyjmować pacjentów w pośpiechu. - wyjaśniła miękkim tonem. - Dlatego nikogo nie ma. Rzadko ktoś przychodzi, bez wcześniejszego ustalenia.
-Pani Hamilton! - usłyszałem głos starszego mężczyzny. - Zauważyłem, ze pani już jest. A ten dżentelmen, to kto?
-Kendall Schmidt, mój narzeczony. - odpowiedziała, a ja uściskałem dłoń starego Latynosa o srebrnych włosach.
-Narzeczony? - powtórzył. - Ojciec dziecka, jak się domyślam.
-Dokładnie. - pokiwałem głową.
-Będzie obecny przy badaniu. - dodała Aliana.

-W takim razie zapraszam do gabinetu. - wskazał ręką na drzwi, a my weszliśmy do środka.  
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
I koniec... na dzisiaj. I z tej notki jestem zadowolona. A teraz będzie typowe dla mnie "trucie". Zauważyłam, że spodobało Wam się moje odpowiadanie na komentarze po skończonej notce. Dlatego od dzisiaj coś takiego będzie funkcjonować w każdą pierwszą notkę miesiąca. Możecie mi zadawać pytania, dawać rady, czy żartować na temat treści, czy zachowania bohaterów. Na pytania będę odpowiadała na bieżąco, ale jakby ktoś chciał otrzymać odpowiedź w ciągu 24h (zależy od mojego przesiadywania przed komputerem), tu jest mój ask. Tylko przed treścią pytania, proszę, żebyście napisali nazwę bloga w nawiasie kwadratowym, żeby było wiadomo o co chodzi. No i na dzisiaj to wszystko. 
Dajcie znać, jak podobała Wam się notka. Trzymajcie się! Do następnej! 

6 komentarzy:

  1. Notka super, jak zawsze :) a ten pomysl z odpowiadaniem na komentarze, genialny :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetna notka :).
    Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy, wizyty i Ginekologa :).

    OdpowiedzUsuń
  3. Myślałem że dziś poznamy płeć no ale cóż, trzeba uzbroić się w cierpliwość :)
    Rozdział super ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. A jesli to beda blizniaki? Haha :) takie dwa male szkraby. Dzidzie Schmidt :) oj chyba lepiej nie blogoslaw ich w dwupaku :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Czekam co tez to usg pokażę. jestem bardzo ciekawa.

    OdpowiedzUsuń
  6. Boże przepraszam znowu za brak komentarzy z mojej strony :( Nie wyrabiam, dałam radę dodać coś u siebie i tyle no bo teraz mieliśmy poprawki i musiałam poprawić oceny żeby potem dostać się do dobrej szkoły. Jestem ciekawa czy to będzie chłopczyk czy dziewczynka no i w jakiej liczbie :D Czekam nn:*****

    OdpowiedzUsuń