czwartek, 22 maja 2014

86. Zabiję gnoja!

**Aliana**
Will już wyszedł. Chciałam go skrzyczeć, powiedzieć mu, że nie powinien się tak zachować, ale w końcu zostałam sama w mieszkaniu z kubkiem niewypitej herbaty. Co on zrobił? Jak mógł? Przecież przyjaźnimy się od dziecka, a on wywinął taki numer!
Ale wiedziałam, że muszę powiedzieć Kendallowi. On po prostu misi o tym wiedzieć. Przecież jestem jego żoną i... nie zdradziłam go! Przecież to Will mnie pocałował. Nie ja jego.
Podskoczyłam, kiedy drzwi gwałtownie się otworzyły i do środka weszli James, Jen, David i oczywiście Kendall. Musiałam mu o tym powiedzieć. Teraz, albo nigdy.
Kendall podszedł do mnie i pocałował mnie w policzek na powitanie. Jak zawsze. Bo to przecież takie normalne. Robi tak zawsze. Zawsze.
-Coś się stało? - zapytał, kiedy zwiesiłam wzrok.
-Tak. - wyszeptałam, kiwając głową. - Muszę Ci coś powiedzieć.
Wzięłam go „na stronę”, upewniając się, że Jen i James zajęli się Davidem. Westchnęłam i zebrałam w sobie wystarczając dużo odwagi, ale nagle zrobiło mi się niebezpiecznie sucho w ustach, jakby cały mój organizm bronił się przed całą tą sytuacją.
-Will mnie pocałował. - wyrzuciłam z siebie.
-Co? - Kendall zmarszczył brwi, a chwilę potem rysy jego twarzy przybrały dziwny, groźny kształt. - Zabiję gnoja! - krzyknął, wybiegając z mieszkania na klatkę schodową.
-Kendall, nie! - dogoniłam go, łapiąc za ramię. - To bez znaczenia, bo on tego żałuje.
-Kochanie, on cię pocałował. - powtórzył po mnie. - A nie miał do tego prawa. Co zrobiłaś, kiedy on... - nie dokończył, jakby nagle odebrało mu głos.
-Odepchnęłam go. - powiedziałam, krzyżując ramiona na piersiach.
-No i dobrze! - krzyknął i pobiegł na górę, zanim zdołałam się zorientować.
Zaczęłam za nim biec, ale on był za szybki. Weszłam po schodach, ale zanim dotarłam pod drzwi mieszkania Willa, Kendall już wtargnął do środka.
-Do mojej żony szmaciarzu? - wrzasnął odciągając go od stołu w kuchni. - Co ty sobie myślałeś?
Byłam zaskoczona jego reakcją, bo on nigdy się tak nie zachowywał. Nie był agresywny, nawet nie podnosił głosu. Aż do teraz.
-Kendall... - złapałam go za rękę, żeby go powstrzymać, ale nie miałam pewności, czy to się uda, bo teraz był bardzo wzburzony. - Zostaw.
O dziwo podziałało, bo się uspokoił i po raz ostatni na niego spojrzał.
-Nawet nie waż się do niej zbliżać. - wycedził przez zaciśnięte zęby.
**Carlos**
Kolejne rachunki... Wygląda na to, że ojciec wywali swojego księgowego na zbity pysk i nikt nie chce się podjąć stanowiska. Głodowa stawka i prezes tyran mają swoje konsekwencje, tylko dlaczego ojciec nie potrafi tego pojąć.
-Co robisz? - usłyszałem głos Nicole, która weszła do salonu.
-Znowu księgowość. - westchnąłem. - wygląda na to, że w jego firmie nie ma ani jednego księgowego. - Więc ojciec musi się zadowolić mną.
-Mówiłeś, że Cię wydziedziczył. - powiedziała. - Więc czemu do Ciebie przychodzi.
-Widać, nie ma innego wyjścia.
-Robisz te rozliczenia za darmo, co nie? - zapytała, wyjmując z lodówki butelkę soku pomarańczowego.
-No tak, a co to ma do...
-Bo nie potrafisz innym odmówić. - wypaliła.
Gwałtownie podniosłem głowę, rzucając długopis. Tym mnie zastrzeliła. Potrafię innym odmawiać.
-Nie prawda. - zaprzeczyłem. - Podaj jeden powód.
-Prawda, prawda. - pokiwała głową. - przedwczoraj jedna starsza pani przewróciła się na schodach, a ty zawiozłeś ją do domu, kiedy powiedziała, że nie ma jak wrócisz. Tydzień temu James kazał Ci się zaopiekować Davidem, mimo że ty byłeś już umówiony z Roslyn. A dwa tygodnie temu oddałeś przysługę swojemu największego wrogowi, wiedząc, że on i tak będzie miał cię głęboko w dupie.
-Miałaś podać jeden powód. - patrzyłem na nią spode łba, czując, że się czerwienię. - Nie słuchałaś.
-Carlos, błagam cię. - jęknęła, wywracając oczami. - Uważam, że powinieneś się postawić ojcu. On prawie tobą manipuluje.
-Zaraz manipuluje... - pokręciłem głową, starając się znaleźć ostatni rachunek. - Po prostu zwraca się do mnie o pomoc, a to nic wielkiego.
-Dla Ciebie może nic wielkiego, ale dzięki tobie on wie na czym stoi. - oznajmiła. - W przedsiębiorstwie księgowość jest bardzo ważna. Nawet ważniejsza od promocji.
-A ty niby skąd wiesz?
-Mój tata był księgowym. Znaczy... Zanim wylądował w rynsztoku.
**Kendall**
Wróciliśmy do mieszkania, jak już trochę ochłonąłem. James i Jen dziwnie na mnie patrzyli. Nie wiem czemu, ale odnosiłem wrażenie, że nie chcą ze mną rozmawiać. Wygląda na to, że słyszeli całą kłunię. Może nawet się mnie bali.
-Co Aliana Ci takiego powiedziała? - zapytał w końcu James, podchodząc do mnie na balkon. - Jesteś zdenerwowany.
-Will ją pocałował. - wykrztusiłem, pokonując ogromną gulę w gardle, która nagle zebrała mi się kiedy chciałem mu to podpowiedzieć.
-Żartujesz! - wybuchnął śmiechem, ale opanował się, kiedy spiorunowałem go wzrokiem. - Nie żartujesz. Ło... No to grubo. Jak ona zareagowała?
-A jak miała zareagować? - wzruszyłem ramionami. - Odepchnęła go od siebie.
-Tak Ci powiedziała?
-Oboje mi tak powiedzieli. - mruknąłem. - Wierzę jej przecież by mnie nie...
-Oczywiście, że nie. - James uśmiechnął się do mnie życzliwie. - Ona nie jest taka niż laski z którymi chodziłeś. Nie zdradziła by cię. Na bank.
Jego słowa trochę mnie pocieszyły, ale i tak miałem żal do Willa, że odważył się coś takiego zrobić. Bo może tylko mi się wydawało, że po ślubie Aliana będzie całkiem nietykalna.
-Hej, Ziemia do Kendalla! - znowu James. Jego głos wyrwał mnie z zamyślenia, sprowadzając z powrotem na naszą poczciwą planetę.
-Wybacz, stary. - odparłem, pochylając się nad butelką z sokiem malinowym. - Zamyśliłem się.
-W porządku. - wzruszył ramionami. - Przecież wiesz, że możesz mi powiedzieć, co jest grane.
-Tak, wiem. I bardzo Ci za dziękuję, kolego.
**Logan**
I znowu guma! Dlaczego to się przydarza właśnie mnie? Czy na serio muszę mieć takiego pecha? Ludzie, ile można?
Z wściekłością wysiadłem z samochodu i automatycznie wyciągnąłem z bagażnika zestaw do wymiany koła. No pięknie... Przynajmniej wystarczy, żeby zajechać na stację benzynową. Pracownicy już się chyba przyzwyczaili, że jestem tam stałym bywalcem.
-Problem z oponą? - usłyszałem głos jakiejś dziewczyny, kiedy pochylałem się nad lewarkiem.
Odwróciłem się i zobaczyłem blondynkę, która opierała się o dość duży ścigacz. Nawet większy od niej. Wyglądała dość dziwnie w tej skórzanej kurtce. Taka delikatna, w wyglądała jak twardzielka.
-Tak, ciągle łapię gumę. - odpowiedziałem, starając się jakoś wyglądać – Chyba mam pecha.
-Nie masz pecha. - pokręciła głową. - Tylko niepotrzebnie oszczędzasz na dętce. Powinieneś kupić grubszą. Jest droższa, wiem, ale przynajmniej się tak od razu nie przepali. W Cariforni nie ma co oszczędzać na samochodzie.
-Łał... - uniosłem brwi. - Znasz się na tym?
-Tak jakby. - wzruszała ramionami. - Tobie radziłabym sportowe koła. Zanim zabrakło mi benzyny, widziałam, że lubisz przycisnąć.
-Widziałaś? - parsknąłem śmiechem. - Jak to?
-Od centrum siedziałam Ci na ogonie. - odpowiedziała. - Masz niezłą brykę.
-Dzięki. - pokiwałem, głową, kiedy razem pochylaliśmy się nad kołem. - Jestem Logan.
-Abby. Miło mi poznać.
-Ciebie też miło. A co z twoim motorem? - zapytałem, oglądając się na wyścigówkę. - Nikt go...
-Nie... - uśmiechnęła się życzliwie, pomagając mi pozbyć się śrubek w kole. - Zaraz przyjedzie kuzyn z dostawą paliwa. Spalił mi wczoraj pół baku i nie zatankował.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

No i tyle... Tak mi się dzisiaj chciało popisać... Chyba od razu zabiorę się za wtorkową notkę... A ponieważ nie mam już nic do powiedzenia, to już kończę. 
A nie, jednak mam. nowa historia jest już w przygotowaniu. Pierwsza notka została już do połowy napisana w zeszycie, ale zanim ją zakończę, muszę jeszcze rozpisać konkurs. Dobra, już rozpisałam, ale nie napisałam charakterystyk i wzoru wiadomości. No i teraz już na prawdę! 
Trzymajcie się cieplutko! Mam nadzieję, że dzisiejsza notka wam się podobała.  

4 komentarze:

  1. Kendall w koncu pokazal te dusze bad boya :) Carlos... troche wiecej asertywnosci chlopie :) Oj Logan. Wez ty sie nie wkrecaj z ta laseczka w zadne romanse. Ostrzegam! A notka boska ;) to czuc ze ci sie chcialo :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie znałam Kendalla od tej.. Hum? Agresywnej strony :). Ale przyznam się nieźle w Niej wyglądał :). Carlos. Naucz się odmawiać, to nie boli :]. Życie staje się wtedy, lepsze. Już się nie mogę doczekać, rozwoju sytuacji między Loganem a Abby :d. Jak przeczytałam Abby, to od razu skojarzyła mi się z aktorką Pauley Perrette która gra Abby Sciuto w Agenci NCIS :d.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kendall, co tak słabo? Trza było mu obić gębę :D Carlos, weź Ty się chłopie ogarnij i postaw się temu swojemu pożal się Boże ojcu, bo on Cię wykorzystuje! A Ty Logan nie daj się tej pipie na motorku! Masz żonę stary!
    To tyle co chciałem im powiedzieć. Super notka, Marto :)

    OdpowiedzUsuń
  4. No i co miłość potrafi zrobić z człowiekiem??? Kendall stał się furiatem, ale to dobrze, bo broni swojego miejsca jako męża u boku swojej żony. I szczerze to myślałam, że pobije tego typka. A James, czy aby tylko ja mam wrażenie, że jego pytania do czegoś 'piły'. No i Logan, czy coś będzie pomiędzy nim a Abby? Siedziała mu na ogonie śledząc go, to już coś daje do myślenia. Pozdrawiam, Ciri (http://big-time-rush-ciri.blog.onet.pl)

    OdpowiedzUsuń