czwartek, 24 kwietnia 2014

78. Wesele

**Nicole**
Wesele Kendalla i Aliany ciągnęło się w najlepsze. No, może nie do końca wesele, bo na to potrzeba minimum stu osób, ale w mniejszym gronie była jeszcze większa zabawa.
Muszę jeszcze przyznać, że nie doceniłam wcześniej możliwości Cassidy i teraz tego żałuję. Nie mam pojęcia, jak udało jej się przekonać tylu ludzi, żeby zorganizować ślubną imprezę dla zaledwie czterdziestu osób. I to dodatku tak wypasioną imprezę.
Ale Logan gdzieś zniknął pół godziny temu. Powiedział, że idzie tylko na minutę po piwo, a tymczasem nie wracał do tej pory. Miałam zamiar wyjść i go poszukać, ale... Ale coś mnie przed tym powstrzymywało. Tylko nie potrafiłam powiedzieć co.
-Skarbie, co się dzieje? - zapytała Roslyn, podchodząc do mnie z kubkiem soku w rękach. - Wyglądasz na zmartwioną. Niedobrze Ci?
-Nic mi nie jest. - odpowiedziałam. - Nie wiesz, gdzie jest Logan?
Roslyn wzruszyła ramionami. Jej wymodelowane włosy zakołysały nad jej ramionami. Wyglądałam teraz wyjątkowo pięknie, ale tak... nienaturalnie.
-Ostatnio był z tobą i wyszedł do baru. - oznajmiła, opierając się o szafkę. - Chcesz, żebym go z tobą poszukała? - zaproponowała.
-A mogłabyś? - ucieszyłam się, widząc jej uśmiech. - Nie chciałabym teraz zawracać głowy Kendallowi i Alianie. Wiesz, to ich dzień.
-Wiem i dlatego nie pozwolę, żeby cokolwiek, to popruło. - powiedziała. - I nie wiem, dlaczego, ale mam złe przeczucia.
Podniosłam głowę na jej spostrzeżenie. Czy ona potrafi czytać mi w myślach, bo jak tak, to robiła sobie za mnie dość nieładne żarty.
-Może zadzwoń do Logana, co? - zaproponowała po chwili. - Kurcze, mogłam na to sama wpaść! No oczywiście...
Pomacałam się po kieszeniach i zdałam sobie sprawę, że komórka wciąż jest w marynarce Logana. Niech to szlag... A mogłam jednak wziąć torebkę. Za ciężko by mi nie było!
-Logan ma moją komórkę. - oznajmiłam, kładąc dłonie na udach.
-Zadzwoń z mojego. - powiedziała, wyciągając telefon z kieszeni aksamitnego żakietu. - Masz go w wybieranych. Nie szukaj po książce telefonicznej.
Westchnęłam i nacisnęłam zieloną słuchawkę, która w jej telefonie wyglądała, jakby była niebieska. Imię Logana znalazłam już na trzeciej pozycji. Widać, niedawno ze sobą rozmawiali. Wybrałam jego numer i przyłożyłam słuchawkę do ucha.
Długo nie odbierał. Za długo. W końcu sygnał oczekiwania został przerwany i usłyszałam jego głos. Roslyn patrzyła na mnie u uwagą, machając ręką, żebym się odezwała.
-Roslyn, czego chcesz?
-To nie Roslyn, to ja, Nicole. Gdzie jesteś? - zapytałam, krzyżując ramiona.
-Skarbie, jestem w pokoju. Musiałem...
-Słonko, nie trać czasu. Mamy sporo do zrobienia. - usłyszałam głos jakiejś dziewczyny. - Chyba chcesz uszczęśliwić swojego tygryska, prawda?
-Logan, co się tam dzieje? - zaczęłam panikować, czując, że płonę na twarzy.
W naszym pokoju, tak? Pośpiesznie wbiegłam na schody, zmierzając w stronę pensjonatu, w którym mieliśmy dzisiaj spać. Co za zdzira...
Nie zwracałam uwagi, na to, jak Roslyn i Kendall za mną krzyczą. Pewnie za mną pobiegli, ale wcale się tym nie przejęłam. Logan to mój mąż! Miałam nadzieję, że to jakiś żart. Że to po prostu jakaś smarkula, przechodząca obok... Nie wiem, cokolwiek.
Wbiegłam do pokoju, nawet nie pamiętając drogi schodami i korytarzem. Drzwi były otwarte.
-Nicole, nie wchodź tam! - krzyknęła Roslyn, muskając moją dłoń. Chyba chciała mnie zatrzymać łapiąc za rękę... Nie wiem. W każdym razie przemknęłam przez dzwi i stanęłam naprzeciwko naszego łóżka.
-Ty świnio! - krzyknęłam w stronę Logana, na którym leżała jakaś laska.
Wyglądali jak... Trudno mi to jakkolwiek określić.
Czułam się zraniona i to do żywego. Ta laska wyglądała jak jakaś dziwka. Jak Logan mógł mnie zdradzić? I to z taką wywłoką... Lafiryndą, czy...
-Skarbie... - jęczał Logan, próbując się uchronić przed poduszkami, którymi w niego rzucałam. - Ja Ci wszystko wytłumaczę. Ona się na mnie rzuciła... Ja...
-Zgodziłam się za Ciebie wyjść! - wrzasnęłam. - A ty mi robisz taki numer? Jak możesz?
Słyszałam kroki, zaraz potem ktoś złapał mnie od tyłu. Po dłuższej chwili zorientowałam się, że to Kendall oplata mnie ramionami, żebym nie mogła już atakować Logana.
-Lynn, co ty tu robisz? - wrzasnął w stronę owej zdziry.
A więc to jest ta słynna Lynn... Tylko dlaczego padło na mojego męża?
-Obiecałam Ci, że zniszczę twoją narzeczoną, od pewnego czasu żonę. I to jest pierwszy krok. Nie wiesz, co robić dalej? - prychnęła w jego stronę... W naszą stronę. - Bo ja wiem.
-Powiesz mi, co kombinujesz? - zapytał chłodno, w końcu mnie puszczając.
-Na początek pozbawię Twoją żonę przyjaciół. - oznajmiła. - Kiedy zostanie sama, ty również do mnie przybiegniesz. Wiem, że się nie mylę. Każdy mój plan jest udany. Każdy. Nie zmieni tego ani Twoja ruda żmija, ani ta blondyneczka, z gniewnym wyrazem twarzy.
Usłyszałam kroki i odwróciłam się w stronę drzwi. Zobaczyłam Alianę, Jen, Cassidy i braci Schmidt idących za nimi.
-Kogo ja widzę? - prychnął Kevin, podchodząc do Lynn. - Mało Ci jeszcze?
-O czym mówisz, kochanie? - zapytała go tonem słodkiej idiotki. - Przecież sam chciałeś.
Nie widziałam, co ona robi, ale mogłabym przysiąc, że właśnie kreśli girlandy na torsie Kevina.
-Przez Ciebie narzeczona ze mną zerwała.
-Bo weszła, kiedy... - zrobiła pauzę, kiedy Kevin zaczął się od niej odsuwać. - się kochaliśmy.
-Nie udawaj niewiniątka. - powiedział, jakby się odzywał do czegoś obrzydliwego. - Sama wlazłaś mi do łóżka. Ja się do Ciebie nie pchałem.
-Dobra, dość tego. - krzyknęła Jen, robiąc krok na przód.
-Albo Cię wyprowadzimy. - dodała Cassidy. - Wybieraj.
Lynn wcale się nie poruszyła. W końcu podniosła nożyk do papieru leżący na sekretarzyku i rzuciła nim we mnie i Kendalla. Kendall zareagował impulsywnie, pochylając się nad podłogą, pociągając mnie ze sobą.
-Nie w mojego męża, suko. - wrzasnęła Aliana, uderzając ją w skroń metalową tacą, którą zostawiliśmy rano na szafce.
Lynn padła na podłogę. Nie zauważyłam, żeby to coś się poruszyło...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Wiem słabo. Nieźle się męczyłam nad tymi wypocinami. Ostatnio nie mam na nic siły i miewam same złe dni, ale mam nadzieję, że to wkrótce minie. I jeszcze muszę obejrzeć to durne „Przedwiośnie”... Mówię „durne”, bo już raz próbowałam to obejrzeć. Wyłączyłam po czterech minutach, bo nie mogłam wytrzymać. A co do Opowiadania, nie martwcie się, bo Aliana nie zabiła Lynn. Nie jest przecież morderczynią. I dziękuję Wam za te wszystkie komentarze. Będę miała na co odpisywać we Wtorek. Trzymajcie się!  

7 komentarzy:

  1. Słabe? Słabe?! To było słabe??? To nie było słabe :) to było znakomite :D kurde... Lynn ty suko! Brak mi słów aby ją opisać bo nawet na to nie zasługuje. Biedna Nicole. Ta szmata opętala Logana, ale on niech niewinnego nie udaje :) super nocia :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na twoim miejscu nazwalabym rozdzial: Suka na podłodze :D

      Usuń
  2. Jakie słabe?! To jest niesamowite! Chociaż mogli tej tacy tam nie zostawiać no ale nie wiedzieli że Aliana będzie musiała jej użyć :) Też bym chętnie przywaliła Lynn. Pewnie ta oskarży ich o pobicie żeby do końca zniszczyć Kendallowi życie :/ No nic mam nadzieję że wszystko będzie okey i czekam nn:*****

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgadzam się z dziewczynami.. Słabe? O nie ! Wręcz przeciwnie genialne ;). Twój talent mnie zadziwia za każdym razem, gdy czytam opowiadanie. Już nie wiem co pisać :). Lynn.. Przesadziła tym razem! Wstrętna Suka! Ale żeby dać się tak uwieść? Oj Logan.. Współczuje chłopakowi :).Czekam na następny ;** .

    OdpowiedzUsuń
  4. Ha Ha! Wiedziałem, że ta szmata uwiedzie któregoś z chłopaków. Ciekawe co teraz zrobi Nicole, mam nadzieje, że mu wybaczy, bo tworzą fajną parę ;)
    Rozdział był GE-NIAL-NY! Nigdy, przenigdy nie mów, że którakolwiek twoja notka jest słaba. ;D

    OdpowiedzUsuń
  5. Nominowałam cię do LBA :)
    Więcej u mnie :)
    http://i-will-love-you-unconditionally-s-b.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Nominuje Cie do LBA, więcej u mnie ;3
    http://say-you-re-gonna-love-me.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń